Każ­dy, kto sie­dział w wię­zie­niu wie, że osa­dzo­ny pod celą dłu­go miej­sca nie zagrze­wa; każ­dy kto był pobo­ro­wym w peere­low­skim woj­sku wie, że służ­bę peł­ni­ło się z dala od rodzin­nej miej­sco­wo­ści, ci z Pod­ha­la na Pomo­rzu i vice ver­sa. Kra­je tota­li­tar­ne — by przy­spie­szyć prze­mia­ny spo­łecz­ne — na maso­wą ska­lę sto­so­wa­ły depor­ta­cje, grup zawo­do­wych, etnicz­nych etc. Rów­nież komu­ni­stycz­na Pol­ska odwo­ła­ła się do tego w akcji „Wisła” sku­tecz­nie likwi­du­jąc opór ukra­iń­skich nacjo­na­li­stów poprzez wysie­dle­nia sprzy­ja­ją­cej im lud­no­ści. Mie­sza­nie ludź­mi to stan­dar­do­wa meto­da zmia­ny i spo­łecz­ne­go wyko­rze­nie­nia. Jeśli ktoś tego nie zauwa­ża to nie jest spostrzegawczy.

        Nie­ste­ty w dzi­siej­szych cza­sach spo­strze­gaw­czość nie ma dobrej pra­sy i czę­sto okle­ja­na jest nie­mi­ły­mi epi­te­ta­mi w rodza­ju „rasizm”, „anty­se­mi­ty­zmu”, „homo­fo­bia” „trans­fo­bia” czy nawet „nazizm”. I to mimo tego, że coraz mniej ludzi rozu­mie o co w tych poję­ciach cho­dzi; zna­czą „tego nie dotykaj”.

        Ostat­nio, za jed­ną z głów­nych teo­rii spi­sko­wych tzw. bia­łe­go supre­ma­si­zmu uzna­no prze­ko­na­nie o „pod­mia­nie spo­łecz­nej”; że imi­gra­cja słu­ży rzą­dzą­cej kli­ce do roz­wod­nie­nia tra­dy­cyj­nych insty­tu­cji kana­dyj­skie­go pań­stwa i zastą­pie­niu uro­dzo­nej tu lud­no­ści, lud­no­ścią napływową.

        Stąd maso­wa nie­kon­tro­lo­wa­na imi­gra­cja i otwar­cie gra­ni­cy przy Oxfam Rd, przez któ­re to „nie­le­gal­ne” przej­ście każ­dy może do Kana­dy przy­je­chać i co naj­mniej kil­ka lat pomiesz­kać. Prze­do­sta­je­my się z Mek­sy­ku do USA i łapie­my sto­pa 🙂 na pół­noc — prze­cho­dzi­my do Kana­dy, gdzie mamy dar­mo­wą opie­kę lekar­ską i inne socjal­ne przyjemności.

        Powiem szcze­rze, że pró­bu­jąc reali­zo­wać rewo­lu­cyj­ne cele sta­rał­bym się mieszać.

        Brak kohe­zji, ato­mi­za­cja, oddzie­le­nie od wpły­wów rodzin­ne­go domu, rodzi­ny, połą­czo­ne z inten­syw­nym indok­try­no­wa­niem dzie­ci i mło­dzie­ży z pew­no­ścią poma­ga­ją ukształ­to­wać czło­wie­ka nowych cza­sów,  przy­spie­sza­ją pro­ces spo­łecz­nej reedukacji.

        Nowi imi­gran­ci sta­no­wią żyzną gle­bę poli­tycz­ną — reagu­ją na pro­ste obiet­ni­ce i postu­la­ty — pomoc socjal­ną, moż­li­wość spro­wa­dze­nia ziom­ków etc. Dzię­ki temu ich gło­sy rów­nież przy­czy­nia­ją się do prze­pro­wa­dza­nia spo­łecz­nej prze­bu­do­wy. Na doda­tek, zazwy­czaj są zget­to­izo­wa­ni i moż­na na nich łatwo oddzia­ły­wać, cho­ciaż­by przez przy­wód­ców religijnych.

