Kra­jo­wy Plan Odbu­do­wy? Prę­dzej Bruk­sel­ski Plan Wiecz­ne­go Strzy­że­nia Owiec Naro­do­wych. Czy raczej Ber­liń­ski Plan, nie oszu­kuj­my się.

I nie oszu­kuj­my się też, napraw­dę trze­ba być nad Wisłą poli­ty­kiem, rzecz jasna poli­ty­kiem tak zwa­nym, żeby tak demon­stra­cyj­nie, z pom­pą oraz z tak osten­ta­cyj­nym zadę­ciem, igno­ro­wać oczy­wi­ste zagro­że­nia. Więc.

        Więc jesz­cze raz: Kra­jo­wy Plan Odbu­do­wy, czy­li jak nie wia­do­mo, co robić, to plan przy­da się zawsze. Na całe szczę­ście jest to plan kra­jo­wy, a nie naro­do­wy. Dopie­ro by się poro­bi­ło: naro­do­wy szpi­tal, naro­do­wy plan, cen­trum naro­do­we, muzeum naro­do­we, naro­do­we forum, naro­do­we jesz­cze coś tam, coś tam… – i tak dalej, wsze­la­ko koniecz­nie z przy­tu­pem i przy­świ­stem. Przy tym im gło­śniej tupią, im dono­śniej świsz­czą, tym sami sobie wyda­ją się waż­niej­si. A sed­no w wymia­rze wspól­no­ty gdzie, że zapy­tam buń­czycz­nie acz reto­rycz­nie? Otóż sed­no wyglą­da dokład­nie tak, jak wyglą­da praw­da o wzmian­ko­wa­nym “Pla­nie”. Jed­no z dru­gim leżą tam, gdzie leżą. Przy­tu­lo­ne. Obję­te czu­le – i daj­my już spo­kój ana­li­zie, czy zaję­te wza­jem­ny­mi łaskot­ka­mi, czy twar­do śpią­ce, zaśnię­te moż­na powie­dzieć. Tak czy owak, leżą pod płotem.

Reklama

SKARMIANIE FINANSJERY

        Jak to mówią: kto z bara­nem dojść do ładu pró­bu­je, ten z nim pod pło­tem ostrzy­żo­ny zosta­nie. Czy jakoś podob­nie. Tym­cza­sem tak zwa­ni poli­ty­cy, poli­ty­cy malo­wa­ni – poli­ty­ka to odpo­wie­dzial­na tro­ska o dobro wspól­ne, przy­po­mi­nam, co ozna­cza, że czy to świe­ca, czy mała nie­bie­ska lata­ren­ka, czy nawet latar­ka tak­tycz­na o mocy 5000 lume­nów, zna­leźć nad Wisłą poli­ty­ka wśród ludzi rzą­dzą­cych było­by dziś nie­kła­ma­nym osią­gnię­ciem – więc tak zwa­ni poli­ty­cy kłó­cą się o wytrze­py­wa­ny zni­kąd pie­niądz elek­tro­nicz­ny, któ­ry nasze dzie­ci, wnu­ki i pra­wnu­ki, zwra­ca­jąc fak­tycz­nie, a nie elek­tro­nicz­nie, będą mię­dzy­na­ro­do­wą finan­sje­rę futro­wać do koń­ca życia. Tak­że te nasze dzie­ci, wnu­ki i pra­wnu­ki, któ­re nie naro­dzi­ły się jeszcze.

        Trze­ba wska­zać przy tej oka­zji, no pew­nie, że dzie­ci, wnu­ki i pra­wnu­ki nad­wi­ślań­skich poli­ty­kie­rów rów­nież kar­mić finan­sje­rę będą. Rzecz w tym, że one aku­rat tego nie zauwa­żą. Dla nich to będzie waci­ko­we. Nam nato­miast cho­dzi o życie. No raczej. Zwłasz­cza że gier­kowsz­czy­zna, to jest dłu­gi zacią­gnię­te przez wła­dze PRL w latach 70. wie­ku XX, to przy tym zero plus.

