2‑go Lip­ca. Uro­czy­stość Nawie­dze­nia Naj­święt­szej Maryi Panny

(Zaszło w roku poprze­dza­ją­cym przyj­ście Pana Jezusa).

        Gdy Archa­nioł Gabry­el Naj­święt­szej Maryi Pan­nie obwie­ścił tajem­ni­cę, iż Syn Boży ma się stać czło­wie­kiem, oświad­czył Jej zara­zem, że ciot­ka Jej Elż­bie­ta mimo pode­szłe­go wie­ku rów­nież ma zostać mat­ką. Wia­do­mość ta spo­wo­do­wa­ła Naj­święt­szą Pan­nę do odwie­dze­nia krew­nej, zamiesz­ka­łej o trzy dni dro­gi w mia­stecz­ku Hebron. Zamia­rem prze­czy­stej Dzie­wi­cy było powin­szo­wać Elż­bie­cie rado­sne­go wypad­ku, pospo­łu z nią sła­wić wszech­moc i łaskę Boga i nieść jej pomoc, gdy­by jej mia­ła zapo­trze­bo­wać. Przed zamie­rzo­ną podró­żą nic Maryi powstrzy­mać nie zdo­ła­ło, ani odda­le­nie, ani też utru­dze­nie. Świę­ta Dzie­wi­ca przy­by­ła do domu Zacha­ra­szo­we­go, pozdro­wi­ła poboż­ną ciot­kę, któ­ra, natchnio­na Duchem św. w ten spo­sób się ode­zwa­ła: „Bło­go­sła­wio­naś Ty mię­dzy nie­wia­sta­mi i bło­go­sła­wion owoc żywo­ta Twe­go. Skąd przy­cho­dzę do tego szczę­ścia, iż Mat­ka Pana mego do mnie zawi­tać raczy? Bło­go­sła­wio­naś, ponie­waż uwie­rzy­łaś; gdyż co ci Pan obja­wił, to się spełni.“

reklama

Nawie­dze­nie naj­święt­szej Maryi Panny.

         Uta­jo­ną rado­ścią napeł­nio­na, mil­czy Marya, aż wresz­cie nie może poha­mo­wać uczu­cia Swe­go. Jako słu­żeb­ni­ca nie życzy dla sie­bie ni chwa­ły, ni czci; cała cześć i chwa­ła nale­ży się Jej Panu, tj. Bogu. Pokor­na i rado­ścią prze­ję­ta Dzie­wi­ca into­nu­je wspa­nia­ły Hymn, zna­ny pod nazwą: „Magni­fi­kat“: „Wiel­bij duszo Moja Pana, i roz­ra­do­wał się duch Mój w Bogu, Zba­wi­cie­lu Moim, iż wej­rzał na niz­kość słu­żeb­ni­cy Swo­jej! oto bowiem odtąd bło­go­sła­wio­ną Mię nazy­wać będą wszyst­kie narody.“

        Ale świę­ta Pan­na nie poprze­sta­ła na owych sło­wach. Pra­gnąc być pokor­ną i niz­ką słu­żeb­ni­cą, pozo­sta­ła przez trzy mie­sią­ce u ciot­ki i peł­ni­ła u niej posłu­gi. Z tych poboż­nych słów dwóch świę­tych, ubło­go­sła­wio­nych Nie­wiast, z któ­rych jed­na nosi­ła w żywo­cie swym Jana Chrzci­cie­la, dru­ga mia­ła pod ser­cem same­go Zba­wi­cie­la, łatwo się domy­śli­my, jakie były dal­sze ich roz­mo­wy, jakie pyta­nia i odpo­wie­dzi. Dzie­wi­ca świę­ta, któ­ra dotąd nic nie wspo­mnia­ła o nowi­nie zwia­sto­wa­nia Jej przez Anio­ła i o wynie­sie­niu na wyso­kie dosto­jeń­stwo Mat­ki Bożej, rado­wa­ła się, że może się z ciot­ką podzie­lić świę­tą Tajem­ni­cą, i że może Elż­bie­cie świad­czyć przy­słu­gi nie­zbęd­ne w jej obec­nem poło­że­niu. Gdy się zaś dzień naro­dzin Jana świę­te­go zbli­żać począł, Mat­ka Boża wró­ci­ła do Naza­re­tu i dała tem dowód skrom­no­ści panień­skiej, tak jak poprzed­nio odwie­dzi­na­mi oka­za­ła rze­tel­ne przy­wią­za­nie i szcze­rą przyjaźń.

Nauka moral­na.

 Wypa­dek powy­żej opi­sa­ny niech nam posłu­ży za naukę, jak i kogo mamy odwie­dzać, aże­by­śmy wraz z bliź­ni­mi odnie­śli korzyść z odwie­dzin i ustrze­gli się grzechu.

