Agniesz­ka Piwar: W lip­cu wspo­mi­na­my rocz­ni­cę męczeń­skiej śmier­ci Miko­ła­ja II Roma­no­wa. Jakie kon­se­kwen­cje wyni­kły z zamor­do­wa­nia Cara Rosji?

Pro­to­sin­gel Hiob (Kady­ło) – Tak, w nocy z 16 na 17 lip­ca mija­ją już 104 lata od tego strasz­ne­go wyda­rze­nia, któ­re zmie­ni­ło histo­rię Rosji i histo­rię całe­go świa­ta. I cho­ciaż jest to ono klu­czo­we dla zro­zu­mie­nia tego, co się dzia­ło przez ostat­nie 100 lat w Rosji, nadal nie docze­ka­ło się peł­ne­go zgłę­bie­nia i zro­zu­mie­nia, nie tyl­ko na świe­cie, ale rów­nież w samej Rosji.

        Oczy­wi­ście wie­le napi­sa­no o poli­tycz­nej, czy histo­rycz­nej stro­nie śmier­ci Św. Rodzi­ny Car­skiej, w zasa­dzie odtwo­rzo­no oko­licz­no­ści śmier­ci Św. Męczen­ni­ków. Bez żad­nej wąt­pli­wo­ści zna­ne są fak­ty, któ­re rzu­ca­ją świa­tło na to strasz­ne zabój­stwo, zna­ny jest skład oso­bo­wy opraw­ców, ich nazwi­ska, jak na przy­kład nazwi­sko dowo­dzą­ce­go egze­ku­cją Jan­kie­la Jurow­skie­go, Szai Gołosz­czo­ki­na, któ­ry dowo­dził pale­niem ciał Męczen­ni­ków i Jako­wa Swier­dło­wa, któ­ry w dość tajem­ni­czych oko­licz­no­ściach orga­ni­zo­wał całe mor­der­stwo, zna­ne są napi­sy, pozo­sta­wio­ne przez opraw­ców na ścia­nach piw­ni­cy i wyja­śnio­na zosta­ła ich treść.

reklama

        To, i wszyst­kie inne oko­licz­no­ści pozwa­la­ją zro­zu­mieć, co się wte­dy sta­ło. Zro­zu­mieć nie tyl­ko na płasz­czyź­nie histo­rycz­nej, czy poli­tycz­nej – to nie jest bar­dzo trud­ne – ale na płasz­czyź­nie ducho­wej. Jak powie­dzia­łem, jest to wyda­rze­nie klu­czo­we w naj­now­szych dzie­jach histo­rii Rosji i histo­rii świa­ta. Histo­rii świa­ta – gdyż został zamor­do­wa­ny ostat­ni wład­ca chrze­ści­jań­ski, posia­da­ją­cy real­ną wła­dzę w swo­ich rękach, któ­rą spra­wo­wał z Bożej łaski, z cer­kiew­nym, Bożym namasz­cze­niem, nie zwy­kły pre­zy­dent czy kon­sty­tu­cyj­ny król, ale wład­ca abso­lut­ny pobło­go­sła­wio­ny przez Boga i Jego mocą spra­wu­ją­cy swo­je rzą­dy. Histo­rii zaś Rosji – gdyż do momen­tu mor­der­stwa na Poma­zan­ni­ku Bożym moż­na mówić jesz­cze o Rosji, już obję­tej parok­sy­zmem rewo­lu­cji, bol­sze­wi­zu­ją­cej się, ale Rosji; zaś pod mor­der­stwie Św. Rodzi­ny Car­skiej moż­na mówić już tyl­ko o Sowie­cji, rosyj­sko­ję­zycz­nej, ale bol­sze­wic­kiej i bluźnierczej.

        Co praw­da zewnętrz­na for­ma, by tak rzec – cia­ło impe­rium ze sto­li­cą w Moskwie nie­wie­le się zmie­ni­ło, ale zmie­ni­ła się, i to cał­ko­wi­cie, jego treść spo­łecz­na i ducho­wa. Rosja cara Miko­ła­ja (ze wszyst­ki­mi ludz­ki­mi sła­bo­ścia­mi) była kra­jem chrze­ści­jań­skim pra­wo­sław­nym, z cer­kwią pań­stwo­wą, z ofi­cjal­nym pań­stwo­wym kul­tem Świę­tej Trój­cy, Naj­święt­szej Bogu­ro­dzi­cy i Świę­tych, któ­rym cześć odda­wał cesarz – ojciec naro­du wie­rzą­ce­go, zaś Sowie­cja – sta­ła się zbrod­ni­czym, demo­nicz­nym impe­rium, któ­re w pierw­szym rzę­dzie wymor­do­wa­ło rosyj­skie chrze­ści­jań­skie, pra­wo­sław­ne eli­ty – tysią­ce bisku­pów, kapła­nów i mni­chów, zaś po wymor­do­wa­niu milio­nów Rosjan, Ukra­iń­ców i Bia­ło­ru­si­nów zaczę­ła mor­do­wać i ter­ro­ry­zo­wać oko­licz­ne naro­dy, w tym rów­nież Polaków.

Dla­te­go tych dwóch orga­ni­zmów – Rosji i Sowie­cji, mimo iż zaj­mo­wa­ły to samo tery­to­rium nie wol­no mie­szać ze sobą. Z ducho­we­go punk­tu widze­nia to są dwa róż­ne, cał­ko­wi­cie prze­ciw­staw­ne porząd­ki. Mie­sza­nie ich, nagmin­nie dzi­siaj prak­ty­ko­wa­ne w Pol­sce (przez tych, chcą udo­wad­niać, że „Rosja zawsze była zła”) i w dzi­siej­szej Rosji (przez tych, chcą udo­wad­niać, że „Sowie­ty nie były złe, w głę­bi ser­ca to była nasza sta­ra Ruś”) – z ducho­we­go punk­tu widze­nia jest nie­praw­dą i fał­szem. Te dwa porząd­ki roz­dzie­la cał­ko­wi­cie i zupeł­nie męczeń­stwo Cara Miko­ła­ja II i jego Rodziny.