        Śmiesz­ne wszyst­ko powyż­sze nie jest, jest za to śmier­tel­nie groź­ne. Nie dla Bruk­se­li czy Ber­li­na. Dla wspól­not naro­do­wych owszem. Mało, że wspól­no­ty te, nie­świa­do­me losu, ponow­nie na strzy­że­nie są wie­dzio­ne, tym razem będzie to strzy­że­nie, by tak rzec: trwa­łe. Nie odwo­ły­wal­ne. Już sta­le strzyc nas zamie­rza­ją, ile tam razy sobie zechcą, nie wyłącz­nie dwa razy w roku. Żeby pozo­stać przy para­le­li ze strzy­że­niem owiec i baranów.

MATKI I TRYKI

        Naj­kró­cej i w koniecz­nym uprosz­cze­niu rzecz ujmu­jąc, pla­ny Ber­li­na prze­kła­da­ne wprost na zamie­rze­nia unij­nych biu­ro­kra­tów dzię­ki umie­jęt­nej grze, wyglą­da­ją nastę­pu­ją­co: wspól­ny dług więc wspól­ne gwa­ran­cje, ale żyro­wa­nie indy­wi­du­al­ne, więc indy­wi­du­al­na odpo­wie­dzial­ność. W wymia­rze indy­wi­du­al­nym nikt by pro­po­zy­cji w tym kształ­cie nie przy­jął. A tu? Ot, tak two­rzy się finan­so­we żero­wi­sko. Z fina­łem w wiecz­no­ści. Taka to wła­dzy wiel­ka tajem­ni­ca. Czy lepiej: wiecz­ne żero­wi­sko finan­so­we, oto wiel­ka tajem­ni­ca wła­dzy. Każ­dej wła­dzy marze­nie nie­speł­nio­ne. Czy tej wła­dzy, ludziom nie­wi­dzial­nym, w koń­cu się udało?

        Pyta­nie zosta­wię w zawie­sze­niu, wyzna­jąc, że zaj­rza­łem sobie na stro­nę “Świat rol­ni­ka” (https://swiatrolnika.info/strzy­ze­nie-owie­c/). Cóż tam zna­la­złem? Że mery­nos pol­ski to rasa owiec spo­ty­ka­nych w Pol­sce naj­pow­szech­niej. Że macio­ry masą cia­ła dorów­nu­ją ludz­kiej, a bara­ny wręcz mojej. Że runo mery­no­sów przy­ra­sta rocz­nie na pozio­mie oko­ło ośmiu cen­ty­me­trów, co daje do dzie­się­ciu kilo­gra­mów weł­ny z bara­nów, i do sze­ściu z macior. I że ta weł­na cha­rak­te­ry­zu­je się bar­dzo wyso­ką jako­ścią. Ale: “Strzy­że­nie owiec jest pro­ce­sem, któ­ry naj­ko­rzyst­niej prze­pro­wa­dzić dwa razy w cią­gu roku: mie­siąc przed sta­nów­ką (try­ki) oraz mie­siąc przed wyko­ta­mi (mat­ki)”. Co praw­da o tym to już może­my zapo­mnieć. No raczej.

I to jesz­cze zna­la­złem: “Strzy­że­nie owiec nale­ży prze­pro­wa­dzić rów­no­mier­nie, moż­li­wie jak naj­bli­żej skó­ry owcy oraz w tak sta­ran­ny spo­sób, żeby nie zaciąć ani ska­le­czyć skó­ry osob­ni­ka”. W tej z kolei kwe­stii poży­je­my, doży­je­my, zoba­czy­my. Prze­ko­na­my się.

PEŁNE MENZURKI

        Co poza tym? Poza tym lato idzie więc i koro­na­wi­rus, i Covid-19, kry­ją się po kątach. Nie­mniej rząd z uwa­gą przy­glą­da się owym kątom. A tyl­ko zauwa­ży nie­bez­pie­czeń­stwo z kąta sze­rzą­ce kły, zaraz rząd nasz reagu­je. Niezwłocznie.

        Szko­da, że reagu­je czę­sto zupeł­nie nie­ade­kwat­nie do sytu­acji. Dla przy­kła­du: zapo­wie­dzia­no, że nad­zór szcze­gól­ny roz­to­czy rząd nasz uko­cha­ny nad oso­ba­mi wra­ca­ją­cy­mi do Pol­ski z Indii i Bra­zy­lii. Nale­ży albo­wiem wykry­wać indyj­ską i bra­zy­lij­ską muta­cję wiru­sa, nim te zagro­żą Polkom i Pola­kom. Zaszcze­pio­nym, szcze­pio­nym, w ogó­le wszystkim.

