Rok 2021 jest ogła­sza­ny jako rok prze­ło­mo­wy w gospo­dar­ce świa­ta. Przy­czy­ny tego prze­ło­mu jak zwy­kle zale­żą od tego gdzie się ucho przy­sta­wi. Aktu­al­na pan­de­mia i nadzie­je zwią­za­ne z praw­dzi­wym desz­czem szcze­pio­nek z róż­nych czę­ści świa­ta jest jed­nym z wie­lu punk­tów widzenia.

Na świe­cie jest w tej chwi­li sie­dem zatwier­dzo­nych szcze­pio­nek, a następ­nych 55 (tak: pięć­dzie­siąt pięć) jest na eta­pie testów. Ale dla potrzeb naszej lokal­nej publicz­no­ści wspo­mi­na się tyl­ko i wyłącz­nie dwie, teraz może już trzy, szcze­pion­ki wyro­bio­ne na Zacho­dzie. Cała resz­ta świa­ta pozo­sta­je spo­wi­ta w opa­rach dzien­ni­kar­skiej mgły opa­da­ją­cej tyl­ko na potrze­by pro­pa­gan­do­we dla wspar­cia albo słusz­nej woj­ny, albo dra­ma­tycz­ne­go opi­su kolej­ne­go ata­ku anty/terrorystycznego.

Ofi­cjal­ne media prak­tycz­nie w ogó­le nie wzmian­ku­ją trzech szcze­pio­nek chiń­skich zaku­pio­nych już przez kra­je arab­skie, ani szcze­pion­ki rosyj­skiej, któ­ra weszła w dys­try­bu­cje w Rosji jesz­cze zanim pierw­szy pacjent w UK został ukłu­ty Pfizer’em (maso­we szcze­pie­nia Sput­ni­kiemV zaczę­ły się już w Argentynie).

Jeśli w „słusz­nej” pra­sie coś się poja­wia na ich temat, to tyl­ko wąt­pli­wo­ści i zastrze­że­nia. Z dru­giej stro­ny, takie wąt­pli­wo­ści i kry­ty­ka wobec szcze­pio­nek Pfi­ze­ra albo Moder­ny są bez­wa­run­ko­wo zwal­cza­ne aż do punk­tu usu­wa­nia ich źró­deł z por­ta­li YouTu­be. Infor­ma­cje są frag­men­ta­rycz­ne, epizodyczne.

One nie edu­ku­ją, nawet nie intry­gu­ją, a jedy­nie iry­tu­ją. Jeste­śmy trak­to­wa­ni jak dzie­ci, utrzy­my­wa­ni w bło­giej nie­wie­dzy i zapew­nia­ni, że oprócz nas jest tyl­ko las.

Jed­nym z naj­bar­dziej entu­zja­stycz­nie zapo­wia­da­nych przez maso­we media tego­rocz­nych prze­ło­mów, jest ten tzw. Gre­at Reset. “Zapo­wia­da­ny” to za duże sło­wo, szcze­gó­łów bowiem jest niewiele.

Jest to jak hol­ly­wo­odz­ka atrak­cja poprze­dza­na uryw­ka­mi zdań, wyświech­ta­ny­mi slo­ga­na­mi pre­zen­to­wa­ny­mi przez świa­to­wych cele­bry­tów (prin­ce Char­les) po to tyl­ko, aby wyro­bić nam smak. Jest tam mowa o „czy­stej ener­gii”, „czy­stym śro­do­wi­sku”, oraz całej liście bar­dziej abs­trak­cyj­nych pojęć, takich jak rów­ność, spra­wie­dli­wość, demo­kra­cja, z któ­rych każ­de poprze­dzo­ne jest magicz­nym sło­wem „social”. Jeśli ktoś chciał­by się dowie­dzieć w jaki spo­sób sło­wo „social” zmie­nia zna­cze­nie sło­wa, któ­re po nim nastę­pu­je, to ma dwie opcje.

Jed­na, jeśli tego nie poznał na wła­snej skó­rze, to zapo­znać się z histo­rią „social”-izmu, jego celów i przesłanek.

Dru­ga jest łatwiej­sza: prze­czy­tać krót­kie wypra­co­wa­nie pani Idy Auken, człon­ka duń­skiej par­tii libe­ral­nej (ale oczy­wi­ście ta też z dodat­kiem „social” przed „libe­ral­nej”) i kapłan­ki kościo­ła duń­skie­go. Jej wizja uto­pij­nej przy­szło­ści musi się zbie­gać bli­sko z pla­na­mi World Eco­no­mic Forum (WEF), ponie­waż wisi już od czte­rech lat na stro­nie inter­ne­to­wej tej sza­cow­nej organizacji.

Oprócz dzie­cin­nych mrzo­nek o lata­ją­cych samo­cho­dach, zawie­ra ona pobież­ny opis świa­ta w jakim pani Auken chce żyć już nie­dłu­go, bo w roku 2030. Jest to świat bez wła­sno­ści pry­wat­nej, bez pra­cy, bez szkół, bez intym­no­ści, bez wła­snych miesz­kań i bez rodzin, gdzie każ­dy twój ruch, każ­da myśl i każ­de marze­nie lub sen są zapi­sy­wa­ne i kon­tro­lo­wa­ne przez nie­zna­nych, nie­wy­bie­ral­nych i przed nikim nie­od­po­wie­dzial­nych administratorów.

Jest dla mnie oso­bi­ście rze­czą mało zro­zu­mia­łą skąd się mogą brać takie marze­nia u kogoś, kto wycho­wał się w kul­tu­rze euro­pej­skiej, wyro­słej z korze­ni indy­wi­du­ali­zmu i wol­no­ści jed­nost­ki, w kul­tu­rze Zacho­du, któ­ry dwu­krot­nie w cią­gu ostat­nich 70 lat otarł się o uni­ce­stwie­nie przez totalitaryzm.

Jeśli się w ten doku­ment bli­żej wczy­tać, to jest to swe­go rodza­ju mie­szan­ka orwel­low­skie­go „1984” z „Nowym wspa­nia­łym świa­tem” Hux­leya, wzbo­ga­co­na o nowe ele­men­ty total­nej inwi­gi­la­cji elek­tro­nicz­nej, któ­ra w dzi­siej­szym świe­cie naj­bar­dziej pasu­je do realiów życio­wych komu­ni­stycz­nych Chin.

