Parę wąt­ków dzi­siaj. W tym o woj­nie. To zna­czy prze­pra­szam, o jakiej zno­wu woj­nie, sko­ro o poko­jo­wej napa­ści spe­cjal­nej? I led­wie trzydniowej?

        Nie ma to, tam­to: faszy­stów w parę dni do pia­chu, nie zapo­mi­na­jąc dzie­ci faszy­stów dorzu­cić póki nie uro­sną, mat­ki – no, z mat­ka­mi wro­ga wia­do­mo jak postę­po­wać – i zaraz do domu wracamy.

        To Rosja­nie. A my? Woj­na to mię­dzy inny­mi głód, ale któż z nas wyglą­da na głod­ne­go? Chy­ba z prze­je­dze­nia. Dla­te­go żad­nej woj­ny u nas nie ma, nawet gdy jed­ną ofia­rę odno­to­wa­li­śmy. Na Nowym Świe­cie z tego co pamię­tam. W tłu­mie. Wśród tłu­mu. Ale ta nowo świa­to­wa woj­na wyglą­da na woj­nę zupeł­nie inne­go rodza­ju. Jak się wyda­je, led­wie racz­ku­jąc na pol­skich uli­cach. Woj­na nie kine­tycz­na, bo kin­dża­ło­wa. Jed­na­ko­woż zacznie­my od kwe­stii pamięci.

DAWNO TEMU

        Otóż mowy nie ma, by czło­wiek zatę­sk­nił za czym­kol­wiek, o ile uprzed­nio wyrwać mu z gło­wy pamięć o tym czymś. Przy­kład: nikt roz­sąd­ny nie zechce pożą­dać mię­sa, zapo­mniaw­szy o sma­ku kotle­ta scha­bo­we­go. Czy tam o sma­ku inne­go jakie­goś gula­szu. Jeśli dopro­wa­dzić czło­wie­ka do nie­wie­dzy o tym, co stra­cił, a pre­cy­zyj­niej: co mu skra­dzio­no, czy zde­cy­du­je się ści­gać zło­dzie­ja? Absurd i non­sens w jed­nym, pew­nie. Z tym, że pamięć to nie szampon.

        Tak samo jest z naro­dem. Naród wtrą­co­ny w amne­zję, naród z amne­zją utrwa­lo­ną, zacho­wu­je się niczym leni­wiec w plej­sto­ce­nie – to daw­no było, daw­no temu tak bar­dzo, że aż może­my nie pamię­tać i aku­rat tego rodza­ju nie­pa­mię­ci wsty­dzić się nie musi­my. Nie­ste­ty mało tego, że naród ów wykształ­ca i pie­lę­gnu­je w sobie inkli­na­cje ku roz­ma­itym odżyw­kom, podob­nie jak czy­ni to leni­wiec współ­cze­sny, to jesz­cze swą wiel­kość przy­ro­dzo­ną tra­ci, a choć­by roz­mia­ra­mi sło­nia dys­po­no­wał – trze­ba albo­wiem wie­dzieć, że plej­sto­ceń­skie leniw­ce, żyją­ce na zie­mi, osią­ga­ły postu­rę dzi­siej­sze­go sło­nia – w niczym mu roz­miar ów nie pomoże.

        Ale do rze­czy. Gdzieś tam, nie wie­dzieć dokład­nie gdzie, moim zda­niem w oko­li­cach bliż­szych dol­ne­mu odcin­ko­wi krę­go­słu­pa pana Inter­ne­ta, szwę­da się pewien ubło­co­ny tekst. Kil­ka led­wie aka­pi­tów, rodem z książ­ki Marian­ny Fijew­skiej, zaty­tu­ło­wa­nej: “Poli­cjant­ki. Kobie­ce obli­cze pol­skich służb”. Mówię o frag­men­cie prze­dru­ko­wa­nym nie­daw­no na łamach tygo­dni­ka “Prze­gląd”, a zaty­tu­ło­wa­nym: “Dez­u­be­ki­za­cja. Ope­ra­cja na otwar­tym ser­cu. Histo­ria prawdziwa”.

