Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami
Rozdział 6

Obraza na zawsze

Ranny Ptaszek chyba zdziczał!” pomyślała większość koników naciągając kołdry na głowy. Ponieważ Babu nie miała na składzie wystarczająco dużo końskich derek, musieli spać pod prawdziwymi, ciężkimi kołdrami. Wszyscy byli zmęczeni po wyprawie i mieli nadzieję trochę się rano wyspać. Paczkę od Awelii każdy trzymał koło siebie. W nocy nie mieli siły obejrzeć wszystkiego, ale sprawdzili, że tak jak przewidziała Milka, każdy dostał niespodziankę wymyśloną specjalnie dla niego samego. Tymczasem zamkowy Ranny Ptaszek siedział na gałęzi niedaleko ich okna i wydawał prawie takie dźwięki jak maszyna do zgniatania opakowań.

Usiłując znowu zasnąć, koniki, a raczej konie z armii królewskiej, zauważyły, że Szary stał już całkiem rozprostowany koło swojej kołdry złożonej elegancko w kostkę.
– Nie marnujcie dnia. Mieliśmy od dzisiaj zacząć ćwiczenia! – zarżał rześko.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

Rzeczywiście, odkąd zauważyli, że Wielki Naprawczy Wszystkiego, Konstruktor, Mechanik i Wynalazca codziennie rano robi rygorystyczną gimnastykę, zamierzali wziąć z niego przykład i bardziej się umięśnić.
– Zaczynamy jutro – ziewnął konik w kolorze zaschniętego błota i jeszcze głębiej wsunął się pod jedną z prawdziwych kołder Babu. Po nim to samo zrobili inni. Zasypiając na nowo nie wiedzieli, że Szary wyszedł z komnaty patrząc na ich ruszające się miarowo kołdry z wyższością i pogardą.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Stojąc na pustym dziedzińcu patrzył w stronę ogrodu. Wiedział, że im głębiej się w niego wchodziło, tym bardziej ogród zamieniał się w las. Kierując się w tamtą stronę, pomyślał: „Jestem za szary. Muszę coś ze sobą zrobić”.
Słońce dopiero co wzeszło. Szary nie pamiętał kiedy ostatnio tak wcześnie był poza domem. Przypomniało mu to czasy wędrówek z rycerzami.
– Ależ to było dawno… – westchnął. Ogarnęła go nostalgia. Przy tym czuł, że nikt go w tej chwili nie lubi, a i on, prawdę mówiąc, za nikim nie przepada. Zachowanie kolegów rozczarowało go i poirytowało. Czuł się jedynym konikiem w swoim rodzaju na całej kuli ziemskiej. Przechodząc przez fosę, minął bawiącego się na moście zwodzonym Wygrysa, który zawsze lubił wcześnie wstawać, niezależnie od tego, o której położył się spać poprzedniego dnia.
– Uwaga! Nowo otwarty punkt strugania kredek po południowej stronie baszty zachodniej! – Wygrys wrzasnął do niego jak zwykle głośniej, niż to było konieczne. W punkcie strugania nie było jeszcze klientów, więc chodził z wędką z magnesem na końcu i łowił różne rzeczy z fosy, niestety nie napełnionej wodą.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

Szary zwinął uszy w ciasne trąbki i skręcił w pierwszą ścieżkę prowadzącą w gąszcz, na jaką natrafił. Chciał zniknąć z oczu Wygrysa i wszystkich innych oczu. Nie było to trudne, bo zaraz za fosą zaczynały się niezliczone zdziczałe ścieżki, wchodzące w głąb ogrodu. Ogrodu Bez Końca, jak nazywały go kuzynki. W ogóle nie było wiadomo dokąd prowadzą, dopóki się nimi nie poszło. Trzeba też było naprawdę uważać, bo niektóre z nich szły dalej, poza ogród. Można było nagle znaleźć się w środku Prawdziwego Lasu (tak nazywała go Babu). Las zaczynał się zaraz za ogrodem, a granica między nimi zupełnie się zatarła. Babu mówiła, że między ogrodem, a lasem ciągnie się nieregularny Pas Niewiadomoczegości. Nie wszędzie. Tylko w niektórych miejscach. Nie jest to już ogród, ale też jeszcze nie całkiem las.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

