Tur­cję i Rosję nie obo­wią­zu­je żaden trak­tat o wza­jem­nej pomo­cy. Wystę­pu­je tu dycho­to­mia współ­pra­cy i rywa­li­za­cji. Wyni­ka to z tego, że Tur­cy uwa­ża­ją, że Rosja jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej racjo­nal­nym akto­rem niż pań­stwa zachod­nie, a w związ­ku z tym – że moż­na z nią łatwiej się poro­zu­mieć i pro­wa­dzić inte­re­sy w for­mu­le trans­ak­cyj­nej (ja daję tobie to, a ty mi coś inne­go, bez roz­wo­dze­nia się nad war­to­ścia­mi, któ­re nas łączą czy dzie­lą, bez zasta­na­wia­nia się, czy nasze wizje świa­ta do sie­bie pasu­ją). To wca­le nie ozna­cza, że Tur­cja chce być sojusz­ni­kiem Rosji. Po pro­stu uwa­ża, że jest to bar­dziej efek­tyw­ne roz­wią­za­nie z jej punk­tu widze­nia, a sko­ro sojusz­ni­cy czę­sto­kroć nie są w sta­nie jej wspo­móc, to jest wręcz ska­za­na na koope­ra­cję z Rosją.

Michał Perzyń­ski/Instytut Jagiel­loń­ski: dla­cze­go Tur­cja w ostat­nich latach pro­wa­dzi tak aser­tyw­ną poli­ty­kę zagra­nicz­ną pomi­mo bycia człon­kiem NATO?

Karol Wasi­lew­ski: pod­sta­wą do zro­zu­mie­nia aser­tyw­nej poli­ty­ki jest pozna­nie szer­sze­go myśle­nia Tur­cji o świe­cie, bo wła­śnie to naj­le­piej tłu­ma­czy, skąd wziął się pomysł na taką poli­ty­kę zagra­nicz­ną tego pań­stwa. Tur­cy sądzą, że zmie­nia się porzą­dek mię­dzy­na­ro­do­wy. Według nich świat zachod­nio­cen­trycz­ny, w któ­rym bez­a­pe­la­cyj­nym lide­rem były Sta­ny Zjed­no­czo­ne, skoń­czył się. Ich zda­niem osta­tecz­ny kształt przy­szłe­go porząd­ku mię­dzy­na­ro­do­we­go jesz­cze się nie wyło­nił, ale już wia­do­mo, że będzie to świat wie­lo­bie­gu­no­wy. Celem Tur­cji – jak twier­dzą poli­ty­cy – jest sta­nie się jed­nym z bie­gu­nów, cen­trów tego nowe­go świa­ta. W prak­ty­ce ozna­cza to, że Tur­cja chcia­ła­by być jed­nym z naj­waż­niej­szych państw na świecie.

Kolej­ną waż­ną spra­wą jest to, że Tur­cy zawie­dli się na swo­ich zachod­nich sojusz­ni­kach. Klu­czo­wym wyda­rze­niem, któ­re prze­ko­na­ło Tur­cję do takie­go myśle­nia, była woj­na domo­wa w Syrii. Tur­cja uzna­ła, że nie otrzy­ma­ła w tej spra­wie wystar­cza­ją­cej pomo­cy od swo­ich zachod­nich sojusz­ni­ków. Ani Unia Euro­pej­ska, ani NATO nie wspo­mo­gły Tur­cji w tym zakre­sie – kon­kret­niej nie speł­ni­ły jej postu­la­tów, zgła­sza­nych nie­mal od począt­ku woj­ny w Syrii, aby na gra­ni­cy syryj­sko-turec­kiej utwo­rzyć stre­fę bez­pie­czeń­stwa i stre­fę zaka­zu lotów — dla­te­go Tur­cy są od tego momen­tu prze­ko­na­ni, że jeśli chcą zadbać o swo­je bez­pie­czeń­stwo, to muszą to robić samo­dziel­nie. I to jest dru­gi powód, dla któ­re­go poli­ty­ka Tur­cji sta­ła się taka aser­tyw­na. Nawia­sem mówiąc, to mię­dzy inny­mi dla­te­go Tur­cja zaan­ga­żo­wa­ła się we współ­pra­cę z Rosją, gdyż uzna­ła, że żad­ne pań­stwo sojusz­ni­cze nie wes­prze jej prze­ciw Rosji, a więc Tur­cy doszli do wnio­sku, że sami muszą się z nią porozumieć.