GUMA MILICYJNA

        Weź­my ten kawa­łek: “Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny orzekł wów­czas, że każ­dy funk­cjo­na­riusz orga­nów bez­pie­czeń­stwa Pol­ski Ludo­wej, któ­ry został zatrud­nio­ny w nowo two­rzo­nych służ­bach poli­cji bez­pie­czeń­stwa, ma w peł­ni gwa­ran­to­wa­ne rów­ne pra­wa z powo­ła­ny­mi do tych służb po raz pierw­szy od poło­wy 1990 r., w tym rów­ne pra­wa do korzy­sta­nia z uprzy­wi­le­jo­wa­nych zasad zaopa­trze­nia eme­ry­tal­ne­go” – dalej idą ślo­zy roz­ma­ite, kwi­le­nia okrop­ne i inne podob­ne szlo­cha­nia. Nie pole­cam. Idzie cały ów, dosko­na­le nam zna­ny, ento­ura­ge, upcha­ny mię­dzy zasmar­ka­ny­mi złą wolą okład­ka­mi tecz­ki odla­nej z mili­cyj­nej gumy: “Skrzyw­dzi­li mnie, a ja tyl­ko wyko­ny­wa­łam, czy tam ja tyl­ko wyko­ny­wa­łem, swo­ją pra­cę”. I dalej: “Wyso­kość śred­niej eme­ry­tu­ry funk­cjo­na­riu­sza po obniż­ce wynio­sła ok. 2,3 tys. zł, a śred­nia ren­ta resor­to­wa wyno­si­ła wów­czas ok. 2,5 tys. zł (eme­ry­tu­ra zwy­kłe­go Kowal­skie­go wyno­si­ła 1,6 tys., a ren­ta – 1,3 tys. zł)”… stop. Sil­ni­ki stop.

Zwróć­my uwa­gę na dwa sfor­mu­ło­wa­nia “wyso­kość śred­niej eme­ry­tu­ry funk­cjo­na­riu­sza po obniż­ce” oraz “śred­nia ren­ta resor­to­wa”, a następ­nie zauważ­my, co dokład­nie czy­ta­my, a co do oczu jakoś szcze­gól­nie się nam nie rzu­ca i co uję­to nawia­sem (że “zwy­kły Kowal­ski” w tym samym cza­sie otrzy­mu­je 1,6 tys. zł, a ewen­tu­al­nej ren­ty pobie­ra 1,3 tys. zł). Śred­nio, prze­pra­szam? Brut­to? Na rękę? Cze­mu pyta­nia te uwa­żam za istot­ne poznaw­czo? Pyta­nia, przez któ­re, że tak powiem: powin­ni­śmy prze­brnąć koniecz­nie, wpierw je sta­wia­jąc, a następ­nie szu­ka­jąc nań odpowiedzi?

BARYKADY DWIE

        “W tym samym cza­sie” to oko­li­ce roku 2009. Mówi Zakład Ubez­pie­czeń Spo­łecz­nych. Kto chce, ten usły­szy: “Prze­cięt­na mie­sięcz­na eme­ry­tu­ra i ren­ta (…) z poza­rol­ni­cze­go sys­te­mu ubez­pie­czeń spo­łecz­nych wynio­sła 1.542,63 zł, nato­miast wypła­co­na przez KRUS ukształ­to­wa­ła się na pozio­mie 911,04 zł”. Wypła­co­na, zatem śred­nia net­to. I dopie­ro dodaw­szy to uzu­peł­nie­nie, moż­na przy­to­czo­ne dane porów­ny­wać: tam eme­ryt “resor­to­wy” i 2,3 tys. po obniż­ce upo­sa­że­nia pod­kreśl­my, do tego licząc śred­nio, zaś po prze­ciw­nej stro­nie bary­ka­dy eme­ryt ska­za­ny na powszech­ny sys­tem “zaopa­trze­nia spo­łecz­ne­go” i pół­to­ra tysią­ca zło­tych (ren­ci­sta nie­ca­ły tysiąc). Jak żyć w takiej papryce?

        “Dwie stro­ny bary­ka­dy”, tak dokład­nie i moż­na obser­wo­wać je niczym kolej­ny “bój”, tu wyjąt­ko­wo w cudzy­sło­wie, mię­dzy któ­rymś tam poko­le­niem UB, a kolej­nym poko­le­niem AK i NSZ. Czy­li lata mija­ją, deka­dy lecą, a panie i pano­wie wciąż w komisjach.

