Choć to jesz­cze nie czas na opusz­cze­nie przez Pol­skę Unii Euro­pej­skiej, to już czas zacząć przy­go­to­wa­nia do prze­pro­wa­dze­nia Pole­xi­tu. Te przy­go­to­wa­nia to przede wszyst­kim roz­po­czę­cie publicz­nej i w peł­ni otwar­tej deba­ty mery­to­rycz­nej na ten temat. Tę deba­tę trze­ba będzie wymu­sić na ocen­zu­ro­wa­nych ide­olo­gicz­nie i poli­tycz­nie mediach, tak rzą­do­wych, jak i poza­rzą­do­wych. Choć bowiem Pole­xit nie musi stać się koniecz­no­ścią, to trze­ba się przy­go­to­wać na naj­gor­sze sce­na­riu­sze wyda­rzeń mię­dzy­na­ro­do­wych. Takim sce­na­riu­szem jest nara­sta­ją­ca hege­mo­nia poli­tycz­na Nie­miec, z ich dąże­niem to stwo­rze­nia sfe­de­ra­li­zo­wa­nej Unii, przy pozba­wie­niu państw naro­do­wych ich klu­czo­wej suwe­ren­no­ści, a dla ich eko­no­micz­nej eks­plo­ata­cji. For­so­wa­nie neu­tral­no­ści kli­ma­tycz­nej i trans­for­ma­cji ener­ge­tycz­nej Unii przy wyko­rzy­sta­niu szo­ku pan­de­mii koro­no­wi­ru­sa w posta­ci Fun­du­szu Odbu­do­wy, to kolej­ny dowód na wcią­ga­nie naro­do­wych państw w pułap­kę federalizacji.

Hege­mo­nia poli­tycz­na Nie­miec a stre­fa euro

        Nara­sta­ją­ca hege­mo­nia poli­tycz­na Nie­miec, to zasad­ni­czo pochod­na wpro­wa­dze­nia wspól­nej walu­ty euro. Niem­cy dzię­ki wspól­nej walu­cie euro uzy­ska­ły od 2000 roku corocz­nie sta­le rosną­cą i olbrzy­mią nad­wyż­kę w bilan­sie płat­ni­czym, któ­ra w 2011 roku wynio­sła 164,6 mld euro, w 2012 roku 193,6 mld euro, w 2013 roku 190 mld euro, w 2014 roku 212,9 mld  euro a w 2015 roku aż 257 mld euro. Rola wspól­nej walu­ty pole­ga tu na tym, iż prze­wa­ga gospo­dar­czo-tech­no­lo­gicz­na Nie­miec, czy­ni nie­miec­ki eks­port prze­my­sło­wy, do kra­jów stre­fy euro nie­zwy­kle kon­ku­ren­cyj­nym. Towa­ry nie­miec­kie są tam eko­no­micz­nie bez­kon­ku­ren­cyj­ne. Kra­je te bowiem nie mogą bro­nić swe­go bilan­su han­dlu zagra­nicz­ne­go i bilan­su płat­ni­cze­go pota­nie­niem wła­snej walu­ty, a więc i pota­nie­niem swo­ich pro­duk­tów, gdyż tej walu­ty nie posia­da­ją, zaś siła euro opar­ta jest o siłę nie­miec­kiej gospo­dar­ki. Niem­cy to naj­więk­szy na świe­cie eks­por­ter final­nych pro­duk­tów prze­my­sło­wych. Nie­miec­ki eks­port, któ­re­go ponad 40% tra­fia na ryn­ki unij­ne, mógł więc uzy­skać nie­zwy­kle sil­ną prze­wa­gę kon­ku­ren­cyj­ną na ryn­kach wewnętrz­nych kra­jów stre­fy euro.