Do przy­śpie­sze­nia pro­ce­sów zwią­za­nych z aser­tyw­ną poli­ty­ką Tur­cji doszło też dzię­ki pre­zy­den­tu­rze Donal­da Trum­pa. Tur­cy chy­ba dość dobrze pozna­li się na pre­zy­den­cie USA i jego „trans­ak­cyj­nym” podej­ściu do spraw mię­dzy­na­ro­do­wych. Zało­ży­li, że za pro­wa­dze­nie dzia­łań poli­tycz­nych, któ­re sto­ją w kontrze do inte­re­sów zachod­nich sojusz­ni­ków, nie będą pono­si­li żad­nych kosz­tów. Co praw­da, nie była to do koń­ca traf­na dia­gno­za. W koń­cu Donald Trump w 2018 r. samy­mi twe­eta­mi dopro­wa­dził do poważ­nych tur­bu­len­cji gospo­dar­czych w Tur­cji (nało­żył też sank­cje na turec­kich mini­strów za prze­trzy­my­wa­nie w wię­zie­niu pasto­ra Andrew Brun­so­na), ale gdy­by przyj­rzeć się kata­lo­go­wi spraw roz­bież­nych w sto­sun­kach turec­ko-ame­ry­kań­skich, to moż­na uznać, że poten­cjal­ne kon­se­kwen­cje mogły­by być dużo poważ­niej­sze. Dobrym przy­kła­dem są tutaj sank­cje na Tur­cję za zakup od Rosji sys­te­mu obro­ny prze­ciw­lot­ni­czej i prze­ciw­ra­kie­to­wej S‑400, któ­re Donald Trump nało­żył dopie­ro w poło­wie grud­nia br., choć kon­gres naci­skał go w tej spra­wie nie­mal od dwóch lat. Tur­cja nie pono­si­ła też kosz­tów za swo­je dzia­ła­nia w Syrii, któ­re były w kontrze do inte­re­sów Sta­nów Zjed­no­czo­nych (sank­cje nało­żo­ne przez USA na turec­kich mini­strów po inter­wen­cji Tur­cji w Syrii w paź­dzier­ni­ku 2019 r. były w mocy 9 dni). Mówi­my o kosz­tach ze stro­ny USA, ale nale­ży mieć tak­że na uwa­dze te ze stro­ny Unii Euro­pej­skiej. Tutaj wspo­mnij­my o spra­wie klu­czo­wej: po kry­zy­sie gospo­dar­czym w 2008 roku, któ­ry Tur­cja prze­szła rela­tyw­nie gład­ko, a następ­nie po kry­zy­sie migra­cyj­nym, któ­ry uza­leż­nił UE od Tur­cji na odcin­ku migra­cyj­nym, Tur­cja zało­ży­ła, że jest w rela­cjach z Unią Euro­pej­ską sil­niej­szą stro­ną. W związ­ku z tym uzna­ła, że rów­nież i w tym przy­pad­ku nie będzie pono­si­ła dotkli­wych kosz­tów swo­ich dzia­łań. Te wszyst­kie czyn­ni­ki sta­no­wią miesz­kan­kę, któ­ra osta­tecz­nie skut­ko­wa­ła tym, co nazy­wa­my aser­tyw­ną poli­ty­ką zagra­nicz­ną Turcji.

Perzyń­ski: wyglą­da na to, że taki spo­sób pro­wa­dze­nia poli­ty­ki jest przez Tur­cję dokład­nie prze­my­śla­ny. Czy tak rze­czy­wi­ście jest?

