Kom­po­zy­tor pol­skiej niepodległości

Tym tek­stem chciał­bym przy­bli­żyć oso­bę Jana Igna­ce­go Pade­rew­skie­go z oka­zji Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści i jego uro­dzin. Trze­ba pisać i poka­zy­wać, jak wiel­kie są róż­ni­ce w posta­wach. To, co bez­kar­nie wyczy­nia­ją dzi­siaj ludzie ze świecz­ni­ka woła o pomstę do nieba!

Kom­po­zy­tor pol­skiej niepodległości

         6 Listo­pa­da obcho­dzi­my 161 rocz­ni­cę uro­dzin  Jana Igna­ce­go Pade­rew­skie­go.  On to naj­bar­dziej zasłu­gu­je na przy­po­mnie­nie teraz wła­śnie, gdy obser­wu­je­my pol­ską sce­nę poli­tycz­ną i widzi­my jak wie­lu poli­ty­ków, ale i część spo­łe­czeń­stwa ma  kło­pot z defi­ni­cją poję­cia “patrio­tyzm”.  A sło­wo suwe­ren­ność, nie­pod­le­głość uwa­ża­ne jest jako coś co jest dane raz na zawsze i nie potrze­bu­je już żad­nej  troski,

        Zbli­ża się też 11 listo­pa­da, Świę­to Naro­do­we, Dzień Odzy­ska­nia Nie­pod­le­gło­ści w czym nie­wąt­pli­wą zasłu­gę ma Igna­cy Jan Paderewski.

REKLAMA

        Nie bez przy­czy­ny Pade­rew­ski nazy­wa­ny jest księ­ciem pol­skiej nie­pod­le­gło­ści, ale też ze wzglę­du na wyko­ny­wa­ny zawód i całość przy­go­to­wań do pod­pi­sa­nia trak­ta­tu poko­jo­we­go w Pary­żu nazy­wa­ny jest też kom­po­zy­to­rem pol­skiej niepodległości.

        Był praw­dzi­wą iko­ną wal­ki o nie­pod­le­głość, Pade­rew­ski  swo­ją karie­rę muzycz­ną poświę­cił dla poli­ty­ki.  Wię­cej, wszyst­ko cały swój mają­tek, swo­ją pozy­cję rzu­cił na sza­lę uzy­ska­nia cze­goś wiel­kie­go, wyjąt­ko­we­go i nie tyl­ko dla sie­bie, ale dla resz­ty narodu.

        Róż­nie to było w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym, potem II woj­na świa­to­wa, czas po woj­nie, no i już niby w wol­nej Pol­sce, jakoś nie wszyst­kim ta wol­ność jed­na­ko­wo sma­ku­je. Są tacy, któ­rzy nie potra­fią, nie chcą usza­no­wać doko­nań poprzed­nich poko­leń i robią wszyst­ko by być tak jak w okre­sie zabo­rów pod czy­imś protektoratem.

        Nie o taką Pol­skę wszak­że bił się Pade­rew­ski. Dosłow­nie bił się, cho­ciaż nie orę­żem, ale te jego tysią­ce kon­cer­tów, któ­re dawał w róż­nych czę­ściach glo­bu. Uho­no­ro­wa­ny jest też w Pol­sce nawet odzna­czo­ny pol­skim naj­wyż­szym odzna­cze­niem wojen­nym, któ­re z regu­ły nada­je się za zasłu­gi na polu bitwy, Krzy­żem Vir­tu­ti Mili­ta­rii. Tym spo­so­bem wal­czył, przez to był zna­ny, stał się auto­ry­te­tem, że liczo­no się z nim w świe­cie a zyska­ła przy tym Pol­ska, bo zawsze pro­mo­wał swo­ją oso­bą kraj rodzin­ny.  Zawsze to pod­kre­ślał skąd jest i zawsze chęt­nie wra­cał, do znie­wo­lo­nej Pol­ski by pokrze­pić swo­ich rodaków.