        Zgod­nie zaś z pra­wem toż­sa­mo­ści finan­sów naro­do­wych bry­tyj­skie­go eko­no­mi­sty  Wyn­ne Godley’a, poka­zu­ją­cym ści­słą zależ­ność mate­ma­tycz­ną pomię­dzy bilan­sem płat­ni­czym pań­stwa, a zadłu­że­niem sek­to­ra publicz­ne­go i pry­wat­ne­go sek­to­ra kra­jo­we­go, bilans kra­jo­we­go sek­to­ra publicz­ne­go + bilans kra­jo­we­go sek­to­ra pry­wat­ne­go + bilans sek­to­ra zagra­nicz­ne­go = 0. To ozna­cza, że jeśli kra­je takie jak Gre­cja, Por­tu­ga­lia, Hisz­pa­nia czy Wło­chy, acz od kil­ku lat rów­nież Fran­cja, mają tak ogrom­ne defi­cy­ty bilan­sów kra­jo­wych sek­to­rów publicz­nych, to muszą być one rów­no­wa­żo­ne ogrom­ny­mi nad­wyż­ka­mi bilan­so­wy­mi sek­to­ra zagra­nicz­ne­go lub/i kra­jo­we­go sek­to­ra pry­wat­ne­go. Ponie­waż kra­jo­we sek­to­ry pry­wat­ne nie mają tak wiel­kich nad­wy­żek i są czę­sto rów­nież mniej lub bar­dziej zadłu­żo­ne, to nad­wyż­ki muszą mieć sek­to­ry zagra­nicz­ne. A nad­wyż­ka dla sek­to­ra zagra­nicz­ne­go ozna­cza defi­cyt bilan­su han­dlo­we­go i płat­ni­cze­go we wła­snym kra­ju. I to one są głów­nym źró­dłem olbrzy­mich defi­cy­tów sek­to­rów publicz­nych. A więc tym głów­nym źró­dłem jest defi­cyt bilan­su płat­ni­cze­go pań­stwa i sto­ją­cy za nim defi­cyt han­dlu zagranicznego.

Niem­cy pusto­szą eko­no­micz­nie pań­stwa stre­fy euro

        Mówiąc w uprosz­cze­niu, to olbrzy­mie nad­wyż­ki eks­por­to­we Nie­miec są dzię­ki wspól­nej walu­cie euro głów­nym powo­dem olbrzy­mich defi­cy­tów rzą­do­wych i dłu­gów publicz­nych Gre­cji, Por­tu­ga­lii, Hisz­pa­nii czy Włoch, acz w przy­szło­ści rów­nież i Fran­cji. A mówiąc jesz­cze ina­czej, to nie zła poli­ty­ka fiskal­na, a sze­rzej finan­so­wa ich rzą­dów jest przy­czy­ną góry dłu­gów publicz­nych. Tą przy­czy­ną są ich defi­cy­ty w han­dlu zagra­nicz­nym, a ich źró­dłem jest wspól­na walu­ta euro.

        Rów­no­le­gle Trak­tat Lizboń­ski, ode­brał wszyst­kim pań­stwom Unii Euro­pej­skiej wewnętrz­ną suwe­ren­ność walu­to­wą. Arty­kuł 123 tego Trak­ta­tu, zaka­zu­je rzą­dom zacią­ga­nia kre­dy­tów w swo­ich wła­snych ban­kach cen­tral­nych, co zmu­sza je do zacią­ga­nia kre­dy­tów w ban­kach pry­wat­nych. Pry­wat­ny sek­tor ban­ko­wy zapew­nił sobie dzię­ki zapi­so­wi tego arty­ku­łu sta­łe i bez­piecz­ne źró­dło olbrzy­mich docho­dów rentierskich.

        W kon­se­kwen­cji więk­szość państw Unii Euro­pej­ska zna­la­zła się w pułap­ce, z któ­rej nie ma racjo­nal­ne­go wyj­ścia w ramach unij­ne­go sys­te­mu finan­so­we­go. Coraz szyb­ciej nara­sta­ją­ce zadłu­że­nie słab­szych gospo­dar­czo państw stre­fy euro, two­rzy koniecz­ność coraz więk­szych kre­dy­tów z pry­wat­ne­go sek­to­ra ban­ko­we­go, zwy­kle kra­jów sil­niej­szych gospo­dar­czo. A nie­wy­pła­cal­ność tych słab­szych państw, ozna­cza­ła­by maso­we ban­kruc­twa w sek­to­rze ban­ko­wym kra­jów naj­sil­niej­szych. Jest to głów­ną przy­czy­ną nara­sta­nia coraz więk­sze­go cha­osu w Unii Euro­pej­skiej, któ­ra w obec­nej posta­ci rów­nież poli­tycz­nej, jest w dłuż­szym okre­sie cza­su nie do utrzy­ma­nia, a przy­naj­mniej wyjąt­ko­wo trud­na do utrzymania.

