Wstęp
Nie da się ukryć, że 2021 rok zakoń­czył się z przy­tu­pem w wyko­na­niu Mini­ster­stwa Spraw Zagra­nicz­nych Rosji, szyb­ko popra­wio­nym przez pre­zy­den­ta Puti­na i Ław­ro­wa, rosyj­skie­go mini­stra spraw zagra­nicz­nych. Mam na myśli dwa listy wysła­ne do Sta­nów Zjed­no­czo­nych i NATO.
Szczę­śli­wie, w powie­trzu nie uno­si się zapach pro­chu strzel­ni­cze­go ani dym z pogo­rze­lisk, a nie­ba na hory­zon­cie nie roz­świe­tla­ją łuny poża­rów. Wpraw­dzie jesz­cze bły­ska­ją w zimo­wym słoń­cu sza­ble, ale coraz czę­ściej na pokaz lub wte­dy, kie­dy cho­wa­ne są do pochwy.
Rodzą się pyta­nia. Czy taki stan utrzy­ma się w roku 2022?
Jaka jest przy­czy­na rap­tow­nej zmia­ny tonu w rela­cjach Rosji z Zachodem?
Czy przy­czy­na wyni­ka z zaku­li­so­wych zmian wewnątrz elit kremlowskich?
Dla­cze­go wła­śnie teraz pre­zy­dent Putin zauwa­żył, że Rosja zosta­ła oszu­ka­na przez Zachód?
Prze­cież od 1990 roku Kreml wyraź­nie sta­rał się o to, aby być uzna­nym za „przy­ja­cie­la czy part­ne­ra” Zacho­du. W wypo­wie­dziach pre­zy­den­ta Puti­na i mini­stra Ław­ro­wa moż­na było usły­szeć fra­zy takie jak, „nasi zachod­ni part­ne­rzy”. Łatwiej moż­na­by snuć pro­gno­zy na 2022 rok, gdy­by mia­ło się wie­dzę o tym, co wie­dzą eli­ty krem­low­skie i waszyng­toń­skie. Nie wie­my też, jakie­go asa w ręka­wie może mieć Rosja, i jakie atu­ty za pazu­chą trzy­ma­ją Sta­ny Zjednoczone.
Pozo­sta­ją nam spe­ku­la­cje, któ­ry­mi jest wypeł­nio­ny ten artykuł.

Nie tyl­ko roz­mo­wy Wschód-Zachód będą przy­cią­ga­ły naszą uwa­gę w 2022 roku. Unik­nę­li­śmy uno­szą­ce­go się w powie­trzu zapa­chu pro­chu strzel­ni­cze­go w wia­trach ze wscho­du, ale to nie ozna­cza, że gorą­ca woj­na to jedy­na pla­ga, któ­ra może dopaść spo­łe­czeń­stwa, od lat odwy­kłe od zma­ga­nia się z wychło­dzo­ny­mi miesz­ka­nia­mi, prze­rwa­mi w dosta­wach elek­trycz­no­ści czy bra­ka­mi towa­rów w skle­pach. Boga­te pań­stwa Zacho­du mają wystar­cza­ją­ce zaso­by finan­so­we, aby uchro­nić wła­snych oby­wa­te­li od takich nie­przy­jem­no­ści. Mniej zamoż­nym pań­stwom będzie trud­nej z zabez­pie­cze­niem wła­snym oby­wa­te­lom takich potrzeb.

W spra­wach eko­no­micz­nych nie­przy­jem­ne jest to, że dzi­siej­sze teo­rie roz­wo­ju gospo­dar­cze­go upa­da­ją, a nowych nie stwo­rzo­no. Jesz­cze nie­daw­no wyda­wa­ło się, że głów­nym celem elit rzą­dzą­cych jest utrzy­ma­nie się u wła­dzy. Dzi­siaj wyglą­da to tak jak­by eli­ty, od momen­tu roz­po­czę­cia stu­diów uni­wer­sy­tec­kich do chwi­li obec­nej, mia­ły dostęp tyl­ko do pod­ręcz­ni­ków na temat eko­no­mii, napi­sa­nych przez auto­rów o libe­ral­nych poglądach.
Pod­ręcz­ni­ki, w któ­rych kie­dyś pisa­no, że moż­na gospo­da­ro­wać „ina­czej”, zosta­ły daw­no spa­lo­ne na sto­sie w imię jedy­nie słusz­ne­go libe­ra­li­zmu oraz globalizmu.
Nie jest też do koń­ca pew­ne jak dłu­go eli­tom rzą­dzą­cym uda się utrzy­mać w spo­łe­czeń­stwach prze­ko­na­nie, że dzia­ła­ją w ich imie­niu i dla ich dobra. Pozo­sta­je pyta­nie o to, czy zadysz­ka „libe­ral­nych gospo­da­rek” w obu pań­stwach mogła być przy­czy­ną zwro­tu w zacho­wa­niu pre­zy­den­tów Bide­na i Putina.