         Pade­rew­ski zaro­bio­ne cięż­ką pra­cą kon­cer­to­wą wiel­kie sumy pie­nię­dzy prze­zna­czał  na finan­so­wa­nie rekru­ta do two­rzą­cej się nowej armii powsta­łej z ochot­ni­ków Polo­nii ame­ry­kań­skiej i kana­dyj­skiej, któ­rą, szko­lił i dowo­dził Gene­rał Józef Hal­ler na czas pierw­szej woj­ny świa­to­wej. Sam oso­bi­ście Pade­rew­ski jeź­dził do Nia­ga­ra on the Lake, gdzie był obóz rekru­tów  i prze­ma­wiał do ćwi­czą­cych tam żoł­nie­rzy.  Tak samo nie obce mu były losy kra­ju pod­czas dru­giej woj­ny światowej.

        Wyda­wał gaze­tę, żeby pisać o Pol­sce, chwa­lił w niej naród Pol­ski i jego doko­na­nia.  Poma­gał two­rzą­ce­mu się Rzą­do­wi na uchodź­stwie, finan­su­jąc min zakup bro­ni dla two­rzą­cych się struk­tur wojska.

        Mimo tych wszyst­kich zasług w oczach spo­łe­czeń­stwa pol­skie­go nie był przed­sta­wia­ny jako głów­ny archi­tekt odzy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści. Pierw­szeń­stwo dawa­no na prze­mian Pił­sud­skie­mu i Dmow­skie­mu, zależ­nie kto rzą­dził, w koń­cu to Pił­sud­ski został tym co przy­niósł wol­ność, a Dmow­ski i Pade­rew­ski jak­by w cieniu.

        Dopie­ro w ostat­nich latach dostrze­żo­no wiel­ką rolę Pade­rew­skie­go. Moż­na się poku­sić nawet o stwier­dze­nie, że naj­waż­niej­szą, bo to jego bli­skie kon­tak­ty  z pre­zy­den­tem Ame­ry­ki Wil­so­nem, któ­ry zresz­tą był wiel­bi­cie­lem talen­tu Pade­rew­skie­go skło­ni­ły pre­zy­den­ta, żeby pod­czas Trak­ta­tu Wer­sal­skie­go wysto­so­wał ulti­ma­tum do zgro­ma­dzo­nych, że nie pod­pi­sze trak­ta­tu jeśli nie będzie na mapie Euro­py w peł­ni nie­pod­le­głe­go pań­stwa polskiego.

        Duża zasłu­ga w tym też  Roma­na Dmow­skie­go, któ­ry zręcz­nie nego­cjo­wał, ale przy zacie­kłym sprze­ci­wie Anglii w oso­bie Lloy­da George’a, któ­ry wybit­nie nie lubił Pola­ków, bo jak uwa­żał, psu­li mu inte­re­sy z Rosją, Dmow­ski nie­wie­le by mógł. Gdy­by więc nie upór pre­zy­den­ta Wil­so­na  trud­no by było uzy­skać akcep­ta­cję całej Europy.

        W tym cza­sie Pol­ska była już wol­na, od 11 listo­pa­da 1918 roku, ale na trak­ta­cie wer­sal­skim oma­wia­ny był porzą­dek Euro­py i waży­ły się losy Pol­ski, jeśli cho­dzi o tery­to­rium.  Usta­lo­no tam też gra­ni­ce państw, tak­że i Pol­ski. Po pod­pi­sa­niu odpo­wied­nich umów i dekla­ra­cji pod­pi­sa­no “trak­tat poko­jo­wy” uwzględ­nia­jąc w nim powsta­nie w peł­ni nie­za­leż­ne­go nie­pod­le­głe­go pań­stwa pol­skie­go. Nie­ste­ty w spra­wie Gdań­ska nie uda­ło się nic wię­cej zro­bić, mimo, że Pade­rew­ski na spo­tka­niach z poli­ty­ka­mi w USA i w Pary­żu cią­gle pod­no­sił ten temat, że Pol­ska bez dostę­pu do morza, bez cał­ko­wi­cie prze­ka­za­ne­go Pol­sce Gdań­ska nie będzie mogła się roz­wi­jać.  Prze­wa­ży­ły inte­re­sy  tych niby więk­szych i mądrzej­szych. Gdańsk stał się wol­nym mia­stem, co w prak­ty­ce ozna­cza­ło nie­miec­kim i co było zarze­wiem cią­głych kon­flik­tów, któ­re w koń­cu dopro­wa­dzi­ły do II woj­ny światowej.