        Jedy­nie bowiem pań­stwa dys­po­nu­ją­ce nad­wyż­ka­mi w bilan­sie płat­ni­czym, a nade wszyst­ko i przede wszyst­kim Niem­cy, zapew­nia­ją sobie dzię­ki tym nad­wyż­kom bez­pie­czeń­stwo finan­so­we zarów­no sek­to­ra pry­wat­ne­go, jak i publicz­ne­go. Nad­wyż­ka w bilan­sie płat­ni­czym jest bowiem w swej finan­so­wej isto­cie for­mą mię­dzy­na­ro­do­wej bez­zwrot­nej dota­cji do finan­sów narodowych.

        I dopie­ro w tym kon­tek­ście sta­je się jasne, iż Niem­cy sta­ły bene­fi­cjen­tem wynisz­cza­ją­cym gospo­dar­czo i finan­so­wo więk­szość unij­nych kra­jów stre­fy euro. Niem­cy wynisz­cza­ją te słab­sze gospo­dar­czo i tech­no­lo­gicz­nie kra­je, prze­chwy­tu­jąc dzię­ki wspól­nej walu­cie euro ich poten­cjal­ne nad­wyż­ki eko­no­micz­ne w posta­ci ich ujem­nych bilan­sów płat­ni­czych, co osta­tecz­nie pro­wa­dzi do nara­sta­nia ich defi­cy­tów w bilan­sach przede wszyst­kim publicz­nych. Te defi­cy­ty są pokry­wa­ne kre­dy­ta­mi pry­wat­nych ban­ków euro­pej­skich, co two­rzy sytu­ację nara­sta­ją­cej spi­ra­li zadłu­że­nia publicz­ne­go, coraz trud­niej­sze­go do spła­ca­nia. Dzię­ki tym pra­wi­dło­wo­ściom Unia będzie się sta­wać coraz bar­dziej stre­fą zamie­ra­ją­cej gospodarki.

 

Stre­fa euro jako pod­sta­wa nie­miec­kiej supermocarstwowości

        Nie doty­czy to wszak­że Nie­miec, któ­re dzię­ki olbrzy­miej i sta­łej corocz­nej nad­wyż­ce w bilan­sie płat­ni­czym, mogą mieć zarów­no zrów­no­wa­żo­ny bilans sek­to­ra publicz­ne­go, jak i sil­nie rosną­cy dodat­ni bilans sek­to­ra pry­wat­ne­go, w posta­ci rosną­cych nad­wy­żek finan­so­wych swych przed­się­biorstw, acz rów­nież gospo­darstw domo­wych. Niem­cy sta­ły się paso­żyt­ni­czym hege­mo­nem gospo­dar­czym i finan­so­wym stre­fy euro, dre­nu­ją­cym nad­wyż­ki płat­ni­cze słab­szych kra­jów tej stre­fy i prze­kształ­ca­ją­cych je w swo­ją ogrom­ną nad­wyż­kę w bilan­sie płat­ni­czym. Ta nad­wyż­ka pozwa­la na olbrzy­mie inwe­sty­cje w sek­to­rze publicz­nym bez jego defi­cy­tu, przy rów­no­cze­snych inwe­sty­cjach w sek­to­rze pry­wat­nym i zna­czą­cych nad­wyż­kach finan­so­wych gospo­darstw domo­wych. Dzię­ki temu Niem­cy uzy­ska­ły moż­li­wość zbu­do­wa­nia w cią­gu naj­bliż­szej deka­dy pozy­cji świa­to­we­go super­mo­car­stwa gospo­dar­cze­go i jed­ne­go z trzech rów­no­rzęd­nych cen­trów świa­to­wej gospo­dar­ki, obok USA i Chin. Tym samym to Unia Euro­pej­ska i stre­fa euro umoż­li­wia Niem­com pre­ten­do­wa­nie do tej roli świa­to­we­go supermocarstwa.