Reklama

Roz­mo­wy rosyj­sko amerykańskie
Tak, jak przy­go­to­wa­nia do „inwa­zji rosyj­skiej na Ukra­inę” sta­no­wi­ły istot­ny ele­ment wschod­nio euro­pej­skiej poli­ty­ki 2021 roku, tak roz­mo­wy Rosji ze Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi oraz Rosji z pań­stwa­mi NATO, będą waż­ny­mi ele­men­tem geo­po­li­ty­ki w 2022 roku. Rezul­ta­ty tych roz­mów będą rzu­to­wa­ły na geo­po­li­ty­kę w następ­nych lata.

Zanim scha­rak­te­ry­zu­ję pro­po­zy­cje zło­żo­ne Zacho­do­wi przez admi­ni­stra­cję rosyj­ską, przed­sta­wię „pole”, a wła­ści­wie dwa „pola”, na któ­rych będą toczy­ły się roz­mo­wy. Dwa „pola”, ponie­waż Moskwa wysła­ła dwa pisma. Jed­no było skie­ro­wa­ne do Sta­nów Zjed­no­czo­nych i trak­tu­je o zbio­ro­wym bez­pie­czeń­stwie, a dru­gie pismo było skie­ro­wa­ne do państw NATO i było wysła­ne do Bruk­se­li. W ten spo­sób, eli­ty z Krem­la podzie­li­ły wir­tu­al­nie sze­ro­ko rozu­mia­ny „Zachód” na dwie części.
Don­bas będzie przed­mio­tem roz­mów Moskwy wyłącz­nie z Waszyng­to­nem. Skąd takie przypuszczenie?
Po pierw­sze, gdy­by w roz­mo­wach mia­ły­by być uwzględ­nio­ne gło­sy Pol­ski, państw bał­tyc­kich, Czech czy Szwe­cji, to roz­po­czy­na­nie roz­mów nie mia­ło­by sen­su z powo­du nie­uchron­ne­go ich fia­ska na samym starcie.
Wła­śnie z takie­go powo­du fia­skiem zakoń­czy­ła się pró­ba zapro­sze­nia pre­zy­den­ta Puti­na na szczyt Unii przez byłą panią kanc­lerz Nie­miec i pre­zy­den­ta Francji.
Po dru­gie, kil­ka tygo­dni temu rosyj­skie mini­ster­stwo spraw zagra­nicz­nych opu­bli­ko­wa­ło na swo­jej stro­nie inter­ne­to­wej treść roz­mów, jakie pro­wa­dził rosyj­ski mini­ster ze swo­imi odpo­wied­ni­ka­mi w Pary­żu i Ber­li­nie na temat zakoń­cze­nia kry­zy­su zwią­za­ne­go ze zbun­to­wa­ny­mi repu­bli­ka­mi (obsza­ra­mi) ukra­iń­ski­mi, Don­ba­sem i repu­bli­ką Ługań­ską. Z opu­bli­ko­wa­nych doku­men­tów wyni­ka­ło, że obaj mini­stro­wie nie pro­wa­dzą samo­dziel­nej poli­ty­ki wła­snych rzą­dów, ale raczej wyko­nu­ją pole­ca­nie sil­niej­sze­go sojusz­ni­ka. Stąd pomi­nię­cie Fran­cji i Nie­miec w roz­mo­wach na temat Don­ba­su w żad­nym stop­niu ich nie obra­zi, ponie­waż to, co zauwa­żył rosyj­ski mini­ster spraw zagra­nicz­nych, jest im rów­nież dobrze wiadome.

Jeże­li Fran­cja i Niem­cy nie są trak­to­wa­ne przez Kreml, jako part­ne­rzy do roz­mów na temat Don­ba­su, to trud­no się dzi­wić, że głos innych państw euro­pej­skich nie będzie bra­ny pod uwa­gę. Jed­nak­że, w roz­mo­wach Rosji z pak­tem NATO, gło­sy Fran­cji i Nie­miec będą nad wyraz znaczące.

Tro­chę historii
Co będzie „przed­mio­tem ”roz­mów pomię­dzy Krem­lem i Waszyng­to­nem? Cały świat, ale Euro­pa w szczególności.
War­to przy­po­mnieć ciąg fak­tów histo­rycz­nych, któ­re poprze­dza­ją dzi­siej­sze wyda­rze­nia bez przy­po­mnie­nia, któ­rych łatwo zgu­bić sens tego, co się dzie­je i będzie działo.

Zacznę od przy­po­mnie­nia, że pod­czas Kon­fe­ren­cji w Tehe­ra­nie w 1943 roku, przy­wód­cy trzech mocarstw, Wiel­kiej Bry­ta­nii, Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Związ­ku Radziec­kie­go, uzgod­ni­li podział stref wpły­wu Rosji i Sta­nów Zjed­no­czo­nych w powo­jen­nej Euro­pie. Usta­le­nia zosta­ły potwier­dzo­ne na spo­tka­niu w Jał­cie, w 1945 roku. Pań­stwa takie jak Pol­ska, wte­dy Cze­cho­sło­wa­cja, Węgry, Rumu­nia i Buł­ga­ria oraz Wschod­nie część Nie­miec, zna­la­zły się w stre­fie wpły­wów ZSRR. Euro­pa Zachod­nia zna­la­zła się w stre­fie wpły­wów amerykańskich.

