20-go Kwietnia. Żywot błogosławionego Jana Prandoty, Biskupa. (Żył około roku Pańskiego 1260)

        Bło­go­sła­wio­ny Jan Pran­do­ta Odro­wąż, syn Rado­sła­wa Odro­wą­ża, a krew­ny świę­tych Jac­ka i Cze­sła­wa, otrzy­mał od samej koleb­ki sta­ran­ne i bogo­boj­ne wycho­wa­nie, a wykształ­co­ny w filo­zo­fii i Teo­lo­gii, poświę­cił się sta­no­wi duchow­ne­mu. Zostaw­szy kapła­nem, nie tyl­ko sta­rał się o wła­sną dosko­na­łość swe­mu sta­no­wi odpo­wied­nią, ale tak­że pil­nie pra­co­wał nad udo­sko­na­le­niem bliź­nich swo­ich. Wisław, Biskup kra­kow­ski uczy­nił go dla­te­go archi­dy­ako­nem kate­dry kra­kow­skiej, na któ­rem to sta­no­wi­sku powszech­ną miłość i sza­cu­nek sobie zjed­nał. Po śmier­ci zaś Wisła­wa jed­no­gło­śnie Bisku­pem obra­ny, na tęż god­ność poświę­co­ny został od Ful­ko­na czy­li Peł­ki, Arcy­bi­sku­pa gnieź­nień­skie­go r. 1242. Tu oka­zał się god­nym następ­cą świę­te­go Sta­ni­sła­wa, Bisku­pa i Męczen­ni­ka, któ­re­go kano­ni­za­cyę od Inno­cen­te­go IV, Papie­ża, roku 1253 uzy­skał. Wier­ny swe­mu monar­sze Wła­dy­sła­wo­wi Wsty­dli­we­mu, za upo­waż­nie­niem Papie­skiem, ogło­sił woj­nę krzy­żo­wą na obro­nę zie­mi kra­kow­skiej i san­do­mier­skiej; dyece­zyę kra­kow­ską sumien­nie zwie­dzał, wszę­dzie grze­chy uma­rzał, a cno­tę chrze­ści­jań­ską szcze­pił. Wysta­wił dla cho­rych szpi­tal z kościo­łem świę­te­go Ducha w Kra­ko­wie, a w Bisku­pi­cach kościół świę­te­go Mar­ci­na. Gdy po dru­gim napa­dzie Tata­rów w r. 1260 cały nie­omal kraj leżał w gru­zach, Pran­do­ta, jako dobry pasterz, obró­cił wszyst­ko, co mu od gra­bie­ży pozo­sta­ło, na potrze­by swych bied­nych i zgłod­nia­łych owieczek.

        Był bowiem wiel­ce naboż­ny, na słu­gi Boskie hoj­nie łaska­wy, na sie­ro­ty dobro­czyn­ny, prze­to szpi­ta­le i kościo­ły boga­cił, skąd go też powszech­nie ojcem ubo­gich nazwano.

        Świę­tą Kune­gun­dę i bło­go­sła­wio­ną Salo­meę namó­wił poboż­ny ten Biskup zba­wien­ne­mi rada­mi na świę­tą służ­bę Bożą i postrzygł je. Gdy póź­niej Salo­mea w prze­dziw­nych cno­tach żywot zakoń­czy­ła, bogo­boj­ny ten pasterz cia­ło jej, z któ­re­go likwor jakiś dziw­nie przy­jem­ny sączył, łza­mi oblaw­szy, następ­nie pogrze­bał i grób jej dla pew­no­ści pie­czę­cią swo­ją obwa­ro­wał. Nad­to obja­wie­nia­mi od Boga był obda­rzo­ny, mię­dzy któ­re­mi to było oso­bli­we, kie­dy modląc się po śmier­ci świę­te­go Jac­ka, krew­ne­go swe­go, widział św. Sta­ni­sła­wa Bisku­pa i Anio­łów nio­są­cych duszę jego do Nieba.

