Coś miłe­go daj mi luby, bo nad­cho­dzą Walen­tyn­ki. I to nie o kro­ko­dy­la cho­dzi, o któ­re­go pro­si­ła Kla­ra w ‘Zemście’ Alek­san­dra Fre­dry, w słyn­nym cyta­cie Pap­ki­na  ‘Kro­ko­dy­la daj mi luby, jeśli nie chcesz mojej zgu­by’. Tak to kie­dyś było, że ten luby nic mi nie dawał. Uwa­żał, że to takie nie­po­waż­ne, wręcz głu­pie świę­to. Cele­bro­wać jakie­goś świę­te­go Walen­te­go, żyją­ce­go w cza­sach cesar­stwa rzym­skie­go? No wła­ści­wie, pod sznu­rek mili­tar­no pru­skiej kin­dersz­tu­by, sko­mu­ni­zo­wa­nej przez mark­si­stów w pol­skim wyda­niu sowie­tów, powi­nien mnie obda­ro­wy­wać ten mój luby na Nowy Rok, na przy­kład prze­bie­ra­jąc się za wital­ne­go Dzia­da Mro­za, a potem na Dzień Kobiet (na doda­tek międzynarodowy).

Oba te świę­ta były pro­pa­go­wa­ne przez komu­ni­stów, bo nie mia­ły nic wspól­ne­go, ani z Pol­ską, ani z chrze­ści­jań­ską tra­dy­cją, ani z naszy­mi oby­cza­ja­mi. Owszem pod cho­in­kę w zależ­no­ści od rejo­nu przy­no­si­ło pre­zen­ty Dzie­ciąt­ko, albo Gwiazd­ka, ale publicz­nie i ofi­cjal­nie to nie. Owszem w koście­le, i w domu obcho­dzi­ło się Boże Naro­dze­nie, ale ofi­cjal­nie to żad­ne­go Boże­go Naro­dze­nia nie było. Nie było tak­że Walen­ty­nek. Te przy­ję­ły się w Pol­sce dopie­ro pod koniec zeszłe­go wie­ku. Ale my w Kana­dzie, obcho­dzi­my je od dawien daw­na. Moja wizy­tu­ją­ca mnie z Pol­ski rodzi­na (wszy­scy zarob­ko­wo i sie­dzą­cy zde­cy­do­wa­nie za dłu­go dla zdro­wia mojej rodzi­ny) nie mogła się nadzi­wić tym Walen­tyn­kom, i czer­wo­nym różom z cze­ko­la­dy, i kwia­tom, i kartkom.

Po wej­ściu Pol­ski do Unii Euro­pej­skiej Walen­tyn­ki przy­ję­ły się tak­że i w Pol­sce. Na począt­ku w Kana­dzie bar­dzo mam to opor­nie szło, żeby się prze­sta­wić na Walen­tyn­ki. No bo cóż to za świę­to? Jakieś świę­ty Walen­ty co wyda­je ser­dusz­ka ludziom. Ale dzie­ci poszły do szko­ły, i żeby wszyst­kie się dobrze czu­ły to co roku trze­ba było kupić jakieś kar­ty i dać wszyst­kim dzie­ciom w kla­sie. Nikt nie mógł być pomi­nię­ty. Aha, oczy­wi­ście tym spe­cjal­nym kole­żan­kom i kole­gom, oprócz kart­ki któ­rą dosta­wa­li wszy­scy, dawa­ło się jakie­goś cukier­ka albo coś tam inne­go, spe­cjal­ne­go. Więc nie­rów­ność sama się natu­ral­nie rodzi­ła, ponie­waż nie­któ­re dzie­ci dosta­wa­ły coś pod sto­łem, a inne nie. No ale to już tak jest, że ega­li­ta­ryzm i rów­ność jest dekla­ro­wa­na, ale nie ma jej w praktyce.

Jakiś czas temu mia­łam takie­go jed­ne­go lube­go, któ­ry nie obcho­dził Walen­ty­nek — bo co to za głu­pie świę­to? Nie obcho­dził też Dnia Kobiet — bo to świę­to komu­ni­stycz­ne. W efek­cie zawsze był powód, aże­bym w środ­ku zimy nie dosta­ła kwiat­ka (nawet zła­ma­ne­go). A prze­cież wie­dział, że tak kocham kwia­ty! Cud­ne róże, pach­ną­ce hia­cyn­ty, czy dostoj­ne tuli­pan­ki, któ­re już się poja­wia­ją w lutym, a jak dobrze je doglą­dać to i do Dnia Kobiet dotrwają.

        Na całe szczę­ście ten luby w koń­cu znik­nął z moje­go życia. Aż wstyd powie­dzieć, że to on mnie zosta­wił, dalej nic nie kuma­jąc, że kobie­ty, wbrew temu co gło­szą femi­nist­ki, są po pro­stu ina­czej emo­cjo­nal­nie oka­blo­wa­ne. Przy tym roz­sta­niu, to sobie kupi­łam pięk­ne róże, i pach­ną­ce hia­cyn­ty, i wysmu­kłe tuli­pa­ny. Wysta­wi­łam ten cały wio­sen­ny bukiet na sto­li­ku i przy­ozdo­bi­łam kart­ką walen­tyn­ko­wą (taką dro­gą, nie z dola­rów­ki).  Ale był zdzi­wio­ny, ale był poiry­to­wa­ny. A ja nic. Buzia na kłód­kę, i tyl­ko uśmie­cham się tajem­ni­czo. Z tego wszyst­kie­go to mi się nawet do kosme­tycz­ki i fry­zje­ra pójść zachcia­ło. I nową blu­zecz­kę oko­licz­no­ścio­wą z czer­wo­ną fal­ban­ką naby­łam. I tak para­do­wa­łam, aż tego gacha wypa­ra­do­wa­łam. I wycho­dzi­łam nowe­go lube­go. To tak jak z grzy­ba­mi, nie ma, nie ma, i nagle są. Następ­ne­go roku i Walen­tyn­ki i Dzień Kobiet, i uro­dzi­ny, i imie­ni­ny, i to od dwóch. Ten daw­ny tro­chę za póź­no się zmi­ty­go­wał. Ja zresz­tą też, bo powin­nam od nie­go ucie­kać gdzie pieprz rośnie daw­no temu, kie­dy jesz­cze nie wie­dzie­li­śmy, że są Walen­tyn­ki. Pew­ne rze­czy, i pew­ni ludzie są nie­re­for­mo­wal­ni. Ale ten nowy jest lep­szy, zgrab­niej­szy w kro­ku i w ado­ra­cji. Całą resz­tę dopisz­cie sobie sami.

MichalinkaToronto@gmail.com

6‑ty luty, 2021