        Pade­rew­ski został w 1919 roku pre­mie­rem rzą­du z jed­no­cze­snym peł­nie­niem funk­cji mini­stra spraw zagra­nicz­nych. Wła­ści­wie był to kom­pro­mis, gdyż dzia­ła­ją­cy na emi­gra­cji we Fran­cji Pol­ski Komi­tet Naro­do­wy jako orga­ni­za­cja, któ­ra była zacząt­kiem Rzą­du Pol­skie­go nie chcia­ła zgo­dzić się na Piłsudskiego,podejrzewając wte­dy, że współ­pra­cu­je z Niemcami.

        W grud­niu 1918 przy­jazd do Pozna­nia Pade­rew­skie­go wyzwo­lił taką ener­gię i chęć oswo­bo­dze­nia się spod pano­wa­nia nie­miec­kie­go, że Pozna­nia­cy chwy­ci­li za broń i poko­na­li Niem­ców. Nie całą pro­win­cję Poznań­ską uda­ło się ode­brać Niem­com, ale więk­szą część Pola­cy odzy­ska­li. Wiel­ka w tym zasłu­ga Pade­rew­skie­go, Pola­cy uwie­rzy­li, że mogą, że dadzą radę.

        Tak przy­jazd Pade­rew­skie­go do Pozna­nia opi­sa­ła Maria Dąbrow­ska: “Przy­je­chał Pade­rew­ski i wita­ny był jak panu­ją­cy naro­du. Cze­goś takie­go w życiu nie widzia­łam. Te nie­prze­bra­ne tłu­my idą­ce z szu­mem morza z nie milk­ną­cym na chwi­lę krzy­kiem entu­zja­zmu, z tym morzem ognia nad gło­wa­mi, jak­by z zapa­lo­ny­mi Świę­te­go Ducha zna­mio­na­mi cza­row­ne były i mocne”.

        Pade­rew­ski, gdy pod koniec życia opusz­czał Euro­pę (miesz­kał wte­dy w Szwaj­ca­rii), by udać się ponow­nie do Ame­ry­ki zosta­wił testa­ment, w któ­rym cały swój mają­tek zapi­sał dla  Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go w Krakowie.

        To emo­cjo­nal­ne zaan­ga­żo­wa­nie z Kra­ko­wem obja­wia­ło się wcze­śniej. Już 15 lip­ca 1910 roku w 500 lecie bitwy pod Grun­wal­dem,  Pade­rew­ski zaini­cjo­wał i sfi­nan­so­wał w znacz­nej czę­ści pomnik grun­waldz­ki, okre­śla­jąc go wymow­nym  napi­sem “Pra­oj­com na chwa­łę, bra­ciom na otu­chę” i jak piszą kro­ni­ki odsło­nię­cie prze­ro­dzi­ło się w wiel­ką patrio­tycz­ną manifestację.

        Przed pomni­kiem zebra­ło się 150 tys ludzi, byli to Pola­cy i Litwi­ni ze wszyst­kich trzech zabo­rów.  Wołał wte­dy do zebra­nych:  “Pola­cy, Litwi­ni pra­gnę gorą­co, aby wszyst­kie dzie­ci tej zie­mi natchnę­ła miłość, zgo­da, wia­ra, moc, nadzie­ja, roz­wa­ga, cier­pli­wość i ta dobra wia­ra bez któ­rej nie ma ani cnót cichych  ani sław­nych czy­nów.  Niech każ­dy Polak, Litwin, każ­dy z daw­nych dziel­nic Ojczy­zny, czy zza oce­anu spo­glą­da­jąc na ten pomnik, jako znak wspól­nej prze­szło­ści, świa­dec­two wspól­nej chwa­ły, zapo­wiedź lep­szych cza­sów, jako na cząst­kę wła­snej, wia­rą sil­ną, duszy — zachę­tę odczuł do wspól­nej owoc­nej pracy. “

        Pade­rew­ski w swych prze­mó­wie­niach zawsze pod­kre­ślał zna­cze­nie wia­ry, tej wia­ry, któ­rą teraz tak chce się zmar­gi­na­li­zo­wać a wręcz  wyko­rze­nić z serc i umy­słów Pola­ków.   By zamą­cić, by pokrę­cić w umy­słach wcho­dzą­cej dopie­ro w życie inte­lek­tu­al­ne, nie­u­kształ­to­wa­nej jesz­cze mło­dzie­ży. Tutaj jest podat­ny grunt na zasia­nie nowej nie­zro­zu­mia­łej ideologii.

        Dla­te­go teraz musi­my przy­po­mi­nać takich ludzi jak Paderewski.

