Moja sio­stra daw­no temu poszła po raz pierw­szy do Ope­ry Ślą­skiej w Byto­miu. Było to spe­cjal­ne przed­sta­wie­nie Hal­ki, Moniusz­ki dla dzie­ci i mło­dzie­ży szkół bytom­skich. Z każ­dej szko­ły wyde­le­go­wa­no po kil­ku uczniów. Szkół było wie­le, bo mia­sto liczy­ło bli­sko 200 tys.. Za wyróż­nie­nie, tyl­ko dla grzecz­nych i zdol­nych uczniów, wybra­na oso­ba mia­ła napi­sać recen­zję ze spek­ta­klu. Tak po praw­dzie więk­szość dzie­ci do ope­ry na spe­cjal­ne nie­dziel­ne przed­sta­wie­nie popo­łu­dnio­we iść nie chcia­ła, a jesz­cze bar­dziej nie chcia­ła pisać z tego  przed­sta­wie­nia recen­zji. Ale jak powie­dzia­łam, sio­strę mam zdol­ną, pil­ną i grzecz­ną, więc kie­row­nic­two szko­ły ura­dzi­ło, że to ona pój­dzie i napi­sze ład­ną recen­zję, któ­rą dalej prze­ka­że się komi­te­to­wi par­tyj­ne­mu szko­ły, a potem dalej komi­te­to­wi par­tyj­ne­mu mia­sta. Wszy­scy więc plan komu­ni­stycz­ne­go wycho­wa­nia dzie­ci i mło­dzie­ży wyko­na­ją za spra­wą mojej sio­stry, jak już powie­dzia­łam — zdol­nej, pil­nej i posłusznej.

        Moje cał­ko­wi­te prze­ci­wień­stwo. Całe podwór­ko dzie­cia­rów (a były to cza­sy, kie­dy dzie­ci od rana do póź­nej nocy bawi­ły się głów­nie na podwór­ku) naśmie­wa­ło się z takiej nagro­dy jak pój­ście do ope­ry. Rodzi­ców o zda­nie nikt się nie pytał, tak jak i teraz. Nikt tyl­ko nie prze­wi­dział, że w całej naszej rodzi­nie gdzieś tam miesz­ka taki roga­ty dia­be­łek. W mojej uło­żo­nej sio­strzycz­ce też. No więc jak ja po koście­le w nie­dzie­lę, nic-nie-robi­łam, co było moją ulu­bio­ną czyn­no­ścią, ta bie­dacz­ka musia­ła iść do ope­ry na przedstawienie.

        Bab­cia z mamą ją prze­pięk­nie wyszy­ko­wa­ły, wplo­tły kokar­dy w war­ko­cze, bo mia­ły jesz­cze przed­wo­jen­ne wzo­ry, że nawet do kina ubie­ra się w nie­dziel­ne ubra­nia. A co dopie­ro do opery!

        Sio­stra nie była tym zachwy­co­na. Wte­dy samo­cho­dów pra­wie nikt nie miał, a koni­ków i bry­czek już nikt nie posia­dał, więc musia­ła masze­ro­wać przez pół mia­sta w tym świą­tecz­nym stro­ju. Sama. Mia­ła już kil­ka­na­ście lat (kla­sa 6‑ta), a wte­dy się nikt nie przej­mo­wał, że po dro­dze może ją jakieś pedo­fil­skie lada­co porwać. Wte­dy to były tema­ty tabu.

        Sio­stra szczę­śli­wie do ope­ry dotar­ła. Bile­tu nie zapo­mnia­ła (tak jak się odgra­ża­ła, że zapo­mni, żeby nie wejść) i oglą­da­ła przed­sta­wie­nie. Sądząc po opo­wie­ściach po, nawet jej się podo­ba­ło, a na pew­no wcią­gnę­ła ją roz­pacz nie­szczę­śli­wej Han­ki góral­ki, a szcze­gól­nie Jont­ka, któ­ry rzew­nie roz­pa­czał. Po tym wszyst­kim mia­ła dwa dni na napi­sa­nie recen­zji. I pisa­ła, i pisa­ła. Ile przy tym było pła­czu i tru­du, to tyl­ko mat­ka wie, bo musia­ła cho­dzić do szko­ły i pro­sić i prze­dłu­że­nie ter­mi­nu odda­nia recen­zji, bo twór­cze bole­ści sio­stry udzie­li­ły się na całą rodzi­nę, nawet na psa, któ­ry nie wia­do­mo dla­cze­go zaczął po nocach wyć, cze­go nigdy wcze­śniej nie robił.

        To chy­ba przez tę nie­szczę­sną uto­pio­ną Hal­kę, pomy­śla­łam, bo u nas mówi­li, że psy czu­ją śmierć i wte­dy wyją. No nic.

        Recen­zja była w koń­cu szcze­gó­ło­wo skoń­czo­na, liczy­ła pra­wie 10 stron kar­tek w linię. Zosta­ła ład­nie prze­pi­sa­na na czy­sto, potem wło­żo­na w kolo­ro­wy bry­stol, i prze­wią­za­na żół­tą wstą­żecz­ką (inne­go kolo­ru wstąż­ki nikt nie miał), i odda­na w ręce nauczy­ciel­ki. A sio­stra jakaś taka lek­ka się zro­bi­ła, jak­by jej cię­żar z ser­ca zdję­li. Tyl­ko ten jej tajem­ni­czy uśmie­szek się co raz to wykwi­tał na jej liczku.