        Bez­po­śred­nią kon­se­kwen­cją abdy­ka­cji i męczeń­stwa Cara Miko­ła­ja były oce­any krwi, któ­re zala­ły zie­mię rosyj­ską i oko­licz­ne zie­mie. Dla pro­ste­go naro­du rosyj­skie­go, któ­ry, jak każ­dy pro­sty naród, nie myślał dogma­tycz­nie, ale prze­ży­wał rze­czy­wi­stość emo­cjo­nal­nie, car był bez­po­śred­nim repre­zen­tan­tem, jak­by wcie­le­niem (nie w sen­sie dogma­tycz­nym, a sym­bo­licz­nym) Boga na zie­mi. Miłość do nie­go pły­nę­ła z ludo­wej miło­ści do Boga; zaufa­nie – z zaufa­nia, któ­re lud zawsze ma wobec Boga; wia­ra w jego potę­gę – z wia­ry we wszech­moc Boga.

        Gdy zewnętrz­ne wobec Rosji moce ducho­we i poli­tycz­ne, posłu­gu­jąc się naiw­no­ścią ludu i zepsu­ciem rosyj­skich elit zdo­ła­ły naj­pierw dopro­wa­dzić do abdy­ka­cji cara, a potem go zamor­do­wać – dla ludu był to szok. Pro­ści ludzie nie byli w sta­nie dogłęb­nie zana­li­zo­wać tego, co się sta­ło, tym bar­dziej, że znaj­do­wa­li się pod pre­sją pro­pa­gan­dy, w warun­kach ter­ro­ru i woj­ny domo­wej. Dla­te­go dla wie­lu pro­stych ludzi śmierć cara, śmierć męczeń­ska bisku­pów i kapła­nów, któ­rych kocha­li, któ­rym ufa­li i któ­rym wie­rzy­li – była jak śmierć Boga. Lub jak dowód na to, że Go nie ma.

        Od tego momen­tu zaczę­ły się reali­zo­wać w Rosji sło­wa Dosto­jew­skie­go – „jeśli Boga nie ma, wszyst­ko wol­no”. Popły­nę­ła krew i to w tak strasz­ny spo­sób, że my w Pol­sce i w dzi­siej­szych cza­sach nie jeste­śmy sobie w sta­nie tego wyobra­zić. Pisze o tym na przy­kład w swo­ich wspo­mnie­niach ksią­żę Żewa­chow, w cza­sach car­skich wice­pro­ku­ra­tor Świę­te­go Syno­du. Opi­sów zbrod­ni bol­sze­wic­kich, na przy­kład w Kijo­wie – gdzie roz­bi­ja­no gło­wy ofiar mło­ta­mi, wycią­ga­no mózgi i skła­do­wa­no je pod pod­ło­gą w sie­dzi­bie CzK, albo w Ode­ssie, gdzie żywych ludzi powo­li wkła­da­no do roz­pa­lo­ne­go pie­ca, począw­szy od nóg, by mogli poczuć przed śmier­cią zapach palo­ne­go swo­je­go cia­ła – czy w wie­lu innych miej­scach, gdzie z naj­więk­szą wymyśl­no­ścią, bar­dzo powo­li, nabi­ja­no mni­chów na pal, czy żyw­cem wycią­ga­no ludziom żyły patrząc im z sady­stycz­ną rado­ścią w oczy – a jest to tyl­ko nie­wiel­ka część tych opi­sów – po pro­stu nie da się czytać.

        W swo­im pla­no­wym i sady­stycz­nym wynisz­cza­niu naro­du rosyj­skie­go bol­sze­wi­cy osią­gnę­li naj­bar­dziej prze­pa­ści­ste głę­bie demo­nicz­no­ści. I, jak pisze ksią­żę Żewa­chow, więk­szość nazwisk komi­sa­rzy dowo­dzą­cych ter­ro­rem, nie była rosyj­ska. Lenin, któ­ry prze­cież sam rów­nież miał nie­ro­syj­skie pocho­dze­nie, powie­dział: „niech zgi­nie nawet 90% naro­du rosyj­skie­go, byle­by w momen­cie rewo­lu­cji świa­to­wej zosta­ło przy­naj­mniej 10%”.

- Miko­łaj II jest świę­tym Cer­kwi Pra­wo­sław­nej. Co było prze­słan­ką do kanonizacji?

– Św. Męczen­nik Car Miko­łaj i jego Rodzi­na byli kano­ni­zo­wa­ni dwu, a nawet trzy­krot­nie. Naj­pierw nie­ofi­cjal­nie przez Cer­kiew serb­ską w 1938 roku, za przy­czy­ną wiel­kie­go świę­te­go naszych cza­sów, św. Miko­ła­ja Serb­skie­go (Veli­mi­ro­vi­cia) potem zaś już na począt­ku lat 80-tych zeszłe­go stu­le­cia przez rosyj­ską Cer­kiew Zagra­nicz­ną. Była to cer­kiew, któ­ra powsta­ła na emi­gra­cji, w Srem­skich Kar­lo­vcach w Ser­bii, gdzie zebra­li się bisku­pi, któ­rzy ucie­kli przed bol­sze­wic­ki­mi prze­śla­do­wa­nia­mi za gra­ni­cę. Była to cer­kiew anty­mo­der­ni­stycz­na i pryn­cy­pial­nie anty­ko­mu­ni­stycz­na. Car Miko­łaj został przez nią kano­ni­zo­wa­ny za swo­ją męczeń­ską śmierć za Chry­stu­sa, na któ­rą jako poma­zan­nik Boży szedł świa­do­mie i przy­niósł jako ofia­rę za swój wpa­da­ją­cy w otchłań apo­sta­zji i bez­boż­nic­twa naród. W dzien­ni­kach cara Miko­ła­ja jest zapis: „jeśli koniecz­na jest ofia­ra za ratu­nek Rosji, ja będę tą ofiarą”.

