• Daria Chib­ner pisze o trud­nym balan­sie pomię­dzy rozu­mem a emo­cja­mi oraz wol­no­ścią a bezpieczeństwem 

• Wraż­li­wość sta­ła się dziś wytry­chem, któ­ry ma zamknąć usta tym, któ­rzy nie zga­dza­ją się z naszy­mi opiniami.

• Dzi­siaj jaki­kol­wiek pro­blem spo­łecz­ny lub poli­tycz­ny zamia­ta się pod dywan dzię­ki odwo­ły­wa­niu się do nasze­go „dobre­go serca”.

• Nie odwra­ca­nie wzro­ku od krzyw­dy innych to z pew­no­ścią pozy­tyw­na cecha. Jed­nak­że rów­nież pomoc potrze­bu­ją­cym nie może być bezrozumna.

• Kry­zys zwią­za­ny z migran­ta­mi poka­zał jaskra­wo, że od mery­to­rycz­nej dys­ku­sji woli­my łza­we ape­le, wyzwi­ska i sprzeczki.

• „Wraż­liw­cy” mają Pola­ków za bez­myśl­ny motłoch, do któ­re­go moż­na dotrzeć tyl­ko emo­cjo­nal­ny­mi obraz­ka­mi, a nie rozum­ną argumentacją.

        Nie­daw­no na Twit­te­rze Sła­wo­mir Ment­zen napi­sał: „Czy­li mówi­cie, że powi­nie­nem się legi­ty­mo­wać pasz­por­tem covi­do­wym, żeby kupić sobie kawę, ale każ­dy Azja­ta może bez jakie­go­kol­wiek pasz­por­tu przejść przesz naszą gra­ni­cę z Bia­ło­ru­sią?”. Moż­na się uśmiech­nąć, moż­na się obu­rzyć. Jed­nak­że zary­so­wa­ny w tej wypo­wie­dzi pro­blem pozo­sta­je real­ny i wykra­cza dale­ko poza bie­żą­ce poli­tycz­ne utarczki.

        Cho­dzi oczy­wi­ście o napię­cie mię­dzy wol­no­ścią a bez­pie­czeń­stwem, któ­re defi­niu­je­my oraz uży­wa­my zgod­nie z aktu­al­ny­mi potrze­ba­mi. Nie mamy żad­nej spój­nej nar­ra­cji doty­czą­cej tych dwóch pojęć, a śro­do­wi­ska libe­ral­no-lewi­co­we sma­ga­ją nas jedy­nie po gło­wie ape­lem „o więk­szą dozę wraż­li­wo­ści”. W ostat­nich latach wraż­li­wość wyda­je się odpo­wie­dzią ide­al­ną, mają­cą roz­wie­wać wszel­kie wątpliwości.

        Jaki­kol­wiek pro­blem spo­łecz­ny lub poli­tycz­ny zamia­ta się pod dywan dzię­ki odwo­ły­wa­niu się do nasze­go „dobre­go ser­ca”. Media za pomo­cą wzru­sza­ją­cych obraz­ków wal­czą o nasze emo­cje, aby wyko­rzy­stać je w „słusz­nej spra­wie”. Szko­da, że tak napraw­dę za szla­chet­ny­mi pobud­ka­mi czę­sto kry­ję się tyl­ko mani­pu­la­cja. Tym groź­niej­sza, że w rze­czy­wi­sto­ści nie słu­ży żad­ne­mu pozy­tyw­ne­mu, bar­dziej ogól­ne­mu celo­wi, lecz ma za zada­nie „na szyb­ko” roz­wią­zać kwe­stie wyma­ga­ją­ce szcze­gól­nej rozwagi.

