To nie­spra­wie­dli­wie pro­wa­dzo­na zie­lo­na trans­for­ma­cja może zro­bić z Pola­ków euro­scep­ty­ków. Paweł Musia­łek komen­tu­je spe­ku­la­cje o moż­li­wo­ści polexitu

        „Pole­xi­tu nie będzie. Zde­cy­do­wa­na więk­szość osób sta­wia­ją­cych tezy o rze­ko­mych zamia­rach Kaczyń­skie­go, by wypro­wa­dzić Pol­skę z Unii, wie o tym dosko­na­le. PiS w swo­jej histo­rii nie tyl­ko nie dążył do wyj­ścia z Unii, ale i nie­raz godził się na pogłę­bie­nie inte­gra­cji euro­pej­skiej, choć tego nie eks­po­no­wał. Nie­wy­klu­czo­ne, że w przy­szło­ści sytu­acja się zmie­ni. Nale­ży jed­nak pod­kre­ślić, że klu­czo­wą nie­wia­do­mą jest ewo­lu­cja samej Unii Euro­pej­skiej, a nie Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, któ­re będzie reak­tyw­ne. Prze­ana­li­zuj­my czte­ry czyn­ni­ki, któ­re będą rodzić więk­sze napię­cie i któ­re mogą „wypy­chać” Pol­skę z UE” – pisze na łamach Klu­bu Jagiel­loń­skie­go szef CAKJ Paweł Musiałek.

        • Dla euro­en­tu­zja­stów poli­ty­ka PiS‑u wobec Unii Euro­pej­skiej jest zbyt „twar­da”, a dla euro­scep­ty­ków zbyt „mięk­ka”.

        • Nie­sto­sow­ność słów Suskie­go jest rażą­ca, ale wycią­ga­nie z nich wnio­sku o peł­za­ją­cym pole­xi­cie nie speł­nia stan­dar­dów rze­tel­nej analizy.

        • PiS nie tyl­ko nie dążył do wyj­ścia z Unii, ale i wie­lo­krot­nie godził się na pogłę­bia­nie inte­gra­cji euro­pej­skiej, choć tego nie eksponował.

        • Klucz do zde­to­no­wa­nia bom­by pole­xi­tu leży nie na Nowo­grodz­kiej, ale w Bruk­se­li. Od Unii zale­ży, czy euro­re­ali­ści zamie­nią się w sceptyków.

        Pole­xi­tu nie będzie. Zde­cy­do­wa­na więk­szość osób sta­wia­ją­cych tezy o rze­ko­mych zamia­rach Kaczyń­skie­go, by wypro­wa­dzić Pol­skę z Unii, wie o tym dosko­na­le. PiS w swo­jej histo­rii nie tyl­ko nie dążył do wyj­ścia z Unii, ale i nie­raz godził się na pogłę­bie­nie inte­gra­cji euro­pej­skiej, choć tego nie eks­po­no­wał. Nie­wy­klu­czo­ne, że w przy­szło­ści sytu­acja się zmie­ni. Nale­ży jed­nak pod­kre­ślić, że klu­czo­wą nie­wia­do­mą jest ewo­lu­cja samej Unii Euro­pej­skiej, a nie Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, któ­re będzie reak­tyw­ne. Prze­ana­li­zuj­my czte­ry czyn­ni­ki, któ­re będą rodzić więk­sze napię­cie i któ­re mogą „wypy­chać” Pol­skę z UE.

        W pol­skiej deba­cie publicz­nej jak bume­rang wra­ca kwe­stia pole­xi­tu. Temat zaczy­na „grzać” zawsze, gdy poja­wia się nowe pole spo­ru mię­dzy rzą­dem a unij­ny­mi insty­tu­cja­mi. Tych ostat­nio nie bra­ku­je. Do cią­gną­cych się od 2016 r. spo­rów wokół sze­ro­ko rozu­mia­nej kwe­stii pra­wo­rząd­no­ści (w tym doty­czą­cych Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go, Sądu Naj­wyż­sze­go, Kra­jo­wej Rady Sądow­nic­twa) doszły spra­wy zwią­za­ne z uchwa­ła­mi samo­rzą­dów sprze­ci­wia­ją­cy­mi się ide­olo­gii LGBT, spór o elek­trow­nię Turów czy legi­ty­mi­za­cję TK do bada­nia zgod­no­ści z pol­ską kon­sty­tu­cją pra­wa Unii Euro­pej­skiej. Gdy dodać do tego kry­tycz­ne sta­no­wi­ska rzą­du wobec unij­nych poli­tyk, w tym przede wszyst­kim poli­ty­ki kli­ma­tycz­nej, wcze­śniej migra­cyj­nej, a tak­że ogól­nie „twar­dą” reto­ry­kę rzą­du, to wie­lu oso­bom ukła­da się to w spój­ny pole­xi­to­wy obrazek.