        Bez­u­stan­ne pra­ce podej­mo­wa­ne dla chwa­ły Bożej i zba­wie­nia bliź­nich, jako też posty, modli­twy, a nad­to roz­my­śla­nie o Zako­nie Pań­skim we dnie i w nocy, całe życie jego zaję­ły. Po takich pra­cach dopu­ścił nań Pan Bóg cięż­ką i dłu­gą cho­ro­bę, któ­rą z cier­pli­wo­ścią i zupeł­nem pod­da­niem się woli Bożej zno­sił, woła­jąc z Psal­mi­stą Pań­skim: „Bied­nyż ja, bo miesz­ka­nie moje prze­dłu­ży­ło się.“ Pra­gnął bowiem być roz­wią­za­nym z wię­zów tego cia­ła, a żyć z Chry­stu­sem. Zbli­ży­ła się wresz­cie chwi­la prze­zeń tak upra­gnio­na. Wysłu­chaw­szy z gorą­cem nabo­żeń­stwem Mszy świę­tej w koście­le kate­dral­nym na Wawe­lu, świę­te Sakra­men­ta ze łza­mi w oczach przy­jął, a skoń­czyw­szy wszyst­kie modli­twy kapłań­skie, do domu zanie­sio­ny, duszę czy­stą oddał Stwór­cy swe­mu roku 1266, rzą­dziw­szy dyece­zyą kra­kow­ską lat 24.

        Świę­te jego zwło­ki zło­żo­no naj­przód w kate­drze, w środ­ku kapli­cy świę­tych Apo­sto­łów Pio­tra i Paw­ła; a sko­ro Pan Bóg przez bło­go­sła­wio­ne­go Pran­do­ty przy­czy­nę wie­le cudów zdzia­łał, Erazm Kret­kow­ski, archi­dy­akon kra­kow­ski, prze­niósł szcząt­ki w ścia­nę tej­że kapli­cy, dodaw­szy odpo­wied­ni napis gro­bo­wy. Obec­nie są zło­żo­ne w kapli­cy Jana Kazi­mie­rza, a Pra­ła­ci Kra­kow­scy z upra­gnie­niem cze­ka­ją, póki świę­ta Sto­li­ca Apo­stol­ska na publicz­ne odda­wa­nie czci przy­na­leż­ne się Świę­tym Pań­skim w Koście­le Boskim nie zezwo­li. Bogu zaś. któ­ry sług Swo­ich na Nie­bie chwa­łą jest i koro­ną, sła­wa i uwiel­bie­nie przez wszyst­kie wieki.

Nauka moral­na.

         Kąkol wzro­sły na polu gospo­da­rza, nie­przy­ja­ciel, któ­ry go wsiał mię­dzy ziar­no, sen, w któ­rym gdy ludzie zasnę­li, nie­przy­ja­zny czło­wiek miał porę wsiać to ziel­sko szko­dli­we, wszyst­ko to jest figu­rą skut­ków, któ­re sza­tan czy­ha­ją­cy na zgu­bę ludz­ką, w duszach ludz­kich spra­wia. Żeby się zaś powszech­ne­mu temu nie­przy­ja­cie­lo­wi zba­wie­nia ludz­kie­go wszyst­kie zasadz­ki nie uda­ły, trze­ba prze­ło­żo­nym usta­wicz­nie czu­wać i nad sobą, i nad trzo­dą, któ­rą im Opatrz­ność Boska w straż odda­ła. Prze­ło­że­ni powin­ni czu­wać nad sobą, gdyż nad ich zgu­bą i upad­kiem czart pil­niej czu­wa, niż nad pod­wład­nych i dla­te­go sil­niej na nich napa­da, wszyst­kich uży­wa­jąc spo­so­bów do ich poko­na­nia, wie­dząc zara­zem, iż po poraż­ce paste­rza „roz­pro­szą się owce trzo­dy.“ (Mat. 26, 31). Oto jest, co nam oczy otwo­rzyć i co nas pobu­dzić win­no do usta­wicz­ne­go czu­wa­nia na naj­mniej­sze ser­ca nasze­go poru­sze­nie, żeby­śmy nic takie­go nie dopu­ści­li, coby je ska­zić i nie­win­ność jego naru­szyć mogło.

Bło­go­sła­wio­ny Jan Prandota.

         Aby zaszcze­pić w ser­ce nasze miłość Boga i bliź­nie­go, a z nią wszyst­kie cno­ty, trze­ba usta­wicz­nie odci­nać dzi­kie lato­ro­śle z namięt­no­ści naszych się zja­wia­ją­ce, jak mówi świę­ty Augu­styn: „Wyrzuć namięt­ność, zaszczep miłość.“ Trze­ba mieć zawsze na pamię­ci przy­tom­ne­go Boga i do Nie­go uda­wać się z proś­bą o czuj­ność, by sza­tan nie mógł mię­dzy dobre ziar­no łask Boskich zasiać kąko­lu pod­usz­czeń jego. Pomyśl teraz, czy czu­wa­łeś tak nad sobą?