„Wraż­liw­cy” na fron­cie wal­ki z Pola­kiem-cebu­la­kiem, któ­ry nie­na­wi­dzi uchodźców

        Kry­zys zwią­za­ny z migran­ta­mi na gra­ni­cy pol­sko-bia­ło­ru­skiej w wyraź­ny spo­sób udo­wod­nił, że od mery­to­rycz­nej dys­ku­sji woli­my łza­we ape­le, wyzwi­ska i sprzecz­ki. Szyb­ko podzie­li­śmy się na dobrych wraż­liw­ców oraz tych złych, nie­ludz­kich, pozba­wio­nych skru­pu­łów prze­ciw­ni­ków otwar­cia gra­nic. Zosta­li­śmy przy­tło­cze­ni wyci­ska­ją­cy­mi łzy z oczu zdję­cia­mi, a media spo­łecz­no­ścio­we zala­ła kolej­na fala postów napcha­nych pięk­ny­mi fra­ze­sa­mi, wal­czą­cych z kla­sycz­nym fan­ta­zma­tycz­nym wro­giem – Pola­kiem-cebu­la­kiem, boją­cym się każ­de­go Azja­ty o tro­chę ciem­niej­sze kar­na­cji. W emo­cjo­nal­nym sza­le trud­no było się dowie­dzieć, o co wła­ści­wie cho­dzi i kim są głów­ni akto­rzy dramatu.

        Nie cho­dzi w tym momen­cie o odpo­wiedź na pyta­nie, co powin­ni­śmy zro­bić w obec­nej sytu­acji. Moż­li­we, że przy­ję­cie migran­tów jest koniecz­ne, a taka decy­zja słusz­nie powin­na zostać uzna­ną za wła­ści­wą. War­to jed­nak spoj­rzeć w jaki spo­sób napro­wa­dza się nas na takie wnio­ski. Nie ma mowy o żad­nej dys­ku­sji czy deba­cie. Mamy wyłą­czyć gło­wy i nastro­ić nasze emo­cje. Bez wzglę­du na kosz­ty. I przy oka­zji za wszel­ką cenę umiej­sco­wić się po „wła­ści­wej stronie”.

        Ludzie wraż­li­wi, czy­li ci dobrzy, nie zasta­na­wia­ją się ani chwi­li. Auto­ma­tycz­nie wie­dzą, jak nale­ży postą­pić. I kogo obar­czyć winą za obec­ny stan rze­czy. Gorzej, że mają rów­nież świa­do­mość siły  prze­ka­zu opar­te­go na emo­cjach oraz jak łatwo za jego pomo­cą prze­cią­gnąć opi­nię na swo­ją stro­nę. Oczy­wi­ście, wraż­li­wość to waż­na i pożą­da­na cecha cha­rak­te­ru. Nie­ste­ty obec­nie sta­ła się wymów­ką do for­so­wa­nia okre­ślo­nych opi­nii, a tak­że przy­bra­ła for­mę narzę­dzia naci­sku. Dzię­ki temu nie musi­my się mar­twić o rze­tel­ną oce­nę sytu­acji. Gra toczy się o to, kto moc­niej zaan­ga­żu­je odbior­ców za pomo­cą chwy­tli­wych obrazów.

        Trud­na sytu­acja na gra­ni­cy zosta­ła przed­sta­wio­na za pomo­cą ckli­wych klisz prze­mie­sza­nych z pogar­dą dla prze­strze­ga­nia pra­wa i peł­ny­mi nie­na­wi­ści ata­ka­mi na Straż Gra­nicz­ną. Nie trze­ba nawet przy­po­mi­nać skan­da­licz­nej wypo­wie­dzi Wła­dy­sła­wa Fra­sy­niu­ka, aby zdać sobie spra­wę z czym musie­li się mie­rzyć funk­cjo­na­riu­sze. Jesz­cze chwi­la, a ktoś porów­na ich do straż­ni­ków obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, no bo w koń­cu „też mogą nie wyko­ny­wać rozkazów”.