        Takie też wnio­ski wycią­gnął na ostat­niej kon­wen­cji PO w Płoń­sku Donald Tusk, któ­ry pod­kre­ślał, że „spra­wa jest dra­ma­tycz­nie poważ­na, podob­nie jak ryzy­ko”. By temat na sta­łe zako­rze­nić w deba­cie i anty­pi­sow­skiej reto­ry­ce, Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska skie­ro­wa­ła wła­śnie do Sej­mu pro­jekt zmia­ny kon­sty­tu­cji, któ­ra mia­ła­by utrud­nić opusz­cze­nie przez Pol­skę Unii. „Jeśli się na to nie zgo­dzi­cie, to będę każ­de­go dnia, niczym sta­ro­żyt­ny mów­ca o Kar­ta­gi­nie, powta­rzał: nie zgo­dzi­li się na tę drob­ną zmia­nę w kon­sty­tu­cji, bo wypro­wa­dza­ją Pol­skę z UE, bo chcą znisz­czyć doro­bek kil­ku poko­leń” – zapo­wie­dział Tusk.

        Jed­nak na pyta­nie, czy fak­tycz­nie nale­ży się spo­dzie­wać w naj­bliż­szym cza­sie rady­kal­nych dzia­łań, nale­ży odpo­wie­dzieć w spo­sób jed­no­znacz­ny. Pole­xi­tu nie będzie. Mało tego, zde­cy­do­wa­na więk­szość osób sta­wia­ją­cych tezy o rze­ko­mych zamia­rach Kaczyń­skie­go, by wypro­wa­dzić Pol­skę z Unii, wie o tym doskonale.

        Pod­sta­wo­we wyja­śnie­nie, dla­cze­go ten sce­na­riusz nie zosta­nie zre­ali­zo­wa­ny, jest banal­ne. PiS nigdy w swo­jej histo­rii nie dekla­ro­wał woli opusz­cze­nia Unii Euro­pej­skiej. Co wię­cej, bar­dzo czę­sto pod­kre­ślał, że obec­ność w UE leży w pol­skim inte­re­sie. To nie powin­no dzi­wić, sko­ro zde­cy­do­wa­na więk­szość nie tyl­ko wszyst­kich Pola­ków, ale i samych wybo­rów par­tii Kaczyń­skie­go popie­ra obec­ność w UE. Mało tego, PiS nie­daw­no przy­jął uchwa­łę, w któ­rej pod­kre­śił, że pole­xit nie jest celem tej par­tii. Mogło­by się wyda­wać, że w sytu­acji, w któ­rej dana par­tia dekla­ru­je, że nie chce wyj­ścia Pol­ski z Unii, a tak­że nie podej­mu­je w tym celu żad­nych dzia­łań real­nie pro­wa­dzą­cych do tego (pro­ce­du­ra wyj­ścia z UE jest prze­wi­dzia­na w trak­ta­cie lizboń­skim), to temat powi­nien być zamknięty.

Kaczyń­ski nie jest ani Mar­kiem Suskim, ani Davi­dem Cameronem

        Zwo­len­ni­cy tezy o szy­ko­wa­nym pole­xi­cie pod­kre­śla­ją, że to zaka­mu­flo­wa­ny plan Kaczyń­skie­go, więc nie ma co się przy­wią­zy­wać do jego dekla­ra­cji. Jako dowód wska­zu­ją co rusz poja­wia­ją­ce się wypo­wie­dzi poszcze­gól­nych poli­ty­ków, np. Mar­ka Suskie­go o „oku­pa­cji bruk­sel­skiej”. Nie­sto­sow­ność wypo­wie­dzi posła PiS‑u jest rażą­ca, ale wycią­ga­nie z niej wnio­sku o peł­za­ją­cym pole­xi­cie nie speł­nia stan­dar­dów rze­tel­nej ana­li­zy poli­tycz­nej. Trud­no na sza­li zesta­wić wypo­wiedź jed­ne­go czy nawet kil­ku poli­ty­ków z uchwa­łą komi­te­tu poli­tycz­ne­go par­tii i sta­no­wi­skiem same­go Kaczyńskiego.

        Oczy­wi­ście nie zna­czy to, że wypo­wiedź Suskie­go była przy­pad­ko­wa. Wyni­ka­ła zapew­ne z chę­ci „obsłu­gi” elek­to­ra­tu euro­scep­tycz­ne­go, aby nie ucie­kał do Kon­fe­de­ra­cji. Nale­ży jed­nak pod­kre­ślić, że jed­no­ra­zo­we wypo­wie­dzi poszcze­gól­nych poli­ty­ków to wszyst­ko, co ten seg­ment elek­to­ra­tu może dostać.