Jest to dys­to­picz­na wizja spo­łe­czeń­stwa, któ­rej „ghost wri­ter” mógł (żeby nie powie­dzieć „musiał”) być nikt inny jak sam Xi Jin­ping, albo jeden z jego emi­sar­ju­szy. Czyż­by WEF, tak jak WHO, pod­le­ga­ła już Peki­no­wi?  WEF to ta orga­ni­za­cja, któ­ra corocz­nie aran­żu­je zlot wiedźm i wiedź­mi­nów śmie­tan­ki świa­to­wych finan­sów w Davos. W kwiet­niu tego roku ma tam zostać ogło­szo­ny wła­śnie ten  zapo­wia­da­ny Gre­at Reset.

Jeśli już za dzie­sięć lat wszy­scy mamy żyć tak jak w Chi­nach, no to pod­su­muj­my kró­ciut­ko co może­my o tym kra­ju powiedzieć.

Wie­my, że Chi­ny mają total­na kon­tro­lę nad swo­imi środ­ka­mi maso­we­go prze­ka­zu i bez cere­gie­li cen­zu­ru­ją wszel­kie ide­owe skrzy­wie­nia, co jest nie­rzad­ko połą­czo­ne z fizycz­na eli­mi­na­cją ich auto­rów. Komu­ni­stycz­na Par­tia Chin (KPC) nie ma żad­nej opo­zy­cji, któ­ra widzi świa­tło dzien­ne ina­czej niż przez zakra­to­wa­ne okno celi.

Kobie­ta, któ­ra zbry­zga­la por­tret Xi atra­men­tem znik­nę­ła natych­miast w cze­lu­ściach wię­zień. Jej rodzi­na wkrót­ce do niej dołą­czy­ła, bo odpo­wie­dzial­ność w Chi­nach jest zbio­ro­wa, dzię­ki temu ojciec cen­zu­ru­je syna, żona męża, a dzie­ci dono­szą poli­cji na rodzi­ców. Nie ma co się dzi­wić, że ludzie widzą­cy dla sie­bie taką przy­szłość jak pani Auken nie­na­wi­dzą rodzin. Chi­ny posia­da­ją olbrzy­mi sys­tem obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych,  zakła­dów reedu­ka­cyj­nych i obo­zów pra­cy, któ­ry jest sku­tecz­nie zasi­la­ny przez sys­tem komu­ni­stycz­nej spra­wie­dli­wo­ści (social justi­ce) posia­da­ją­cy chy­ba świa­to­wy rekord efek­tyw­no­ści — 99.9% oskar­żeń jest zatwier­dza­nych wyrokiem.

Oprócz bra­ku opo­zy­cji, w Chi­nach nie ma żad­nych związ­ków zawo­do­wych, któ­re by pozwo­li­ły robot­ni­kom na zrze­sza­nie się i repre­zen­ta­cje ich inte­re­sów wobec pracodawców.

Zna­my chiń­ski sys­tem kre­dy­tów spo­łecz­nych, w któ­rym każ­dy oby­wa­tel jest wyna­gra­dza­ny punk­ta­mi za ide­olo­gicz­nie akcep­to­wal­ne zacho­wa­nie (np. denun­cja­cje), albo kara­ny ich stra­tą za zacho­wa­nie suge­ru­ją­ce odej­ście od jedy­nie słusz­nej linii partii.

Na przy­kład, pew­na ilość zgro­ma­dzo­nych punk­tów daje ci zniż­kę na auto­bus, a gdy otrzy­masz punk­ty nega­tyw­ne możesz stra­cić wstęp na dwo­rzec kole­jo­wy gdy będziesz chciał odwie­dzić rodzi­nę. Wie­my, że każ­dy oby­wa­tel Chin musi posia­dać aktyw­ny tele­fon komór­ko­wy pozwa­la­ją­cy na ich natych­mia­sto­wą iden­ty­fi­ka­cję w miej­scach publicz­nych, oraz na inwi­gi­la­cję ich ruchów w mie­ście i kra­ju. Baza danych oby­wa­te­li jest tak boga­ta, że w skle­pach nie ma już kasje­rów — two­je kon­to jest auto­ma­tycz­nie obcią­ża­ne war­to­ścią zaku­pów ponie­waż twa­rze klien­tów są roz­po­zna­wa­ne przez skle­po­we kamery.

Nowa ini­cja­ty­wa „Belt and Road” pod­po­rząd­ko­wu­je inne kra­je eko­no­micz­nym potrze­bom Chin. Obej­mu­je ona nie tyl­ko kra­je Azji sąsia­du­ją­ce z Chi­na­mi, ale rów­nież kra­je odle­głej Afry­ki, a nawet coraz wię­cej kra­jów Euro­py. Poro­zu­mie­nie będą­ce czę­ścią tej ini­cja­ty­wy pod­pi­sa­ła rów­nież Pol­ska w 2016 r., w cza­sie wizy­ty Xi Jin­pin­ga w War­sza­wie. Podob­nie uczy­ni­li wszy­scy nasi połu­dnio­wi i wschod­ni sąsie­dzi, oraz Węgry, Rumu­nia i kra­je bał­kań­skie. Cie­ka­wost­ką jest, że w Ser­bii, któ­ra nie z wła­snej winy, ale z powo­du poli­ty­ki unij­nej i NATO, sta­ła się jed­nym z kra­jów euro­pej­skich naj­bar­dziej kon­tro­lo­wa­nych obec­nie przez Chi­ny, chiń­scy poli­cjan­ci uczest­ni­czą jako obser­wa­to­rzy w patro­lach serb­skiej poli­cji. Czy jest to tre­ning na przy­szłość? Czy jest to ini­cja­ty­wa, któ­ra się roz­sze­rzy na wszyst­kie kra­je „Belt and Road” jako nie­roz­łącz­na część pakie­tu chiń­skiej „pomo­cy gospo­dar­czej”?  Wszyst­ko to jest wiel­ce zbli­żo­ne do wizji pani Auken. Jeśli przy­po­mnieć sobie, że Chi­ny to kraj komu­ni­stycz­ny (o czym nasi lide­rzy czę­sto zapo­mi­na­ją), to wła­sno­ści pry­wat­nej sen­su stric­te tam nie powin­no być. Stan obec­ny, gdzie gru­pie miliar­de­rów wyda­je się, że coś mają na wła­sność, to tyl­ko tym­cza­so­wy prze­jaw ela­stycz­no­ści powro­zu chiń­skie­go komu­ni­zmu, któ­ry może zostać zmie­nio­ny dekre­tem KPC w cią­gu pię­ciu minut. Jedy­nym wła­ści­cie­lem Chin jest KPC. Resz­ta to iluzja.