        Jesz­cze raz car Miko­łaj był kano­ni­zo­wa­ny przez Patriar­chat Moskiew­ski w 2000 roku. Cer­kiew Zagra­nicz­na i Patriar­chat Moskiew­ski nie znaj­do­wa­ły się wte­dy w łącz­no­ści kano­nicz­nej, jako hie­rar­chie repre­zen­tu­ją­ce zasad­ni­czo dwie róż­ne orien­ta­cje pore­wo­lu­cyj­ne – z jed­nej stro­ny anty­ko­mu­ni­stycz­no-anty­mo­der­ni­stycz­ną (dzi­siaj powie­dzie­li­by­śmy – anty­glo­ba­li­stycz­ną) i z dru­giej moder­ni­stycz­ną, loja­li­stycz­ną wobec Sowie­cji, tak zwa­ną ser­giań­ską (od metro­po­li­ty Ser­giu­sza Stra­go­rod­skie­go któ­ry w 1927 roku pod­jął otwar­tą i ofi­cjal­ną współ­pra­cę z wła­dzą bolszewicką).

        Powtór­na kano­ni­za­cja, to jest kano­ni­za­cja w Patriar­cha­cie Moskiew­skim, nie odby­ła się bez gło­sów sprze­ci­wu, nawet ze stro­ny bisku­pów. Nie­ste­ty, Sowie­ci swo­ją pro­pa­gan­dą tak dale­ce splu­ga­wi­li oso­bę Św. Męczen­ni­ka w oczach ludzi sowiec­kich, że ule­ga­li temu rów­nież nie­któ­rzy duchow­ni. Jed­nak cuda, któ­re się dzia­ły w Rosji na sku­tek modlitw do Śww. Męczen­ni­ków, miro­to­czy­we iko­ny i obja­wie­nia, były nie­pod­wa­żal­ne i nikt nie mógł się im sku­tecz­nie sprze­ci­wić. Ale Patriar­chat Moskiew­ski nie kano­ni­zo­wał Św. Rodzi­ny Car­skiej jako męczen­ni­ków, nie uznał ich śmier­ci za śmierć za Chry­stu­sa, a jako „stra­sto­tierp­ców” (w pol­skim dość nie­zgrab­nym tłu­ma­cze­niu jako „cier­pięt­ni­ków”), czy­li kogoś, kto przez całe życie niósł poboż­nie wszel­kie­go rodza­ju cier­pie­nia, ale nie zgi­nął śmier­cią męczeń­ską za Chrystusa.

        Mimo to lud jed­nak naj­czę­ściej nazy­wa świę­tych męczen­ni­ka­mi, bo nie jest jasne, dla­cze­go synod Patriar­cha­tu Moskiew­skie­go tak posta­no­wił. Jed­nym z przy­pusz­czeń, któ­re się nasu­wa jest to, że synod chciał po pro­stu prze­mil­czeć temat rytu­al­ne­go cha­rak­te­ru śmier­ci Car­skiej Rodzi­ny, o któ­rym to cha­rak­te­rze wia­do­mo już od same­go począt­ku (dowo­dy były odkry­te przez śled­czych z bia­łej armii jesz­cze w latach 1918–1919, byli oni na miej­scu zda­rze­nia w oko­ło dwa tygo­dnie po samej tragedii).

Z jaki­mi naj­więk­szy­mi pro­ble­ma­mi bory­kał się Car Miko­łaj II za swo­je­go panowania?

        – Histo­ry­cy sze­ro­ko opi­sa­li poli­tycz­ne aspek­ty rzą­dów Cara Miko­ła­ja. Ja zwró­cił­bym uwa­gę na jeden fakt, o któ­rym pisze się mało, a w Pol­sce świa­do­mość jego jest nikła. Cho­dzi o cał­ko­wi­te osa­mot­nie­nie Św. Cara Męczen­ni­ka i jego Rodzi­ny. Odzie­dzi­czył on Rosję u szczy­tu potę­gi, któ­rą chciał zacho­wać i umoc­nić. Wbrew temu, co dzi­siaj naj­czę­ściej myśle­li­by­śmy w Pol­sce, Rosja car­ska była bar­dzo swo­bod­nym kra­jem, w któ­rym cen­zu­ra dzia­ła­ła sła­bo, a apa­rat repre­sji był sto­sun­ko­wo mięk­ki. Na przy­kład w nie­któ­rych krę­gach dru­ko­wa­no wów­czas pocz­tów­ki, w któ­rych car Miko­łaj przed­sta­wia­ny był jako kogut ofiar­ny: był nary­so­wa­ny kogut ofiar­ny z gło­wą cara w koro­nie, trzy­ma­ny za nogi przez czło­wie­ka w cha­ła­cie i kape­lu­szu. Takie coś funk­cjo­no­wa­ło wte­dy w obiegu!