        W związ­ku ze wska­za­ną potrze­bą, Sane­pid ponow­nie ma robo­ty peł­ne men­zur­ki, szal­ki i ręce, opra­co­wu­je albo­wiem spe­cjal­ne zasa­dy postę­po­wa­nia. By je po opra­co­wa­niu wdro­żyć. I tak, wszyst­ko wska­zu­je na to, że służ­by lot­ni­sko­we będą wyszu­ki­wać oso­by przy­la­tu­ją­ce z Indii bądź z Bra­zy­lii do Pol­ski. Następ­nie moni­to­ro­wa­nie przy­by­szów przej­mie Sane­pid. Teraz uwa­ga: wyty­po­wa­ne oso­by, kie­dy już dotrą do miej­sca zamiesz­ka­nia, będą mia­ły wyko­ny­wa­ny test na koro­na­wi­ru­sa. Wynik pozy­tyw­ny skut­ko­wać będzie “rygo­ry­stycz­ną izo­la­cją”. Cokol­wiek mia­ło­by to ozna­czać w prak­ty­ce, bo mówi się o izo­la­cji domow­ni­ków, ale też “osób postron­nych”. Jakim spo­so­bem Sane­pid zamie­rza wska­zy­wać te postron­ne oso­by, kon­tak­tu­ją­ce się wszak przy­pad­kiem z powra­ca­ją­cy­mi do domów pasa­że­ra­mi lotów z Bra­zy­lii czy Indii, to kolej­na wiel­ka tajem­ni­ca. Po moje­mu komen­tu­jąc, zno­wu powód wyda­je się jasny, by zawo­łać czym prę­dzej: “Ucie­kaj­cie, ucie­kaj­cie!”. Dlaczego?

GOTOWI NA POŚWIĘCENIE

        Dla­te­go otóż, iż mnie wspo­mnia­na “stra­te­gia” koja­rzy się jed­no­znacz­nie – z tłu­ma­mi Pola­ków wra­ca­ją­cych z Wiel­kiej Bry­ta­nii przed Świę­ta­mi Boże­go Naro­dze­nia, i roz­no­szą­cy­mi po Pol­sce nowy, jak dziś wie­my znacz­nie groź­niej­szy, wariant koronawirusa.

        Rząd nasz uko­cha­ny, rząd naj­lep­szej zamia­ny, mógł­by wystą­pić na sce­nie. Czy tam na ekra­nie. Obe­szło­by się nawet bez castin­gu. Wystą­pić mógł­by, i mógł­by zagrać rolę nie­ja­kie­go Farqu­aada. Podob­no ów Farqu­aad (i podob­no lord), był – czy tam wciąż jest – dobrym kole­gą nie­ja­kie­go Shre­ka, potwo­ra z bagien. Bagien odle­głych bar­dzo i obcych nad­zwy­czaj. W każ­dym razie jakoś podob­nie mówią.

        A co usły­sze­li­by­śmy ze sce­ny? Czy tam z ekra­nu? Pro­szę przy­trzy­mać się cze­goś, cze­go tam do przy­trzy­my­wa­nia da się w tej groź­nej chwi­li użyć. Ewen­tu­al­nie pro­szę usiąść i nie wsta­wać przed prze­czy­ta­niem. Otóż rząd nasz uko­cha­ny, naj­lep­szej w świe­cie zmia­ny (czy tam zamia­ny), mógł­by wystą­pić na sce­nie, czy tam na ekra­nie, by – komen­tu­jąc rze­czy­wi­stość nad­wi­ślań­ską, a zara­zem przy­szłość zapo­wia­da­jąc – oznaj­mić naro­do­wi, gło­sem rze­czo­ne­go Farqu­aada: “Wie­lu z was jesz­cze umrze, ale jest to poświę­ce­nie, na któ­re my jako rząd jeste­śmy przygotowani”.