        War­to to ponow­nie pod­kre­ślić – nie roz­wa­ża­my w tym momen­cie, czy ludzi tych nale­ży, czy też nie nale­ży wpu­ścić na tery­to­rium Pol­ski. Inte­re­su­je nas spo­sób w jaki kształ­tu­je się dys­kurs na temat tego kon­flik­tu. Zarów­no poli­ty­cy, jak i media myślą, że ludzie cze­ka­ją na inte­re­su­ją­ce zwro­ty akcji, pra­gną emo­cjo­nal­nych wzru­szeń, a zatem takich pod­sta­wach trze­ba oprzeć kie­ro­wa­ną do nich rela­cję. I zda­je się, że coraz czę­ściej wła­śnie taki prze­kaz jest o wie­le cie­kaw­szy, niż suche infor­ma­cje. W koń­cu zaan­ga­żo­wa­nie emo­cjo­nal­ne dostar­cza zawsze wie­le róż­no­rod­nych wrażeń.

        Arty­ku­ły roz­wa­ża­ją­ce kon­se­kwen­cje wyco­fa­nia się Ame­ry­ka­nów z Afga­ni­sta­nu są o wie­le mniej chęt­niej kli­kal­ne od zdjęć zapła­ka­nych dzie­ci. Taki obraz tra­fi do każ­de­go. Pro­sty i czy­tel­ny, odwo­łu­je się do tego, co jest waż­ne dla więk­szo­ści. W rze­czy­wi­sto­ści nie wyma­ga żad­nej real­nej aktyw­no­ści. Ot, przy­ku­ję naszą uwa­gę na chwi­lę, a my poczu­je­my się lepiej – wszak trosz­czy­my się o los malucz­kich, nie jeste­śmy obo­jęt­ni na cier­pie­nia nie­win­nych, jesz­cze nas to poru­sza. Naszą wraż­li­wą posta­wę potwier­dzi­my za pomo­cą twit­ta o tym, jak ci bied­ni ludzie ucie­ka­ją przed woj­ną, a nikt nie chce im pomóc. Dla więk­sze­go efek­tu moż­na się jesz­cze wyżyć na Stra­ży Gra­nicz­nej i poli­ty­kach. Speł­ni­li­śmy swój moral­ny obo­wią­zek, mamy czy­ste ręce.

        Mean­dry pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go wca­le nas prze­cież nie zaj­mu­ją. Tak jak to, że na samym począt­ku na naszej gra­ni­cy nie koczo­wa­li przy­by­sze z Afga­ni­sta­nu, lecz Ira­ku, co było wyni­kiem świa­do­me­go pla­nu Łuka­szen­ki. Owe dzia­ła­nia nabra­ły wymia­ru szan­ta­żu poli­tycz­ne­go, z czym rząd bia­ło­ru­ski wca­le się nie krył. Nie pozwa­la­jąc na pomoc migran­tom (np. kon­wój huma­ni­tar­ny nie otrzy­mał zgo­dy na wjazd do Miń­ska), zrzu­ca­jąc odpo­wie­dzial­ność na inne pań­stwa lub insty­tu­cje unij­ne, jasno dawał do zro­zu­mie­nia, jakie ma inten­cje. Nie­daw­no Paweł Musia­łek pisał o destruk­cyj­nym dla Unii Euro­pej­skiej poten­cja­le Bia­ło­ru­si. Ponad­to słusz­nie zwró­cił uwa­gę na poten­cjal­ne nega­tyw­ne skut­ki pochop­ne­go wpusz­cza­nia migran­tów na nasze terytorium.