        Zadbać trze­ba, żeby mło­dy czło­wiek miał wzo­rzec, widział auto­ry­te­ty. Tym­cza­sem w Pol­sce dep­cze się auto­ry­te­ty, pod­wa­ża świę­tość Jana Paw­ła II, umniej­sza  zasłu­gi dla kra­ju kar­dy­na­ła Ste­fa­na Wyszyń­skie­go, nie dając nic w zamian.

        Musi­my przed­sta­wiać mło­de­mu poko­le­niu praw­dzi­we auto­ry­te­ty, wybit­nych Polaków.

        Pade­rew­ski nie­wie­le mie­się­cy póź­niej po odsło­nię­ciu Pomni­ka Grun­waldz­kie­go w Kra­ko­wie,  w paź­dzier­ni­ku 1910, prze­ma­wiał z oka­zji upa­mięt­nie­nia 100-lecia uro­dzin Cho­pi­na. W muzy­ce Cho­pi­na,  widział  wiel­ką siłę do zacho­wa­nia duszy narodu.

        “W nim, w Cho­pi­nie obja­wia się nasza zbio­ro­wa dusza . Więc krzep­my ser­ca do wytrwa­nia, do trwa­nia, myśli strój­my do czy­nów, do czy­nów dziel­nych, spra­wie­dli­wych, uczu­cia pod­no­śmy do wia­ry, do wia­ry sil­nej — bo nie ginie naród, co ma taką wiel­ką, nie­śmier­tel­ną duszę. W Cho­pi­nie tkwi wszyst­ko, cze­go nam wzbra­nia­no, barw­ne kon­tu­sze, pasy zło­tem lite, posęp­ne cza­mar­ki, kra­kow­skie roga­tyw­ki, szla­chec­kich brzęk sza­bel naszych, kos chłop­skich poły­ski, jęk pier­si zra­nio­nej, bunt spę­ta­ne­go ducha, krzy­że cmen­tar­ne, przy­droż­ne wiej­skie kościół­ki, modli­twy serc stro­ska­nych, nie­wo­li ból, wol­no­ści żal, tyra­nów prze­kleń­stwo, rado­sna pieśń”

         Muzy­ka była jego pasją, jak sam mówił o sobie, poli­ty­ka, to potrze­ba chwi­li, nigdy nie uwa­żał się za polityka.

        W cza­sie kon­cer­tów prze­waż­nie były orga­ni­zo­na spo­tka­nia na jed­nym z nich, z Polo­nią ame­ry­kań­ską mówił tak o sobie: “Myśl o Pol­sce wiel­kiej i sil­nej, wol­nej i nie­pod­le­głej, była i jest tre­ścią mego ist­nie­nia, urze­czy­wist­nie­nie jej było i jest celem moje­go życia”.

        Gdy 1 stycz­nia 1919 przy­był do War­sza­wy, przy­wi­ta­ło go 300 tys. War­sza­wia­ków, z góry zazna­czył, że jest nie­za­leż­ny, nie nale­ży do żad­nej par­tii, “Stron­nic­two powin­no być jed­no — Pol­ska i temu jed­ne­mu słu­żyć będę do śmier­ci. Żad­ne stron­nic­two z osob­na nie odbu­du­je Ojczy­zny — odbu­du­ją ją wszy­scy a pod­sta­wa głów­na to robot­nik i lud.”

        Nie­ste­ty rząd prze­trwał tyl­ko rok, w tym cza­sie  opo­zy­cja w żad­nej mie­rze nie współ­pra­co­wa­ła z rzą­dem, wręcz unie­moż­li­wia rzą­dze­nie cią­gle tor­pe­du­jąc  każ­de posu­nię­cie, pozo­sta­ło tyl­ko podać rząd do dymi­sji. Tak też Pade­rew­ski uczy­nił i zawie­dzio­ny na sta­łe wyje­chał do Szwajcarii.

        Coś ta sytu­acja przy­po­mi­na nam stan obec­ny,  nic się nie zmie­ni­ło, nie liczy się meri­tum spra­wy tyl­ko gier­ki par­tyj­ne. Gdzie  robot­nik i lud? Nie nale­żysz do par­tii, nie ist­nie­jesz, albo nie­wie­le masz do powie­dze­nia, nie­waż­ne, jaki jesteś dobry, jak rewe­la­cyj­ne masz pomysły.