Jeśli wszyst­ko to już wie­my, to jak moż­na wytłu­ma­czyć entu­zjazm kana­dyj­skie­go pre­mie­ra, któ­ry jak się sam wypo­wie­dział w roku 2013 ma nie­ukry­wa­ny podziw dla komu­ni­zmu w Chi­nach: „There’s a level of admi­ra­tion I actu­al­ly have for Chi­na. The­ir basic dic­ta­tor­ship is actu­al­ly allo­wing them to turn the­ir eco­no­my aro­und on a dime.” Nie, panie Tru­de­au, nie “on a dime” – ale o tym za chwilę.

No i o czym myślał jego amba­sa­dor w Chi­nach, McCal­lum, któ­ry czte­ry lata póź­niej tak zakoń­czył swo­ją eks­ta­tycz­ną mowę glo­ry­fi­ku­ją­ca socjal­ne i gospo­dar­cze osią­gnię­cia Chin: „In clo­sing, my atti­tu­de can be sum­med up in the three words I used when I pre­sen­ted my cre­den­tials to Pre­si­dent Xi Jin­ping seven mon­ths ago: more, more, more; plus, plus, plus; geng­duo, geng­duo, geng­duo.” Cze­go tak bar­dzo „wię­cej, wię­cej, wię­cej” chciał McCal­lum? Wię­zień i obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych? Inwi­gi­la­cji? Pro­for­ma pro­ce­sów sądo­wych zakoń­czo­nych szyb­ką egze­ku­cją? Cóż to za dys­kret­ny urok tota­li­ta­ry­zmu posia­da­ją Chi­ny, któ­re­mu ani poli­ty­cy ani biz­nes­me­ni nie potra­fią się oprzeć? A więc cze­go nam nie wol­no wie­dzieć o Chinach?

 

Co napę­dza gospo­dar­kę Chin

Glo­ba­li­stycz­ny ruch „cli­ma­te chan­ge” wyrósł z poraż­ki lewi­co­wych marzeń z roku 1968. Kto pamię­ta dzi­siaj jesz­cze Klub Rzym­ski i jego dys­to­pij­ne wizje prze­lud­nie­nia, któ­re mia­ło dopro­wa­dzić do wycień­cze­nia zaso­bów natu­ral­nych, żyw­no­ści i w rezul­ta­cie do gło­do­wej śmier­ci wie­lu miliar­dów ludzi? Wszyst­ko to oka­za­ło się kom­plet­ną bzdu­rą. Ci sami pseu­do-naukow­cy pła­czą dzi­siaj, że mamy za mało dzie­ci i przez to musi­my zwięk­szyć imi­gra­cję w kra­jach zachod­nich o wie­le milio­nów ludzi, aby nasza gospo­dar­ka mogła dobrze funkcjonować.

Ale trud lewac­kich naukow­ców nie poszedł na mar­ne. Okay, prze­lud­nie­nie to był zły pomysł, bo ludzi da się łatwo poli­czyć. Ale śro­do­wi­sko? Kli­mat? – to wszyst­ko solid­ne tema­ty. Tego albo nie widać, albo nie da się prze­wi­dzieć. A co naj­waż­niej­sze trud­no na serio zaprze­czać, że pogo­da zmie­nia się codzien­nie. Tak więc, zaraz jak Klub Rzym­ski znik­nął wsty­dli­wie ze stron gazet, temat zmian kli­ma­tycz­nych i glo­bal­ne­go ocie­ple­nia zaczął się poja­wiać na kon­fe­ren­cjach ONZ-tow­skich. Mały akt pre­sti­di­gi­ta­tor­ski był wyma­ga­ny, aby ze świa­to­we­go kry­zy­su naf­to­we­go w sen­sie bra­ku naf­ty, zro­bić kry­zys naf­to­wy w sen­sie: za dużo naf­ty na świe­cie. Ale w koń­cu naukow­cy robią swo­je dok­to­ra­ty nie po to żeby nie wie­dzieć jak prze­pi­sać zda­nie z tyłu do przodu.

Przy oka­zji, książ­ka Klu­bu Rzym­skie­go „The Limits to Growth” sprze­da­ła  się w 30 milio­nach egzem­pla­rzy w latach 1972–1974, sta­jąc się naj­więk­szym szla­gie­rem „śro­do­wi­sko­wym” wszech­cza­sów – i w efek­cie naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­nym dowo­dem na to, że naukow­cy czę­sto wyra­ża­ją opi­nie na tema­ty, o któ­rych nie mają zie­lo­ne­go poję­cia. Klub Rzym­ski był i nie­ste­ty pozo­sta­je orga­ni­za­cją mefi­sto­fe­liań­ską, któ­ra nadal zupeł­nie otwar­cie utrzy­mu­je, że naj­więk­szym wro­giem naszej pla­ne­ty jest czło­wie­czeń­stwo. Ale to temat na osob­ny artykuł.

Wydać się może nie­co zaska­ku­ją­ce, że pani­ka kli­ma­tycz­na Zacho­du roz­wi­ja­ła się rów­no­le­gle z refor­ma­mi Deng Xia­opin­ga w Chi­nach, któ­re roz­po­czę­ły się rów­nież w poło­wie lat 70-tych i mia­ły na celu otwar­cie gospo­dar­ki Chin na świat zewnętrzny.

Pod koniec lat 80-tych temat „cli­ma­te chan­ge” nabrał tonu histe­rycz­ne­go do tego stop­nia, że na kon­fe­ren­cji w Toron­to w 1988 ocie­ple­nie kli­ma­tu było porów­ny­wa­ne z zagro­że­niem woj­ną nukle­ar­ną. (Jak pamię­ta­my poprzed­nio to prze­lud­nie­nie mia­ło spo­wo­do­wać zagła­dę poło­wy ludz­ko­ści – a więc aryt­me­ty­ka była kon­se­kwent­na.) Tak się dziw­nie zło­ży­ło, że wła­śnie od począt­ku lat 90-tych bez­po­śred­nie inwe­sty­cje zagra­nicz­ne (FDI — fore­ign direct inve­st­ments) w komu­ni­stycz­nych Chi­nach zaczę­ły wzra­stać lawi­no­wo i w cią­gu pię­ciu lat wzro­sły 4‑krotnie do pozio­mu 50 miliar­dów dola­rów rocznie.

Inte­re­su­ją­ce jest, że im wię­cej demon­stra­cji i kon­fe­ren­cji kli­ma­tycz­nych odby­wa­ło się na Zacho­dzie, tym szyb­ciej rosły FDI w Chi­nach. Przy­łą­cze­nie się Chin do Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Han­dlu (WTO) w 2001 r. jesz­cze przy­śpie­szy­ło ten pro­ces. Pod koniec pierw­szej deka­dy XXI wie­ku FDI podwo­iły się do 100 miliar­dów dola­rów rocz­nie. W zeszłym roku FDI w Chi­nach były już na pozio­mie 150 miliar­dów dolarów.