        Jeże­li koczu­ją­cy na gra­ni­cy są tak napraw­dę migran­ta­mi eko­no­micz­ny­mi, mamio­ny­mi obiet­ni­ca­mi bia­ło­ru­skich służb, to kolej­ne oso­by będą tra­cić oszczęd­no­ści życia, wie­rząc w moż­li­wość prze­do­sta­nia się do Nie­miec. I tak przy­czy­ni­my się do cier­pie­nia kolej­nych ludzi. Jed­nak­że taki prze­kaz nie ma szans wygrać ze zdję­cia­mi pła­czą­cych dzie­ci. A my w dzi­siej­szym świe­cie chy­ba zde­cy­do­wa­nie bar­dziej woli­my ule­gać wpły­wom emo­cji, a nie rozu­mu. W koń­cu pod­ję­te pochop­ne, pod wpły­wem chwi­li, dzia­ła­nie nie tyl­ko nic nas nie kosz­tu­je, lecz tak­że zwal­nia nas z odpowiedzialności.

        O ile spraw­dził­by się naj­czar­niej­szy sce­na­riusz, w któ­rym wiel­kie mro­wie ludzi zna­la­zło­by się na naszej gra­ni­cy (Unia Euro­pej­ska pew­nie pod­trzy­ma­ła­by swo­ją decy­zję o ogra­ni­cze­niu się do pomo­cy huma­ni­tar­nej), to nie­zwy­kle łatwo było­by wraż­liw­com zmyć z sie­bie poczu­cie winy. W koń­cu chcie­li dobrze, dali się ponieść i przez to ruszy­li do akcji pod wpły­wem emo­cji. Tak jak­by nie wyni­ka­ły z nich żad­ne kon­se­kwen­cje, a szla­chet­ne pobud­ki uspra­wie­dli­wia­ły każ­dy czyn.

        Kil­ka dni temu przez inter­net prze­wi­nę­ło się zdję­cie afgań­skiej dziew­czyn­ki, ska­czą­cej rado­śnie na lot­ni­sku w Bel­gii. Wie­le osób prze­ka­zy­wa­ło je dalej wraz z kon­sta­ta­cją, że wła­śnie tak powin­na wyglą­dać pomoc dla migran­tów. Prze­mil­cza­no jed­nak to, dla­cze­go mogła w ogó­le zna­leźć się na tery­to­rium Bel­gii. Jej rodzi­na współ­pra­co­wa­ła z bel­gij­ską pla­ców­ką w Afga­ni­sta­nie, więc obję­ła ją ewa­ku­acja. W podob­ny spo­sób postą­pi­ło więk­szość euro­pej­skich państw, w tym rów­nież Pol­ska. Nie­mniej to zdję­cie wspa­nia­le nada­wa­ło się do wywo­ła­nia odpo­wied­nie­go emo­cjo­nal­ne­go nasta­wie­nia. Nikt roz­sąd­ny prze­cież nie prze­ciw­sta­wi się dzie­cię­ce­mu szczę­ściu. Opor­nych zawsze moż­na oskar­żyć o upra­wia­nie real­po­li­tik, a nawet o brak ludz­kich odruchów.

        Przed taki­mi oskar­że­nia­mi nie jeste­śmy w sta­nie się bro­nić. Fali emo­cji nie powstrzy­ma żad­na logicz­na argu­men­ta­cja. Zresz­tą w jaki spo­sób może­my zgło­sić jaką­kol­wiek wąt­pli­wość, sko­ro od razu wrzu­ca się do nas do wor­ka z napi­sem „bar­ba­rzyń­cy”? Z per­spek­ty­wy wraż­liw­ców z tymi, któ­rzy nie chcą poma­gać ludziom, za nic mają cier­pie­nie bliź­nich, gdyż nie zga­dza­ją się na otwar­cie gra­nic, nie nale­ży godzić się na żaden dia­log. Nale­ży im się jedy­nie śmiech, a nie­rzad­ko i odra­za. Nawet jeśli nie mamy w tej kwe­stii wyro­bio­ne­go zda­nia, to i tak nie omi­nie nas sto­sow­na nega­tyw­na oce­na. Nie ma żad­nych pośred­nich opcji albo jeste­śmy wraż­li­wi, albo nie. A bez­u­czu­ciow­ców nale­ży zwal­czać za wszel­ką cenę.

