“Dziś moja moc się prze­si­li, dziś poznam, czym naj­wyż­szy, czy­lim tyl­ko dum­ny”. Szko­da, że pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych Józio Biden nie czy­tał III czę­ści “Dzia­dów”, bo w prze­ciw­nym razie mógł­by sobie zacy­to­wać to zda­nie 16 czerw­ca, tuż przed spo­tka­niem  w Gene­wie z zim­nym ruskim cze­ki­stą, czy­li pre­zy­den­tem Wło­dzi­mie­rzem Putinem.

        Pre­zy­dent Biden bawi w Euro­pie już od jakie­goś cza­su, spo­ty­ka­jąc się z tubyl­czy­mi przy­wód­ca­mi już to osob­no, już to gru­po­wo, jak na szczy­cie NATO, na któ­rym był rów­nież pan pre­zy­dent Andrzej Duda, naj­wy­raź­niej uszczę­śli­wio­ny nie tyl­ko, że zno­wu stoi obok pre­zy­den­ta USA (“cho­ciaż żoł­nierz obszar­pa­ny, prze­cie stoi mię­dzy pany”), ale rów­nież, że w kil­ku­mi­nu­to­wej roz­mo­wie potwier­dził mu on inten­cję umac­nia­nia “wschod­niej flan­ki NATO”, czy­li zwięk­sza­nie ame­ry­kań­skiej obec­no­ści woj­sko­wej w Pol­sce, któ­ra w związ­ku z tym zno­wu pew­nie zaku­pi tro­chę ame­ry­kań­skiej bro­ni – w sam raz tyle, żeby tele­wi­zja obrząd­ku rzą­do­we­go mogła przez kil­ka dni delek­to­wać oby­wa­te­li tym sukcesem.

        Jed­nak te wszyst­kie bli­skie spo­tka­nia III stop­nia są tyl­ko przy­go­to­wa­niem do tego naj­waż­niej­sze­go. Aku­rat nie­daw­no jeden z ame­ry­kań­skich gene­ra­łów ude­rzył na alarm mówiąc, że Chi­ny mają więk­szy budżet woj­sko­wy niż USA, zwłasz­cza gdy weź­mie się pod uwa­gę tam­tej­sze ceny i tak dalej. Kie­dy wybuchł kry­zys finan­so­wy w roku 2008, USA mia­ły 622 mld dola­rów budże­tu woj­sko­we­go, co sta­no­wi­ło rów­no­war­tość połą­czo­nych budże­tów woj­sko­wych następ­nych 17 państw świa­ta. Jed­nak 10 lat póź­niej, gdy USA mia­ły ok. 700 mld dola­rów budże­tu woj­sko­we­go, kwo­ta ta sta­no­wi­ła rów­no­war­tość połą­czo­nych budże­tów woj­sko­wych już tyl­ko 8 następ­nych państw świa­ta – no a teraz gene­rał powia­da, że prze­wa­gi w tej dzie­dzi­nie USA już nie mają.

        Wyni­ka z tego, że jeśli Sta­ny Zjed­no­czo­ne zechcą utrzy­mać przy­naj­mniej ilu­zję hege­mo­nii, to muszą wkrót­ce przy­stą­pić do osta­tecz­ne­go roz­wią­za­nia kwe­stii chiń­skiej. W takiej sytu­acji bar­dzo duże zna­cze­nie może mieć posta­wa Rosji – czy będzie ona wspie­ra­ła Chi­ny, czy przy­naj­mniej zacho­wa neutralność.