        Nie­co bar­dziej wyra­fi­no­wa­na jest teza o nie­świa­do­mym pole­xi­cie, któ­ry miał­by się wyda­rzyć na sku­tek dzia­łań PiS‑u. W tym kon­tek­ście czę­sto przy­wo­łu­je się sytu­ację sprzed bre­xi­tu w Wiel­kiej Bry­ta­nii, gdzie ówcze­sny pre­mier, David Came­ron, nie pla­no­wał wyj­ścia z UE, ale wyda­rzy­ło się ono jak­by przy­pad­kiem. I tę nar­ra­cję nale­ży uznać za wydumaną.

        Porów­na­nie sil­nie euro­scep­tycz­nych wła­ści­wie od począt­ku wej­ścia tego pań­stwa do wspól­no­ty w 1973 r. z bar­dzo pro­unij­ny­mi Pola­ka­mi (tak­że w cza­sie rzą­dów PiS‑u) nie ma żad­ne­go sen­su. War­to też pamię­tać, że bre­xit wyda­rzył się poprzez refe­ren­dum, któ­re­go PiS nie planuje.

        Wresz­cie nale­ży pod­kre­ślić, że licz­ba spo­rów i ich powa­ga nie wpły­wa­ją na to, czy dane pań­stwo będzie obec­ne w UE czy nie. Co naj­wy­żej może ono nega­tyw­nie wpły­wać na pozy­cję tego kra­ju w UE i jego zdol­ność do budo­wa­nia koali­cji wewnątrz Unii. Do pole­xi­tu wciąż dale­ka droga.

PiS jest bar­dziej pro­unij­ny, niż myślisz

        Przy oka­zji dys­ku­sji o pole­xi­cie war­to przy­po­mnieć, że rela­cje PiS‑u z Bruk­se­lą to nie tyl­ko histo­ria spo­rów i kon­flik­tów. PiS nie tyl­ko nie dążył do wyj­ścia z Unii, ale i nie­raz godził się na pogłę­bie­nie inte­gra­cji euro­pej­skiej, choć tego nie eksponował.

        Zacząć trze­ba od popar­cia, choć nie­en­tu­zja­stycz­ne­go i nie­jed­no­myśl­ne­go, trak­ta­tu lizboń­skie­go, czy­li klu­czo­we­go doku­men­tu defi­niu­ją­ce­go ustrój UE. Ktoś, kto wska­zy­wał­by, że doszło do tego ponad deka­dę temu i to za cza­sów Lecha Kaczyń­skie­go, któ­ry „cywi­li­zo­wał” PiS, musi jed­nak zgo­dzić się z tym, że i w ostat­nich latach par­tia przy­sta­ła na dale­ko idą­ce w skut­kach decy­zje. Ba, nie­któ­re pro­po­no­wał sam Kaczyński.

        Przede wszyst­kim nale­ży pod­kre­ślić popar­cie dla zacią­gnię­cia wspól­ne­go dłu­gu przez Unię, któ­ry ma sfi­nan­so­wać sty­mu­la­cję inwe­sty­cyj­ną w pań­stwach UE po kry­zy­sie pan­de­micz­nym. Każ­dy uważ­nie śle­dzą­cy histo­rię inte­gra­cji (nie tyl­ko euro­pej­skiej) wie, że zgo­da na wspól­ny dług to con­sti­tu­tio­nal moment dla każ­dej orga­ni­za­cji. War­to dodać, że kon­cep­cja ta zosta­ła przy­ję­ta z peł­ną akcep­ta­cją, a nie na zasa­dzie wymu­szo­nej zgo­dy, jak w przy­pad­ku trak­ta­tu lizbońskiego.

        Co wię­cej, jesz­cze przed decy­zją UE w spra­wie zacią­gnię­cia dłu­gu Mora­wiec­ki przed­sta­wił pomy­sły na nowe podat­ki pozwa­la­ją­ce sfi­nan­so­wać pla­no­wa­ny pakiet sty­mu­la­cyj­ny. Wska­zał na zasad­ność wpro­wa­dze­nia podat­ków: cyfro­we­go, od trans­ak­cji han­dlo­wych, od śla­du węglo­we­go, od wiel­kich kor­po­ra­cji mię­dzy­na­ro­do­wych. Pod­kre­ślał tak­że koniecz­ność wal­ki z raja­mi podat­ko­wy­mi, któ­re uszczu­pla­ją budżet UE.