Szary trochę orientował się w rozkładzie ogrodu, bo spędzali w nim zwykle sporą część dnia, ale tylko mniej więcej, bo na tyle dało się w nim zorientować. Mieli co prawda starą mapę, ale ogród na tyle się zmienił, że wydawała się bezużyteczna. Był duży i zarośnięty. Od lasu różnił się głównie tym, że co krok natrafiało się w nim na kamienne bramki prowadzące donikąd, poprzewracane kamienne kolumny i omszałe rzeźby nadgryzione przez ząb czasu. Szary błądził między tym wszystkim, po czym podświadomie skierował się w Okolicę Beznadziejności. W głębi duszy liczył na to, że inni będą go szukać. Po dłuższej chwili krążenia to tu, to tam, zaczął myśleć o tym, że uciekł Wygrysowi, który przecież chciał się z nim pobawić. Zrobiło mu się tak ciężko, jakby miał na sobie fartuch do zdjęć rentgenowskich. Do tego jego irytacja na kolegów wcale nie zmalała. W tym stanie trafił na Alejkę Zagniewania. Słyszał o niej kiedyś. Wiedział, że przechodzi dalej w Alejkę Przebaczenia. Nie wiedział natomiast, że obie razem tworzą kształt serca. Ani o tym, że kiedy wracało się w miejsce początku pierwszej, nie było się już wcale takim złym, jak chwilę wcześniej. Kiedy obszedł serce naokoło i wrócił do punktu wyjścia, zupełnie zapomniał dlaczego był w złym humorze.
„Ależ koń może być czasem osłem” zarżał w myślach pod adresem samego siebie sprzed pół godziny. Postanowił, że kiedy spotka Wygrysa, nauczy go używać kompasu. Słyszał kiedyś jak Wygrys mówił, że ma problemy ze stronami świata.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

Odetchnął głęboko i poczuł zapach ogrodu i lasu równocześnie. Pomyślał, że musi być w okolicy, w której granica między nimi zaczyna się zacierać. Poranne powietrze dodało mu energii, a myśli nabrały świeżości. Przypomniał sobie, że od dawna chciał zrobić pewną rzecz w tajemnicy przed innymi. Odkładał to, bo przypuszczał że będą się z niego nabijać. Marzył, żeby przyciemnić sobie ogon, a może nawet trochę grzywę. Zamierzał użyć wywaru z ziół. O ich działaniu dowiedział się z zielnika Wielkiego Naprawczego. Wielki Naprawczy Wszystkiego, Konstruktor, Mechanik i Wynalazca kochał przyrodę i pracował nad zielnikiem w czasie wolnym od zajęć właściwych, wynalazczo-naprawczych. Dzięki świetnej pamięci Szary miał teraz przed oczami stronę z zielnika z roślinami przyciemniającymi na brązowo. Jak na dłoni widział przylepiony kawałkami taśmy przeźroczystej zasuszony liść pokrzywy podpisany ręką Naprawczego: Urticae folium, kawałek kory dębu: Quercus cortex i liść orzecha włoskiego: Juglandis folium. Wszędzie dookoła pachniało wilgotną korą i grzybami. Z korą dębu nie miał żadnego problemu. Po liście orzecha musiał się powspinać, ale kiedy je już zrywał, w dole, koło omszałego głazu zobaczył wspaniałe, wysokie pokrzywy. Kiedy zszedł z drzewa trochę spocony, ostrożnie nazbierał pokrzyw i  usiadł koło wielkiej dziupli, żeby się zastanowić jak zorganizować farbowanie. Wtedy usłyszał wesołe pogwizdywanie. Najprawdopodobniej ludzkie. Zastrzygł uszami, bo myślał, że mu się zdaje, ale pogwizdywanie dalej brzmiało tak samo wyraźnie, tylko melodia zmieniła się na smutniejszą. Wlokąc za sobą zbiory zaczął iść w jej kierunku. Słońce zaczynało już troszeczkę przeświecać przez korony wysokich drzew, ale rosa pokrywała wszystko i musiało być w dalszym ciągu bardzo wcześnie. W końcu gwizdanie zrobiło się tak głośne, że Szary postanowił zacząć zachowywać ostrożność. Od gwizdania dzielił go teraz tylko rozrośnięty krzew dzikiej róży pnący się po jakimś innym zdziczałym krzaku. Szary położył się na ziemi i wyjrzał na drugą stronę zarośli. Na małej trawiastej polanie między drzewami stał stary drewniany domek. Można by go nazwać szopą, gdyby nie to, że wyglądał po prostu prześlicznie. Koło chatki leżały porządnie poukładane fragmenty starych rzeźb i resztki kamiennych kolumn, takich jakich pełno było, częściowo zapadniętych w ziemię, w całym ogrodzie. Między nimi, przy stole zrobionym z pnia ściętego drzewa, siedziała dobrze znana Szaremu postać pochłonięta jakąś pracą.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