Wasi­lew­ski: teo­re­tycz­nie tak jest, ale nale­ży też zwró­cić uwa­gę na pod­sta­wo­wy pro­blem, że te wszyst­kie dzia­ła­nia są zbu­do­wa­ne na wątłej pod­sta­wie, a mia­no­wi­cie zasa­dzie. „a co jeśli”? Mówiąc na przy­kła­dzie, któ­ry poru­sza­li­śmy wyżej: jeśli UE czy Sta­ny Zjed­no­czo­ne nie nało­żą sank­cji, to się uda. Pro­blem pole­ga na tym, że w przy­pad­ku pro­wa­dze­nia poli­ty­ki zagra­nicz­nej róż­ne dzia­ła­nia wywo­ła­ją kontr­dzia­ła­nia ich odbior­ców. Spójrz­my na to na przy­kła­dzie podej­ścia Tur­cji do NATO. Tur­cja nie chce wyjść z Soju­szu Pół­noc­no­atlan­tyc­kie­go, wręcz prze­ciw­nie, chce być w nim waż­nym człon­kiem i chce, aby jej inte­re­sy były sza­no­wa­ne na rów­ni z inte­re­sa­mi innych „dużych” człon­ków (co, nawia­sem mówiąc, jest postu­la­tem cał­kiem słusz­nym, bo nie da się zaprze­czyć, że Tur­cy mają pod­sta­wy do sądze­nia, że ich inte­re­sy bez­pie­czeń­stwa są lek­ce­wa­żo­ne). Tyle, że aser­tyw­na poli­ty­ka zagra­nicz­na, któ­rą pró­bu­je to wymu­sić – np. powstrzy­my­wa­nie się od dołą­cza­nia do zachod­nich sank­cji na Rosję, czy blo­ko­wa­nie aktu­ali­za­cji natow­skich pla­nów dla Pol­ski i państw bał­tyc­kich – wywo­łu­ją u sojusz­ni­ków zupeł­nie inne wra­że­nie i pyta­nia, czy Tur­cję wciąż moż­na trak­to­wać jako wia­ry­god­ne­go sojusz­ni­ka. To jest czyn­nik, któ­ry przez turec­kich decy­den­tów jest kom­plet­nie igno­ro­wa­ny. Innym przy­kła­dem takiej cał­ko­wi­cie nie­prze­my­śla­nej – czy po pro­stu nie­uwzględ­nia­nej – przez Tur­ków kwe­stii jest to, że ich dzia­ła­nia rodzą kosz­ty poli­tycz­ne, np. dla euro­pej­skich lide­rów. W prak­ty­ce coraz trud­niej uza­sad­niać im koniecz­ność utrzy­ma­nia dobrych rela­cji z Tur­cją, gdy spo­łe­czeń­stwa w ich pań­stwach sta­ją się wobec Tur­cji coraz bar­dziej sceptyczne.

Perzyń­ski: jakie są dłu­go­ter­mi­no­we cele Tur­cji w Libii, Syrii i ostat­nio, w Gór­skim Karabachu?

Wasi­lew­ski: jak wspo­mnia­łem, pod­sta­wo­wym celem Tur­cji jest zyska­nie sta­tu­su jed­ne­go z „cen­trów” przy­szłe­go ładu mię­dzy­na­ro­do­we­go. W tym sen­sie zaan­ga­żo­wa­nie w te kon­flik­ty to takie wsa­dza­nie sto­py w drzwi, któ­re ma spo­wo­do­wać, że inte­re­sy Tur­cji będą uwzględ­nia­ne przy ich roz­wią­zy­wa­niu. Takie zasia­da­nie przy sto­le nego­cja­cyj­nym – cho­dzi o zasia­da­nie, któ­re jed­no­cze­śnie mia­ło­by efekt w posta­ci moż­li­wo­ści reali­za­cji wła­snych postu­la­tów — ozna­cza­ło­by, że Tur­cja sta­ła się mocar­stwem regio­nal­nym, a następ­nie mogła­by się zająć reali­za­cją inne­go, ambit­ne­go celu stra­te­gicz­ne­go, w któ­ry turec­cy decy­den­ci zda­ją się wie­rzyć – zyska­niem sta­tu­su mocar­stwa globalnego.