        Zwo­len­ni­ków wol­ne­go ryn­ku, a nie dodat­ko­wych podat­ków, powin­no z kolei cie­szyć kon­se­kwent­ne upo­mi­na­nie się o czte­ry swo­bo­dy unij­ne, w tym znie­sie­nie pozo­sta­łych barier w budo­wie wspól­ne­go ryn­ku usług. Kolej­nym wyło­mem w suwe­ren­no­ścio­wej reto­ry­ce PiS‑u było nie tyl­ko popar­cie, ale i zabie­gi o to, aby Komi­sja Euro­pej­ska mia­ła sil­niej­sze kom­pe­ten­cje w obsza­rze poli­ty­ki ener­ge­tycz­nej i sku­tecz­niej dzia­ła­ła na rzecz bez­pie­czeń­stwa energetycznego.

        Ktoś mógł­by powie­dzieć, że PiS popie­rał tyl­ko te obsza­ry inte­gra­cji, któ­re sprzy­ja­ły bez­po­śred­nim inte­re­som Pol­ski. Taka teza nie była­by żad­nym zarzu­tem dla tej par­tii, ale war­to pod­kre­ślić, że są tak­że obsza­ry, gdzie pro­unij­na posta­wa PiS‑u nie ma bez­po­śred­niej zależ­no­ści z pol­skim inte­re­sem. To przede wszyst­kim obszar geo­gra­ficz­ne­go posze­rza­nia integracji.

        PiS entu­zja­stycz­nie popie­rał kolej­ne roz­sze­rze­nia UE. Mowa nie tyl­ko o Ukra­inie i pań­stwach Part­ner­stwa Wschod­nie­go. For­ma­cja Kaczyń­skie­go popie­ra­ła akce­sję naj­pierw Rumu­nii i Buł­ga­rii, a potem Chor­wa­cji. Obec­nie dopin­gu­je pań­stwa Bał­ka­nów Zachod­nich. W przy­pad­ku tej ostat­niej gru­py moż­na mówić nie tyl­ko o pasyw­nym popar­ciu, ale i aktyw­nym zaan­ga­żo­wa­niu, ponie­waż Pol­ska orga­ni­zo­wa­ła szczyt pro­ce­su ber­liń­skie­go, a tak­że inten­sy­fi­ku­je zabie­gi dyplo­ma­tycz­ne na rzecz tego regionu.

        War­to dodać, że wspo­mnia­ne pań­stwa są albo będą kon­ku­ren­tem Pol­ski do środ­ków unij­nych, co nie prze­szka­dza­ło PiS-owi popie­rać ich pro­eu­ro­pej­skie ambi­cje z otwar­tą przy­łbi­cą. Za każ­dym razem pod­kre­śla­na była reto­ry­ka jed­no­ści euro­pej­skiej i soli­dar­no­ści regionalnej.

        Wresz­cie nale­ży uzu­peł­nić, że oskar­ża­ny o nie­chęć wobec obcych kul­tur, a szcze­gól­nie o nie­chęć wobec nie­ka­to­li­ków i uprze­dze­nie wobec muzuł­ma­nów, PiS popie­rał tak­że akce­sję Tur­cji, co nawet w Bruk­se­li było kontrowersyjne.

        W Par­la­men­cie Euro­pej­skim PiS nie chciał two­rzyć wspól­nej frak­cji z naj­bar­dziej nie­chęt­ną wobec UE pra­wi­cą. Od par­tii chcą­cych wysa­dzić UE od środ­ka wolał te, z któ­ry­mi ist­nia­ła szan­sa na refor­mę Unii, dla­te­go zde­cy­do­wał się na pół­ma­in­stre­mo­wą frak­cję Euro­pej­skich Kon­ser­wa­ty­stów i Refor­ma­to­rów. Przed laty roz­wa­żał cał­kiem poważ­nie tak­że akces do naj­więk­szej frak­cji Euro­pej­skiej Par­tii Ludo­wej, aby mieć więk­szy wpływ na kształt wspólnoty.

Pole­xit napę­dza opo­zy­cję euro­en­tu­zja­stycz­ną i eurosceptyczną

        Sko­ro pole­xit to fan­ta­sma­go­ria, to skąd bie­rze się nośność tego tema­tu w deba­cie publicz­nej? Przede wszyst­kim to opła­ca się opo­zy­cji. Wyko­rzy­sty­wa­nie kon­flik­tów z Bruk­se­lą do uza­sad­nie­nia pole­xi­tu pozwa­la wbić klin w elek­to­rat PiS‑u. O ile bowiem więk­szość wybor­ców tej par­tii jest za obec­no­ścią w UE, to jed­nak ist­nie­je mniej­szo­ścio­wy, ale nie­ma­ły elek­to­rat temu prze­ciw­ny. Koniecz­ność usto­sun­ko­wy­wa­nia się do pole­xi­to­wej nar­ra­cji jest więc dla PiS‑u nie­wy­god­na, ponie­waż róż­ne seg­men­ty elek­to­ra­tu par­tii są podzie­lo­ne w tej kwestii.