Tym­cza­sem pomię­dzy 2001 i 2020 w samych USA zamknię­to 60.000 fabryk. Dla Ame­ry­ki Pół­noc­nej efekt woj­ny kli­ma­tycz­nej był rze­czy­wi­ście zbli­żo­ny do efek­tu woj­ny nukle­ar­nej. Chi­ny za to zyska­ły ponad 2 bilio­ny dola­rów (US: tril­lions) inwe­sty­cji za darmo.

Cze­mu tak dra­stycz­ne zmia­ny gospo­dar­cze na Zacho­dzie, tyle wyrze­czeń, tyle bez­ro­bo­cia i spad­ku płac nie odnio­sły żad­ne­go pozy­tyw­ne­go efek­tu na glo­bal­ny kli­mat, a wręcz przeciwnie?

Czy to w ogó­le mogło dopro­wa­dzić do powstrzy­ma­nia glo­bal­nej emi­sji CO2 i glo­bal­ne­go ocie­ple­nia? Abso­lut­nie nie. Zamy­ka­nie fabryk w kra­ju takim jak np. Kana­da i prze­no­sze­nie tej pro­duk­cji do Chin spra­wia, że do wytwo­rze­nia tych samych pro­duk­tów wyko­rzy­stu­je się ener­gię nie pocho­dzą­cą w 90% ze źró­deł nukle­ar­nych i odna­wial­nych (jak w Kana­dzie), ale w 90% z węgla i gazu ziem­ne­go (jak w Chi­nach). W rezul­ta­cie glo­bal­ny car­bon foot­print sta­je się cięż­szy o 80%. Jeśli dodać do tego całą flo­tę tan­kow­ców i kon­te­ne­row­ców, któ­re muszą kur­so­wać pomię­dzy Chi­na­mi, a więk­szo­ścią ich klien­tów, ten „foot­print” z łatwo­ścią się podwa­ja. Ale Justin Tru­de­au może wyjść na podium ONZ i trium­fal­nie ogło­sić jakie to suk­ce­sy w woj­nie z emi­sja­mi CO2 odnio­sła Kanada.

Mimo iry­tu­ją­co nad­uży­wa­ne­go sło­wa “glo­bal­ne” we wszyst­kich prze­mó­wie­niach „śro­do­wi­skow­ców ”, ana­li­zy posu­nięć poszcze­gól­nych państw nigdy nie są ana­li­zo­wa­ne na tej samej powierzch­ni, tj. glo­bal­nie. Cele mamy wyty­czo­ne glo­bal­nie, ale cen­zur­ki są wysta­wia­ne lokalnie.

Z jed­nym waż­nym wyjąt­kiem: są nim Chi­ny. Chi­ny są zazwy­czaj pomi­ja­ne z wszel­kich roz­wa­żań klimatycznych.

Jedy­ne arty­ku­ły jakie się poja­wia­ją na temat Chin w “słusz­nych” mediach zawsze naświe­tla­ją pozy­tyw­ny aspekt tego pro­ble­mu. Typo­wym przy­kła­dem może być maga­zyn “Time”, któ­ry w kró­ciut­kim arty­ku­le z wrze­śnia 2019r. pod rado­snym tytu­łem: “How Chi­na Can Tru­ly Lead the Fight Aga­inst Cli­ma­te Chan­ge” zasta­na­wiał się na serio “what can Chi­na do now to stem emis­sions and rema­in a leader in the fight aga­inst cli­ma­te chan­ge”. Chi­ny — lide­rem wal­ki prze­ciw­ko zmia­nom kli­ma­tycz­nym? Żeby napi­sać coś podob­ne­go trze­ba jak Ali­cja żyć w kra­inie po dru­giej stro­nie lustra. Albo prze­dru­ko­wy­wać arty­ku­ły z Chi­na Daily.

Sto­pień kon­tro­li zachod­nich mediów przez KPC był naświe­tla­ny wie­lo­krot­nie, choć oczy­wi­ście nie w mediach, któ­re już są pod kon­tro­lą Peki­nu. Inter­net jest zale­wa­ny arty­ku­ła­mi, któ­re przed­sta­wia­ją punkt widze­nia KPC i wszyst­kie brzmią nie­mal iden­tycz­nie. Cza­sem nawet tytuł jest bez zmian.

Poli­ty­ka 100-klamstw spra­wia, że wyszu­ki­war­ki Googla nie muszą być skrzy­wia­ne w żaden pod­stęp­ny spo­sób, aby pierw­sze dzie­sięć stron suge­ro­wa­nych lin­ków zasy­pa­ne było arty­ku­ła­mi nazy­wa­ją­cy­mi Chi­ny lide­rem wal­ki z glo­bal­nym ociepleniem.

Jeśli nie sły­chać na Zacho­dzie gło­śnych sprze­ci­wów wobec kon­ty­nu­acji aku­mu­la­cji kapi­ta­łu pro­duk­cyj­ne­go w kra­ju o być może naj­gor­szym pro­fi­lu ener­ge­tycz­nym na świe­cie to dla­te­go, że nik­ną one w zsyn­chro­ni­zo­wa­nym skan­do­wa­niu agen­tów Peki­nu. W tej chwi­li samo­cho­dy elek­trycz­ne w Chi­nach są w rze­czy­wi­sto­ści napę­dza­ne głów­nie węglem, któ­ry gene­ru­je 65% ener­gii Chin. Mniej niż 10% chiń­skiej ener­gii pocho­dzi ze źró­deł odna­wial­nych. Musi­my o tym pamię­tać czy­ta­jąc lub słu­cha­jąc kolej­nej pro­pa­gan­dy Peki­nu powta­rza­nej bez­kry­tycz­nie i bez­wstyd­nie przez maso­we media, ponie­waż każ­dy ben­zy­no­wy SUV w Kana­dzie wytwa­rza mniej CO2 niż jaki­kol­wiek samo­chód elek­trycz­ny w Chinach.

A co na to Gre­ta Thun­berg? Repor­te­ro­wi „Rebel News” uda­ło się dotrzeć do niej w cza­sie jej wizy­ty w Kana­dzie, słyn­nej z tego jak skar­ci­ła nasze­go pre­mie­ra za jego nie­za­do­wa­la­ją­cą kli­ma­tycz­ną cen­zur­kę. Zapy­ta­na przez repor­te­ra (broń Boże nie przez Justy­na, któ­ry zacho­wy­wał się jak uczeń wywo­ła­ny do tabli­cy, któ­ry zapo­mniał odro­bić pra­cy domo­wej) cze­mu nie odwie­dza na przy­kład Chin, Gre­ta scho­wa­ła się za swo­ich rodzi­ców, któ­rzy odmó­wi­li komen­ta­rza i powie­dzie­li, że są zaję­ci, bo mają „ waż­ną nara­dę” w swo­im poko­ju hotelowym.