Przy oka­zji zaan­ga­żo­wa­nia w te kon­flik­ty Tur­cja sta­ra się też pod­no­sić swo­ją war­tość dla NATO. Twier­dzi, że przez zaan­ga­żo­wa­nie w takich kon­flik­tach jak te w Libii, Syrii czy Kara­ba­chu jest jedy­nym pań­stwem, któ­re w efek­tyw­ny spo­sób rów­no­wa­ży wpły­wy Rosji w sąsiedz­twie Euro­py. Oczy­wi­ście Tur­cja ma tu na wzglę­dzie rów­nież cele gospo­dar­cze. Inter­wen­cje Tur­cji w Libii czy Gór­skim Kara­ba­chu są dość nisko­kosz­to­we, pole­ga­ją m.in. na wysła­niu dro­nów i dorad­ców woj­sko­wych, czy prze­rzu­ca­niu bojow­ni­ków z Syrii, któ­rym Tur­cja pła­ci nie aż tak wyso­ki żołd. Anka­ra spo­dzie­wa się, że to zaan­ga­żo­wa­nie przy­nie­sie nie­pro­por­cjo­nal­nie wyso­kie zwro­ty w dłuż­szej per­spek­ty­wie. Przy­kła­do­wo liczy na to, że dzię­ki zaan­ga­żo­wa­niu w Libii turec­ki sek­tor budow­la­ny zyska kon­trak­ty na 30–40 mld dola­rów. Z kolei wspar­cie dla Azer­bej­dża­nu ma przy­czy­nić się do zako­rze­nie­nia Tur­cji w obsza­rze Morza Kaspij­skie­go, pozwo­lić Tur­cji popra­wić bilans wydat­ków, jeśli cho­dzi o import surow­ców ener­ge­tycz­nych, otwo­rzyć drzwi do szer­szej eks­pan­sji gospo­dar­czej w Azji, a nawet pomóc prze­ko­nać Chiń­czy­ków do tego, że przy reali­za­cji Ini­cja­ty­wy Pasa i Szla­ku powin­ni myśleć o tzw. kory­ta­rzu środ­ko­wym, czy­li kory­ta­rzu trans­por­to­wym, któ­ry pro­wa­dził­by przez Morze Kaspij­skie, Azer­bej­dżan i przez Tur­cję jako o lep­szym roz­wią­za­niu niż kory­tarz pół­noc­ny (przez Sybe­rię), czy połu­dnio­wy prze­cho­dzą­cy przez Iran. Jest oczy­wi­ście tak­że jeden głów­ny cel, któ­ry wyni­ka z logi­ki i funk­cjo­no­wa­nia turec­kie­go reżi­mu. Tur­cja jest pań­stwem auto­ry­tar­nym, a reżi­my auto­ry­tar­ne mają to do sie­bie, że legi­ty­mi­zu­ją się nie przez wybo­ry – choć te w pro­pa­gan­dzie rzą­dzą­cej w Tur­cji Par­tii Spra­wie­dli­wo­ści i Roz­wo­ju oraz pre­zy­den­ta Tay­y­ipa Erdo­ğa­na odgry­wa­ją wciąż ogrom­ną rolę – ale przez dostar­cza­nie spo­łe­czeń­stwu róż­nych zysków. Mogą to być fruk­ta eko­no­micz­ne, ale z tym jest obec­nie w Tur­cji pro­blem, bo wsku­tek fatal­nej poli­ty­ki gospo­dar­czej znaj­du­je się ona w kiep­skiej sytu­acji gospo­dar­czej. Mogą to być też fruk­ta w posta­ci gra­nia na dumie naro­do­wej, co przy oka­zji pozwa­la trzy­mać elek­to­rat w cią­głej mobi­li­za­cji dzię­ki gra­niu moty­wem oblę­żo­nej twier­dzy. I to jest wła­śnie coś, co Tay­y­ip Erdo­ğan opa­no­wał do per­fek­cji, wma­wia­jąc spo­łe­czeń­stwu, że Tur­cja jest jedy­nym spra­wie­dli­wym, któ­ry wal­czy z nie­spra­wie­dli­wo­ścią całe­go świa­ta i wspo­ma­ga cie­mię­żo­nych, rów­nież przez takie inter­wen­cje jak ta w Karabachu.

Perzyń­ski: czy nowa admi­ni­stra­cja pre­zy­den­ta Bide­na będzie zde­cy­do­wa­nie reago­wać na dzia­ła­nia Turcji?