W krót­kim cza­sie obszar pomię­dzy obie­ma stre­fa­mi został nasy­co­ny taką ilo­ścią sprzę­tu woj­sko­we­go, że para­dok­sal­nie sta­ła się naj­bez­piecz­niej­szym miej­scem na świe­cie. W latach pięć­dzie­sią­tych Ame­ry­ka­nie dodat­ko­wo umie­ści­li w swo­jej stre­fie broń ato­mo­wą, któ­ra jesz­cze dzi­siaj znaj­du­je się w Niem­czech, Holan­dii, Wło­szech i Bel­gii. Tyl­ko samo­bój­ca mógł myśleć o wywo­ła­niu na tym obsza­rze zbroj­ne­go kon­flik­tu, licząc na jaki­kol­wiek sukces.
Dowo­dem na prze­strze­ga­nie przez oba mocar­stwa poro­zu­mień o podzia­le stref wpły­wu było to, że nawet w cza­sach ostrych prze­si­leń poli­tycz­nych, jakie mia­ły miej­sce w Ber­li­nie, Pozna­niu, Gdań­sku, Buda­pesz­cie, Pra­dze, czy w Pol­sce tuż przed sta­nem wojen­nym, Zachód wspie­rał prze­ciw­ni­ków socja­li­zmu sło­wem czy powie­la­cza­mi, ale nigdy dosta­wa­mi broni.

Histo­ria nie sta­ła w miejscu.
W 1991 r., w Pra­dze został pod­pi­sa­ny pro­to­kół o likwi­da­cji Ukła­du War­szaw­skie­go, a pod koniec tego same­go roku nastą­pi­ło roz­wią­za­nie ZSRR. W kolej­nych latach nastą­pi­ło wyco­fa­nie wojsk rosyj­skich z rosyj­skiej stre­fy wpły­wów. Woj­ska ame­ry­kań­skie i ich broń ato­mo­wa pozo­sta­ły w Europie.

Sta­ny Zjed­no­czo­ne uzna­ły, że wygra­ły zim­ną woj­nę z ZSRR i uzna­ły się z jedy­ne­go świa­to­we­go przywódcą.
Usta­le­nia z Tehe­ra­nu i Jał­ty o stre­fach wpły­wu, nigdy nie zosta­ły ofi­cjal­nie odwo­ła­ne, ale po pew­nym cza­sie zaczął się „marsz” NATO na wschód Europy.
W roku 1999 do NATO przy­stą­pi­ły Pol­ska, Cze­chy i Węgry. Buł­ga­ria, Rumu­nia, Sło­wa­cja, Sło­we­nia, oraz pań­stwa bał­tyc­kie, Litwa, Łotwa i Esto­nia przy­stą­pi­ły do pak­tu w 2005 roku.

Co może dener­wo­wać Rosję
Co jest kością nie­zgo­dy z punk­tu widze­nia Rosji? Co spo­wo­do­wa­ło nie­spo­dzie­wa­ne, dra­stycz­ne zaostrze­nie reto­ry­ki Kremla?

1. Oso­bi­ście uwa­żam, że samo przy­ję­cie wyżej wymie­nio­nych państw do pak­tu NATO nie mia­ło i nie ma dla Rosji więk­sze­go zna­cze­nia. To, co ma zna­cze­nie, to rezul­ta­ty wyni­ka­ją­ce z usta­leń zawar­tych pod­czas spo­tka­nia na szczy­cie NATO w War­sza­wie w 2016 r.
Na tym szczy­cie pod­ję­to decy­zję o roz­miesz­cze­niu wojsk natow­skich na tere­nie nowo przy­ję­tych państw. Usta­lo­no wte­dy, że bata­lion bry­tyj­ski będzie sta­cjo­no­wał w Esto­nii, kana­dyj­ski na Łotwie, nie­miec­ki na Litwie, a woj­ska ame­ry­kań­ski w Pol­sce. I tak aktu­al­nie na tere­nie Pol­ski prze­by­wa ofi­cjal­nie ok. 4 tysię­cy woj­sko­wych z państw NATO.