Gdzieś zza ich ple­ców dobie­gła w koń­cu odpo­wiedź Gre­ty: „Bo oni mnie nie zapra­sza­ją.” Po czym drzwi zosta­ły zamknię­te przed nosem repor­te­ra, ale nie zanim cała rodzin­ka wybu­chła gło­śnym śmiechem.

Istot­nie, z punk­tu widze­nia tych „ agen­tów zmia­ny”, pyta­nia takie muszą się wyda­wać dzie­cin­nie naiw­ne. Oni wie­dzą dokład­nie komu ich aktyw­ność poli­tycz­na słu­ży i kto pła­ci ich rachun­ki. Wspo­mnia­na szwedz­ka nasto­lat­ka zro­bi­ła ostat­nio pry­wat­ną dona­cję dla wal­ki z koro­na-wiru­sem w wyso­ko­ści US$100.000, być może aby pomniej­szyć swój rachu­nek podat­ko­wy. A więc jej wal­ka z ocie­ple­niem kli­ma­tycz­nym musi być dobrze płat­na. Ale czy ktoś szu­ka i pyta skąd te docho­dy pły­ną? Według Googla nikt na świe­cie tego nie wie.

Co gor­sza, ci sami śro­do­wi­skow­cy nawo­łu­ją­cy do zamknię­cia kopalń węgla cały świe­cie, sprze­ci­wia­ją się eks­por­to­wi gazu ziem­ne­go z Kana­dy do Chin, któ­ry pozwo­lił­by Chiń­czy­kom na przy­naj­mniej czę­ścio­we zmniej­sze­nie udzia­łu elek­trow­ni węglo­wych w zasi­la­niu ich prze­my­słu. Jak to wytłu­ma­czyć? Narzu­ca się jed­ną odpo­wiedź: bo siłą napę­do­wą gospo­dar­ki chiń­skiej jest rosną­ce zanie­czysz­cze­nie śro­do­wi­ska, któ­re rów­nież agi­tu­je do akcji ruch kli­ma­ty­stów na Zacho­dzie i pom­pu­je kapi­tał Zacho­du w kie­run­ku Chin.

Czy jest moż­li­we, że Chi­ny, o ile nawet nie były ory­gi­nal­nie jej ini­cja­to­rem, to jed­nak dostrze­gły pozy­tyw­ny efekt pani­ki glo­bal­ne­go ocie­ple­nia na wzrost FDI w ich kraju?

Bez wąt­pie­nia.

Jaka jest ich reak­cja na Umo­wę Pary­ską i coraz wyż­sze kosz­ty pro­duk­cji na Zacho­dzie z powo­du podat­ków śro­do­wi­sko­wych i węglowych?

Budo­wać wię­cej elek­trow­ni węglo­wych! W tej chwi­li Chi­ny pla­nu­ją zbu­do­wa­nie ponad 300 nowych elek­trow­ni węglo­wych przed rokiem 2030 – czy­li co naj­mniej dwie co mie­siąc przez następ­ne 10 lat. Elek­trow­nie te, o wspól­nej mocy 290 GW, wystar­czy­ły­by same aby zupeł­nie zni­we­lo­wać świa­to­we cele reduk­cji emi­sji CO2 wyzna­czo­ne na rok 2030.

Fak­tycz­nie dopro­wa­dzi­ły­by one do prze­kro­cze­nia limi­tu wzro­stu glo­bal­nej tem­pe­ra­tu­ry o 2 stop­nie nie­za­leż­nie od tego jak dale­ce cała resz­ta świa­ta zde­cy­du­je się zaha­mo­wać swój wła­sny roz­wój. Czy to nie powin­no zasta­no­wić naszych poli­ty­ków nad sen­sow­no­ścią zabi­ja­nia kana­dyj­skie­go prze­my­słu naf­to­we­go dla nie­osią­gal­nych celów reduk­cji CO2? Celów, któ­re słu­żą Chi­nom, bo im wię­cej one wypa­lą węgla, tym wię­cej my zamknie­my naszej pro­duk­cji i tym jej wię­cej prze­nie­sie­my do Chin.

Jest jakaś głę­bo­ko nie­po­ko­ją­ca syner­gia i sym­bio­za pomię­dzy Chi­na­mi i „kli­ma­ty­sta­mi”. Mamy tyl­ko dwie opcje: albo rzą­dzą nami idio­ci, albo ktoś im  dobrze pła­ci za to żeby uda­wać głu­pich. Żad­na z nich nie wró­ży dla nas najlepiej.

 

Wilk w czer­wo­nym kapturku

Naj­więk­szym błę­dem, jaki mogli­by­śmy dzi­siaj popeł­nić, to zlek­ce­wa­żyć poli­ty­kę glo­bal­ną Chin jako nie­co pro­sta­cze, ale w głę­bi duszy uczci­we, part­ner­skie nego­cja­cje han­dlo­we dla wspól­nej korzy­ści wszyst­kich stron. Nic nie jest dal­sze­go od prawdy.

XXI wiek dał Chi­nom cały sze­reg oka­zji do tego aby poka­zać świa­tu swo­je dobre intencje.

Po raz pierw­szy Chi­ny mia­ły nie­mal cał­ko­wi­ty mono­pol na cen­ny suro­wiec, któ­re­go nikt inny nie wydo­by­wał: pier­wiast­ki ziem rzad­kich (REE – rear earth ele­ments). Jest to gru­pa 17 mięk­kich, cięż­kich meta­li, któ­rych za moich cza­sów szkol­nych nie było jesz­cze w tabli­cy Men­de­le­je­wa. Nale­żą do nich: scan­dium, lan­tha­num, cerium, pra­se­ody­mium, neo­dy­mium, sama­rium, yttrium, dys­pro­sium, hol­mium, erbium, thu­lium, ytter­bium, lute­tium, euro­pium, gado­li­nium, ter­bium i promethium.