Wasi­lew­ski: Joe Biden ma spo­re doświad­cze­nie w poli­ty­ce zagra­nicz­nej, zatem spo­dzie­wam się, że na począt­ku da admi­ni­stra­cji czas na „prze­gląd” rela­cji z Tur­cją, a w związ­ku z tym i szan­sę Tur­kom na popra­wę rela­cji. Pod­sta­wo­wy pro­blem z Bide­nem jest jed­nak taki, że naj­pew­niej nie będzie on tak sko­ry do igno­ro­wa­nia pra­wa, jak robił to Trump (cho­dzi o zwle­ka­nie przez pre­zy­den­ta z nało­że­niem sank­cji na Tur­cję, mimo że teo­re­tycz­nie był przez to zobli­go­wa­ny przez Usta­wę o prze­ciw­dzia­ła­niu wro­gom Ame­ry­ki przez sank­cje), czy inge­ro­wa­nia w spra­wy sądo­we (tutaj cho­dzi o inną pro­ble­ma­tycz­ną spra­wę w sto­sun­kach turec­ko-ame­ry­kań­skich, a mia­no­wi­cie pro­ces prze­ciw­ko turec­kie­mu ban­ko­wi – Halk­ban­ko­wi, któ­ry omi­jał ame­ry­kań­skie sank­cje na Iran, naj­praw­do­po­dob­niej za przy­zwo­le­niem turec­kich poli­ty­ków). Krót­ko mówiąc, jest bar­dzo dużo prze­szkód, któ­re sto­ją na dro­dze popra­wie­nia sto­sun­ków mię­dzy Tur­cją a USA, nawet jeśli Biden będzie do tego bar­dzo sko­ry. Oczy­wi­ście jest to moż­li­we, ale wyma­ga­ło­by dale­ko idą­cych kom­pro­mi­sów ze stro­ny Tur­cji, a tym­cza­sem nic nie wska­zu­je na to, aby Tur­cy byli na to goto­wi. Cią­gle – nawet w spra­wie S‑400 – powta­rza­ją tę samą nar­ra­cję, któ­rą moż­na stre­ścić w ten spo­sób: jeste­śmy goto­wi do kom­pro­mi­su, któ­ry pole­ga na tym, że Ame­ry­ka­nie przy­zna­ją, że zro­bi­li błąd. Nie wyda­je mi się, zwłasz­cza w spra­wie S‑400, aby było to moż­li­we, choć­by dla­te­go, że jeśli moż­na powie­dzieć coś kon­kret­ne­go o gru­dnio­wych sank­cjach nało­żo­nych na Tur­cję, to wła­śnie to, że Ame­ry­ka­nie trak­tu­ją spra­wę rosyj­skie­go sys­te­mu jako „czer­wo­ną linię”, po któ­rej prze­kro­cze­niu będą musie­li na poważ­nie roz­wa­żyć rela­cję z Tur­cją. Nie sądzę, aby Biden to zmienił.

Perzyń­ski: jakie to może mieć konsekwencje?

Wasi­lew­ski: w tej chwi­li wszyst­ko zale­ży od tego, czy Tur­cy odbio­rą sygnał od Ame­ry­ka­nów, zmie­nią swo­je sta­no­wi­sko i posta­ra­ją się wspól­nie z nimi zna­leźć roz­wią­za­nie, zwłasz­cza wyj­ście z pro­ble­mu S‑400 i sank­cji. Nadzie­ję na to daje to, że ze spo­ko­jem zare­ago­wa­li na gru­dnio­we sank­cje – rów­nież dla­te­go, że mogły być dużo bar­dziej dotkli­we – a ponie­waż zosta­ły nało­żo­ne jesz­cze przez admi­ni­stra­cję Trum­pa, Biden będzie miał „czy­stą kar­tę”. Będzie mógł w akcie dobrej woli np. zawie­sić sank­cje na 180 dni, będzie mógł ich nie zawie­szać i szu­kać roz­wią­za­nia, wyko­rzy­stu­jąc je jako stra­szak, a wresz­cie będzie mógł – jeśli Tur­cy nie będą wyka­zy­wa­li się wolą współ­pra­cy – je zaostrzyć. To jest klu­czo­wa spra­wa dla przy­szło­ści sto­sun­ków turecko-amerykańskich.