        No dobrze. A jeśli nie wie­my, że kwe­stie o któ­rych wspo­mi­na­my są tak istot­ne? Te śred­nie brut­to, te nie śred­nie, wszyst­kie uśred­nio­ne net­to na rękę, nie­wi­docz­ne w kon­fron­ta­cji z “wyso­ko­ścią śred­niej eme­ry­tu­ry funk­cjo­na­riu­sza po obniż­ce” oraz “śred­nią ren­tą resor­to­wą”? Jeśli oko­ro­wa­no nas z pamię­ci, ze zdol­no­ści do myśle­nia, z umie­jęt­no­ści łącze­nia fak­tów i wycią­ga­nia wnio­sków? Wów­czas lepiej idź­my sobie do kina na film, na któ­rym jesz­cze nie byli­śmy, zamiast tra­cić czas na zaj­mo­wa­nie się aksjo­lo­gią. Postęp i nowo­cze­sność, owszem. Ale war­to­ści są pas­se, my mamy na podo­rę­dziu wła­snych bez liku, któ­ry­mi kar­mi­my elek­to­rat od lat. I choć­by­ście ich wcze­śniej nie kocha­li, zaraz je poko­cha­cie elek­to­ra­cie. Rym zamierzony.

TENDENCJE ROZWOJOWE

        Nie tak pręd­ko, zaraz rzek­nie mi ktoś, z tym kocha­niem. Daj­my na to Rosja­nie nie kocha­ją nas i poko­chać nie zechcą. Z wza­jem­no­ścią nota bene. Dla­cze­go nie? Cóż. Tyle dóbr przy­nie­śli nad Wisłę w pią­tej deka­dzie XX wie­ku, taki­mi obda­ro­wa­li suwe­ni­ra­mi, czy tam suwe­re­na­mi, że potem lata­mi cały­mi musie­li odbie­rać, co Pola­cy bez­czel­nie sobie przy­własz­czy­li. Nie war­to wspo­mi­nać o wykształ­co­nej nale­ży­cie, przy­szłej eli­cie Pol­ski ludo­wej, czy­li funk­cjo­na­riu­szach wwie­zio­nych nad Wisłę na pan­cer­zach T‑34. Czy tam o innych enka­wu­dzi­stach. A że jakaś kara za nie­wdzięcz­ność nale­ży się, więc być musi, ustrój nie ustrój, w ubie­gły pią­tek “ruskie” powy­sy­ła­li rakie­ty na linie zaopa­trze­nio­we, któ­ry­mi na Ukra­inę wędru­ją z Zacho­du kon­wo­je z bro­nią, amu­ni­cją, i z czym tam jeszcze.

        Do incy­den­tu doszło 15 kilo­me­trów od gra­ni­cy, nie­mniej “roz­wo­jo­we ten­den­cje” w tym zakre­sie zauwa­żyć daje się natych­miast. Wspie­ra­nie Ukra­iny tak bar­dzo nie podo­ba się Rosja­nom, że aż ryk lwa wyda­ły z sie­bie trze­wia mini­stra spraw zagra­nicz­nych Fede­ra­cji Rosyj­skiej. Ław­row Sier­giej (nazy­wa­ny w pew­nych krę­gach carem mniej­szym) ostrzegł świat: “Wszyst­kie trans­por­ty wywo­żą­ce do Ukra­iny broń sta­ną się celem Rosji”, ponie­waż Rosja: “Pro­wa­dzi ope­ra­cję, mają­cą na celu wyeli­mi­no­wa­nie wszel­kich zagro­żeń dla Fede­ra­cji Rosyj­skiej”. Z kolei pan Putin, czy tam pan car wła­ści­wy, powta­rzał wie­lo­krot­nie choć róż­ny­mi sło­wa­mi: sko­ro NATO rów­na się eks­pan­sjo­nizm, sko­ro ów eks­pan­sjo­nizm sta­no­wi zagro­że­nie śmier­tel­ne dla bytu Rosji, w takim razie jedy­ną meto­dą oca­le­nia Rosji jest to, co czy­nią Rosja­nie. Koniec i kropka.