        Co? — pyta­łam. — Co zro­bi­łaś? — bo wie­dzia­łam, że coś spso­ci­ła. A ta nic. Mil­czy. Cała spra­wa poszła już pra­wie w zapo­mnie­nie. A tu nagle jak nie gruch­nie. Mat­ka i ojciec wzy­wa­ni do szko­ły przez dyrek­to­ra w spra­wie recen­zji. Myśle­li, że star­sza córecz­ka dosta­ła jakieś wyróż­nie­nie za dobrze napi­sa­ną recen­zję z ope­ry Hal­ka, Moniusz­ki, wysta­wio­ną spe­cjal­nie dla wyjąt­ko­wo uło­żo­nych dzie­ci i mło­dzie­ży szkół bytom­skich. A było aku­rat odwrotnie.

        Otóż moja sio­stra na przed­ostat­niej stro­nie opi­sa­ła solist­kę w roli Hali jako pasz­tet­kę, a tro­chę dalej jako poskrę­ca­ny sznur­kiem kostiu­mu bale­ron. I tu wyszło szy­dło z wor­ka. Prze­bie­gle było to na stro­nie przed­ostat­niej, bo sio­stra liczy­ła (i słusz­nie), że nikt tak dale­ko nie doczyta.

        Dopie­ro jak poszło do dru­ku do lokal­nej gaze­ty ‘Życie bytom­skie’, to dru­karz zwró­cił na to uwagę.

        A że solist­ka była w jakiejś zaży­łej rela­cji z 1‑szym sekre­ta­rzem par­tii mia­sta, to się prze­stra­szył, i doniósł. I posy­pa­ło się od góry do dołu.

        Zanim doszło do mojej sio­stry to tym razem doszło do moich rodzi­ców. Zosta­li wezwa­ni na radę peda­go­gicz­ną, i zagro­żo­no im, że jeśli jesz­cze raz powtó­rzy się taka anty­ko­mu­ni­stycz­na dywer­sja, to dzie­ci zosta­ną odda­ne do domu dziecka.

        Do dzi­siaj śmie­je­my się z sio­strą z róż­nych ‘pasz­te­tek’ spo­ty­ka­nych na naszej życio­wej dro­dze, ale tyl­ko prywatnie.

        I to tyle dłu­gie­go wstę­pu jako przy­czyn­ku do odnie­sie­nia do pasz­tet­ki, jaką został nazwa­ny obec­ny kanc­lerz Nie­miec Olaf Scholz przez amba­sa­do­ra Ukra­iny w Niem­czech.  Dla­cze­go zło­ży­łam te dwie nie­ład­ne okre­śle­nia ludzi?

        Bo pierw­sze mówi o dziec­ku, a dru­gie o amba­sa­do­rze kra­ju, któ­ry jest w sta­nie woj­ny, i któ­ry pró­bu­je uzy­skać pomoc. Jak myśli­cie czy okre­ślo­nym pasz­tet­ką (liver wurst) odpo­wie pozy­tyw­nie na wezwa­nia o pomoc?

        Pasz­tet­ką nazwa­ny został kanc­lerz Nie­miec Olaf Scholz?  I to było nazwa­nie  publicz­ne, nie na jakichś imie­ni­nach u cio­ci. Amba­sa­dor repre­zen­tu­ją­cy mini­ster­stwo spraw zagra­nicz­nych dane­go pań­stwa powi­nien reali­zo­wać stra­te­gie i cele swo­je­go kra­ju dyplo­ma­tycz­nie, czy­li nie­ko­niecz­nie poprzez gło­sze­nie co mu śli­na na język przy­nie­sie w mediach. Takie cza­sy ‘ale mu powie­dzia­łam’ daw­no się skończyły.

        Amba­sa­dor Ukra­iny w Niem­czech nie jest tutaj jedy­nym przy­kła­dem. Sami mie­li­śmy nie­daw­no mini­stra obro­ny, któ­ry co dru­gi dzień zaczy­nał od eks­po­se, tego co Pol­ska robi i pla­nu­je w spra­wie obron­no­ści. Mini­ster został odwo­ła­ny, zapew­ne pod naci­skiem obcych służb wywia­dow­czych w Pol­sce, któ­re nagle nie mia­ły nic do robo­ty, tyl­ko śle­dze­nie i ana­li­zo­wa­nie pla­nów mini­stra obro­ny. No i jak to na huś­taw­ce bywa, prze­bu­ja­no huś­taw­kę na dru­gi koniec, i nowy mini­ster obro­ny nie mówi nic – tak jak­by go nie było.

        Zresz­tą w Kana­dzie wca­le nie jest lepiej. Mini­ster­stwo obro­ny naro­do­wej jest obsa­dza­ne zgod­nie z nie­wia­do­mym klu­czem. Nie chcę nawet zga­dy­wać jakim.

        Myślę jed­nak, że nazy­wa­nie pasz­tet­ką kogo­kol­wiek jest po pro­stu zupeł­nie nie pasz­te­to­we, i lepiej tego na piśmie i ofi­cjal­nie nie robić. Taka pasz­te­to­wa klasa.

Ali­cja Farmus

Toron­to, 15 maja, 2022