        Dla zagwa­ran­to­wa­nia swej rosną­cej hege­mo­nii gospo­dar­czej i moż­li­wo­ści eks­plo­ata­cji eko­no­micz­nej kra­jów euro­pej­skich, Niem­cy roz­po­czę­ły budo­wę swej hege­mo­nii poli­tycz­nej w Unii Euro­pej­skiej. Ich coraz bar­dziej jasno dekla­ro­wa­nym celem poli­tycz­nym jest prze­kształ­ce­nie Unii Euro­pej­skiej w unię poli­tycz­ną sfe­de­ra­li­zo­wa­nych państw pod nie­miec­kim zwierzch­nic­twem poli­tycz­nym, w for­mie poli­tycz­ne­go nad­zo­ru unij­nych struk­tur Bruk­se­li. „Potrze­bu­je­my wię­cej Euro­py – mówi­ła nie­opatrz­nie w 2012 roku nie­miec­ka kanc­lerz Ange­la Mer­kel – Nie tyl­ko unii walu­to­wej, ale tak­że fiskal­nej. A przede wszyst­kim potrze­bu­je­my unii poli­tycz­nej. Krok po kro­ku musi­my prze­ka­zy­wać wię­cej kom­pe­ten­cji Euro­pie i dawać jej wię­cej narzę­dzi kon­tro­li.” Jest to jasna wizja ści­słe­go pod­po­rząd­ko­wa­nia unij­nych państw naro­do­wych struk­tu­rom insty­tu­cjo­nal­nym Unii, któ­re już w chwi­li obec­nej są tyl­ko narzę­dzia­mi w rękach Berlina.

        Niem­cy będą więc two­rzyć sytu­ację sta­le kry­zy­so­wą poli­tycz­nie w samej Unii, dążąc wbrew naro­do­wym inte­re­som suwe­ren­nych państw do zasad­ni­cze­go ogra­ni­cza­nia ich suwe­ren­no­ści, aż po ogra­ni­cza­nie nie­pod­le­gło­ści ich naro­do­wych spo­łe­czeństw. Jest to waru­nek koniecz­ny dla budo­wy ich sta­tu­su mocar­stwo­we­go, a przy­naj­mniej wzmoc­nie­nia hege­mo­nii geo­po­li­tycz­nej. Pol­ska zna­la­zła się obiek­tyw­nie w stra­te­gicz­nym kon­flik­cie swych naro­do­wych i pań­stwo­wych inte­re­sów z Niemcami.

        Nale­ży więc budo­wać koali­cję państw opo­wia­da­ją­cych się prze­ciw­ko roz­sze­rza­niu nie­miec­kiej hege­mo­nii poli­tycz­nej. Nato­miast w przy­pad­ku, gdy­by ta wal­ka poli­tycz­na zosta­ła prze­gra­na i Unia Euro­pej­ska zosta­ła prze­kształ­co­na unię poli­tycz­ną pod prze­wod­nic­twem Nie­miec, nale­ży pod­jąć decy­zję o opusz­cze­niu przez Pol­skę Unii. Nale­ży pod­jąć decy­zję o Polexicie.

Nie­miec­ka tak­ty­ka fede­ra­li­za­cji Unii

        Nie­miec­ka poli­ty­ka prze­kształ­ca­nia Unii w sfe­de­ra­li­zo­wa­ną unię poli­tycz­ną państw pod zwierzch­nic­twem Nie­miec za pośred­nic­twem struk­tur Bruk­se­li, jest poli­ty­ką małych kro­ków; czy­li “krok po kro­ku”, jak to uję­ła kanc­lerz A. Mer­kel. I obec­na pan­de­mia koro­na­wi­ru­sa sta­ła się oka­zją do kolej­ne­go kro­ku. Jak słusz­nie zauwa­ży­li poli­ty­cy Soli­dar­nej Pol­ski, powo­ła­nie wspól­ne­go po-pan­de­micz­ne­go Fun­du­szu Odbu­do­wy, to fede­ra­li­za­cyj­na pułapka.

        Jest to pułap­ka podwójna.