Być może sank­cje przy­po­mną też Tur­kom coś, o czym – jak się wyda­je – w ostat­nich latach zapo­mnie­li. Przy­to­czę tu aneg­do­tę zwią­za­ną z İsmet­em İnönü, dru­gim pre­zy­den­tem Repu­bli­ki Tur­cji. Nie­gdyś zapy­ta­no go w wywia­dzie pra­so­wym, jak to jest pro­wa­dzić poli­ty­kę wobec mocarstw glo­bal­nych. Odpo­wie­dział, że to jest tak, jak­by czło­wiek spał z tygry­sem w jed­nym łóż­ku — musi nie­ustan­nie mieć się na bacz­no­ści. Tur­cy, jak się wyda­je, zapo­mnie­li, że USA są takim tygry­sem i to może być ich naj­po­waż­niej­szy błąd. Być może rze­czy­wi­ście jest tak, że Sta­ny Zjed­no­czo­ne słab­ną, ale w dal­szym cią­gu jest to naj­po­tęż­niej­sze pań­stwo na świe­cie, któ­re dys­po­nu­je bar­dzo sil­ny­mi instru­men­ta­mi mogą­cy­mi utrud­nić Tur­cji życie.

Spójrz­my tyl­ko na kurs turec­kiej liry w ostat­nich latach – jesz­cze w grud­niu 2017 r. za „psy­cho­lo­gicz­ną” barie­rę uwa­ża­no war­tość 4 lir za dola­ra, a prze­cież nie­daw­no, m.in. po kolej­nych tur­bu­len­cjach w sto­sun­kach Tur­cji z USA, dolar potra­fił kosz­to­wać nawet 8 lir! Krót­ko mówiąc, korzyst­ne dla Tur­ków było­by prze­ko­na­nie Sta­nów Zjed­no­czo­nych, że nadal chcą być ich sojusz­ni­kiem, zamiast prze­ko­ny­wa­nia – jak robi­li to w ostat­nich latach – że Ame­ry­ka­nie chcą zatrzy­mać wzrost Tur­cji, bo może się to oka­zać samo­speł­nia­ją­cą się prze­po­wied­nią. A gdy­by Ame­ry­ka­nie uwie­rzy­li, że w ich inte­re­sie rze­czy­wi­ście jest powstrzy­ma­nie wzro­stu Tur­cji, mogli­by zacząć pro­wa­dzić poli­ty­kę zmie­rza­ją­cą w tym kie­run­ku. To było­by dla Tur­ków bar­dzo kosztowne.

Perzyń­ski: jak moż­na oce­nić rela­cje Tur­cji z taki­mi mocar­stwa­mi jak Rosja? Jak to wyglą­da dziś: czy Tur­cja i Rosja to sojusz­ni­cy czy rywale?

Wasi­lew­ski: to bez wąt­pie­nia nie jest rela­cja sojusz­ni­cza choć­by dla­te­go, że Tur­cję i Rosję nie obo­wią­zu­je żaden trak­tat o wza­jem­nej pomo­cy. Wystę­pu­je tu dycho­to­mia współ­pra­cy i rywa­li­za­cji. Wyni­ka to z tego, że Tur­cy uwa­ża­ją, że Rosja jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej racjo­nal­nym akto­rem niż pań­stwa zachod­nie, a w związ­ku z tym – że moż­na z nią łatwiej się poro­zu­mieć i pro­wa­dzić inte­re­sy w for­mu­le trans­ak­cyj­nej (ja daję tobie to, a ty mi coś inne­go, bez roz­wo­dze­nia się nad war­to­ścia­mi, któ­re nas łączą czy dzie­lą, bez zasta­na­wia­nia się, czy nasze wizje świa­ta do sie­bie pasu­ją). To wca­le nie ozna­cza, że Tur­cja chce być sojusz­ni­kiem Rosji. Po pro­stu uwa­ża, że jest to bar­dziej efek­tyw­ne roz­wią­za­nie z jej punk­tu widze­nia, a sko­ro sojusz­ni­cy czę­sto­kroć nie są w sta­nie jej wspo­móc, to jest wręcz ska­za­na na koope­ra­cję z Rosją.