        W naszych „demo­kra­tycz­nych” cza­sach było­by to nie do pomy­śle­nia. A prze­cież i czy­sto rosyj­skie eli­ty już w latach 60-tych XIX wie­ku chwa­li­ły się i szczy­ci­ły swo­ją nie­zna­jo­mo­ścią Pra­wo­sła­wia, nie­chę­cią do cer­kwi, wyśmie­wa­ły cara, cary­cę, wia­rę, chcia­ły być zachod­nie, fran­cu­skie, repu­bli­kań­skie i wol­no­my­śli­ciel­skie. Pro­sty zaś naród, w sytu­acji nie­zwy­kle dyna­micz­ne­go roz­wo­ju gospo­dar­cze­go i uprze­my­sło­wie­nia Rosji pod rzą­da­mi Cara Miko­ła­ja, coraz bar­dziej był podat­ny na pro­pa­gan­dę komu­ni­stycz­ną. Od ducha bun­tu nie byli wol­ni też nawet człon­ko­wie rodzi­ny Roma­no­wów, krew­ni cara. Nie­je­den z nich był zwią­za­ny z maso­ne­rią, jak na przy­kład wiel­ki ksią­żę Miko­łaj Miko­ła­je­wicz, któ­ry póź­niej uczest­ni­czył w oba­le­niu cara.

        Maso­wo pro­du­ko­wa­no to, co dzi­siaj nazy­wa­my fake new­sa­mi, o carze, o cary­cy, o jej rze­ko­mych roman­sach z Gri­go­ri­jem Raspu­ti­nem, rze­czy eks­tre­mal­nie obraź­li­we i nie­praw­dzi­we. Ale to był począ­tek XX wie­ku i pro­ści ludzie świę­cie wie­rzy­li w pisa­ne sło­wo, może i bar­dziej, niż dzi­siaj naro­dy wie­rzą w tele­wi­zyj­ną pro­pa­gan­dę, więc gdy otrzy­my­wa­li pisa­nе komu­ni­stycz­ne, anty­car­skie pasz­kwi­le, nie­trud­no ich było zbuntować.

        Car był więc czło­wie­kiem oto­czo­nym przez pod­bu­rza­ny naród i cią­głą kry­ty­kę nie­za­do­wo­lo­nych z jego poboż­no­ści, pro­sto­ty, rodzin­no­ści i sumien­no­ści Roma­no­wów. Jakim był czło­wie­kiem z natu­ry, widać wyraź­nie w kore­spon­den­cji mię­dzy nim, a Cary­cą Alek­san­drą, przed kil­ku laty uka­za­ła się ona po pol­sku. Car i Cary­ca nie byli ludź­mi rau­tów, salo­nów i dwor­skich intryg. Popie­ra­li monar­chię, tra­dy­cję, wia­rę, cer­kiew, rodzi­nę. To budzi­ło nie­za­do­wo­le­nie zepsu­tej wol­no­my­śli­ciel­stwem Rodzi­ny Romanowów.

        Car pisał w swo­ich dzien­ni­kach – „my chce­my wiel­ko­ści Rosji, a oni chcą moc­nych wra­żeń”. Ten stan ducha naro­du dopro­wa­dził do abdy­ka­cji Cara. W przej­mu­ją­cy spo­sób opi­su­je to księż­na Nata­lia Uru­so­wa w swo­ich wspo­mnie­niach Macie­rzyń­ski płacz Świę­tej Rusi: po abdy­ka­cji cara zapa­no­wał cha­os, pija­ne żoł­dac­two tygo­dnia­mi wcho­dzi­ło na dzwon­ni­ce cer­kiew­ne i biło w dzwo­ny, kapła­ni uro­czy­ście czy­ta­li akt abdy­ka­cji z ambon, ku powszech­nej rado­ści więk­szo­ści ludzi, hie­rar­chia cer­kiew­na już na dru­gi dzień usu­nę­ła w całym kra­ju wszel­kie wspo­mnie­nia litur­gicz­ne o cesa­rzu z cer­kiew­nych nabo­żeństw, wszy­scy „świę­to­wa­li wolność”…

        A dosłow­nie chwi­lę potem, zaraz po tej rado­ści, jak opi­su­je księż­na, popły­nę­ły łzy i krew dokład­nie tych samych ludzi, któ­rzy prze­cież zła­ma­li przy­się­gę skła­da­ną na wier­ność caro­wi. Nie zro­zu­mie­li, że nie bun­tu­ją się prze­ciw­ko poli­ty­ko­wi ubra­ne­mu w „śmiesz­ne, sta­ro­daw­ne ubra­nia”, a prze­ciw­ko Boże­mu poma­zan­ni­ko­wi, któ­ry nosił na sobie moc powstrzy­my­wa­nia sił demonicznych.

        Nie­któ­rzy zarzu­ca­ją caro­wi, że był zbyt łagod­ny. Oczy­wi­ście wedle ludz­kiej logi­ki łatwo sądzić i to 100 lat po tam­tych wyda­rze­niach. Car jed­nak dosko­na­le zda­wał sobie spra­wę ze sta­nu rze­czy, z nastro­jów spo­łecz­nych i z nastro­jów w eli­tach i w wyż­szym ducho­wień­stwie, któ­re w dużej mie­rze było prze­siąk­nię­te duchem moder­ni­zmu i repu­bli­ka­ni­zmu. Wie­dział bar­dzo dobrze, że zdu­sze­nie nara­sta­ją­ce­go bun­tu było­by moż­li­we tyl­ko wte­dy, gdy­by on sam prze­lał rze­ki ludz­kiej krwi. Rozu­miał dosko­na­le, że gdy­by to uczy­nił, tak, czy ina­czej ozna­cza­ło­by to koniec monar­chii w Rosji, bo monar­chia tym się róż­ni od tyra­nii, że nie może ona stać na krwi, a tyl­ko na dobro­wol­nym posłu­szeń­stwie, wyni­ka­ją­cym z wia­ry w Boga i w usta­no­wio­ny przez Boga porządek.

        Nie wybrał więc car dro­gi ter­ro­ru, a usi­ło­wał utrzy­mać monar­chię, umac­nia­jąc cer­kiew, tra­dy­cję, rodzi­nę, wia­rę ludu i pokła­da­jąc nadzie­ję w Bogu. Zro­bił to z prze­ko­na­niem, że jeśli mia­ła­by się prze­lać czy­jaś krew, to raczej jego, niż naro­du. I tak się stało.