2. Dru­gim ele­men­tem mogą­cym dener­wo­wać Rosjan są roz­miesz­czo­ne w Euro­pie środ­ko­wo-wschod­niej tar­cze antyrakietowe.
Dwie pierw­sze, w Rumu­nii i Cze­chach, osią­gnę­ły zdol­ność bojo­wą. Trze­cia, w oko­li­cach Redzi­ko­wa, ma być ukoń­czo­na w przy­szłym roku. Uza­sad­nie­niem do budo­wy tych tarcz była koniecz­ność obro­ny Euro­py przed rakie­ta­mi z Ira­nu. War­to przy­po­mnieć, że budo­wę tarcz anty­ra­kie­to­wych roz­po­czę­to, zanim Iran zaczął kon­stru­ować rakie­ty zdol­ne dosię­gnąć Europę.
Pozo­sta­je odpo­wie­dzieć na pyta­nie, co jest złe­go z punk­tu widze­nia Rosji, z posia­da­nia przez sąsied­nie pań­stwa tarcz anty­ra­kie­to­wych, czy­li bro­ni czy­sto defensywnej.
Po pierw­sze, sta­no­wi­ska do wystrze­li­wa­nia anty­ra­kiet nada­ją się ide­al­nie do wystrze­li­wa­nia rakiet ofensywnych.
Po dru­gie, od bazy w Redzi­ko­wie do Kali­nin­gra­du jest nie­wiel­ka odległość.
Po trze­cie, Redzi­ko­wo i Kali­nin­grad są oddzie­lo­ne morzem, czy­li „obsza­rem”, na któ­rym nie jest moż­li­we zbu­do­wa­nie sta­łych sys­te­mów ostrze­ga­ją­cych lub prze­chwy­tu­ją­cych nad­la­tu­ją­ce rakie­ty. Na podob­nej zasa­dzie zagro­że­nie dla tery­to­rium rosyj­skie­go sta­no­wi tar­cza anty­ra­kie­to­wa w Rumu­ni. Moż­na jesz­cze wspo­mnieć o natow­skich bazach lot­ni­czych w pań­stwach bałtyckich.

3. Rosja, sło­wa­mi mini­stra spraw zagra­nicz­nych twier­dzi, że Sta­ny Zjed­no­czo­ne szyb­ko zbu­du­ją wła­sne super­szyb­kie rakie­ty, któ­re roz­miesz­czo­ne na tery­to­rium Ukra­iny, będą sta­no­wi­ły zbyt duże zagro­że­nie dla jej bez­pie­czeń­stwa. I nie zamie­rza dopu­ścić do powsta­nia takie­go zagro­że­nia. Nie jest jasne, w jaki spo­sób chce takie­mu zagro­że­niu zapobiec.
Czy to jest ulti­ma­tum? Nie jest do koń­ca jasne, jakie mogą być kon­se­kwen­cje nie­speł­nie­nia ich żądań przez Zachód. Trze­ba mieć nadzie­ję, że sta­ry żart o tym, że „woj­ny nie będzie, ale roz­pocz­nie się taka wal­ka o pokój, że nie zosta­nie kamień na kamie­niu”, nie sta­nie się opi­sem rzeczywistości.

Sta­ny Zjed­no­czo­ne w 2021 roku
Spró­buj­my oce­nić spo­sób postrze­ga­nia przez Sta­ny Zjed­no­czo­ne bie­żą­cej sytu­acji woj­sko­wo poli­tycz­ną na świe­cie, i szcze­gól­nie w Europie.

Donald Trump był pierw­szym pre­zy­den­tem, któ­ry zwró­cił uwa­gę na fakt, że cią­gnię­cie „sanek” pod tytu­łem „hege­mon świa­to­wy”, po coraz cień­szym śnie­gu, czy­li przy coraz mniej­szym „zapo­trze­bo­wa­niu” na świe­cie na ame­ry­kań­ską obec­ność woj­sko­wą, sta­je się coraz kosz­tow­niej­sze. Świa­to­we przy­wódz­two prze­sta­ło przy­no­sić korzy­ści i zaczę­ło wpły­wać ujem­nie na finan­se USA.
Na począt­ku swo­jej pre­zy­den­tu­ry Trump wyka­zy­wał „ocho­tę” podzie­le­nia się „odpo­wie­dzial­no­ścią” za świat z pre­zy­den­tem Puti­nem. Pró­by zosta­ły stor­pe­do­wa­ne w zarod­ku przez obóz ame­ry­kań­skich demo­kra­tów, któ­ry uznał sam pomysł spo­ty­ka­nia się ówcze­sne­go pre­zy­den­ta z pre­zy­den­tem Puti­nem za zdra­dę inte­re­sów naro­do­wych i dobro­wol­ne zrze­ka­nie się „zdo­by­czy” osią­gnię­tych przez ostat­nie trzy­dzie­ści lat. Sam pre­zy­dent Trump mało nie przy­pła­cił utra­tą sta­no­wi­ska za swo­je pomy­sły, led­wo uni­ka­jąc impeachmentu.