Pol­ski bez­ro­zum­ny motłoch, któ­re­go prze­ko­na­ją tyl­ko wzru­sza­ją­ce obrazki?

        Zaska­ku­je jak łatwo zmie­nia­my nasze zda­nie na temat wła­ści­we­go balan­su pomię­dzy wol­no­ścią a bez­pie­czeń­stwem w pań­stwie. W cza­sie pan­de­mii wraż­liw­cy nawo­ły­wa­li do sie­dze­nia w domu, ponie­waż ten, kto łamie obostrze­nia ma za nic życie innych. Nale­ży się szcze­pić, gdyż ina­czej będzie­my roz­no­sić śmierć. Kto sprze­ci­wia się pasz­por­tom covi­do­wym, ten jest wstręt­nym ego­istą, któ­ry nie widzi nicze­go poza czub­kiem wła­sne­go nosa. Ludzi nale­ży kon­tro­lo­wać, spraw­dzać, badać, ogra­ni­czać zakres ich wol­no­ści w imię wyż­sze­go celu – rato­wa­nia milio­nów istnień.

        Nie było nicze­go waż­niej­sze­go od bez­pie­czeń­stwa i ochro­ny nasze­go zdro­wia. Wraż­li­wi na każ­dym kro­ku pod­kre­śla­li koniecz­ność ogra­ni­cze­nia oby­wa­tel­skiej wol­no­ści na rzecz szczyt­ne­go celu. Tutaj rów­nież posłu­gi­wa­no się wzru­sza­ją­cy­mi obra­za­mi oraz opo­wie­ścia­mi. W podob­ny spo­sób ape­lo­wa­no do naszych emo­cji, sta­ra­no się je „prze­cią­gnąć” na wła­ści­wą stro­nę. Nic inne­go prze­cież nie może zadziałać.

        Za tym mecha­ni­zmem sta­ło zało­że­nie, że zwy­kłe­go czło­wie­ka nie prze­ko­nu­ją racjo­nal­ne dowo­dy, lecz głów­nym moto­rem jego dzia­łań jest sfe­ra emo­cjo­nal­na. Sko­ro tak wie­lu powta­rza nie­praw­dzi­we infor­ma­cje na temat COVID-19, anga­żu­je się w ruch antysz­cze­pion­ko­wy, to prze­ko­nać ich może tyl­ko odpo­wied­nio spre­pa­ro­wa­ny prze­kaz. Ponad­to nale­ża­ło szcze­gól­nie pod­kre­ślić nie­ro­zum­ne zacho­wa­nia tych, któ­rzy z nie­chę­cią pod­cho­dzi­li do covi­do­wych regu­la­cji. Nikt roz­sąd­ny prze­cież nie chce ucho­dzić za folia­rza, któ­re­go nic nie prze­ko­na. Tym­cza­sem Mag­da­le­na Góral­ska z Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go zwró­ci­ła uwa­gę, że oso­by, któ­re nie chcą się szcze­pić, mają ku temu inne powo­dy, niż wia­ra w teo­rie spiskowe.

        Opór wobec szcze­pień moż­na prze­ła­mać dzię­ki jesz­cze sze­rzej zakro­jo­nej kam­pa­nii infor­ma­cyj­nej skie­ro­wa­nej do grup spo­łecz­nych róż­nią­cych się zaso­ba­mi kul­tu­ro­wy­mi. Może wyda­wać się to dziw­ne – w koń­cu było dość cza­su, aby zna­leźć wszyst­kie potrzeb­ne wia­do­mo­ści w tym tema­cie. Jed­nak­że Mag­da­le­na Góral­ska pod­kre­śli­ła, że ludzie mimo wszyst­ko nie czu­ją się dosta­tecz­nie poin­for­mo­wa­ni. W natło­ku codzien­nych obo­wiąz­ków nie mają cza­su, ani chę­ci zagłę­biać się w nauko­we roz­pra­wy. Nie jest wca­le tak, że nie docie­ra­ją do nich logicz­ne argu­men­ty, lecz fil­tru­ją je przez posia­da­ną wie­dzę, któ­ra nie zawsze jest peł­na. Dodat­ko­wo nie czu­ją, aby ich pod­sta­wo­we potrze­by indy­wi­du­al­ne­go trak­to­wa­nia zosta­ły zaspo­ko­jo­ne. Dla­te­go zamiast rzą­do­we­go prze­ka­zu „Szczep­my się” dotrze do nich dys­ku­sja na pry­wat­nej gru­pie na Face­bo­oku, gdzie mode­ra­to­rzy chęt­nie roz­wie­ją wszel­kie wątpliwości.