        Rosja bowiem wca­le nie musi być zain­te­re­so­wa­na nad­mier­nym wzro­stem chiń­skiej potę­gi.  Przy­pusz­czam, że tego wła­śnie chce się dowie­dzieć pre­zy­dent Józio Biden 16 czerw­ca, a tak­że warun­ków, na jakich Rosja tę neu­tral­ność by mu obie­ca­ła. Ponie­waż ksią­żę Gor­cza­kow — mini­ster spraw zagra­nicz­nych cesa­rza Alek­san­dra II i Alek­san­dra III –  mawiał, że nie wie­rzy nie zde­men­to­wa­nym infor­ma­cjom pra­so­wym, to war­to zwró­cić uwa­gę, że poja­wi­ły się ostat­nio ener­gicz­ne zaprze­cze­nia, jako­by mia­ło dojść do kolej­ne­go “rese­tu” w sto­sun­kach ame­ry­kań­sko-rosyj­skich. Wszyst­ko to może być praw­da, ale sko­ro pre­zy­dent Józio Biden zamie­rza popra­wić sto­sun­ki z Niem­ca­mi, to nie moż­na zapo­mi­nać, że Niem­cy pozo­sta­ją w stra­te­gicz­nym part­ner­stwie z Rosją, cze­go zewnętrz­nym zna­mie­niem jest gazo­ciąg Nord Stre­am 2. War­to też przy­po­mnieć, że wkrót­ce po “rese­cie”, jakie­go 17 wrze­śnia 2009 roku doko­nał w sto­sun­kach ame­ry­kań­sko-rosyj­skich pre­zy­dent Oba­ma, w listo­pa­dzie 2010 roku, na szczy­cie NATO w Lizbo­nie, pro­kla­mo­wa­ne zosta­ło stra­te­gicz­ne part­ner­stwo NATO-Rosja.

        Stwa­rza­ło to oczy­wi­ście pew­ne koniecz­no­ści dla Pol­ski, bo prze­cież nie może być tak, że całe NATO pozo­sta­je w stra­te­gicz­nym part­ner­stwie z Rosją, a Pol­ska nie. Toteż Pol­ska musia­ła się w tym stra­te­gicz­nym part­ner­stwie odna­leźć, w następ­stwie cze­go w sierp­niu 2012 roku patriar­cha Moskwy i Wszech­ru­si Cyryl pod­pi­sał w War­sza­wie z arcy­bi­sku­pem Józe­fem Micha­li­kiem, ówcze­snym prze­wod­ni­czą­cym Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski dekla­ra­cję o pojed­na­niu mię­dzy naro­da­mi pol­skim i rosyj­skim. Nie wia­do­mo, jak dale­ko posu­nę­li­by­śmy się na tej dro­dze, gdy­by pre­zy­dent Oba­ma w dru­giej poło­wie 2013 roku nie zre­se­to­wał swe­go poprzed­nie­go rese­tu, zapa­la­jąc zie­lo­ne świa­tło dla prze­wro­tu poli­tycz­ne­go na Ukra­inie, któ­re­go nie­ukry­wa­nym celem było wyłu­ska­nie tego pań­stwa z rosyj­skiej stre­fy wpły­wów. Wysa­dze­nie w ten spo­sób w powie­trze porząd­ku lizboń­skie­go z roku 2010 przy­nio­sło w efek­cie roz­biór Ukra­iny i zwięk­szy­ło naci­ski Rosji na “pogłę­bie­nie inte­gra­cji” z Białorusią.

        Pre­zy­dent Alek­san­der Łuka­szen­ka pró­bo­wał lawi­ro­wać mię­dzy Rosją i Zacho­dem, ale został posta­wio­ny pod ścia­ną wsku­tek awan­tu­ry z panią Swie­tła­ną Cicha­no­uską, w któ­rą — w ramach zaba­wy w mocar­stwo­wość, na pole­ce­nie Nasze­go Naj­waż­niej­sze­go Sojusz­ni­ka — zaan­ga­żo­wa­ła się naj­bar­dziej Pol­ska i Litwa.