Dla demo­kra­tów dziś rzą­dzą­cych w Waszyng­to­nie hucz­nie zapo­wia­da­ne odej­ście od mięk­kiej poli­ty­ki pre­zy­den­ta Donal­da Trum­pa i wiel­ki powrót do poli­ty­ki świa­to­wej w roli lide­ra, szyb­ko sta­ło się czymś podob­nym do zde­rze­nia rowe­rzy­sty z kępą kol­cza­stych krza­ków rosną­cych przy drodze.
Pró­ba pod­po­rząd­ko­wa­nia wła­snym celom poli­tycz­nym Peki­nu skoń­czy­ła się fia­skiem. Do demo­kra­tów dodar­ło, że ist­nie­je spe­cy­ficz­na zależ­ność mię­dzy Chi­na­mi i USA, któ­rą moż­na opi­sać zna­nym pol­skim powie­dze­niem, „Zła­pał Kozak Tata­rzy­na, a Tata­rzyn za łeb trzyma”.
Jest gorzej, ponie­waż Chi­ny, jak i USA wstę­pu­ją w tym samym momen­cie w roli Koza­ka i Tata­rzy­na. Inny­mi sło­wy, dzi­siaj trud­no sobie wyobra­zić „dobro­byt” ame­ry­kań­skie­go spo­łe­czeń­stwa bez chiń­skich pro­duk­tów na ame­ry­kań­skim ryn­ku, czy­li po pro­stu towa­rów chiń­skich w skle­pach. Zastęp­stwa dla chiń­skich pro­duk­tów w takiej ilo­ści prak­tycz­nie nie ma i jesz­cze dłu­go nie będzie.
Sta­ło się też jasne, że Chi­ny są pań­stwem sta­bil­nym, nie­za­gra­ża­ją­cym świa­to­we­mu poko­jo­wi, ponie­waż mają moż­li­wość sprze­da­ży swo­ich towa­rów, mię­dzy inny­mi, na ame­ry­kań­skim ryn­ku. I taka zależ­ność mię­dzy tymi pań­stwa­mi pozo­sta­nie jesz­cze na lata. Dla­te­go spe­ku­la­cje o szyb­kiej, nie­uchron­nej gorą­cej woj­nie mię­dzy Chi­na­mi i USA moż­na wło­żyć mie­dzy bajki.

Dru­gim kubeł­kiem lodo­wa­tej wody na gło­wy demo­kra­tów oka­za­ła się pró­ba siło­wa z Rosją w okre­sie mar­ca i kwiet­nia 2021 roku, na obsza­rze Euro­py Wschod­niej. Prze­dłu­że­niem tej nie­do­szłej kon­fron­ta­cji sta­ły się nie­daw­ne prze­py­chan­ki popu­lar­nie nazwa­nej „inwa­zją Rosji na Ukra­inę”. Obie nie­do­szłe „eks­pe­dy­cje” uświa­do­mi­ły demo­kra­tom to, o czym woj­sko­wi ame­ry­kań­scy musie­li infor­mo­wać swo­je eli­ty poli­tycz­ne od pew­ne­go cza­su. To zna­czy, Rosja mili­tar­nie wró­ci­ła do pozy­cji mocar­stwo­wej. I jeże­li nie jest sil­niej­sza, to na pew­no nie jest już mili­tar­nie słab­sza od Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Jest pew­ne, że na woj­nę z Rosją nikt się już nie wybierze.

Rów­no­le­gle z niby „powro­tem” do pozy­cji lide­ra świa­to­we­go, demo­kra­ci ame­ry­kań­scy powo­li zaczę­li wcho­dzić w buty poli­ty­ki zagra­nicz­nej, zapo­cząt­ko­wa­nej przez pre­zy­den­ta Trumpa.
Naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­ne było zre­ali­zo­wa­nie zapo­wie­dzi pre­zy­den­ta Trum­pa o wypro­wa­dze­niu woj­ska z Afga­ni­sta­nu. Pozo­sta­wie­nie zna­ko­mi­cie uzbro­jo­nej i wyszko­lo­nej afgań­skiej armii wyglą­da­ło jak zasta­wie­nie pułap­ki na poten­cjal­ne­go agre­so­ra, któ­ry chciał­by się sku­sić na łatwą „zdo­bycz”. Tym­cza­sem żaden sąsiad Afga­ni­sta­nu, w tym Chi­ny i Rosja, nie kiw­nął pal­cem, aby wypeł­nić „próż­nię”, jaka powsta­ła po Ame­ry­ka­nach. To może skła­niać admi­ni­stra­cję waszyng­toń­ską do prze­ko­na­nia, że Moskwa nie będzie zain­te­re­so­wa­na wypeł­nia­niem próż­ni, jaka może powstać po ich wyco­fa­niu się z Europy.

Co może zachę­cać Waszyng­ton do prze­dłu­że­nia wpły­wów w Euro­pie Wschodniej?
Od 2014 roku sama tyl­ko armia ukra­iń­ska zosta­ła wzmoc­nio­na sprzę­tem ame­ry­kań­skim war­tym, pra­wie 2,5 miliar­da dola­rów. Nie­któ­rym przed­sta­wi­cie­lom admi­ni­stra­cji waszyng­toń­skiej może być tro­chę szko­da, by taka „inwe­sty­cja” nie przy­nio­sła jakichś geo­po­li­tycz­nych „zysków”.
Z dru­giej stro­ny, od począt­ku kaden­cji pre­zy­den­ta Bide­na mówi­ło się, że Ame­ry­ka­nie tra­cą zain­te­re­so­wa­nie Euro­pą Środ­ko­wo-Wschod­nią i naj­chęt­niej prze­ka­za­li­by swo­je kom­pe­ten­cje na tym obsza­rze Ber­li­no­wi. Nowa admi­ni­stra­cja z Waszyng­to­nu posta­wi­ła na Niem­cy, a nie na wspie­ra­nie kon­cep­cji Trój­mo­rza. Taką zmia­nę tren­du odczu­ła Pol­ska, co się obja­wi­ło poja­wie­niem się prze­ko­na­nia naszych elit o utra­cie pozy­cji stra­te­gicz­ne­go sojusz­ni­ka Sta­nów Zjednoczonych.