        Z oka­zji tych korzy­sta­ją poli­tycz­ni  magi­cy nie tyl­ko w Kana­dzie, ale też w USA, gdzie demo­kra­ci prze­wo­żą auto­bu­sa­mi nowych azy­lan­tów do okrę­gów, gdzie w przy­szło­ści mają nadzie­ję na roz­wod­nie­nie repu­bli­kań­skie­go elektoratu.

        Co w tym dziwnego?

        Nic. To są fak­ty. Demo­gra­fia to pod­sta­wa, i jeśli chce­my zmie­nić nasta­wie­nie spo­łecz­ne do wie­lu spraw, to wia­do­mo jakie zmia­ny demo­gra­ficz­ne temu służą.

        Ide­olo­gia glo­ba­li­zmu zakła­da, że wszę­dzie będzie — jeśli nie tak samo — to przy­naj­mniej podob­nie, zaś wymie­sza­ni ludzie będą się róż­nić jedy­nie „mery­to­rycz­nie”; zawo­do­wo i zna­cze­niem spo­łecz­nym; toż­sa­mość reli­gij­na i etnicz­na ma mieć zni­ko­me zna­cze­nie i zostać sfolkloryzowana…

        Ide­olo­gia glo­ba­li­stycz­na zakła­da, że w świe­cie wypra­nym z sil­nych uczuć reli­gij­nych i naro­do­wych łatwo będzie uzy­skać sta­bi­li­za­cję oraz „zrów­no­wa­żo­ny roz­wój”, że łatwo będzie sku­tecz­nie kształ­to­wać pożą­da­ne zachowania.

        Migra­cja i mie­sza­nie ludzi dzia­ła rów­nież jako pas trans­mi­syj­ny indok­try­na­cji, jakiej pod­da­wa­ni są migran­ci w pań­stwach, w któ­rych się osie­dla­ją do państw, z któ­rych pochodzą.

        Nie bój­my się epi­te­tów, na zim­no i roz­sąd­nie ana­li­zuj­my mecha­ni­zmy zmian jakim jeste­śmy pod­da­wa­ni. Po to, by móc dzia­łać w świe­cie musi­my wie­dzieć jaka jest sytu­acja. Moż­na wysu­nąć hipo­te­zę, że obec­na ofi­cjal­na wal­ka z dez­in­for­ma­cją, dyk­ta­tu­ra infor­ma­cyj­na pań­stwa, kor­po­ra­cji big tech i mediów głów­ne­go nur­tu ma na celu pozba­wie­nie nas wie­dzy pozwa­la­ją­cej sku­tecz­nie działać.

        I znów, nie ma w tym nic dziw­ne­go. Każ­dy z nas posta­wio­ny przed zada­nia­mi, przed któ­ry­mi sto­ją glo­ba­li­ści, dążył­by do uzy­ska­nia takiej  kontroli.

        Po to, by świat rozu­mieć musi­my wyjść poza narzu­ca­ne ste­reo­ty­py, musi­my nie prze­sta­wać zada­wać pytań, uczyć się, porów­ny­wać i samo­dziel­nie wycią­gać wnio­ski; sło­wem, myśleć. Praw­da nie jest dzi­siaj jakoś szcze­gól­nie zakry­ta, jest po pro­stu tak usta­wio­na, aby nie zawsze znaj­do­wa­ła się w głów­nym nur­cie nar­ra­cji — oczy­wi­ście, gdy prze­szka­dza uzy­ska­niu zakła­da­nych celów.

        No i spra­wa pod­sta­wo­wa: nie daj­my się zato­mi­zo­wać, twórz­my lokal­ne spo­łecz­no­ści, pie­lę­gnuj­my związ­ki mię­dzy­ludz­kie, krąg zna­jo­mych, rodzi­ny, wymie­niaj­my się infor­ma­cja­mi, opi­nia­mi i otwar­cie gło­śmy wła­sne poglą­dy — nawet za cenę epitetów.

        Moż­na się do nich przyzwyczaić.

Andrzej Kumor