– Babu, co tu robisz o tej porze? – Szary zarżał cicho zanim to powiedział, żeby jej nie przestraszyć. Babu nie wydawała się nawet zaskoczona.
– A, widzisz, to mój zakątek wytchnienia przed pracą, robię tu różne rzeczy dla przyjemności.
– Lubisz wcześnie wstawać?
– Bardzo.
– Ja też! – Szary pierwszy raz tego dnia poczuł się naprawdę szczęśliwy. – Co masz w tym domku?
– Chodź, pokażę Ci.
Między różnymi narzędziami stała szlifierka i skrzynki pełne kamieni o ciekawych kształtach. W jednej z maszyn Babu przekroiła na pół szare kamienne jajo, które okazało się pomarańczowo-różowym w środku agatem. Zrobiła kilka plasterków i podała je Szaremu:
– Daj dziewczynkom jak je spotkasz.
Szary patrzył w osłupieniu na idealnie gładką powierzchnię przeciętego agatu, w paski o różnych olśniewających odcieniach pomarańczowego i różowego:
– Gdybym miał taką maszynę, robiłbym plasterki przez cały dzień.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

– Zawsze możesz przyjść i trochę pokroić. Potrzebuję  tego sporo do mozaikowej posadzki w bibliotece, a teraz właściwie wcale nie mam na to czasu. Nie wiem nawet kiedy się wreszcie zajmę mchem na rzeźbach –  wskazała ręką na to, co leżało na polanie. – Teraz najpilniejsze są balaski do schodów. Przynajmniej do tych najbardziej niebezpiecznych, do piwnic.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

Przez drzwi na przestrzał wyszli przed chałupę z drugiej strony polanki, gdzie Babu miała porozkładane drewniane balaski i kule zwieńczające kiedyś schody. Wszystko to wymagało konserwacji. Oprócz tych, które czekały, żeby się nimi zajęła, było też kilka już pomalowanych.
– Podobają ci się? – zapytała.
– Śliczne, tylko ten kolor jakiś taki…
– No właśnie wiem, szukam innej farby. Potrzebuję czegoś bardziej…
– Zabytkowego? – zapytał przyjemny męski głos.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