Moż­li­we rezul­ta­ty roz­mów Rosji z Zachodem
Rosja twier­dzi, że celem kon­cen­tra­cji wojsk przy gra­ni­cy z Ukra­iną nie jest wywo­ła­nie woj­ny czy nawet lokal­ne­go kon­flik­tu, ale przy­go­to­wa­nie się na taką ewen­tu­al­ność. Pozo­sta­je pyta­nie o to, co wie­dzą eli­ty na Krem­lu, a cze­go my nie wiemy.
Ocze­ki­wa­nia Rosji od pak­tu NATO i Sta­nów Zjed­no­czo­nych, opu­bli­ko­wa­ne na stro­nie mini­ster­stwa spraw zagra­nicz­nych, moż­na śmia­ło nazwać pro­jek­tem stwo­rze­nia nowe­go podzia­łu stref wpły­wu w Euro­pie. Rosja ocze­ku­je, że pań­stwa powsta­łe z byłych repu­blik sowiec­kich, jesz­cze nie­bę­dą­ce człon­ka­mi NATO, wbrew zapew­nie­niom Zacho­du nie będą przy­ję­te do paktu.
Inne pań­stwa NATO nie będą roz­lo­ko­wy­wa­ły swo­ich sił zbroj­nych w byłych pań­stwach socja­li­stycz­nych oraz pań­stwach bał­tyc­kich. Praw­do­po­dob­nie ocze­ku­ją usu­nię­cia obec­nych baz z tery­to­rium nowo przy­ję­tych człon­ków NATO oraz demon­ta­żu tarcz anty­ra­kie­to­wych z ich terytorium.

Nie wia­do­mo, w jakim stop­niu żąda­nia (czy pro­po­zy­cje) rosyj­skie są reali­stycz­ne i moż­li­we do speł­nie­nia przez sze­ro­ko rozu­mia­ny Zachód. Trud­no uwie­rzyć, że pre­zy­dent Putin, i jego naj­bliż­sze oto­cze­nie, nie zna­ją tre­ści książ­ką „Mały Ksią­żę” autor­stwa Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, i zawar­te­go tam stwier­dze­nia: „Nale­ży wyma­gać tego, co moż­na otrzy­mać. Auto­ry­tet opie­ra się na roz­sąd­ku”. To pozwa­la sądzić, że lista „życzeń„ przed­sta­wio­nych przez Moskwę mogła być wcze­śniej prze­dys­ku­to­wa­na ze stro­ną ame­ry­kań­ską i w pew­nym sen­sie wspól­nie uzgod­nio­na. Mogło to nastą­pić 15 grud­nia 2021 roku, kie­dy gru­pa przed­sta­wi­cie­li Depar­ta­men­tu Sta­nu USA skła­da­ła wizy­tę w Moskwie. Gdy­by żaden z rosyj­skich postu­la­tów nie został speł­nio­ny, była­by to wiel­ka kom­pro­mi­ta­cja Krem­la i same­go pre­zy­den­ta Puti­na w oczach wła­sne­go społeczeństwa.
Jest też pra­wie nie­praw­do­po­dob­ne, aby dyplo­ma­ci rosyj­scy nie prze­wi­dzie­li kolej­nych ruchów w tej roz­gryw­ce, włącz­nie z moż­li­wo­ścią wyco­fa­nia się z nie­któ­rych żądań/postulatów. Mogą też pod­czas nego­cja­cji zaofe­ro­wać wyco­fa­nie swo­jej bro­ni ofen­syw­nej z Kali­nin­gra­du oraz obie­cać nie­in­sta­lo­wa­nie takiej bro­ni na Białorusi.
Na nego­cja­cyj­nym sto­le może zna­leźć się przy­go­to­wy­wa­ny mor­ski szlak pół­noc­ny, któ­ry połą­czył­by Euro­pę z zachod­nim wybrze­żem Sta­nów Zjednoczonych.