        Został zmu­szo­ny do abdy­ka­cji na pro­gu zwy­cię­stwa, tuż przed wiel­ką i decy­du­ją­cą o losach I woj­ny świa­to­wej ofen­sy­wą, któ­ra bez wąt­pie­nia zakoń­czy­ła­by się zwy­cię­stwem Rosji, gdyż jej prze­wa­ga na wio­snę 1917 roku na fron­cie wschod­nim była ogrom­na. Car został zdra­dzo­ny przez naj­bliż­szych mu gene­ra­łów (więk­szość z nich zgi­nę­ła potem z rąk bol­sze­wi­ków) i krewnych.

        W dniu abdy­ka­cji napi­sał w swo­ich dzien­ni­kach słyn­ne sło­wa: „Dooko­ła zdra­da, tchó­rzo­stwo i kłam­stwo”. I został zamor­do­wa­ny wraz z całą rodzi­ną rów­nież w samot­no­ści, opusz­czo­ny przez wła­sny naród. Czę­sto pod­kre­ślał, że uro­dził się 19 maja, w dzień pamię­ci św. Spra­wie­dli­we­go Hio­ba – i rze­czy­wi­ście stał się Hio­bem naszych cza­sów, czło­wie­kiem, któ­ry miał wszyst­ko i oddał wszyst­ko, by przy­naj­mniej mistycz­nie rato­wać wła­sny naród, sko­ro się nie dało tego uczy­nić politycznie.

        A mimo to w post­bol­sze­wic­kiej pro­pa­gan­dzie, w dzi­siej­szej Rosji, czę­sto moż­na usły­szeć o „Miko­ła­ju Krwa­wym”. Ba, takie sło­wa moż­na było usły­szeć z ust naj­wyż­szych przed­sta­wi­cie­li obec­nej wła­dzy rosyjskiej.

- Spo­ty­kam się z opi­nia­mi, że za cara­tu był ucisk i strasz­ne roz­war­stwie­nie spo­łecz­ne, co spo­wo­do­wa­ło, że lud chęt­nie dołą­czył do bol­sze­wi­ków i dał się pod­bu­rzyć prze­ciw­ko Caro­wi. Pewien Rosja­nin, z wykształ­ce­nia pro­fe­sor histo­rii, w pry­wat­nej roz­mo­wie wyznał mi kie­dyś, że jest komu­ni­stą, bo dzię­ki temu sys­te­mo­wi jego dzia­dek – pro­sty czło­wiek z nizin – osią­gnął nie­sa­mo­wi­ty awans spo­łecz­ny. Jak Ojciec sko­men­tu­je taką argumentację?

– Cóż, na pew­no Rosja cara Miko­ła­ja nie była kra­jem po ludz­ku dosko­na­łym. Ale czy w ogó­le moż­na porów­ny­wać „ucisk” w cza­sach car­skich i sady­stycz­no-sata­ni­stycz­ny ter­ror bol­sze­wic­ki? Histo­rie zaś bywa­ją róż­ne. Ja znam na przy­kład takie – jak ludzie pocho­dzą­cy z ary­sto­kra­cji w wyni­ku rewo­lu­cji tra­ci­li wszyst­ko – pra­cę, mają­tek, sza­cu­nek spo­łecz­ny, życie, a nawet nazwi­ska – gdyż musie­li je zmie­niać i kupo­wać fał­szy­we doku­men­ty, by prze­żyć, a dzie­ciom i wnu­kom nie wol­no było odkryć praw­dy, bo to ozna­cza­ło śmierć.

        W trak­cie każ­dej zawie­ru­chy histo­rycz­nej są jed­nost­ki, któ­re mate­rial­nie i spo­łecz­nie zysku­ją i te, któ­re tra­cą. I jest jasne, że ci, któ­rzy zyska­li w wyni­ku rewo­lu­cji, i ich potom­ko­wie, będą jej wier­ni. To jest nam zna­ne rów­nież w dzi­siej­szej Pol­sce. Jed­nak trze­ba zapy­tać, jaka była cena tego, że Pani zna­jo­my pro­fe­sor, a raczej jego dzia­dek, wspiął się na wyży­ny spo­łecz­ne? Cena była taka, że bol­sze­wi­cy stwo­rzy­li z naro­du rosyj­skie­go naród sowiec­ki, gdyż ci Rosja­nie, któ­rzy się sprze­ci­wia­li, zosta­li albo zamor­do­wa­ni, albo ucie­kli za gra­ni­cę. A ci, co zosta­li, albo popie­ra­li zbrod­nie bol­sze­wi­ków, albo nauczy­li się mil­czeć, nie tyl­ko przed przy­ja­ciół­mi, dzieć­mi, ale czę­sto i sami przed sobą.

        Bol­sze­wi­cy zdo­ła­li więc cał­ko­wi­cie prze­for­ma­to­wać naród. Tak, etnicz­nie pozo­stał on ten sam, ale nie ducho­wo. Rado­wać się z awan­su spo­łecz­ne­go dziad­ka, gdy się cho­dzi sze­ro­ki­mi uli­ca­mi Moskwy, pod któ­ry­mi leży gruz ze zbu­rzo­nych świą­tyń, czy wysia­da się na pięk­nej sta­cji metra, zdo­bio­nej mozai­ka­mi wydar­ty­mi ze ścian zrów­na­nych z zie­mią cer­kwi, albo się jedzie na daczę (mówię obra­zo­wo), któ­ra stoi na kościach tysię­cy pomor­do­wa­nych ludzi – może tyl­ko czło­wiek, któ­ry „takie widzi świa­ta koło, jakie tępy­mi zakre­śla oczy”.