Wbrew swo­jej nazwie, nie są one rzad­kie, ale są spo­ty­ka­ne w związ­kach che­micz­nych o nie­zwy­kle niskich kon­cen­tra­cjach. Ich wydo­by­cie i prze­twa­rza­nie jest wyso­ce pra­co­chłon­ne i ener­go­chłon­ne, wyma­ga­ją­ce wie­lu odręb­nych pro­ce­sów. Jest ono rów­nież ruj­nu­ja­ce dla śro­do­wi­ska i dla zdro­wia oko­licz­nej lud­no­ści. Pier­wiast­ki ziem rzad­kich sta­ją się szyb­ko pier­wiast­ka­mi ziem mar­twych. Każ­da tona REE wytwa­rza 34.000 do 42.000 metrów sze­ścien­nych gazu zwie­ra­ją­ce­go kon­cen­trat pyłów, kwas hydro­flu­oro­wy, dwu­tle­nek siar­ki i kwas siar­ko­wy. Dodat­ko­wo powsta­je 2.600 ton kwa­śnej wody i jed­na tona odpa­dów radioaktywnych.

W Chi­nach odpa­dy suche są po pro­stu spy­cha­ne bul­do­że­ra­mi po oko­li­cy, a woda two­rzy zatru­te jezio­ra, któ­re powo­li prze­ni­ka­ją do wód pod­skór­nych i lokal­nych rzek.

Ale ani Gre­cie ani Gre­en­pe­ace nie było tam po dro­dze, a zapro­sze­nia Xi Jin­ping im widocz­nie nie wysłał.

Nie trud­no zro­zu­mieć cze­mu nikt się tymi REE nie inte­re­so­wał ponie­waż nie było dla nich użytku.

Nikt, oprócz Chin.

Chiń­czy­cy wydo­by­wa­li te meta­le już od 30 lat ponie­waż mia­ły one zasto­so­wa­nie w rol­nic­twie i w hodow­li. Uży­wa­ne były jako doda­tek paszo­wy dla trzo­dy chlew­nej, dro­biu i bydła dzię­ki cze­mu świ­nie rosły więk­sze, kury zno­si­ły wię­cej jaj, a kro­wy dawa­ły wię­cej mle­ka. Było ryzy­ko, że jako meta­le cięż­kie były one aku­mu­lo­wa­ne w orga­ni­zmach zwie­rząt hodow­la­nych, a następ­nie rów­nież w orga­ni­zmach ich kon­su­men­tów. Dogłęb­nych badań nie było, albo nikt ich nie popu­la­ry­zo­wał, ale Komu­ni­stycz­na Par­tia Chin nie mogła pozwo­lić, aby wąt­pli­wo­ści wyra­ża­ne głów­nie przez zachod­nich bio­lo­gów zepsu­ły dobry kra­jo­wy biznes.

No i tym razem, szczę­ście uśmiech­nę­ło się do Chin. Oka­za­ło się, że REE mają zasto­so­wa­nie dużo bar­dziej zyskow­ne niż pasza dla świń. Meta­le te mają wła­ści­wo­ści zdol­ne do pod­wyż­sza­nia efek­tyw­no­ści sil­ni­ków elek­trycz­nych, bate­rii i gene­ra­to­rów ener­gii elek­trycz­nej, tele­wi­zo­rów LED, maszyn roe­ntge­na, sona­rów, sil­ni­ków lot­ni­czych – w sumie nie­mal wszyst­kich nowo­cze­snych technologii.

W 2010 roku świa­to­wa pro­duk­cja REE wyno­si­ła 133.600 ton, z tego Chi­ny w jed­nej kopal­ni (Baiy­un-Obo) pro­du­ko­wa­ły 95% tych surow­ców. Dla zapew­nie­nia naj­wyż­sze­go stan­dar­du swo­im tech­no­lo­giom, USA były zmu­szo­ne do impor­tu REE z Chin. No i co zro­bi­li Chiń­czy­cy? Czy zre­wan­żo­wa­li się Ame­ry­ka­nom za trans­fer swo­je­go kapi­ta­łu i tech­no­lo­gii dla roz­wo­ju gospo­dar­cze­go Chin? Bynajmniej.

Xi Jin­ping ofi­cjal­nie ogło­sił, że kra­je kry­ty­ku­ją­ce poli­ty­kę zagra­nicz­ną albo wewnętrz­ną Chin nie będą mia­ły dostę­pu do tego surow­ca. W 2009 Chi­ny ogło­si­ły reduk­cję eks­por­tu REE do pozio­mu 35.000 ton. Naj­wy­raź­niej cho­dzi­ło o to, aby zmu­sić kra­je o wyso­kiej tech­no­lo­gii do, po pierw­sze, kon­tro­li wypo­wie­dzi swo­ich mediów i poli­ty­ków, a po dru­gie, do prze­nie­sie­nia swo­jej pro­duk­cji do Chin.

Rok póź­niej ten eks­port został dodat­ko­wo obni­żo­ny o 30%, a w 2011 usta­lił się na pozio­mie 30.000 ton. Wobec ogła­sza­nych pla­nów dal­szej reduk­cji pro­duk­cji REE i ich eks­por­tu, USA, Japo­nia i Unia Euro­pej­ska zaskar­ży­ły Chi­ny do WTO w 2012 r. W mię­dzy­cza­sie, nie­pew­ne decy­zji WTO, pań­stwa Zacho­du zaczę­ły prze­no­sić wię­cej swo­jej pro­duk­cji na teren Chin co odzwier­cia­dli­ło się w rekor­do­wych sumach FDI. Mani­pu­la­cja poda­żą pod­nio­sła ceny REE na ryn­kach świa­to­wych do US$ 1.000/kg (np. dys­pro­sium). WTO opo­wie­dzia­ło się prze­ciw­ko Chi­nom dopie­ro w roku 2014. Chi­ny znio­sły ogra­ni­cze­nia eks­por­to­we rok póź­niej, ale wyma­ga­ły od kupu­ją­cych licen­cji eks­por­to­wej, któ­ra była kolej­ną for­mą kon­tro­li i szan­ta­żu eko­no­micz­ne­go oraz poli­tycz­ne­go. Mimo, ze pro­duk­cja REE roz­po­czę­ła się w wie­lu innych miej­scach świa­ta, USA wciąż jest zależ­ne w 92% od ich impor­tu z Chin. Jest to jeden z trud­niej­szych punk­tow nego­cja­cji pomię­dzy USA i Chi­na­mi w dniu dzisiejszym.

Jest praw­da w przy­sło­wiu, któ­re mówi: jeśli chcesz się prze­ko­nać o praw­dzi­wym cha­rak­te­rze czło­wie­ka, daj mu do ręki wła­dzę. To samo jest praw­dą o kra­jach. Tyle, że dużo trud­niej im tę wła­dzę z ręki póź­niej wyrwać.