Para­dok­sal­ne pro­po­zy­cje rosyj­skie pośred­nio wycho­dzą naprze­ciw ocze­ki­wa­niom nie­któ­rych państw NATO z Euro­py Zachod­niej, zwłasz­cza Fran­cji. Kie­dy pre­zy­dent Donald Trump na począt­ku swo­jej kaden­cji deli­kat­nie zasu­ge­ro­wał, że dal­sze ist­nie­nie pak­tu NATO wyma­ga sil­ne­go wspar­cia finan­so­we­go ze stro­ny wszyst­kich jego człon­ków, pro­po­zy­cja spodo­ba­ła się jedy­nie bar­dzo ogra­ni­czo­nej licz­bie rzą­dów. I nie były to rzą­dy państw Euro­py Zachodniej.
War­to przy­po­mnieć gło­śne wypo­wie­dzi pre­zy­den­ta Fran­cji, takie jak przy­rów­na­nie NATO do cho­re­go mózgu, czy powtó­rzo­na na dniach potrze­ba budo­wa­nia wła­snych euro­pej­skich sił zbroj­nych. Na doda­tek, nie­daw­no nasz zachod­ni sąsiad nie­chęt­ne wypo­wia­dał się o ame­ry­kań­skiej bro­ni ato­mo­wej na jego tery­to­rium. Przy­pusz­czam, że i inne pań­stwa Euro­py Zachod­niej mogą popie­rać wyco­fa­nie ame­ry­kań­skiej bro­ni ato­mo­wej z tery­to­rium Euro­py. Wpraw­dzie nowa koali­cja nie­miec­ka nie umie­ści­ła postu­la­tu o bro­ni ato­mo­wej w swo­im pro­gra­mie, ale wpi­sa­ła, jako cel stwo­rze­nie Euro­py fede­ral­nej. Takie pla­ny łączą się z pla­na­mi Fran­cji do two­rze­nia euro­pej­skich sił zbroj­nych. Jest bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że za zamknię­ty­mi drzwia­mi szyb­ko roz­pocz­nie się pro­ces prze­kształ­ca­nia pak­tu NATO w euro­pej­skie siły zbroj­ne fede­ral­ne­go pań­stwa o nazwie Unia Europejska.

Czy po rezy­gna­cji USA z obec­no­ści woj­sko­wej w Euro­pie Rosja będzie pró­bo­wa­ła zająć ich miej­sce i prze­jąć ich inte­re­sy? Bar­dziej praw­do­po­dob­ne jest to, że zacho­wa się tak, jak w przy­pad­ku nie­daw­no opusz­czo­ne­go przez Ame­ry­ka­nów Afga­ni­sta­nu. Rosja uzna, że wszyst­kie pań­stwa euro­pej­skie są suwe­ren­ne i samo­dziel­nie będą usta­na­wia­ły rela­cje poli­tycz­ny­mi i gospo­dar­czy­mi z inny­mi państwami.
Praw­do­po­dob­nie z „suwe­ren­no­ści” państw zosta­nie wyłą­czo­ne pra­wo do fizycz­ne­go wzmac­nia­nia wła­sne­go bez­pie­czeń­stwa baza­mi sojusz­ni­ków, czy wła­snych sił zbroj­nych woj­ska­mi państw sojuszniczych.

Przy­pusz­czam, że naj­waż­niej­szym ele­men­tem poro­zu­mie­nia z Ame­ry­ka­na­mi, jeże­li do nie­go doj­dzie, będzie wspól­ne gwa­ran­to­wa­nie tego, aby na naszym kon­ty­nen­cie nie powtó­rzy­ły się wyda­rze­nia z koń­ca lat trzy­dzie­stych poprzed­nie­go wie­ku. Wła­śnie w takim celu naj­waż­niej­sze sta­no­wi­ska w odbu­do­wa­nej Bun­de­swe­rze od począt­ku do dzi­siaj zaj­mu­ją gene­ra­ło­wie ame­ry­kań­scy. Praw­do­po­dob­ne w takim celu rów­nież zosta­ła stwo­rze­nia Unia Europejska.

Pro­gno­za na lata do przodu
Ostat­nie pyta­nie, to czy po zakoń­cze­niu poko­jo­wych nego­cja­cji pomię­dzy Rosją, Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi i NATO, w całej Euro­pie zapa­nu­je stan wiecz­ne­go spo­ko­ju, poko­ju, dobro­by­tu itp.?
Wol­ne żarty.
Nie są zna­ne świa­to­we zapa­sy ropy, węgla, gazu i ura­nu, czy­li zaso­bów ener­ge­tycz­nych, któ­re są kopa­li­na­mi. Żaden z tych surow­ców nie jest nie­wy­czer­py­wal­ny, więc wcze­śniej czy póź­niej zacznie ich bra­ko­wać na wol­nym rynku.
Trud­niej­szy dostęp do surow­ców ener­ge­tycz­nych będzie powo­do­wał, że ich ceny będą rosły. Opo­wie­ści o przy­szło­ści wodo­ru w ener­ge­ty­ce nie są popar­te dowo­da­mi na ist­nie­nie tech­no­lo­gii zdol­nych do sto­so­wa­nia tego pier­wiast­ka na ska­lę przemysłową.