        Po pierw­sze doj­dzie, dzię­ki wspól­ne­mu Fun­du­szo­wi, do uwspól­no­to­wie­nia, czy­li fede­ra­li­za­cji dłu­gu, w któ­rym uczest­ni­czą wszyst­kie kra­je. Z tych dłuż­ni­czych zobo­wią­zań nie spo­sób się jest potem wypla­tać, pod­le­ga­jąc de iure kon­tro­li Bruk­se­li, a de fac­to Nie­miec. Zadłu­że­nie finan­so­we jest bowiem instru­men­tem współ­cze­snej agre­sji eko­no­micz­nej, któ­rej zawsze osta­tecz­nym celem jest eks­plo­ata­cja eko­no­micz­na kra­ju zadłu­żo­ne­go. Przy­kład zadłu­żo­nej Gre­cji, któ­rą pozba­wio­no wręcz cał­ko­wi­cie suwe­ren­no­ści pań­stwo­wej na rzecz de fac­to Nie­miec, choć for­mal­nie Komi­sji Euro­pej­skiej, Euro­pej­skie­go Ban­ku Cen­tral­ne­go i Mię­dzy­na­ro­do­we­go Fun­du­szu Walu­to­we­go, jest dra­stycz­nym na to dowo­dem. Gre­cja jest zmu­sza­na przez Niem­cy do wyprze­da­ży swej infra­struk­tu­ry por­tów, lot­nisk i wodo­cią­gów, obniż­ki eme­ry­tur, a nawet sprze­da­ży swych wysp. Tak wyglą­da współ­cze­sna nie­miec­ka okupacja.

        Po dru­gie zaś, Fun­dusz powią­za­no, nie wia­do­mo dla­cze­go, choć tak napraw­dę wia­do­mo, z finan­so­wa­niem tzw. trans­for­ma­cji ener­ge­tycz­nej, w posta­ci likwi­da­cji wytwa­rza­nia taniej ener­gii elek­trycz­nej nade wszyst­ko z węgla, na rzecz dro­gich odna­wial­nych źró­deł ener­gii czy­li głów­nie Słoń­ca i wia­tru. Ozna­cza to kil­ka­krot­ny wzrost cen ener­gii elek­trycz­nej w per­spek­ty­wie zale­d­wie 10 lat.. Będzie to ozna­czać pozba­wie­nie takich kra­jów jak Pol­ska cał­ko­wi­tej gospo­dar­czej kon­ku­ren­cyj­no­ści, a nade wszyst­ko ich prze­my­słów w sto­sun­ku do prze­my­słu nie­miec­kie­go. Ta kon­ku­ren­cyj­ność bowiem, przy niż­szej wydaj­no­ści pra­cy, była i jest gwa­ran­to­wa­na tanio­ścią ener­gii elek­trycz­nej pro­du­ko­wa­nej z węgla dla gospo­dar­ki i gospo­darstw domo­wych. To po to wpro­wa­dzo­no unij­ne opła­ty za upraw­nie­nia do emi­sji CO2, aby tę kon­ku­ren­cyj­ność stop­nio­wo likwidować.

        Pol­ska zadłu­ży się więc po to, aby osta­tecz­nie zli­kwi­do­wać swo­ją kon­ku­ren­cyj­ność gospo­dar­czą, a dłu­go­fa­lo­wo pozba­wić się cał­ko­wi­cie bez­pie­czeń­stwa ener­ge­tycz­ne­go w posta­ci likwi­da­cji gór­nic­twa węglo­we­go, co zapo­wie­dział rząd Mate­usza Mora­wiec­kie­go. Sam zaś pre­mier M. Mora­wiec­ki pod­pi­sał w grud­niu 2020 roku na unij­nym szczy­cie zgo­dę na reduk­cję do 2030 roku emi­sji CO2 o 55% w sto­sun­ku do roku 1990, zamiast pier­wot­nych 45%. To, że było to zro­bio­ne wręcz ukrad­kiem wobec pol­skiej opi­nii publicz­nej świad­czy, że pre­mier, a przy­naj­mniej jego oto­cze­nie mie­li świa­do­mość dzia­ła­nia na szko­dę Pol­ski. A to w Kodek­sie Kar­nym w art. 129 nazy­wa się “zdra­dą dyplo­ma­tycz­ną”. Rząd PiS i jego pre­mier oka­za­li się więc co naj­mniej rów­nie kom­pra­dor­scy, jak i wszyst­kie post­so­li­dar­no­ścio­we oraz post­ko­mu­ni­stycz­ne rzą­dy po 1989 roku.