IDZIE DYM

        Jak wie­my, a wie­my to wszy­scy, wyja­śnie­nia Puti­na wyda­ją się pokręt­niej­sze od ruchu świ­dra, drą­żą­ce­go pokła­dy szam­ba pod nie­gdy­siej­szą latry­ną Kata­rzy­ny Wiel­kiej. Nie­mniej, abs­tra­hu­jąc od war­to­ści poznaw­czej tego rodza­ju eks­pli­ka­cji, koniecz­nie war­to zauwa­żyć, że w cuch­ną­cych podob­nie oko­licz­no­ściach przy­ro­dy, jedy­ną sku­tecz­ną recep­tą pozwa­la­ją­cą okieł­znać impe­rial­ne ape­ty­ty Rosji, nie będzie w takim razie nic inne­go, jak “eks­pan­sjo­nizm NATO” właśnie.

I pro­szę, co się dzie­je. Oto­czo­na rada­ra­mi i bate­ria­mi rakiet “Patriot” sto­li­ca woje­wódz­twa pod­kar­pac­kie­go, mia­sto powia­to­we Rze­szów, prze­isto­czy­ło się w mig (sko­ja­rze­nie ze skrzy­dła­mi pra­wi­dło­we) w naj­więk­sze cen­trum logi­stycz­ne NATO na wschod­niej flan­ce Soju­szu. Wiel­ka Bry­ta­nia i Szwe­cja zde­cy­do­wa­ły udzie­lić sobie “wza­jem­nych gwa­ran­cji bez­pie­czeń­stwa”. Jak czy­ta­my w ujaw­nio­nym frag­men­cie doku­men­tu, jego sygna­ta­riu­sze zobo­wią­za­li się: “Wspie­rać wła­sne siły zbroj­ne, jeśli zosta­ną zaata­ko­wa­ne”. To samo doty­czy Fin­lan­dii. Minie cza­su mało-wie­le, czy tam zupeł­nie nie­wie­le, a zarów­no Szwe­cja jak Fin­lan­dia wej­dą do NATO for­mal­nie. Pod­su­mo­wu­jąc: bawił się pan car zapał­ka­mi i bied­ny żuczek nie zauwa­żył, jak spod car­skiej sem­pi­ter­ny zaczy­na się dymić.

        W mojej opi­nii, Rosja wciąż liczy na Niem­cy i Fran­cję. Nie bez­pod­staw­nie prze­cież. Pre­zy­dent Macron, uśmie­cha­jąc się wca­le nie pół­gęb­kiem, kolej­ny raz nie wyko­rzy­stał szan­sy, by sie­dzieć cicho. “Oddaj­cie Don­bas, porzuć­cie Krym, a będzie nie tyl­ko bar­dzo gites, lecz w ogó­le ten­te­ges bar­dzo będzie” – miał obie­cać pre­zy­den­to­wi Ukra­iny pre­zy­dent Francji.

PAJACE W CELOFANACH

        Patrząc ina­czej: oby­wa­te­le demo­kra­tycz­ne­go Zacho­du boją się cha­osu, nie rozu­mie­jąc, cze­go się boją. Rosja­nie boją się cha­osu, bo w cha­osie żyją. Tym­cza­sem Unia Euro­pej­ska, tu jako orga­ni­za­cja sku­pia­ją­ca urzęd­ni­ków, uda­je bez­rad­ność. Co nie­źle im wycho­dzi, swo­ją dro­gą. Ciast­ko mieć, zjadł­szy ciast­ko – oto unij­ny ide­ał. I tak od dwóch dekad. Czy tam trzech.

        Nie dzi­wo­ta. Brak jasno zde­fi­nio­wa­ne­go wspól­ne­go inte­re­su, skut­ku­je bra­kiem woli poli­tycz­nej do wpro­wa­dza­nia zmian. Czy tam wice ver­sa­ce: nie­do­sta­tek woli poli­tycz­nej wywo­łu­je nie­moż­li­wość zde­fi­nio­wa­nia wspól­ne­go inte­re­su, co dla wpro­wa­dze­nia jakich­kol­wiek zmian ma zna­cze­nie pierw­szo­rzęd­ne. Efekt? Euro­pą rzą­dzą Niem­cy, tym i tam­tym pozwa­la­jąc przy­pusz­czać, że w rzą­dze­niu Euro­pą współ­uczest­ni­czą – a zawsze tym pozwa­la­ją, co trze­ba. Komi­sji Euro­pej­skiej, daj­my na to. Bo skąd te pomy­sły kró­lo­wej Urszu­li na “zasa­dę jed­no­myśl­no­ści” w kwe­stiach zwią­za­nych ze zdro­wiem czy obronnością?