        PiS nie może dekla­ro­wać pole­xi­tu, ale z dru­giej stro­ny pod­kre­śla­nie przy­na­leż­no­ści do UE i main­stre­amo­wa pro­eu­ro­pej­skość draż­nią euro­scep­tycz­ną mniej­szość i gro­żą jej odej­ściem. Temat pole­xi­tu jest więc dla PiS‑u tym, czym temat migran­tów z Usna­rza Gór­ne­go dla Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej. Tam rów­nież elek­to­rat jest podzie­lo­ny i łatwo roz­gry­wać jed­ną gru­pę wybor­ców prze­ciw innej.

        Ist­nie­je jesz­cze jeden powód, dla­cze­go nar­ra­cja pole­xi­to­wa dobrze się sprze­da­je i jest trud­na dla PiS‑u. O ile w wie­lu poli­tycz­nych spra­wach PiS zaj­mu­je kla­row­ne miej­sce na któ­reś flan­ce, to w spra­wie UE decy­du­je się na zaję­cie wygod­ne­go miej­sca środ­ka, co wysta­wia go na „strza­ły” z obu stron. Ów śro­dek to nar­ra­cja euro­re­ali­stycz­na, pró­bu­ją­ca godzić obec­ność w UE z jed­no­cze­sną aser­tyw­ną poli­ty­ką bro­nią­cą suwe­ren­no­ści Pol­ski. Choć inte­lek­tu­al­nie ta kon­cep­cja się bro­ni, to emo­cjo­nal­nie sta­no­wi pró­bę łącze­nia ognia i wody.

        Symp­to­ma­tycz­na w tym kon­tek­ście jest nazwa wspo­mnia­nej uchwa­ły, któ­rą przy­jął PiS: Uchwa­ła w spra­wie przy­na­leż­no­ści Pol­ski do Unii Euro­pej­skiej oraz suwe­ren­no­ści RP. To poka­zu­je pró­bę pogo­dze­nia dwóch róż­nych, czy­stych i publicz­nie zro­zu­mia­łych nar­ra­cji unij­nych – euro­en­tu­zja­stycz­nej, któ­rą repre­zen­tu­je PO, Pol­ska 2050 i Lewi­ca, oraz euro­scep­tycz­nej, repre­zen­to­wa­nej przez Kon­fe­de­ra­cję i coraz czę­ściej przez Soli­dar­ną Pol­skę. Dla euro­en­tu­zja­stów poli­ty­ka PiS‑u jest więc zbyt „twar­da”, a dla euro­scep­ty­ków zbyt „mięk­ka”. Nie powin­no więc dzi­wić, że popar­cie spo­łecz­ne dla euro­re­ali­stycz­nej gry z Bruk­se­lą jest niż­sze niż popar­cie dla same­go PiS‑u.

        War­to pod­kre­ślić, że nar­ra­cja Kon­fe­de­ra­tów jest bar­dziej nie­wy­god­na dla PiS‑u niż PO. Nar­ra­cja euro­re­ali­stycz­na jest bli­ska euro­scep­tycz­nej, a mię­dzy tymi par­tia­mi moż­li­wy jest prze­pływ elektoratu.

        Kon­fe­de­ra­cja krzy­czy gło­śno i wyraź­nie, cze­go nie może robić PiS. Koniecz­ność prag­ma­ty­zmu, jakim musi wyka­zy­wać się par­tia rzą­dzą­ca, powo­du­je, że w licy­ta­cji na rady­ka­lizm zawsze znaj­du­je się ona na prze­gra­nej pozy­cji wobec par­tii, któ­ra ją recen­zu­je z sej­mo­wych ław.

        Co gor­sze dla PiS‑u, nar­ra­cję euro­scep­tycz­ną przyj­mu­je tak­że Soli­dar­na Pol­ska. Dla for­ma­cji Zio­bry, wal­czą­cej zapew­ne w przy­szłych wybo­rach o prze­kro­cze­nie pro­gu wybor­cze­go, taka nar­ra­cja jest korzyst­na, bo pozwa­la real­nie odróż­nić się od PiS‑u i przy­cią­gnąć euro­scep­tycz­ny elek­to­rat, któ­ry jest przy PiS-ie lub Kon­fe­de­ra­cji. Opra­co­wa­ny przez pro­fe­so­rów Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go i Szko­ły Głów­nej Han­dlo­wej raport Patry­ka Jakie­go poka­zu­ją­cy mało rze­tel­nie domnie­ma­ny ujem­ny bilans naszej obec­no­ści w Unii będzie pew­nie jesz­cze po wie­lo­kroć przez zio­bry­stów przy­wo­ło­wa­ny w ramach budo­wa­nia ich odręb­no­ści od par­tii Kaczyńskiego.