        W momen­cie wybu­chu rewo­lu­cji w Rosji było ponad 150 milio­nów ludzi. Dzi­siaj, według ofi­cjal­nych danych, jest rów­nież tyle (nie­ofi­cjal­ne mówi się o mniej­szych cyfrach). Po 100 latach! Gdy­by nie rewo­lu­cja i rzą­dy bol­sze­wi­ków, bo prze­cież rów­nież oni dowo­dzi­li w bar­dzo okre­ślo­ny spo­sób armią sowiec­ką w II woj­nie świa­to­wej, dzi­siaj, wedle sza­cun­ków demo­gra­fów, w Rosji żyło­by 800–900 milio­nów ludzi. Dopie­ro te licz­by uzmy­sła­wia­ją nam ska­lę kata­stro­fy, któ­ra zosta­ła tam przeprowadzona.

        Jeśli ktoś po tym wszyst­kim mówi, że jest komu­ni­stą, bo jego dzia­dek spo­łecz­nie awan­so­wał, i to ktoś, kto jest, jako pro­fe­sor, czło­wie­kiem eli­ty – to tyl­ko dowo­dzi, że „robo­ta” bol­sze­wic­ka przy­nio­sła zamie­rzo­ne skut­ki i men­tal­ność takie­go czło­wie­ka, cho­ciaż jest pro­fe­so­rem, pozo­sta­ła pro­stac­ka, dokład­nie taka, jakiej chcie­li komu­ni­ści, jak chciał Lej­ba Bronsz­tajn, czy­li Lew Troc­ki, gdy mówił – rzu­ci­my Rosjan na kola­na i uczy­ni­my z nich bia­łych murzynów.

- Wyda­je się jed­nak, że we współ­cze­snej Rosji nastą­pi­ła pew­na reha­bi­li­ta­cja zamor­do­wa­nych Roma­no­wów. Kil­ka lat temu wraz z Mię­dzy­na­ro­do­wym Moto­cy­klo­wym Raj­dem Katyń­skim dotar­łam do uro­czy­ska Gani­na Jama, gdzie zbu­do­wa­no Mona­ster Świę­tych Męczen­ni­ków Car­skich. Rosja­nie wyraź­nie się wte­dy ucie­szy­li, że Pola­cy nawie­dzi­li miej­sce poświę­co­ne Miko­ła­jo­wi II i jego rodzi­nie. Czy Ojca zda­niem fak­tycz­nie nastą­pi­ła reha­bi­li­ta­cja Car­skiej Rodzi­ny i pozo­sta­łych Ofiar komunizmu?

– To jest pyta­nie, na któ­re trud­no dać jed­no­znacz­ną i osta­tecz­ną odpo­wiedź, gdyż się­ga ono głę­bi duszy rosyj­skiej. Oczy­wi­ście, na pozio­mie ofi­cjal­nym, by tak rzec – sądo­wym, na pozio­mie cer­kiew­nym – przez for­mal­ną kano­ni­za­cję – taka reha­bi­li­ta­cja w dużej mie­rze się doko­na­ła. Ale już histo­rycz­nie – domi­nu­je w oce­nie Cara Miko­ła­ja bol­sze­wic­ka nar­ra­cja. Czę­sto robi się z nie­go czło­wie­ka sła­be­go, nie­udol­ne­go, w prze­ci­wień­stwie do Sta­li­na, któ­re­go się sta­wia a za wzór moc­ne­go, praw­dzi­we­go wład­cy. Jest to kolej­ny dowód na ska­lę kata­stro­fy, rów­nież ducho­wej, któ­ra doko­na­ła się w Rosji. Świad­czy o niej rów­nież nakrę­co­ny przed kil­ku laty bluź­nier­czy film „Matyl­da”, o rze­ko­mym roman­sie następ­cy tro­nu Miko­ła­ja Roma­no­wa z pol­ską nomen omen bale­ri­ną. Prze­ciw­ko temu fil­mo­wi były gło­śne pro­te­sty w Rosji, spra­wa opar­ła się nawet naj­wyż­sze pię­tra współ­cze­snej wła­dzy rosyj­skiej. I co? Film bez żad­nych prze­szkód był roz­po­wszech­nia­ny na tere­nie Federacji.

        Zmar­ły już pro­to­je­rej Wia­cze­sław Cza­plin, wie­lo­let­ni rzecz­nik OWCS, w bar­dzo ostrych sło­wach wypo­wia­dał się wte­dy na ten temat, mówiąc, że Rosja zasłu­ży­ła na gniew Boży przez znie­wa­że­nie cara, któ­ry prze­cież sam sie­bie i całą rodzi­nę przy­niósł w ofie­rze za naród.

        Czy Rosja zasłu­gu­je na gniew – to oczy­wi­ście spra­wa Boża. W zasa­dzie wszy­scy, jako ludzie grzesz­ni, zasłu­gu­je­my na gniew Boży. Jed­nak dzię­ki poka­ja­niu (a poka­ja­nie, czy­li po grec­ku meta­no­ia, nie jest tyl­ko emo­cjo­nal­ną skru­chą ser­ca, a real­ną prze­mia­ną życia) i dzię­ki wsta­wien­nic­twu świę­tych – ten gniew od nas się odda­la, a wstę­pu­je na jego miej­sce Boże miłosierdzie.