Koń­co­we wnioski
Czas na bar­dziej ogól­ne wnio­ski z przed­sta­wio­nych fak­tów i ocen.
Po pierw­sze, widać, że two­rze­nie się wie­lo­bie­gu­no­we­go świa­ta zosta­ło zaak­cep­to­wa­ne przez Sta­ny Zjednoczone.
Obec­nie ten nowy porzą­dek świa­to­wy jest pre­zen­to­wa­ny przez trzy mocar­stwa, Sta­ny Zjed­no­czo­ne, Chi­ny i Rosję. Wyraź­nie pozo­sta­je miej­sce dla czwar­te­go „mocar­stwa” euro­pej­skie­go. Nie wyda­je się, aby była to Unia Euro­pej­ska w obec­nym kształ­cie. Takim „mocar­stwem” euro­pej­skim praw­do­po­dob­nie będzie pań­stwo fede­ral­ne, któ­re powsta­nie na bazie Unii. Dla bez­pie­czeń­stwa Euro­py w przy­szło­ści euro­pej­ska armia, któ­ra powsta­nie na bazie obec­ne­go pak­tu NATO, będzie dowo­dzo­na przez mie­szan­kę gene­ra­łów z Fran­cji i Nie­miec, któ­rzy suk­ce­syw­nie będą zastę­po­wa­li gene­ra­łów amerykańskich.

W kil­ku pierw­szych mie­sią­cach 2022 roku, Ame­ry­ka­nie i Rosja­nie usta­lą, w jakich miej­scach Euro­py będą utrzy­my­wa­li swo­je woj­ska tak, aby nie zagra­ża­ły sobie nawza­jem. Naj­waż­niej­szym będzie zakoń­cze­nie kon­flik­tu na wscho­dzie Ukra­iny, któ­ry jak bom­ba z opóź­nio­nym zapło­nem gro­zi roz­pa­dem pań­stwa, czy też jak kula u nogi spo­wal­nia roz­wój gospodarczy.
W przy­pad­ku osią­gnię­cia zgo­dy przez wszyst­kie zain­te­re­so­wa­ne stro­ny kon­flik­tu brak pre­cy­zyj­nie okre­ślo­ne­go pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go do samo­sta­no­wie­nia naro­dów nie sta­no­wił­by prze­szko­dy dla takie­go roz­wią­za­nia. W taki spo­sób na obsza­rze Euro­py powsta­ły pań­stwa bał­kań­skie, Bia­ło­ruś, Moł­da­wia, Ukra­ina czy ostat­nio Koso­wo. Zakoń­cze­nie kon­flik­tu o Don­bas wpi­sy­wa­ło­by się do nowej kon­cep­cji poko­jo­we­go współ­ist­nie­nia począt­ko­wo trzech, póź­niej czte­rech lub nawet pię­ciu „mocarstw”. Czwar­tym „mocar­stwem” praw­do­po­dob­nie będzie Fede­ra­cja euro­pej­ska, a pią­tym Indie.

Przy­pusz­czam, że 2022 rok będzie rokiem poko­ju, ponie­waż z powo­du ści­słej zależ­no­ści „eko­no­micz­nej” mię­dzy Sta­na­mi Zjed­no­czo­ny­mi i Chi­na­mi, nie doj­dzie do woj­ny mię­dzy tymi pań­stwa­mi. Chi­ny „spo­wol­nią” swo­je sta­ra­nia o uzy­ska­nie „kon­tro­li” nad Taj­wa­nem do momen­tu aż Sta­ny Zjed­no­czo­ne nie wybu­du­ją prze­my­słu pro­du­ku­ją­ce­go ukła­dy sca­lo­ne i inne pro­duk­ty opar­te na pół­prze­wod­ni­kach. Wte­dy, kie­dy to nastą­pi, Chi­ny i Taj­wan będą samo­dziel­nie roz­wią­zy­wa­ły wła­sne pro­ble­my na dro­dze pokojowej.

Na koniec war­to prze­ana­li­zo­wać dzi­siej­sze pomy­sły prze­sta­wia­nia świa­ta na ener­gię elek­trycz­ną wytwa­rza­ną za pomo­cą wia­tra­ków i pane­li słonecznych.
Takie roz­wią­za­nie suge­ru­je koniecz­ność cofa­nia się obec­nej cywi­li­za­cji do cza­sów, kie­dy egzy­sten­cja czło­wie­ka była pra­wie cał­ko­wi­cie uza­leż­nio­na od natu­ry, i jej kapry­sów. Mówiąc żar­tem, per­spek­ty­wa tego, że będzie cie­pło i przy­jem­nie tyl­ko wte­dy, kie­dy będzie wiał wiatr i chmu­ry nie będą zasła­nia­ły słoń­ca, nie wyda­je się zbyt­nio pociągająca.
Dla­te­go praw­dzi­wym, wspól­nym zada­niem dla czte­rech, pię­ciu mocarstw na przy­szłe lata, będzie roz­wią­za­nie pro­ble­mu zaspo­ka­ja­nia zapo­trze­bo­wa­nia na ener­gię elektryczną.

Miko­łaj Kisielewicz