        — Ale nie tyl­ko trze­ba prze­ło­żo­nym czu­wać nad sobą, lecz tak­że z rów­ną tro­skli­wo­ścią nad dusza­mi im powie­rzo­ne­mi. Oczy prze­ło­żo­ne­go powin­ny być cią­gle otwar­te na potrze­by dusz jemu powie­rzo­nych. Bóg cię posta­no­wił nad dusza­mi pod­wład­nych two­ich, abyś ich strzegł od nie­przy­ja­ciół, prze­strze­gał i bro­nił tak, żeby, gdy któ­ry z pod­wład­nych two­ich zosta­nie zwy­cię­żo­ny, nie tobie, lecz jemu wina przy­pi­sa­na być mogła. A gdy któ­ra dusza z two­jej winy zgi­nie, wten­czas ty musisz się Bogu swo­ją duszą wypła­cić. — Obo­wiąz­ków swo­ich nie zapo­mi­naj nigdy z pil­no­ścią wyko­ny­wać, czuj zawsze, żeś jest stró­żem dusz tobie powie­rzo­nych, żebyś kie­dyś nie musiał zdać cięż­kie­go rachun­ku, jeśli­by któ­ra dusza z twe­go leni­stwa zginęła.

        Zasta­nów się nad życiem two­jem prze­szłem; podob­no, kie­dyś snem nie­dbal­stwa zasy­piał, przy­szedł nie­przy­ja­ciel dusz­ny i nasiał kąko­lu mię­dzy two­ją psze­ni­cę. O jak wie­le wkra­dło się przez two­je nie­dbal­stwo zgor­sze­nia, obo­jęt­no­ści, jak wie­le świąt Pań­skich zgwał­co­no, pijań­stwa, zło­dziej­stwa i innych szka­rad­nych występ­ków popeł­nio­no. Powi­nie­neś czu­wać cią­gle bez­u­stan­nie. Świę­ty Augu­styn, mając kaza­nie o świę­tym Cypry­anie, wspo­mi­na o jego paster­skiej czuj­no­ści. „Rzecz podzi­wie­nia god­na — mówi on — iż świę­ty Cypry­an po odło­że­niu dekre­tu jego na dzień następ­ny widział lud zgro­ma­dzo­ny wie­czo­rem, któ­ry miał cze­kać do dnia następ­ne­go. Trosz­cząc się o mło­dzież tam zebra­ną, pro­sił, aby mia­no wiel­ką bacz­ność na skrom­ne zacho­wa­nie się mło­dzie­ży.“ A ty, czy masz taką czujność?

        I Każ­dy prze­ło­żo­ny obo­wią­za­ny jest nadal do miło­ści Boga i żar­li­wo­ści, a zwłasz­cza w tem, co do jego wła­dzy nale­ży, gdyż na nim spo­czy­wa odpo­wie­dzial­ność jego pod­wład­nych; ato­li ta cno­ta, aby była dosko­na­ła, ma posia­dać trzy przy­mio­ty: to jest, aby pocho­dzi­ła z miło­ści, aby się roz­trop­no­ścią rzą­dzi­ła, i aby łagod­no­ścią umiar­ko­wa­ną była. Miłość jest począt­kiem praw­dzi­wej żar­li­wo­ści, bo fał­szy­wa żar­li­wość pocho­dzi z fan­ta­zyi lub z wro­dzo­nej gorącz­ko­wo­ści, albo z sekret­nej pychy. Taką żar­li­wość pocho­dzą­cą z miło­ści, posia­dał bło­go­sła­wio­ny Jan Pran­do­ta. Żar­li­wość powin­na się rzą­dzić roz­trop­no­ścią, któ­ra na tem pole­ga, aby roz­po­cząć od sie­bie, od wła­sne­go zba­wie­nia; wiel­ki to jest błąd, chcieć innych uświę­to­bli­wiać, a sie­bie zaniedbać.

        Sta­raj się więc o duchow­ne i docze­sne dobro pod­da­nych, bo tem wła­śnie róż­ni się chrze­ści­ja­nin od poga­ni­na. Widząc bowiem w swych pod­da­nych bliź­nie­go, czu­wa nad nim i myśli o jego potrze­bach docze­snych, jako też duchow­nych. Zły to pan i gospo­darz, co obo­wiąz­ku tego nie spełnia.

Modli­twa.

         Boże i Panie mój, racz łaska­wie to spra­wić, aby­śmy za przy­kła­dem bło­go­sła­wio­ne­go Jana Pran­do­ty sta­ra­li się tobie słu­żyć, wier­nie przy­ka­za­nia Twe wypeł­nia­jąc, a tem samem na zba­wie­nie wiecz­ne sobie zasłu­ży­li. Przez Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry kró­lu­je w Nie­bie i na zie­mi, po wszyst­kie wie­ki wie­ków. Amen.