        Łuka­szen­ka został w ten spo­sób wepchnię­ty w obję­cia Puti­na, któ­ry udzie­lił mu poli­tycz­ne­go wspar­cia – ale nie za dar­mo, tyl­ko w zamian za bez­wa­run­ko­wą zgo­dę na “pogłę­bia­nie inte­gra­cji”. Jak­by tego było mało, to i pani Swie­tła­na, któ­rą rząd “dobrej zmia­ny” uznał za swo­ją nauko­chań­szą duszeń­kę, zaczę­ła się bisur­ma­nić, przyj­mu­jąc zapro­sze­nie Rafa­ła Trza­skow­skie­go na jaki­ści “cam­pus”, gdzie za pie­nią­dze Fun­da­cji Ade­nau­era, któ­ra pra­wie 99 pro­cent środ­ków jaki­mi dys­po­nu­je, czer­pie z sub­wen­cji nie­miec­kie­go rzą­du, pre­zy­dent War­sza­wy będzie budo­wał sobie “sil­ną for­ma­cję”. Jest to kolej­na, po dekla­ra­cji Bro­ni­sła­wa Komo­row­skie­go, któ­ry swój powrót na sce­nę poli­tycz­ną miał roz­po­cząć od wyłu­ska­nia z Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej jej “skrzy­dła kon­ser­wa­tyw­ne­go” — ilu­stra­cja pro­ce­su demon­to­wa­nia Plat­for­my przez sta­re kiej­ku­ty, któ­re przed laty ją zało­ży­ły. Kolej­ną ilu­stra­cją jest ten wła­śnie “cam­pus”, dzię­ki któ­re­mu  Rafał Trza­skow­ski pogrą­ży Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Pup­kę, a wresz­cie – zmar­twych­wsta­nie Ryszar­da Petru, któ­ry wra­ca na poli­tycz­ną sce­nę na cze­le think-tan­ku pod nazwą “Insty­tut Myśli Libe­ral­nej”, przy pomo­cy któ­re­go, wraz ze zwią­za­nym od daw­na ze sta­ry­mi kiej­ku­ta­mi panem Pio­trem Niem­czy­kiem  (był nawet zastęp­cą sze­fa Zarzą­du Wywia­du UOP za Gro­mo­sła­wa Czem­piń­skie­go, któ­ry Plat­for­mę Oby­wa­tel­ską wystru­gał z bana­na), będzie sta­wiał czo­ła “wid­mu komunizmu”.

        Wspo­mi­nam o tych minio­nych i aktu­al­nych wyda­rze­niach, by poka­zać, jak bar­dzo sce­na poli­tycz­na nasze­go ban­tu­sta­nu i w ogó­le – postę­po­wa­nie naszych Umi­ło­wa­nych Przy­wód­ców, któ­re­go nie­po­dob­na nawet nazwać poli­ty­ką – uza­leż­nio­ne jest od wyda­rzeń, któ­re poja­wia­ją się poza Pol­ską, a w któ­rych Pol­ska następ­nie uczest­ni­czy w ten spo­sób, że jest infor­mo­wa­na, z jakie­go klu­cza ma odtąd ćwier­kać. Wbrew napu­szo­nym dekla­ra­cjom o demo­kra­cji i “part­ner­stwie”, tego unik­nąć  w dzi­siej­szych cza­sach się nie da, cho­ciaż nasz nie­szczę­śli­wy kraj mógł­by przy­naj­mniej w jakimś stop­niu te wyda­rze­nia kształ­to­wać, gdy­by nasi Umi­ło­wa­ni Przy­wód­cy nie byli zakład­ni­ka­mi wła­snej pro­pa­gan­dy, co unie­moż­li­wia im jaką­kol­wiek ela­stycz­ność, choć­by taką, jak w przy­pad­ku węgier­skie­go pre­mie­ra Wikro­ta Orba­na. Dla­te­go obja­wy fer­men­ta­cji, jakie obser­wu­je­my na poli­tycz­nej sce­nie świad­czą, iż powo­li roz­po­czy­na­ją się przy­go­to­wa­nia do tego, co ma nadejść w następ­stwie spo­tka­nia pre­zy­den­ta Józia Bide­na z pre­zy­den­tem Wło­dzi­mie­rzem Puti­nem 16 czerw­ca w Gene­wie – a co zosta­nie nam obja­wio­ne w sto­sow­nym czasie.

Sta­ni­sław Michalkiewicz