Sko­ro wspo­mnia­łem o tej jed­no­cze­snej współ­pra­cy i rywa­li­za­cji, to powi­nie­nem dodać, że nam może wyda­wać się to nie­lo­gicz­ne, bo trud­no utrzy­my­wać takie rela­cje w sta­nie rów­no­wa­gi, ale dla Tur­ków takie nie jest. Tur­cy myślą w zupeł­nie inny spo­sób. Są prze­ko­na­ni, że wła­śnie tak muszą wyglą­dać sto­sun­ki mię­dzy­na­ro­do­we we współ­cze­snym, dyna­micz­nie zmie­nia­ją­cym się i podat­nym na wstrzą­sy świe­cie. Nazy­wa­ją to „stra­te­gicz­ną kom­part­men­ta­cją”, taką zdol­no­ścią do – mówiąc obra­zo­wo – zamy­ka­nia kwe­stii pro­ble­ma­tycz­nych w szu­flad­kach przy zacho­wa­niu kre­den­su w jed­nym kawał­ku. Nie jestem prze­ko­na­ny, czy to podej­ście da się utrzy­mać w dłuż­szym cza­sie – w sto­sun­kach mię­dzy­na­ro­do­wych pro­ble­my nie wystę­pu­ją w oddzie­le­niu od sie­bie, ale wza­jem­nie na sie­bie wpły­wa­ją, przy­kła­do­wo pro­ble­my w rela­cjach poli­tycz­nych ogra­ni­cza­ją moż­li­wo­ści współ­pra­cy gospo­dar­czej – ale nie zmie­nia to fak­tu, że Tur­cy głę­bo­ko wie­rzą w to, że da się to utrzy­mać. Tur­cy po pro­stu postrze­ga­ją chwiej­ność jako stan nor­mal­ny, cechę kon­sty­tu­tyw­ną świa­ta i sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych i uwa­ża­ją, że na tej per­ma­nent­nej nie­rów­no­wa­dze są w sta­nie budować.

Perzyń­ski: czy jest moż­li­wa współ­pra­ca Tur­cji i Pol­ski w sfe­rze bez­pie­czeń­stwa, zwa­żyw­szy na rela­cje z Rosją?

Wasi­lew­ski: oczy­wi­ście, zwłasz­cza teraz, gdy Tur­cy zamie­rza­ją doko­ny­wać w swo­jej poli­ty­ce zagra­nicz­nej kolej­ne­go „zwro­tu” i pod­kre­ślać swe pró­by rów­no­wa­że­nia Rosji, zacie­śnia­ją współ­pra­cę z Ukra­iną, czy twier­dzą, że zamie­rza­ją popra­wić rela­cje z pań­stwa­mi UE i Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi – rzecz jasna, o ile oka­że się, że ten­den­cje te są trwa­łe. Ponad­to Pol­ska ma dłu­gą i dobrą histo­rię wza­jem­nych sto­sun­ków – w 2014 r. obcho­dzi­li­śmy ich sześć­set­le­cie – a dodat­ko­wo nie ma tylu pro­ble­mów w rela­cjach bila­te­ral­nych z Tur­cją, co pań­stwa zachod­nio­eu­ro­pej­skie, choć­by ze wzglę­du na fakt, że turec­ka dia­spo­ra – w ostat­nich latach jed­no z głów­nych źró­deł napięć mię­dzy Tur­cją a pań­stwa­mi euro­pej­ski­mi – jest w Pol­sce nie­zbyt licz­na. Atu­tem Pol­ski w rela­cjach z Tur­cją jest rów­nież to, że każ­dy pol­ski rząd wspie­ra euro­pej­skie aspi­ra­cje Tur­cji, co wyni­ka zarów­no z pozy­tyw­nych doświad­czeń Pol­ski z pro­ce­su inte­gra­cji euro­pej­skiej, jak i tego, że roz­sze­rza­nie stre­fy sta­bil­no­ści, poko­ju i demo­kra­cji jest w pol­skim inte­re­sie. Te wszyst­kie czyn­ni­ki dają pod­sta­wy do budo­wa­nia sil­nych rela­cji bilateralnych.