        Nasam­przód bacz­my na to, aby powód i cel naszych odwie­dzin był dobrym i godzi­wym. Kto odwie­dza innych dla zabi­cia cza­su albo z leni­stwa, kto narzu­ca się zna­jo­mym, aby czas trwo­nić na czczych gada­ni­nach, plot­kach, obmo­wie i czer­nie­niu bliź­nich, ten grze­szy i szko­dę pono­si na duszy. Jak Naj­święt­sza Pan­na, odwie­dza­jąc świę­tą Elż­bie­tę, mia­ła tyl­ko na celu oka­za­nie ciot­ce przy­wią­za­nia i współ­czu­cia, tak i nasz cel w podob­nych przy­pad­kach powi­nien być godzi­wym i moral­nym, bądź, że pra­gnie­my zadość uczy­nić wyma­ga­niom grzecz­no­ści, bądź, że powo­du­je nami chęć wyświad­cze­nia przy­słu­gi, bądź, że trze­ba nam wytchnie­nia i wypo­czyn­ku. Przy odwie­dzi­nach uwa­żaj­my więc na to, aże­by­śmy przy powro­cie nie dozna­wa­li wyrzu­tów sumie­nia, lecz aby­śmy sobie rze­tel­ne oddać mogli świa­dec­two, że przy­nie­śli­śmy korzyść i innym i sobie samym.

Modli­twa.

 Świę­ty Alfons nastę­pu­ją­cą z tego powo­du odma­wiał modlitwę:

 „O Kró­lo­wo moja! Z jaką skwa­pli­wo­ścią śpie­szy­łaś się odwie­dzić rodzi­nę świę­tej Elż­bie­ty! Racz, Dzie­wi­co świę­ta, odwie­dzić i ubo­żuch­ne miesz­ka­nie duszy mojej. Pokwap się, Maryo, gdyż widzisz, jak bied­ny jestem, ile złe­go mi gro­zi i wie­dzie mnie do zgu­by wiecz­nej. Odwie­dzaj mnie jak naj­czę­ściej w życiu, ale bądź nade­wszyst­ko przy mnie w godzi­nę śmier­ci, gdyż wte­dy Twa pomoc naj­po­żą­dań­szą mi będzie. Nie jestem godzien, abyś mnie tu na tej zie­mi widocz­ną Twą obec­no­ścią roz­ra­do­wa­ła, jak to uczy­ni­łaś tylu Swym wiel­bi­cie­lom; poprze­sta­nę prze­to na tem, iż Cię ujrzę w Twem Kró­le­stwie, w Nie­bie­siech, gdzie Cię pra­gnę i uczcić i dzię­ki Ci zło­żyć za wszyst­ko dobre, coś mi wyświad­czy­ła. Zado­wo­lo­ny będę, jeśli mi nie odmó­wisz Swe­go zmi­ło­wa­nia; teraz zaś zechciej się za mną wsta­wiać do Pana nad pany. Módl się prze­to za mną, Maryo, i pole­caj mnie Synacz­ko­wi Swe­mu. Amen.

        Oprócz tego obcho­dzi Kościół świę­ty pamiąt­kę nastę­pu­ją­cych Świę­tych Pań­skich, zamiesz­czo­nych w rzym­skiem martyrologium:

 Dnia 2‑go lip­ca Nawie­dze­nie Naj­święt­szej Maryi Pan­ny u Elż­bie­ty. — W Rzy­mie przy Via Aure­lia śmierć męczeń­ska św. Pro­ces­sa i Mar­ty­nia­na; przez św. Apo­sto­ła Pio­tra chrzce­ni w wię­zie­niu mamer­tyń­skiem, a pod Nero­nem policz­ko­wa­ni, tor­tu­ro­wa­ni, biczo­wa­ni, drę­cze­ni kij­mi, ogniem i obcę­ga­mi, wkoń­cu ścię­ci dostą­pi­li koro­ny męczeń­skiej. — Rów­nież w Rzy­mie śmierć męczeń­ska 3 św. Żoł­nie­rzy, któ­rzy przy ścię­ciu św. Apo­sto­ła Paw­ła nawró­ci­li się i z nim razem dostą­pi­li chwa­ły wiecz­nej. — Tegoż dnia męczeń­stwo świę­tych Ary­sto­na, Kre­scen­cy­ana, Euty­chia­na, Urba­na, Wita­li­sa, Justu­sa, Feli­cis­si­ma, Felik­sa, Mar­cyi i Sym­fo­ro­zy, któ­rzy zdo­by­li sobie pal­mę zwy­cię­stwa w Kam­pa­nii pod­czas prze­śla­do­wa­nia dyokle­cy­ań­skie­go. — W Win­ton w Anglii uro­czy­stość św. Swi­tu­na, Bisku­pa, o któ­re­go świę­to­ści cuda świad­czy­ły. — W Bam­ber­dze uro­czy­stość św. Otto­na, Bisku­pa, któ­ry pomo­rza­nom zwia­sto­wał Ewan­ge­lię i ich nawró­cił. — W Tours pocho­wa­nie świę­tej Mone­gun­dy, Zakonnicy.

za Żywo­ty Świętych

według redak­cji Pio­tra Skargi