 

Oszu­kasz mnie raz, two­ja wina. Oszu­kasz mnie dru­gi raz…

W 1984 roku umo­wa pomię­dzy Wiel­ką Bry­ta­nią i Chi­na­mi mia­ła zagwa­ran­to­wać, że Hong Kong utrzy­ma swój sys­tem poli­tycz­ny, eko­no­micz­ny i wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści przez okres 50 lat po prze­ka­za­niu jego tery­to­rium komu­ni­stycz­nym Chi­nom. To mia­ło miej­sce w roku 1997. Uzgod­nio­ny okres „mora­to­rium” nie osią­gnął nawet swo­jej poło­wy, gdy Chi­ny narzu­ci­ly w Hong Kon­gu nowe pra­wa. Nowe, poprzed­nio nie­ist­nie­ją­ce zaka­zy zosta­ły wpro­wa­dzo­ne pod karą wie­lo­let­nie­go wię­zie­nia jak na przy­kład uży­wa­nie nie­któ­rych słów, śpie­wa­nie poli­tycz­nych pio­se­nek, kry­ty­ka rzą­du chiń­skie­go, kry­ty­ka lokal­ne­go rzą­du Hong Kon­gu, nosze­nie koszu­lek z poli­tycz­ny­mi slo­ga­na­mi, żąda­nie więk­szej auto­no­mii dla wyspy, no a doma­ga­nie się nie­za­leż­no­ści Hong Kon­gu może być uwa­ża­ne za naro­do­wą zdra­dę i gro­zić egze­ku­cją. Dzię­ki chiń­skiej tech­no­lo­gii inwi­gi­la­cji, pra­wa te nie muszą być naru­szo­ne publicz­nie, wystar­czy, że będzie to mia­ło miej­sce w krę­gach zupeł­nie pry­wat­nych. Sądy zosta­ły obsa­dzo­ne przez sędziów wybra­nych oso­bi­ście przez tym­cza­so­we­go guber­na­to­ra. Jeśli Chi­ny sobie tego zaży­czą, oskar­że­ni mogą być prze­ka­za­ni jurys­dyk­cji chiń­skiej i sądom w Peki­nie. Ich los będzie wów­czas prze­są­dzo­ny. Mało mówi się rów­nież na temat spe­cjal­nych oddzia­łów poli­cji chiń­skiej, któ­re ope­ru­ją swo­bod­nie w Hong Kon­gu i są zupeł­nie nie­za­leż­ne od lokal­nych władz. Nikt nie wie jakie jest ich zada­nie. 7 stycz­nia tego roku, 53 dzia­ła­czy pro-demo­kra­cyj­nych zosta­ło zaaresz­to­wa­nych przez lokal­ną poli­cję. Wśród nich praw­ni­cy, pro­fe­so­rzy, leka­rze. Jak dlu­go będzie­my się łudzić ocze­ku­jąc na refor­mę komu­ni­stycz­ne­go sty­lu rządzenia?

Im mniej Chi­ny będą zależ­ne od kapi­ta­łu zagra­nicz­ne­go, tym bar­dziej bez­względ­na sta­nie się ich opre­sja ide­olo­gicz­na. Pro­blem pole­ga na tym, że Wall Stre­et poczu­ła nie­od­par­tą miłość do wyso­kich zysków inwe­sty­cji w Chi­nach i sama się w tej chwi­li pro­si Chi­ny o bra­nie ich pie­nię­dzy. Nawet fun­du­sze eme­ry­tal­ne armii ame­ry­kań­skiej inwe­stu­ją w tej chwi­li oszczęd­no­ści swo­ich kom­ba­tan­tów w prze­mysł zbro­je­nio­wy Chin. Czy nowa admi­ni­stra­cja ame­ry­kań­ska dostrze­że tę nie­lo­gicz­ność? Nale­ży w to wąt­pić zwłasz­cza, że zanim nawet prze­ję­li ofi­cjal­nie wła­dzę wyda­ją się już być bez­po­śred­nio zamie­sza­ni w afe­ry korup­cyj­ne nie z jed­nym, ale z dwo­ma auto­kra­tycz­ny­mi państwami.

Kil­ka dni temu ujaw­nio­no doku­ment zawie­ra­ją­cy listę 1.95 milio­na aktyw­nych człon­ków KPC miesz­ka­ją­cych i pra­cu­ją­cych na Zacho­dzie. Doku­ment zawie­ra imio­na, nazwi­ska, adre­sy, miej­sca pra­cy, nawet tele­fo­ny. Jest ewi­dent­ne, że ludzie ci zosta­li albo prze­szko­le­ni w Chi­nach i wysła­ni jako szpie­dzy, albo zosta­li zwer­bo­wa­ni przez agen­tów KPC uży­wa­ją­cych szan­ta­żu i gróźb (być może wobec ich rodzin) będąc już za gra­ni­cą. Jak wie­le jesz­cze dowo­dów nam potrze­ba aby zro­zu­mieć z jakim kra­jem mamy do czynienia?

Rząd libe­ral­ny Kana­dy nie potra­fi prze­ła­mać swo­jej sła­bo­ści do Chin nawet wobec jaw­ne­go szan­ta­żu dyplo­ma­tycz­ne­go KPC. Dwóch kana­dyj­skich biz­nes­me­nów zosta­ło aresz­to­wa­nych pod fał­szy­wy­mi pre­tek­sta­mi i prze­by­wa już od dwóch lat w chiń­skich wię­zie­niach jako odwet za areszt domo­wy Huawei CFO, Meng Wan­zhou przez Kana­dę na żąda­nie ame­ry­kań­skie­go Depar­ta­men­tu Spra­wie­dli­wo­ści. Meng spę­dzi­ła te dwa lata w swo­jej $15-milio­no­wej wil­li w Van­co­uver z peł­ną swo­bo­dą poru­sza­nia się po mie­ście, a Kana­dyj­czy­kom zosta­ły odmó­wio­ne nawet spo­tka­nia z praw­ni­ka­mi lub rodzi­na. Typo­wy przy­kład „social justice”?

Nawet „Japan Times” wezwał swo­ich czy­tel­ni­ków w grud­niu 2020 do pamię­ta­nia o dwóch uwię­zio­nych Kana­dyj­czy­kach z oka­zji Boże­go Naro­dze­nia. Pra­sa kana­dyj­ska pre­fe­ru­je za to ich zapo­mnie­nie, a jeśli robi jakieś krót­kie wzmian­ki to głów­nie, aby pod­kre­ślić, że są oni w „dobrym fizycz­nym i psy­chicz­nym sta­nie”. Łatwo sobie ten stan wyobra­zić po dwóch latach chiń­skie­go wię­zie­nia z per­spek­ty­wą egze­ku­cji każ­de­go ran­ka za insy­nu­owa­ne szpiegostwo.