Praw­ne utrud­nie­nia pole­xi­tu są wąt­pli­we i poli­tycz­nie ryzykowne

        Powyż­sze spo­ry na pra­wi­cy o sto­su­nek do UE skło­ni­ły Donal­da Tuska do pod­ję­cia ini­cja­ty­wy zmia­ny kon­sty­tu­cji, aby zabez­pie­cza­ła ona przed sce­na­riu­szem wyj­ścia z UE. Zgo­da na pole­xit mia­ła­by nastą­pić po uzy­ska­niu więk­szo­ści dwóch trze­cich w Sej­mie. PR-owo to na pew­no cie­ka­wa zagryw­ka Tuska, bo będzie pozwa­la­ła na wyeks­po­no­wa­nie pra­wi­co­we­go wie­lo­gło­su w spra­wie UE. Tuż po wystą­pie­niu lide­ra PO Janusz Kowal­ski z Soli­dar­nej Pol­ski sta­now­czo odrzu­cił moż­li­wość zmia­ny kon­sty­tu­cji, a PiS sfor­mu­ło­wał nie­jed­no­znacz­ny komunikat.

        Pułap­ka Tuska zasta­wio­na na Kaczyń­skie­go może jed­nak przy­nieść zamęt nie tyl­ko po pra­wej stro­nie. Demon­stra­cyj­ny brak kon­sul­ta­cji Tuska z inny­mi par­ta­mi opo­zy­cyj­ny­mi i zaadre­so­wa­nie prze­ka­zu jedy­nie do PiS‑u, z któ­rym PO ma więk­szość dwóch trze­cich pozwa­la­ją­cą na nowe­li­za­cję kon­sty­tu­cji, spo­wo­do­wa­ły kry­ty­kę ini­cja­ty­wy przez resz­tę opozycji.

        PSL pod­kre­śla, że ma wła­sny pomysł z 2019 r. na wpi­sa­nie człon­ko­stwa w UE do kon­sty­tu­cji. Wów­czas zosta­ło to odrzu­co­ne przez PO. Lewi­ca z kolei nie godzi się na ini­cja­ty­wę, któ­ra da PiS-owi więk­szość w jakiej­kol­wiek spra­wie. Nie jest wyklu­czo­ne, że temat kon­sty­tu­cyj­ne­go zabez­pie­cze­nia przed pole­xi­tem wywo­ła więk­szą dys­ku­sję mię­dzy teo­re­tycz­ny­mi sojusz­ni­ka­mi PO niż ich rywa­la­mi z pra­wej strony.

        Zosta­wia­jąc na boku kwe­stie poli­tycz­nych kon­se­kwen­cji, trze­ba pod­kre­ślić, że mery­to­rycz­nie ta ini­cja­ty­wa jest wąt­pli­wa. Jak argu­men­tu­je czę­sto bar­dzo kry­tycz­ny wobec PiS‑u kon­sty­tu­cjo­na­li­sta Ryszard Pio­trow­ski, jeśli zgo­da na wej­ście była wyra­żo­na w refe­ren­dum, to brak takie­go roz­wią­za­nia przy wyj­ściu był­by ode­bra­niem oby­wa­te­lom ich praw. Bar­dziej logicz­na wyda­je się alter­na­ty­wa pole­ga­ją­ca na nowe­li­za­cji nie kon­sty­tu­cji, ale usta­wy regu­lu­ją­cej umo­wy mię­dzy­na­ro­do­we. Nowe­li­za­cja powin­na zakła­dać, że jeśli zgo­da na raty­fi­ka­cję umo­wy mię­dzy­na­ro­do­wej doko­ny­wa­na jest więk­szo­ścią dwóch trze­cich lub w refe­ren­dum, to zgo­da na wypo­wie­dze­nie takiej umo­wy powin­na być uzy­ska­na w ana­lo­gicz­nej procedurze.

        Oczy­wi­ście ana­li­za sta­nu obec­ne­go nie ozna­cza, że temat pole­xi­tu moż­na raz na zawsze wło­żyć do szu­fla­dy. Nie jest wyklu­czo­ne, że w przy­szło­ści sytu­acja ule­gnie zmia­nie. Nale­ży pod­kre­ślić, że klu­czo­wą nie­wia­do­mą będzie ewo­lu­cja samej UE, a nie PiS‑u, któ­ry pozo­sta­nie reak­tyw­ny. Wymień­my i prze­na­li­zu­je­my czte­ry czyn­ni­ki, któ­re będą rodzić więk­sze napię­cie i któ­re mogą „wypy­chać” Pol­skę z UE.