        Czy­li nale­ża­ło­by posta­wić na tłu­ma­cze­nie i infor­mo­wa­nie. Nie­ste­ty jest to pro­ces trud­ny, mozol­ny i nie zawsze zakoń­czo­ny suk­ce­sem. O wie­le pro­ściej jest posłu­żyć się zdję­ciem odwo­łu­ją­cym się do naszej wraż­li­wo­ści. Szyb­ciej wte­dy osią­gnie­my pozy­tyw­ne skut­ki. O ile poj­mu­je­my ludzi jako bez­myśl­ny i bez­ro­zum­ny motłoch, któ­ry nie da się wykształ­cić, ponie­waż jest opor­ny na wszel­ką wie­dzę. Za takich wła­śnie człon­ków spo­łe­czeń­stwa uwa­ża­ją nas wraż­liw­cy – dotrzeć mają do nas kolo­ro­we obraz­ki, a nie sen­sow­ne argumentacje.

        Być może wca­le nie jest tak, że lubu­je­my się w emo­cjo­nal­nym prze­ka­zie. Praw­do­po­dob­nie jedy­nie się do nie­go przy­zwy­cza­ili­śmy, a przez łatwość w odbio­rze bar­dzo szyb­ko się do nie­go dosto­so­wa­li­śmy. Sko­ro nic inne­go nie otrzy­mu­je­my, to zapo­mnie­li­śmy, że może­my wyma­gać cze­goś wię­cej bowiem nie tyl­ko czu­je­my, lecz tak­że potra­fi­my rozumować.

        Jed­nak mani­pu­la­cja za pomo­cą emo­cji posia­da jesz­cze jed­ną zale­tę – łatwo za jej pomo­cą zmie­niać nastro­je spo­łecz­ne, przy oka­zji nie przej­mu­jąc się wia­ry­god­no­ścią sto­so­wa­nych przez nas pojęć. Nie trze­ba ana­li­zo­wać sto­sun­ku mię­dzy wol­no­ścią a bez­pie­czeń­stwem, kie­dy odwo­łu­je­my się do uczuć i doznań. Oso­by prze­ko­na­ne do ogra­ni­cze­nia swo­jej wol­no­ści z powo­du COVID-19 logicz­nym wywo­dem, praw­do­po­dob­nie cię­żej dały­by się prze­ko­nać do zapo­mnie­nia o swo­im bez­pie­czeń­stwa z powo­du kry­zy­su na gra­ni­cy. Nato­miast ci sta­wia­ją­cy na uczu­cia bez pro­ble­mu zmie­nią swo­je zda­nie z powo­du nowych oko­licz­no­ści, w imię kolej­ne­go, wyż­sze­go celu. Ludziom skon­cen­tro­wa­nym na wła­snych prze­ży­ciach łatwiej zmie­nić zda­nie pod wpły­wem kolej­nych emo­cji. Dla­te­go też war­to uczyć ich, że wła­śnie za ich pomo­cą nale­ży oce­niać rze­czy­wi­stość. Cały czas pro­du­ku­jąc taki prze­kaz, któ­ry uru­cho­mi uczucia.