        Niem­cy chcą budo­wać swo­ją mocar­stwo­wość gospo­dar­czą i poli­tycz­ną na eks­plo­ata­cji eko­no­micz­nej gospo­da­rek słab­szych, takich jak Pol­ska. Aż po ich ruinę. For­so­wa­nie więc przez Unię, a de fac­to Niem­cy, tzw. neu­tral­no­ści kli­ma­tycz­nej jest wystar­cza­ją­cym powo­dem do Pole­xi­tu. A co naj­mniej roz­po­czę­ciem do tego peł­nych przygotowań.

Likwi­da­cja domi­na­cji poli­tycz­nej rodzi­mych kom­pra­do­rów politycznych

        Warun­kiem nie­zbęd­nym przy­go­to­wań do Pole­xi­tu jest wszak­że roz­po­czę­cie usu­wa­nia domi­na­cji kom­pra­dor­skich grup poli­tycz­nych, któ­re są wewnętrz­ny­mi sojusz­ni­ka­mi nie­miec­kiej poli­ty­ki fede­ra­li­za­cji. Są wręcz agre­so­rem wewnętrznym.

        Kom­pra­do­ra­mi, od por­tu­gal­skie­go sło­wa “com­pra­do­re”, nazy­wa­no pier­wot­nie kup­ców tubyl­czych na tere­nach Azji Połu­dnio­wo-Wschod­niej, któ­re pod­le­ga­ły ukry­tej i jaw­nej kolo­ni­za­cji gospo­dar­czej i poli­tycz­nej. Byli oni pośred­ni­ka­mi w kolo­ni­zu­ją­cym han­dlu pomię­dzy tymi tere­na­mi a zachod­ni­mi metro­po­lia­mi, któ­re kolo­ni­za­cję pro­wa­dzi­ły. Fak­tycz­nie peł­ni­li oni rolę agen­tów han­dlo­wych tych metro­po­lii. W naukach spo­łecz­nych przy­ję­ła się nazwa “bur­żu­azja kom­pra­dor­ska” na okre­śle­nie tubyl­czej bur­żu­azji han­dlo­wej kra­jów kolo­ni­zo­wa­nych, któ­ra pośred­ni­czy­ła w eks­plo­ata­cji gospo­dar­czej kolo­nii przez metro­po­lie. Współ­cze­śnie okre­ślam tak te rodzi­me gru­py i śro­do­wi­ska spo­łecz­ne, któ­re pośred­ni­czą w eks­plo­ata­cji eko­no­micz­nej i poli­tycz­nym pod­po­rząd­ko­wy­wa­niu wła­sne­go kra­ju przez zagra­nicz­ne cen­tra poli­tycz­ne i gospo­dar­cze, dzia­ła­jąc na ich rzecz.

        Taką wła­śnie kom­pra­dor­ską rolę peł­ni­ły i peł­nią gru­py wła­dzy poli­tycz­nej III RP, od jej okrą­gło­sto­ło­wych naro­dzin. Zarów­no te post­so­li­dar­no­ścio­we, jak i te post­pe­ere­low­skie. Te kom­pra­dor­skie gru­py poli­tycz­ne, czy też kom­pra­do­rzy poli­tycz­ni, peł­ni­ły i peł­nią fak­tycz­ną rolę przed­sta­wi­cie­li na Pol­skę zagra­nicz­nych cen­trów poli­tycz­nych i gospo­dar­czych, od Ber­li­na i Waszyng­to­nu poczy­na­jąc, a na Bruk­se­li koń­cząc. Pośred­ni­czą one, choć w róż­nym stop­niu i zakre­sie, w eks­plo­ata­cji eko­no­micz­nej i pod­po­rząd­ko­wy­wa­niu poli­tycz­ne­mu wła­sne­go kra­ju zagra­nicz­nym cen­trom poli­tycz­nym i gospo­dar­czym. Dla rodzi­mych kom­pra­do­rów poli­tycz­nych stop­nio­we ogra­ni­cza­nie suwe­ren­no­ści Pol­ski na rzecz Nie­miec nie jest żad­nym zagro­że­niem. Wyni­ka to nie tyl­ko z poli­tycz­nych inte­re­sów i poli­tycz­nych zależ­no­ści, lecz i z fak­tu post­ko­lo­nial­ne­go bra­ku ide­owej toż­sa­mo­ści naro­do­wej, co jest histo­rycz­nym spad­kiem po komunizmie.