        Mistycz­nie i ducho­wo ofia­ra świę­te­go męczen­ni­ka Cara Miko­ła­ja jest dla Rosji nie­zwy­kle waż­na – zosta­ła przy­nie­sio­na przez praw­dzi­we­go, bło­go­sła­wio­ne­go przez Boga ojca naro­du, za swój naród; ona wyjed­nu­je Boże miło­sier­dzie, daje ducho­we świa­tło tym, któ­rzy się unu­rza­li poko­le­nia­mi w komu­ni­zmie i jego efek­tach, w bez­boż­nic­twie i apo­sta­zji; nie­któ­rzy to uczy­ni­li przez bez­po­śred­nie zbrod­nie, inni przez mil­cze­nie ze stra­chu lub roz­sąd­ku, inni przez to, że korzy­sta­ją z owo­ców tych zbrod­ni i dla­te­go je akcep­tu­ją, jak wspo­mnia­ny przez Panią pro­fe­sor. Te ducho­we – bo o nich mówi­my – skut­ki komu­ni­zmu moż­na prze­zwy­cię­żyć w Rosji – wła­śnie dzię­ki Śww. Męczen­ni­kom. Z tego punk­tu widze­nia brak sza­cun­ku wobec ich ofia­ry jest po pro­stu sza­leń­stwem, bo gniew Boży może być napraw­dę strasz­ny i myślę, że Rosja­nie wie­dzą o tym lepiej od wszyst­kich innych narodów.

        Oczy­wi­ście są miej­sca w Rosji, i nie jest ich mało, gdzie się czci świę­tych car­skich męczen­ni­ków. Jest Gani­na Jama. Nie­ste­ty, Ipa­ti­jew­ski Dom, gdzie doko­na­ło się mor­der­stwo, został znie­sio­ny z powierzch­ni zie­mi w latach 80-tych na roz­kaz Bory­sa Jel­cy­na, któ­ry był wte­dy w Swier­dłow­sku (tak się nazy­wał Jeka­te­ryn­burg, od nazwi­ska orga­ni­za­to­ra kaź­ni Car­ski Męczen­ni­ków, Jako­wa Moj­sie­je­wi­cza Swier­dło­wa), I sekre­ta­rzem partii.

        Są ludzie, któ­rzy auten­tycz­nie modlą się i odda­ją cześć Car­skiej Rodzi­nie. Odwa­żę się jed­nak stwier­dzić, że jest ich mniej­szość i nie jest to mniej­szość wpły­wo­wa. Gdy­by było ina­czej, film „Matyl­da” nie był­by roz­po­wszech­nia­ny na tere­nie RF. Nie­ste­ty, mówię to z bólem, wyglą­da na to, że znacz­nie bliż­sza prze­cięt­nym miesz­kań­com post­so­wiec­kiej Rosji jest postać Sta­li­na. Ileż to fil­mów o II woj­nie świa­to­wej wypusz­czo­no, w któ­rych Sta­lin poka­za­ny jest, jako mądry, dziel­nie zno­szą­cy cięż­kie oko­licz­no­ści wład­ca, przy komin­ku palą­cy faj­kę i boha­ter­sko przyj­mu­ją­cy tra­gicz­ne, ale koniecz­ne decy­zje, któ­re osta­tecz­nie „wszyst­kim wyszły na zdro­wie”. A czy było tyle samo pozy­tyw­nych fabu­lar­nych fil­mów o carze? Tłu­ma­czą­cych jego wiel­ki trud i ofia­rę, budu­ją­cych jego praw­dzi­wy, świę­ty wize­ru­nek w „masach ludowych”?

        Nie­ste­ty, trud­no nie odnieść wra­że­nia, że dotych­cza­so­wa poli­ty­ka sym­bo­licz­na w Rosji sprzy­ja­ła jakiejś prze­dziw­nej syn­te­zie tego, co komu­ni­stycz­ne, z tym, co car­skie. Albo mówiąc ina­czej – zacho­wa­niu komu­ni­stycz­ne­go, czy­li w isto­cie mate­ria­li­stycz­no-moder­ni­stycz­ne­go świa­to­po­glą­du z jakimś „pra­wo­sław­nym face liftin­giem”. Tę syn­te­zę widzi­my wszę­dzie – niby wszyst­ko się dzie­je pod fla­gą trój­ko­lo­ro­wą, dwu­gło­wym orłem, ale jed­no­cze­śnie na Krem­lu są czer­wo­ne gwiaz­dy, na Pla­cu Czer­wo­nym Lenin leży „jak zawsze”, cho­dzi się po uli­cach Mark­si­st­skiej, Lenin­skiej, Pro­le­tar­skiej, Sowiec­kiej… A ile jest ulic św. Cara Miko­ła­ja w Rosji? – cie­ka­wie by było poli­czyć i porównać.

We współ­cze­snej, post­so­wiec­kiej Rosji uwa­ża się czę­sto, że Zwią­zek Sowiec­ki to histo­rycz­na Rosja. W tym sen­sie wie­lu dzi­siej­szych Rosjan nie róż­ni się niczym od nie­któ­rych pol­skich i pol­sko­ję­zycz­nych, aprio­rycz­nie (lub zada­nio­wo) anty­ro­syj­skich „auto­ry­te­tów”, któ­re twier­dzą dokład­nie to samo. Otóż nie. W ducho­wym sen­sie Sowie­cja to jest anty­te­za Rosji.

Swe­go cza­su, przed kil­ku laty, usi­ło­wał to wytłu­ma­czyć w nie­dziel­nym talk-show Soło­wio­wa Janusz Kor­win-Mik­ke. Gdy poru­szył temat koniecz­no­ści oddzie­le­nia tego, co rosyj­skie od tego, co sowiec­kie, słusz­nie twier­dząc, że Sowie­cja była wro­giem Rosji, spo­tkał się z bar­dzo ostrą i nega­tyw­ną reak­cją w stu­diu. To poka­zu­je miej­sce, w któ­rym się dzi­siaj znaj­du­ją post­so­wiec­kie eli­ty w Rosji, któ­rych przed­sta­wi­cie­lem jest Soło­wiow i wie­lu jego gości.