Tym razem i Babu i Szary skoczyli na równe nogi, bo myśleli, że są zupełnie sami. Tuż za nimi stał Szymon Solidny, Podróżnik, Dostawca Wszystkich Potrzebnych Rzeczy i Dochodzący Specjalista od Nowoczesności w Zamku i Okolicy, co było ręcznie wykaligrafowane na karcie wizytowej, którą podał Szaremu. Babu była wyraźnie zadowolona, że go widzi. Uściskali się serdecznie.
– Skąd się tu wziąłeś? – zapytała.
– Przecież zawsze się pojawiam, kiedy czegoś potrzeba. Wiem dokładnie o co wam chodzi – Szymon mówił i równocześnie notował na małej kamiennej tabliczce:
Bejca mat. Kolor złotawozielonkawożółtawopomarańczowawy z lekkim pobłyskiem, ale delikatnym, w zasadzie prawie całkiem matowa. Ale jednak z pewnym połyskiem, oczywiście.
Do zabytków wyrył specjalnym rylcem na końcu i schował tabliczkę do kieszeni.
– Tak, dokładnie o to mi chodziło – potwierdziła Babu. Szary też się z nią zgodził, podziwiając w duchu rzeczowość, domyślność i skuteczność działania Szymona Solidnego.
– Zamówimy je wysyłkowo – powiedział Szymon, równocześnie ryjąc znowu na tabliczce:
ze sklepu XIV-wiecznego.
– Czternastowiecznego? – zapytał zaglądając mu przez ramię Szary, który znał cyfry rzymskie, czym się szczycił. – Czy to nie jest w przeszłości?
– Tak – zamawiam je przez sieć wysyłkową, która rozciąga się w przestrzeni i w czasie. To najlepsze rozwiązanie, które w tej chwili znam. Tym bardziej, że te balaski pochodzą właśnie z czternastego wieku.
– Rozumiem – Szary starał się brzmieć jakby nigdy nic, ale był naprawdę pod wrażeniem. Już wcześniej słyszał o Szymonie Solidnym. Na przykład, że jeździ wozem po całym świecie, żeby sprowadzić najodpowiedniejsze albo najnowocześniejsze rzeczy. Ale zamawianie z przeszłości z trudem mieściło mu się w głowie.
– Dlaczego jeździsz wozem zamiast latać smokami? – zapytał korzystając z okazji, bo już wcześniej go to nurtowało.
– Nie lubię smoków, nie można na nich polegać. Czasem przysiadają w rozpadlinie skalnej nawet na dobę albo dwie i nie chcą lecieć dalej. Poza tym są złe i złośliwe, jak wszystkie smoki. Nie chcę mieć z nimi do czynienia. Na dodatek mój bagaż jest zwykle za bardzo niewymiarowy, żeby lecieć. Na przykład, widzisz, ten worek jest pełen drobnych rzeczy – powiedział otwierając zgrzebny płócienny wór ściągnięty sznurem konopnym – ale na wozie leżą halabardy, naprawdę strasznie długie.
Szary zerknął do worka i patrzył na Szymona z jeszcze większym uznaniem, bo po metkach różnych przywiezionych rzeczy zorientował się, że Szymon wrócił z dalekich Chin.
– To ja już idę, muszę wyładować misiurki*. Wpadnę potem do kuchni, żeby coś ugotować. Mam nowe przepisy z dalekich krajów – powiedział do Babu.

*Przypis: misiurka – nakrycie głowy rycerza zrobione ze splecionych ze sobą metalowych kółek.
Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami

– Nowe misiurki? – zapytał Szary kiedy Szymon zniknął w mokrych krzakach.
– Tak, miał przywieźć nowoczesne misiurki z silikonu w kolorze metalu. Tak samo skuteczne, ale lekkie i przyjemne dla ciała.
– Babu? – Zapytał Szary tak cicho, żeby tym razem już na pewno nikt ich nie usłyszał.
– Tak?
– Czy możesz mi pomóc zafarbować ogon? W krzakach mam trochę ziół i kory.
Wiedział od kuzynek, że Babu była zawsze gotowa do działania i o nic nie trzeba jej było prosić dwa razy.
– Oczywiście. W chatce stoi naczynie, które się nada. Wodę podgrzejemy na palenisku, o tu. Natychmiast zabrali się do roboty. Babu była równie ciekawa efektu, co Szary.

Zamek z Prawdziwego Zdarzenia – Marta Kotburska – Zamek z Kolorowymi Oknami