        Gdy wybu­chła II woj­na świa­to­wa Pade­rew­ski posta­no­wił wyje­chać do Ame­ry­ki, by orga­ni­zo­wać pomoc dla Polski.

        Przed odjaz­dem prze­ma­wiał w radio: “Poświę­ci­łem się dla  swej Ojczy­zny. Słu­ży­łem jej z całe­go ser­ca i ze wszyst­kich sił moich, a wie­cie jak bar­dzo jest ona teraz nie­szczę­śli­wa i jak cierpi.To ona wezwa­la mnie do służby.W takich czyn­no­ściach nie liczy się  ani wiek, ani stan zdro­wia, ani ryzy­ko cięż­kiej i dłu­giej podróży”.

         29 czerw­ca 1941 roku zmarł w Nowym Jorku.

        Po pięć­dzie­się­ciu latach pro­chy Pade­rew­skie­go spo­czę­ły w Bazy­li­ce  św Jana Chrzci­cie­la w War­sza­wie, obok m.in. Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza i innych zasłu­żo­nych Polaków.

        Marzy­ło mu się, by: “Pol­ska sta­ła się nie tyl­ko wiel­ką i sil­ną, ale tak­że dobrą, tro­skli­wą i szla­chet­ną Mat­ką wol­nych i rów­nych oby­wa­te­li, by przy­szły ład jaki zapa­nu­je na świe­cie opie­rał się nie na gwał­cie i prze­mo­cy, lecz na zasa­dach nauki Chry­stu­sa, na spra­wie­dli­wo­ści i na zgod­nym współ­ży­ciu rodzi­ny wol­nych narodów.

        Pade­rew­ski w Ame­ry­ce, w Szwaj­ca­rii miał wszyst­ko, ale  tro­ska o kraj pocho­dze­nia nie pozwo­li­ła mu spo­koj­nie przejść obok jego problemów.

        Czy dzi­siaj nasi współ­cze­śni, rwą­cy się do rzą­dze­nia prze­ja­wia­ją taką posta­wę, jak Paderewski?

        Pade­rew­ski dawał pie­nią­dze dla kra­ju, współ­cze­śni bio­rą pie­nią­dze by speł­niać powie­rzo­ne im zada­nia, a jak się z nich wywią­zu­ją,  moż­na prze­czy­tać o nich, choć­by w bar­dzo poczyt­nym pol­skim tygo­dni­ku, gdzie stro­na  tytu­ło­wa zapo­wia­da tekst :”Czy to już ZDRADA”

        Redak­cja zada­je reto­rycz­ne pyta­nie i na nie już pań­stwo sami muszą sobie odpowiedzieć.

        War­to przy­to­czyć tekst prze­mó­wie­nia byłe­go rzecz­ni­ka praw oby­wa­tel­skich, któ­ry będąc nim zarze­kał się, że jest apo­li­tycz­ny.  Otóż Bod­nar odbie­ra­jąc w Niem­czech nagro­dę od towa­rzy­stwa związ­ku pol­sko — nie­miec­kie­go, prze­ma­wia­jąc w języ­ku nie­miec­kim, okre­ślił Niem­cy jako men­to­ra Pol­ski. Pol­skę, w któ­rej żyje i się roz­wi­ja porów­nał do dzi­kie­go zwie­rzę­cia, któ­re­go Niem­cy jako men­tor mają oswa­jać.  Zachę­cał wręcz Niem­cy do  twar­de­go i zde­cy­do­wa­ne­go dzia­ła­nia w spo­rze z rządem.

         Tusk dał podob­ny przykład.

        Ja kie­dyś sobie przy­rze­kłem, że nigdy nie poja­dę dla Niem­ca pra­co­wać i sło­wa dotrzy­mam, za wie­le wiem o ich „doko­na­niach”, i jak sza­nu­ją Pola­ków, a tu jak widać nie ma już żad­nych hamul­ców, DNO!  Co taki Bod­nar chce zyskać, ach, praw­da, poje­chał tam po nagro­dę. Przy­po­mnę jesz­cze jego sło­wa z 2017 roku, kie­dy to powie­dział: “wie­le osób uczest­ni­czy­ło w holo­kau­ście, w tym też naród polski”.

         Nie będę też wymie­niał innych współ­cze­snych jemu podob­nych, są znani.

    Jerzy Rozenek