        Ale zaku­sy Ber­li­na, poprze­bie­ra­ne póki co w bruk­sel­skie celo­fa­ny “jed­no­ści w róż­no­rod­no­ści”, omó­wi­my sobie przy innej oka­zji. W tym miej­scu poru­szyć chcę temat sank­cji nakła­da­nych na Rosję przez Komi­sję Euro­pej­ską, a to w kon­tek­ście paja­co­wa­nia samej Komi­sji. Bru­tal­niej rzecz ujmu­jąc: na tle wkła­da­nia Komi­sji Euro­pej­skiej wła­snych pal­ców, we wła­sne otwo­ry, w swo­ich wła­snych młyn­kach roz­drab­nia­ją­cych ich wła­sne reszt­ki pokarmowe.

NIE BĘDĄ INNI

        Oto w minio­ny pią­tek wie­czo­rem (co samo w sobie nale­ży uznać za nie­by­wa­le) odby­ło się w Bruk­se­li zamknię­te spo­tka­nie człon­ków KE oraz unij­nych dyplo­ma­tów, na któ­rym unij­na kró­lo­wa Komi­sji przed­sta­wi­ła meto­dy obcho­dze­nia sank­cji nało­żo­nych przez jej Komi­sję. Trud­no w to uwie­rzyć, ale bruk­sel­scy urzęd­ni­cy są wła­śnie tacy. Co nale­ży dodać: i już nie będą inni.

        Kil­ka zdań przy­po­mnie­nia. Otóż w dru­giej poło­wie kwiet­nia Wła­di­mir Wła­dy­mi­ro­wicz wydał roz­po­rzą­dze­nie (dekret), żąda­jąc w nim, by kra­je unij­ne od maja roz­li­cza­ły zaku­py rosyj­skich surow­ców ener­ge­tycz­nych w walu­cie rosyj­skiej. Na co dość ener­gicz­nie zare­ago­wa­ła sze­fo­wa Komi­sji Euro­pej­skiej, wska­zu­jąc, że opła­ty w rublach, o ile nie były prze­wi­dzia­ne w kon­trak­tach, będą naru­sze­niem sank­cji nało­żo­nych przez Unię w związ­ku z woj­ną na Ukra­inie. Ale na piąt­ko­wym spo­tka­niu ta sama Ursu­la von der Ley­en przed­sta­wi­ła w imie­niu Komi­sji dia­me­tral­nie odmien­ne stanowisko.

        Ina­czej: pła­cić w rublach za gaz, za ropę, za węgiel? KE była naprze­ciw, poszła jed­nak po rozum do gło­wy, wró­ci­ła z niczym i teraz naprze­ciw nie ma już nic. To zna­czy była naprze­ciw, teraz pod­po­wia­da­jąc, słu­chaj­cie, słu­chaj­cie, jak robić i czym w któ­rą stro­nę krę­cić, żeby odtąd było nie naprze­ciw, lecz wła­ści­wie. Tak jak nale­ży. W tym samym kie­run­ku. Powtó­rzę: wpierw Komi­sja Euro­pej­ska poin­for­mo­wa­ła pań­stwa człon­kow­skie, że pła­ce­nie w rublach Rosji będzie łama­niem pra­wa, by dwa czy trzy tygo­dnie póź­niej poin­stru­ować te same pań­stwa, w jaki spo­sób wspo­mnia­ne pra­wo moż­na sku­tecz­nie obejść. Gdzie jesteś, kur­ty­no? Opad­nij, prosimy.

***

        I jesz­cze puen­ta. Pro­szę bar­dzo: gene­rał Wal­de­mar Skrzyp­czak nie oglą­dał moskiew­skiej “para­dy zwy­cię­stwa”, ponie­waż, tak powie­dział, nie lubi pogrze­bów. Reto­rycz­nie cel­ne, nija­kie mery­to­rycz­nie. Bo jeśli to nie był pogrzeb? Źle spóź­nić się na fune­ral­ną cere­mo­nię w oko­licz­no­ściach impe­rial­nych, ale obwie­ścić śmierć impe­rium nazbyt wcze­śnie jesz­cze gorzej.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z auto­rem: widnokregi@op.pl