        Kra­jo­wy Plan Odbu­do­wy? Jaki on kra­jo­wy? Prę­dzej “Ber­liń­ski Plan Wiecz­ne­go Strzy­że­nia Owiec Naro­do­wych”. Byle tyl­ko zacząć, byle zgo­dzi­li się – demo­kra­tycz­nie, a jak­że, i poza­mia­ta­ne. W tych oko­licz­no­ściach tak zwa­nej przy­ro­dy wiel­ce zasad­ne pyta­nie brzmi: co uza­leż­nia w takim samym stop­niu jak kre­dyt plus dota­cje z demo­kra­tycz­ną legi­ty­mi­za­cją? Otóż nic tak nie uzależnia.

WIEŻA W BAZYLEI

        No dobrze, a co w takim razie z kon­se­kwen­cja­mi odło­żo­ny­mi w cza­sie? Weź­my tymi odło­żo­ny­mi dalej niż reak­cja tele­wi­zo­ra na naci­śnię­cie guzi­ka na pilo­cie? Jeśli chce­my to wie­dzieć, nie­chyb­nie zwró­cić się powin­ni­śmy do “elit”. Zwró­cić, rzecz jasna, nieoficjalnie.

        Zwróć­my się zatem i posłu­chaj­my, przy­kła­da­jąc ucho gdzie nale­ży, do wie­ży powiedz­my, czy­li do ścian sie­dzi­by “Bank for Inter­na­tio­nal Set­tle­ments” w Bazy­lei: “Sko­ro dobro­wol­nie odda­dzą wła­sny los w nasze ręce, ich los w naszych rękach pozo­sta­nie. Sprze­czać się nie ma o co, zakła­dać się nie war­to. Potem ewen­tu­al­nie wyja­śni się, to czy tam­to, owiecz­kom i bara­nom. Daj­my na to, że zobo­wią­za­nia trze­ba spła­cać. Gdy­by suge­ro­wa­li, że zapo­mnie­li. I że wol­ność oraz wła­sność to ter­mi­ny pocho­dzą­ce z cza­sów daw­no minio­nych, a dziś nikt tego nie potrze­bu­je, zatem rozu­mieć je trze­ba ina­czej. To zna­czy nale­ży­cie postę­po­wo oraz odpo­wied­nio nowocześnie”.

        Ho-ho, tak-tak. Trze­ba było ucie­kać, a nie wstę­po­wać dobro­wol­nie do spół­ki akcyj­nej (zbu­do­wa­nej z udzia­łów ban­ków cen­tral­nych euro­pej­skich oraz poza­eu­ro­pej­skich, bo łącz­nie jest ich 60, w tym Naro­do­wy Bank Pol­ski i Euro­pej­ski Bank Cen­tral­ny) i gapić bez­myśl­nie na dekla­ro­wa­ną ofi­cjal­nie misję BIS, któ­rą jest jako­by: “Pomoc ban­kom cen­tral­nym i insty­tu­cjom upraw­nio­nym do pro­wa­dze­nia poli­ty­ki pie­nięż­nej w zapew­nie­niu mone­tar­nej i finan­so­wej sta­bil­no­ści, peł­nie­nie funk­cji ban­ku dla tych insty­tu­cji oraz wspie­ra­nie ich mię­dzy­na­ro­do­wej współ­pra­cy”. Dziś już po pta­kach, kolo­kwial­nie temat podsumowując.

***

        Da, kaniesz­no. Natür­lich. Yes, of cour­se. I batem nie­po­słusz­nych, batem. Strzy­że­nie pol­skich mery­no­sów naro­do­wych to dopraw­dy nie­zła zaba­wa. Widział kto kie­dy aż tak głu­pie owce i barany?

        Albo to samo ina­czej: weł­na z pol­skich mery­no­sów cien­ka, za to spra­wa gru­ba. Naj­grub­sza. Jesz­cze grub­sze spra­wy dopraw­dy trud­no sobie wyobra­zić. W tym miej­scu nawet moja wyobraź­nia, jak powszech­nie wia­do­mo nie­ogra­ni­czo­na, zde­rza się ze ścia­ną, po czym odstę­pu­je, zrezygnowana.

        W cie­ka­wych cza­sach przy­szło nam żyć. W jesz­cze cie­kaw­szych przyj­dzie nam umie­rać. Aż żal. Cza­sów żal, nie nas i nie głu­po­ty naszej.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z autorem:

widnokregi@op.pl