        Po pierw­sze, zmniej­sza­ją­ce się unij­ne środ­ki będą w zupeł­nie innym świe­tle przed­sta­wiać bilans zysków i strat człon­ko­stwa w UE. Obec­nie wszel­kie­go rodza­ju nie­do­god­no­ści zwią­za­ne z poli­ty­ką UE są w Pol­sce bra­ne w nawias, ponie­waż ist­nie­je powszech­na zgo­da, że na obec­nym eta­pie roz­wo­jo­wym unij­na kasa sta­no­wi istot­ny bodziec roz­wo­jo­wy, któ­rej nie spo­sób zastą­pić. W momen­cie, w któ­rym Pol­ska prze­sta­nie być bene­fi­cjen­tem net­to albo bilans finan­so­wy będzie rady­kal­nie gor­szy niż dziś, z pew­no­ścią roz­pocz­nie się dys­ku­sja nad opła­cal­no­ścią obec­no­ści Pol­ski w Unii. Zmniej­sze­nie trans­fe­rów z UE może nastą­pić samo­czyn­nie na sku­tek rosną­ce­go PKB Pol­ski czy też z powo­du koniecz­no­ści prze­nie­sie­nia wydat­ków unij­nych na inne cele niż poli­ty­ka spój­no­ści. Do tego docho­dzi nowy mecha­nizm warun­ku­ją­cy trans­fe­ry od prze­strze­ga­nia okre­ślo­nych zasad. Daje to prze­strzeń dla arbi­tral­nych roz­strzy­gnięć, choć sce­na­riu­szem bazo­wym jest wyko­rzy­sty­wa­nie tego narzę­dzia jako stra­sza­ka, ani­że­li real­ne­go wstrzy­ma­nia środków.

        Dru­gim czyn­ni­kiem, któ­ry będzie osła­biał pro­eu­ro­pej­skość pol­skiej pra­wi­cy i znacz­nej czę­ści kon­ser­wa­tyw­nych wybor­ców jest coraz aktyw­niej­sza agen­da aksjo­lo­gicz­na Bruk­se­li. Wstrzy­ma­nie środ­ków dla samo­rzą­dów z powo­dów nie­ma­ją­cych praw­nych kon­se­kwen­cji uchwał sej­mi­ków woje­wódz­kich jest jasnym sygna­łem, że czas, kie­dy poli­ty­ka war­to­ści była spro­wa­dzo­na do nie­istot­nych debat w Par­la­men­cie Euro­pej­skim, się koń­czy. Jeste­śmy coraz bli­żej real­nej warun­ko­wo­ści, a main­stre­aming, np. agen­dy śro­do­wisk LGBT, jest już fak­tem. W sytu­acji, w któ­rej Pol­ska sta­no­wi naj­bar­dziej kon­ser­wa­tyw­ne pań­stwo w UE, jest rze­czą oczy­wi­stą, że będzie­my na kur­sie koli­zyj­nym z coraz wyraź­niej­szą pro­gre­syw­ną agen­dą unij­nych insty­tu­cji. Przy­spie­sze­nie tego kur­su wyni­ka z roz­po­wszech­nio­nej dia­gno­zy zagro­że­nia, jakim dla UE są róż­ne­go typu „nie­li­be­ra­li­zmy”, któ­re w ostat­nich latach zyska­ły sil­ne przy­czół­ki w Euro­pie. Ochro­na Unii przed rady­ka­ła­mi ma być uza­sad­nie­niem dla poli­ty­ki kor­do­nu sani­tar­ne­go wokół tych, któ­rzy nie miesz­czą się w głów­nym nur­cie euro­pej­skim oraz bar­dziej aktyw­nej pro­mo­cji war­to­ści euro­pej­skich defi­nio­wa­nych przez śro­do­wi­ska lewicowo-liberalne.

        Trze­cim czyn­ni­kiem będzie kwe­stia podej­ścia do pra­wo­rząd­no­ści. Jeśli unij­ne insty­tu­cje będą wykra­czać poza zakres wła­snych kom­pe­ten­cji i będą wyko­rzy­sty­wać mecha­nizm warun­ko­wo­ści do pacy­fi­ko­wa­nia nie­lu­bia­nych rzą­dów i słab­szych państw, to bez wąt­pie­nia będzie to oko­licz­ność sprzy­ja­ją­ca prze­su­nię­ciu elek­to­ra­tu euro­re­ali­stycz­ne­go na pozy­cje eurosceptyczne.