        Nie moż­na w koń­cu bez sprzecz­no­ści sądzić, że trze­ba spraw­dzać i oba­wiać się każ­de­go z powo­du COVID-19 oraz rów­no­cze­śnie nie przej­mo­wać się otwar­ciem gra­nic dla ludzi, o któ­rych nic nie wie­my. I nie moż­na tego zbyć powie­dze­niem, że teraz nasza wraż­li­wość powin­na być inna, coś nowe­go teraz się liczy. To żad­na wraż­li­wość, lecz celo­we roz­my­wa­nie pojęć, aby zdo­być poklask dla sta­no­wi­ska, któ­re wyda­je nam się słusz­ne. Wraż­li­wość wła­ści­wie to nie podą­ża­nie za pory­wa­mi ser­ca, tyl­ko sama zdol­ność do prze­ży­wa­nia wra­żeń oraz emo­cji. Czy napraw­dę chce­my, żeby to było głów­nym moto­rem naszych dzia­łań? Aby wol­ność i bez­pie­czeń­stwo rów­nież nie odno­si­ły się do nicze­go sensownego?

Wraż­li­wość nie jest odpo­wie­dzią na żad­ne pytanie

        Nato­miast nie odwra­ca­nie wzro­ku od krzyw­dy innych to z pew­no­ścią pozy­tyw­na cecha. Jed­nak­że rów­nież pomoc potrze­bu­ją­cym nie może być bez­ro­zum­na. A na pew­no nie powin­no się do niej zachę­cać za pomo­cą mani­pu­lo­wa­nia emo­cja­mi. Nawo­ły­wa­nie do bycia wraż­li­wym to tak napraw­dę pusty postu­lat. Cza­sa­mi jest jedy­nie powta­rza­ny, bez głęb­sze­go prze­my­śle­nia. Gorzej kie­dy ktoś sta­ra się zbić na nim poli­tycz­ny kapi­tał. A my ze stra­chu przed zali­cze­niem do tych bez­u­czu­cio­wych daje­my się chwy­cić za ser­ce zdję­ciem cier­pią­ce­go dziec­ka. Z takim obra­zem nie moż­na  prze­cież się spierać.

Jakiś czas temu recen­zo­wa­łam książ­kę Rów­ność, wol­ność, prze­moc Aga­ty Siko­ry, któ­ra tak­że pro­po­no­wa­ła roz­wią­zy­wać naglą­ce pro­ble­my spo­łecz­ne za pomo­cą tro­ski i życz­li­we­go spoj­rze­nia na dru­gie­go czło­wie­ka. Jak na razie nic takie­go się nie wyda­rzy­ło. Nie dla­te­go, że nie osią­gnę­li­śmy jesz­cze odpo­wied­nie­go pozio­mu emo­cjo­nal­ne­go. Pro­blem nie tkwi nawet w coraz więk­szym zobo­jęt­nie­niu na tra­ge­die przed­sta­wia­ne przez media. Po pro­stu nie wia­do­mo, jak zasto­so­wać ten apel w prak­ty­ce. Jeśli jeste­śmy wraż­li­wi to wca­le nie ozna­cza, że zawsze wie­my jak nale­ży postą­pić. Zresz­tą nie cho­dzi wca­le o stan nasze­go ducha. Wraż­li­wość z jed­nej stro­ny sta­ła się wytry­chem, któ­ry ma zamknąć usta tym, któ­rzy nie zga­dza­ją się z naszy­mi opi­nia­mi, pod­czas gdy z dru­giej stro­ny ma chro­nić nas przed koniecz­no­ścią dro­bia­zgo­wej ana­li­zy każ­dej waż­nej kwestii.