Na świe­cie trwa wyścig w kie­run­ku zbu­do­wa­nia sztucz­nej inte­li­gen­cji (AI). Chi­ny ogło­si­ły, że mają pla­ny aby w roku 2030 zyskać zde­cy­do­wa­ną prze­wa­gę nad USA w tej tech­no­lo­gii. Jest to per­spek­ty­wa przerażająca.

AI nie wró­ży nic dobre­go nawet w naj­lep­szych rękach – podob­nie jak broń jądro­wa. Ale nie trud­no sobie wyobra­zić, że chiń­ska AI będzie naj­gor­szym moż­li­wym rodza­jem sztucz­nej inte­li­gen­cji jaką ludz­kość będzie w sta­nie wymy­ślić. Jej głów­nym zasto­so­wa­niem będzie szpie­go­stwo prze­my­sło­we, inwi­gi­la­cja oby­wa­te­li, szan­taż eko­no­micz­ny i uni­ce­stwie­nie wszel­kiej opo­zy­cji wobec KPC na całym świe­cie. Komu­ni­stycz­ne Chi­ny nie są i nigdy nie będą naszym part­ne­rem. One są już w tej chwi­li naszym groź­nym kon­ku­ren­tem gospo­dar­czym i mili­tar­nym, i będzie­my się musie­li moc­no sta­rać, aby w przy­szło­ści nie sta­ły się naszym wła­ści­cie­lem. To będzie wyma­gać zde­cy­do­wa­nej poli­ty­ki pro-biz­ne­so­wej wewnątrz kra­ju i powro­tu do inwe­sty­cji w sfe­rze pro­duk­cyj­nej w naszych gra­ni­cach. Przez ostat­nie dwa dzie­się­cio­le­cia, prze­cięt­ny udział inwe­sty­cji pro­duk­cyj­nych w PNB Kana­dy wyno­sił zale­d­wie 3%. W tym samym cza­sie ten udział w PNB Chin wyno­sił aż 43%! Jakich rezul­ta­tów może­my ocze­ki­wać od takiej poli­ty­ki gospo­dar­czej Kana­dy? Z Chi­na­mi nie da się wal­czyć łań­cu­cha­mi Tim Hor­to­nów albo Starbucksów.

Demo­kra­cja nie jest naj­bar­dziej efek­tyw­ną for­mą rzą­dów. W demo­kra­cji jest miej­sce na róż­ni­ce opi­nii, na wąt­pli­wo­ści, na deba­ty i dys­ku­sje. To dla­te­go demo­kra­cje wyda­ją się czę­sto sła­be i nie­zdol­ne do prze­ciw­sta­wie­nia się tota­li­ta­ry­zmo­wi. Ale nie ozna­cza to, że powin­ni­śmy być usa­tys­fak­cjo­no­wa­ni gdy wybra­li­śmy na lide­rów ludzi zupeł­nie pozba­wio­nych zdro­we­go roz­sąd­ku, albo zdol­no­ści podej­mo­wa­nia racjo­nal­nych decy­zji. Non­sens tre­no­wa­nia ofi­ce­rów armii chiń­skiej w arka­nach wal­ki zimo­wej przez aka­de­mie woj­sko­we Kana­dy jest jed­nym z wie­lu przy­kła­dów takiej śle­po­ty poli­tycz­nej i musi się skoń­czyć.  Infil­tra­cja agen­tów KPC i neo-mark­si­zmu w cen­trach zachod­nich insty­tu­cji edu­ka­cyj­nych i w zachod­nich środ­kach maso­we­go prze­ka­zu pro­wa­dzi do pogłę­bia­nia się roz­ła­mu w naszym spo­łe­czeń­stwie. Te insty­tu­cje sta­ły się nie tyl­ko roz­gło­śnią pro­pa­gan­dy komu­ni­stycz­nych Chin, ale są rów­nież źró­dłem rela­ty­wi­zmu moral­ne­go, powro­tu do poli­ty­ki segre­ga­cji raso­wej, nie­na­wi­ści ide­olo­gicz­nej, wal­ki kla­so­wej, raso­wej, poko­le­nio­wej, a nawet płcio­wej, kto­re spa­ra­li­żo­wa­ły nasze życie kul­tu­ral­ne i inte­lek­tu­al­ne. Szu­ka­nie gene­zy tych zmian w opar­ciu o czyn­ni­ki wewnętrz­ne jest nie­lo­gicz­ne, ponie­waż nastą­pi­ły one w momen­cie gdy Zachód prze­cho­dził przez okres nie­zwy­kle sta­bil­nej poli­ty­ki socjal­nej i rela­tyw­ne­go eko­no­micz­ne­go dobrobytu.

Nisz­cze­nie kra­jów to cel, któ­ry towa­rzy­szył mark­si­zmo­wi jesz­cze zanim tusz wysechł pod pió­rem Kapi­ta­łu. Kraj któ­ry pod­pi­su­je się pod tą ide­olo­gią, jak komu­ni­stycz­ne Chi­ny, nie może, bo nie potra­fi być nigdy niczy­im przy­ja­cie­lem, bo w samym rdze­niu jego filo­zo­fii tkwi kon­flikt, nie­na­wiść i wal­ka z wszel­ką opo­zy­cją. Poli­ty­ka Chin sta­no­wi olbrzy­mie zagro­że­nie eko­no­micz­ne, mili­tar­ne i kul­tu­ro­we dla Zacho­du. Tym­cza­sem jest ono ukry­wa­ne albo mini­ma­li­zo­wa­ne w środ­kach maso­we­go prze­ka­zu. Jeśli życzył­bym sobie jakie­goś prze­ło­mu w roku 2021, to było­by nim zro­zu­mie­nie przez naszych lide­rów, jak nie­bez­piecz­na jest kon­ty­nu­acja dotych­cza­so­wej poli­ty­ki ule­gło­ści wobec komu­ni­stycz­nych Chin i roz­po­wszech­nia­nie ich pro­pa­gan­dy ide­olo­gicz­nej w naszych publicz­nych mediach. Do tego cza­su, przy­glą­da­jąc się ewo­lu­cji wyda­rzeń na świe­cie pamię­taj­my o sta­rej, ale spraw­dzo­nej, tech­ni­ce z cza­sów komu­ni­stycz­nej Pol­ski. Jeśli źró­dło infor­ma­cji wyda­je się podej­rza­ne, to na tej pro­stej zasa­dzie może­my zawsze pole­gać: „komu coś słu­ży, ten za tym stoi”.

Jacek Klam­row­ski