Trze­ba jed­nak zwró­cić przy tym uwa­gę na to, że Pol­ska nie jest „samot­ną wyspą”, nale­ży do struk­tur mię­dzy­na­ro­do­wych, a więc musi odno­sić się do pro­ble­mów, któ­re ich doty­czą, czy po pro­stu tych, któ­re roz­gry­wa­ją się na ich forum. Dobrym przy­kła­dem jest tutaj sytu­acja w UE. Już samo to, że część państw – przede wszyst­kim Gre­cja, Cypr i Fran­cja – ape­lu­je o nało­że­nie ostrych sank­cji na Tur­cję, powo­du­je, że Pol­ska musi się do tego jakoś odno­sić. Chwi­lo­wo nie pocią­ga to za sobą zbyt bole­snych kon­se­kwen­cji – choć­by dla­te­go, że sank­cjom wciąż sprze­ci­wia­ją się Niem­cy, Wło­si czy Hisz­pa­nie – ale nie moż­na powie­dzieć, że nie wywo­łu­je to żad­nych kosz­tów, bo skut­ko­wa­ło choć­by odra­cza­niem przez Cypr moż­li­wo­ści uchwa­le­nia przez UE kolej­nych sank­cji na Bia­ło­ruś. Z podob­nym przy­kła­dem mie­li­śmy do czy­nie­nia w NATO, gdzie m.in. napię­cia turec­ko-fran­cu­skie dopro­wa­dzi­ły do blo­ko­wa­nia przez Tur­cję aktu­ali­za­cji sojusz­ni­czych pla­nów obron­nych dla Pol­ski i państw bał­tyc­kich. Jak powie­dzia­łem, obec­nie nie rodzi to nad­mier­nych kon­se­kwen­cji, ale kosz­ty już się poja­wia­ją i domy­ślam się, że za jakiś czas Pol­ska może sta­nąć przed dyle­ma­tem, w któ­rym będzie musia­ła zwa­żyć kosz­ty i korzy­ści sto­sun­ków z Tur­cją. Szcze­gól­nie cie­ka­wa wyda­je mi się tu per­spek­ty­wa bar­dziej dłu­go­fa­lo­wa, zary­so­wa­na choć­by w rapor­cie Gru­py Reflek­syj­nej przy Sekre­ta­rzu Gene­ral­nym NATO nt. Soju­szu w 2030 roku. Spo­rą rolę odgry­wa­ją w nim zagad­nie­nia zwią­za­ne ze wzro­stem Chin, poli­tycz­ną spój­no­ścią NATO, a nawet wyzwań dla demo­kra­tycz­ne­go porząd­ku. To są miej­sca, w któ­rych per­spek­ty­wy nam się roz­jeż­dża­ją: Tur­cy postrze­ga­ją wzrost Chin jako szan­sę, sta­no­wią jed­no z naj­po­waż­niej­szych wyzwań dla poli­tycz­nej spój­no­ści soju­szu, a turec­ki reżim moż­na okre­ślić jako auto­ry­ta­ryzm kom­pe­ty­tyw­ny. Jeśli wnio­ski ze wspo­mnia­ne­go rapor­tu znaj­dą odzwier­cie­dle­nie w przy­szłej kon­cep­cji stra­te­gicz­nej soju­szu, a turec­ka per­spek­ty­wa wciąż będzie odle­gła od tych zało­żeń, to będzie to duże wyzwa­nie i dla człon­ko­stwa Tur­cji w NATO, i dla współ­pra­cy pol­sko-turec­kiej w zakre­sie bezpieczeństwa.

Dzie­sięć lat to jed­nak napraw­dę dużo i wie­le się może w tej mate­rii zmie­nić. Kto wie, może nawet Pol­ska będzie mia­ła swój wkład w prze­ko­na­nie Tur­cji, że nie war­to skre­ślać Zacho­du? Zda­je się, że mamy ku temu szcze­gól­ne pre­dys­po­zy­cje – cho­dzi tu nie tyl­ko o wspo­mnia­ne dobre rela­cje dyplo­ma­tycz­ne, lecz tak­że o to, że Pol­ska też jest ponie­kąd pań­stwem z pogra­ni­cza, a więc wyda­je się nie­co bar­dziej otwar­ta na uwzględ­nia­nie w dys­ku­sji innych perspektyw.

Karol Wasi­lew­ski jest koor­dy­na­to­rem pro­gra­mu Bli­ski Wschód i Afry­ka oraz ana­li­ty­kiem ds. Tur­cji. Dok­tor nauk spo­łecz­nych w zakre­sie nauk o poli­ty­ce i admi­ni­stra­cji, magi­ster sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych (Wydział Nauk Poli­tycz­nych i Stu­diów Mię­dzy­na­ro­do­wych Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go), licen­cjat orien­ta­li­sty­ki na kie­run­ku tur­ko­lo­gia (Wydział Orien­ta­li­stycz­ny Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go). Autor książ­ki „Turec­ki sen o Euro­pie – toż­sa­mość zachod­nia i jej wpływ na poli­ty­kę zagra­nicz­ną Repu­bli­ki Tur­cji”. Posłu­gu­je się angiel­skim i tureckim.

Źró­dło infor­ma­cji: Insty­tut Jagielloński