        Kon­ser­wa­tyw­ny elek­to­rat w Pol­sce jest bar­dzo wyczu­lo­ny na wszel­kie zabie­gi peda­go­gicz­ne, któ­re trą­cą pater­na­li­zmem. Tak są wła­śnie odbie­ra­ne nowe praw­ne narzę­dzia Komi­sji Euro­pej­skiej, któ­ra chce je wyko­rzy­stać do poucza­nia tych, któ­rzy w nie­wy­star­cza­ją­cym stop­niu speł­nia­ją ocze­ki­wa­nia euro­pej­skich salonów.

        Trud­no, żeby odbiór był inny w sytu­acji, kie­dy Komi­sja Euro­pej­ska jest moc­no „nagrza­na” do kon­fron­ta­cji z Pol­ską, a „nie­ru­cha­wa” w sytu­acji poten­cjal­ne­go naru­sze­nia unij­nych war­to­ści przez inne pań­stwa. Przy­kła­dów jest wie­le. Gazo­ciąg Nord Stre­am 2, któ­ry naru­sza trak­ta­to­wą zasa­dą lojal­nej współ­pra­cy państw człon­kow­skich. Nie­miec­ki Fede­ral­ny Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny, któ­ry nie akcep­tu­je peł­ne­go zwierzch­nic­twa pra­wa unij­ne­go nad nie­miec­kim. Podej­ście do wypo­wie­dzi, np. Micha­ela Bar­nie­ra, byłe­go komi­sa­rza odpo­wie­dzial­ne­go za nego­cja­cje bre­xi­to­we, któ­ry w kam­pa­nii wybor­czej we Fran­cji zapo­wia­da koniecz­ność przy­wró­ce­nia suwe­ren­no­ści praw­nej i kry­ty­ku­je omni­po­ten­cję Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści Unii Euro­pej­skiej. To wszyst­ko jest odbie­ra­ne jako poli­ty­ka podwój­nych standardów.

        Czwar­tym czyn­ni­kiem, być może naj­po­waż­niej­szym, będzie poli­ty­ka ener­ge­tycz­no-kli­ma­tycz­na UE. Dąże­nie do neu­tral­no­ści kli­ma­tycz­nej przy nie­wy­star­cza­ją­cym wspar­ciu finan­so­wym dla państw zapóź­nio­nych jak np. Pol­ska będzie ozna­czać duży wzrost cen ener­gii i innych dóbr, spo­wo­do­wa­ny „zie­lo­ny­mi podat­ka­mi”. W sytu­acji, w któ­rej pań­stwa Euro­py Środ­ko­wej (jak np. Niem­cy czy inne pań­stwa Euro­py Zachod­niej) nie będą mogły zre­kom­pen­so­wać tych kosz­tów więk­szym eks­por­tem zie­lo­nych pro­duk­tów, poja­wi się pyta­nie, czy aby naczel­ny cel dzi­siej­szej Unii nie sta­no­wi zagro­że­nia dla wzro­stu gospo­dar­cze­go i ryzy­ka zaha­mo­wa­nia pro­ce­su wyrów­ny­wa­nia róż­nic roz­wo­jo­wych mię­dzy Euro­pą Zachod­nią a Środkowo-Wschodnią.

        Sce­na­riusz sil­ne­go ude­rze­nia Pola­ków po kie­sze­ni poli­ty­ką neu­tral­no­ści kli­ma­tycz­nej będzie ozna­czał, że do gro­na zwo­len­ni­ków pole­xi­tu przej­dą nie tyl­ko euro­re­ali­ści, ale cał­kiem praw­do­po­dob­ne, że rów­nież część tych, któ­rzy dziś dekla­ru­ją bez­wa­run­ko­we popar­cie dla człon­ko­stwa Pol­ski w UE.

Pod­su­mo­wu­jąc, pole­xit, któ­ry dziś nie jest praw­do­po­dob­ny, w mia­rę upły­wu cza­su może zyski­wać na aktu­al­no­ści. Klucz do zde­to­no­wa­nia tej bom­by leży nie na Nowo­grodz­kiej, ale w Brukseli.

        Publi­ka­cja nie zosta­ła sfi­nan­so­wa­na ze środ­ków gran­tu któ­re­go­kol­wiek mini­ster­stwa w ramach jakie­go­kol­wiek kon­kur­su. Powsta­ła dzię­ki Dar­czyń­com Klu­bu Jagiel­loń­skie­go, któ­rym jeste­śmy wdzięcz­ni za moż­li­wość działania.

Dla­te­go dzie­li­my się tym dzie­łem otwar­cie. Ten utwór (z wyłą­cze­niem gra­fik) jest udo­stęp­nio­ny na licen­cji Cre­ati­ve Com­mons Uzna­nie Autor­stwa 4.0 Mię­dzy­na­ro­do­we. Zachę­ca­my do jego prze­dru­ku i wyko­rzy­sta­nia. Pro­si­my jed­nak o poda­nie lin­ku do naszej strony.

klubjagiellonski.pl