        Warun­kiem peł­ne­go odsu­nię­cia od wła­dzy w pań­stwie kom­pra­dor­skich grup poli­tycz­nych, jest likwi­da­cja ustro­ju poli­tycz­ne­go par­tyj­nej oli­gar­chii wybor­czej opar­te­go na pro­por­cjo­nal­nej ordy­na­cji wybor­czej do Sej­mu. To dzię­ki gło­so­wa­niu na wybor­cze listy par­tyj­ne two­rzo­ne przez par­tyj­ne oli­gar­chie, nastę­pu­je samo­re­pro­duk­cja kom­pra­dor­skich grup wła­dzy, wynie­sio­nych pier­wot­nie na sce­nę poli­tycz­ną tzw. okrą­głym sto­łem. Likwi­da­cja tej samo­re­pro­duk­cji to wpro­wa­dze­nie sys­te­mu wybor­cze­go, w któ­rym wszy­scy upraw­nie­ni oby­wa­te­le mają peł­ną swo­bo­dę kan­dy­do­wa­nia, tak jak w wybo­rach w sys­te­mach opar­tych o jed­no­man­da­to­we okrę­gi wybor­cze w Wiel­kiej Bry­ta­nii, Sta­nach Zjed­no­czo­nych, Kana­dzie czy Francji.

        Ale tu trze­ba cze­kać na sprzy­ja­ją­cy splot oko­licz­no­ści poli­tycz­nych, któ­rych nie spo­sób prze­wi­dzieć. Kom­pra­dor­skie gru­py poli­tycz­ne, podob­nie jak i zde­cy­do­wa­na więk­szość kom­pra­dor­skie­go esta­bli­sh­men­tu medial­ne­go, kul­tu­ral­ne­go i nauko­we­go, mają peł­ną świa­do­mość fak­tu, iż dzię­ki zmia­nie ordy­na­cji wybor­czej do Sej­mu skoń­czą na pol­skim śmiet­ni­ku histo­rii. I robią wszyst­ko oraz zro­bią wszyst­ko, aby tam się nie zna­leźć. Przy cał­ko­wi­tej zmo­wie mil­cze­nia na ten temat i cał­ko­wi­tej eli­mi­na­cji z życia publicz­ne­go tych, któ­rzy do tego dążą.

        Przy­go­to­wa­niom do Pole­xi­tu, acz rów­nież pię­trze­niu się trud­no­ści w nie­miec­kiej fede­ra­li­za­cji Unii i jej kry­zy­so­wi poli­tycz­ne­mu, sprzy­jać będzie nara­sta­ją­cy świa­to­wy cha­os gospo­dar­czy, poli­tycz­ny i kul­tu­ro­wy. Coraz wię­cej bowiem wska­zu­je, iż śmia­ła hipo­te­za nie­ży­ją­ce­go już Imma­nu­ela Wal­ler­ste­ina sprzed ponad 20. lat o struk­tu­ral­nym kry­zy­sie sys­te­mu świa­to­we­go, czy­li “koń­cu świa­ta jaki zna­my”, urze­czy­wist­nia się. A w tym nara­sta­ją­cym cha­osie wystar­czy nie­wiel­ka siła mach­nię­cia skrzy­deł­ka­mi moty­la, aby z upły­wem cza­su wywo­łać hura­gan na dru­giej pół­ku­li. Trze­ba się więc nie tyl­ko liczyć z “efek­tem moty­la”, ale i w roli poli­tycz­ne­go moty­la sta­le świa­do­mie występować,

28.03.2021.

Woj­ciech Błasiak