        Widać to wyraź­nie w wypo­wie­dziach tych, któ­rzy nawo­ły­wa­li o więk­sze czło­wie­czeń­stwo wobec migran­tów, cho­ciaż nawet nie zada­li sobie tyle tru­du, aby spraw­dzić skąd do nas przy­by­li. A my mogli­śmy prze­czy­tać wie­le inter­ne­to­wych dys­ku­sji, gdzie cały spór wziął się od tego, że roz­ma­wia­ją­cy pomy­li­li Irak z Ira­nem, kie­dy nawo­ły­wa­nie o pomoc sta­ra­li się ugrun­to­wać na histo­rycz­nych odwo­ła­niach. Nie ma w tym nic śmiesz­ne­go. Cały tabun wraż­liw­ców nauczył ich tego, że w takich deba­tach nie liczy się wie­dza, lecz prze­ży­wa­ne przez nich emo­cje. Podob­nie jak nie­fra­so­bli­we­go sto­sun­ku do pra­wa, któ­re nie powin­no się liczyć w zde­rze­niu z ludz­kim cierpieniem.

        Nie­ste­ty pra­wo, któ­re zni­ka pod napo­rem bie­żą­cych oko­licz­no­ści, nie tyl­ko nie speł­nia swo­je­go zada­nia, lecz tak­że wła­ści­wie nie jest pra­wem, ale zbio­rem umow­nych zasad prze­strze­ga­nym w zależ­no­ści od nasze­go aktu­al­ne­go widzi­mi­się. Trak­to­wa­ne wybiór­czo oraz spraw­dza­ne tyl­ko pod wzglę­dem tego, czy zga­dza się z naszy­mi emo­cja­mi, nicze­mu nie słu­ży, nikt nie trak­tu­je go poważ­nie i wła­ści­wie mało nas ono obcho­dzi. Jeże­li nie widzi­my sprzecz­no­ści w tym, że w jed­nych przy­pad­kach bro­ni­my kon­sty­tu­cji, a w innych nama­wia­my do jej łama­nia w imię waż­niej­szych celów bie­żą­cych, to nie może­my się dzi­wić, że nikt nie widzi w niej nicze­go wię­cej od pomoc­ne­go ele­men­tu do udo­wod­nie­nia swo­jej racji w poście na Face­bo­oku. Osta­tecz­nie to czy jest ona łama­na czy nie mało nas obcho­dzi. Waż­ne, że w odpo­wied­nim momen­cie moż­na się na nią powołać.

        Wraż­li­wość jest nam potrzeb­na, ale nie powin­na odgry­wać roli osta­tecz­nej instan­cji roz­strzy­ga­ją­cej wszel­kie kwe­stie. Powin­na towa­rzy­szyć też innym cechom, a tak­że nie może słu­żyć za oręż w wal­ce z argu­men­ta­mi prze­ciw­ni­ków. Może towa­rzy­szyć naszym dzia­ła­niom, ale jeśli ukry­wa się za nią emo­cjo­nal­ny zryw, któ­ry nie baczy na kon­se­kwen­cje, to przy­nie­sie nam ona wię­cej szko­dy, niż pożyt­ku. Zamiast licy­to­wa­nia się mię­dzy sobą na pozio­my spo­łecz­nej wraż­li­wo­ści potrze­bu­je­my prze­my­śla­nej nar­ra­cji na temat wol­no­ści i bez­pie­czeń­stwa, któ­ra spraw­dzi się zarów­no w razie kolej­nej fali COVID-19, jak i pod­czas nad­cią­ga­ją­ce­go kry­zy­su migra­cyj­ne­go. Jed­nak­że to wyma­ga rze­tel­nej, dłu­go­fa­lo­wej i cięż­kiej pra­cy na poję­ciach, a nie wzru­sza­ją­cych obrazków.

Daria Chib­ner

https://klubjagiellonski.pl/

Publi­ka­cja nie zosta­ła sfi­nan­so­wa­na ze środ­ków gran­tu któ­re­go­kol­wiek mini­ster­stwa w ramach jakie­go­kol­wiek kon­kur­su. Powsta­ła dzię­ki Dar­czyń­com Klu­bu Jagiel­loń­skie­go, któ­rym jeste­śmy wdzięcz­ni za moż­li­wość działania.