        W tym zakre­sie przy­kła­dem dla Rosji powin­na być Ser­bia, któ­ra prze­cież rów­nież, jak i Rosja, była komu­ni­stycz­na, ale dziś jest jedy­nym chy­ba kra­jem na świe­cie, gdzie sto­ją pomni­ki Św. Cara Miko­ła­ja, są jego uli­ce, we wszyst­kich cer­kwiach są jego iko­ny i cały naród serb­ski ma wobec nie­go wiel­ki sza­cu­nek i miłość. W rozu­mie­niu oso­by i dzie­jo­wej, ogól­no­świa­to­wej roli św. Cara i jego męczeń­stwa, Ser­bia znacz­nie wyprze­dzi­ła Rosję, zacho­wu­jąc wdzięcz­ną pamięć o jego decy­zji, by Rosja, mimo iż nie­przy­go­to­wa­na do woj­ny w 1914 roku, weszła w nią, by rato­wać Serbię.

        Miko­łaj II był tak­że kró­lem Pol­ski, o czym praw­do­po­dob­nie nie ma poję­cia prze­cięt­ny Polak. Co wię­cej, za przy­po­mnie­nie tego fak­tu mogę zebrać cię­gi od moich Roda­ków. Tym­cza­sem jako monar­chist­ka nie mam naj­mniej­sze­go pro­ble­mu by o tym roz­ma­wiać, a nawet zadać pew­ne śmia­łe pyta­nie. Czy postać Cara Męczen­ni­ka mogła­by nie­ja­ko połą­czyć zwa­śnio­nych dziś Pola­ków i Rosjan? W koń­cu komu­ni­ści zabi­li nam wspól­ne­go wład­cę, któ­ry był namasz­czo­ny przez Boga.

        – Pyta­nie rze­czy­wi­ście jest śmia­łe, a to, że car Rosji był kró­lem Pol­ski – to fakt histo­rycz­ny. Z tym, że car Miko­łaj II nie był koro­no­wa­nym kró­lem Pol­ski, a jedy­nie nosił ten tytuł. Ostat­nim koro­no­wa­nym kró­lem Pol­ski był car Miko­łaj I, zde­tro­ni­zo­wa­ny dnia 25 stycz­nia 1831, przez Sejm Kró­le­stwa Kon­gre­so­we­go. Gdy Sejm zde­tro­ni­zo­wał cara Miko­ła­ja I jako Kró­la Pol­ski, prze­wod­ni­czą­cy Sena­tu, ksią­żę Adam Czar­to­ry­ski, wypo­wie­dział zna­mien­ne sło­wa: „Zgu­bi­li­ście Polskę”.

        Jak pamię­ta­my, entu­zjazm detro­ni­za­cji skoń­czył się tra­ge­dią prze­gra­nej przez Pol­skę woj­ny z Rosją, a tak­że repre­sja­mi i likwi­da­cją wca­le nie takiej małej auto­no­mii orga­ni­zmu pań­stwo­we­go, jaką było Kró­le­stwo Pol­skie, połą­czo­ne unią per­so­nal­ną z Cesar­stwem Rosyjskim.

        Takie są fak­ty. Oczy­wi­ście to, że św. Męczen­nik Car Miko­łaj II był „Carem Wszech­ru­si i Kró­lem Pol­ski” raczej nie jest czymś, co Pola­cy wspo­mi­na­li­by chęt­nie. Mimo wszyst­ko była to wła­dza, któ­ra nasta­ła w wyni­ku roz­bio­rów kra­ju. Poza tym pol­ski ruch nie­pod­le­gło­ścio­wy, już od cza­sów Kościusz­ki miał cha­rak­ter mniej lub bar­dziej „jako­biń­ski”, repu­bli­kań­ski, a więc z zasa­dy co naj­mniej nie­mo­nar­chicz­ny, a czę­sto – antymonarchiczny.

        Józef Pił­sud­ski był zamie­sza­ny w zamach na cara Alek­san­dra II. Adam Mic­kie­wicz w „Wiel­kiej Impro­wi­za­cji” wkła­da w usta Kon­ra­da naj­więk­sze bluź­nier­stwo wobec Boga, któ­re, jak pamię­ta­my, pole­ga na tym, że Kon­rad nazy­wa Go nie „kró­lem”, a „carem”… A jak­że pisze ten­że Mic­kie­wicz w „Redu­cie Ordo­na” – „gdy posel­stwo fran­cu­skie two­je sto­py liże, War­sza­wa jed­na two­jej mocy się urą­ga, pod­no­si na cię rękę i koro­nę ścią­ga, koro­nę Bole­sła­wów, Miesz­ków z two­jej gło­wy, boś ją ukradł i skrwa­wił, synu Wasy­lo­wy” – lite­rac­ko sło­wa nie­zwy­kle obra­zo­we i moc­ne. Tego wszy­scy się uczy­li­śmy w szko­le, prze­ży­wa­jąc te sło­wa głę­bo­ko, gdyż to się wszyst­ko doko­ny­wa­ło w mło­dym prze­cież wie­ku. W naszych nato­miast cza­sach czę­sto sły­szy­my w pio­sen­ce Pie­trza­ka, jak to „zrzu­cał uczeń por­tret cara”.

        Mówiąc krót­ko, ste­reo­typ pol­ski zwią­za­ny ze sło­wem „car” jest eks­tre­mal­nie nega­tyw­ny i zadzi­wia­ją­co moc­ny, żywy, do tego stop­nia, że czę­sto np. Sta­li­na okre­śla się potocz­nie mia­nem „czer­wo­ne­go cara”, co w zamie­rze­niu jest prze­cież pejo­ra­tyw­nym okre­śle­niem. Na pew­no przy­czy­ni­ły się do tego rów­nież cza­sy komu­ni­zmu, w któ­rych oczer­nia­no wszyst­ko, co car­skie. Myślę, że ktoś, kto wyrósł w naszej, pol­skiej kul­tu­rze i wie­dzę o Carze Miko­ła­ju zaczerp­nął tyl­ko ze szkol­nych pod­ręcz­ni­ków histo­rii, nie może zro­zu­mieć Cara Miko­ła­ja. Tyl­ko ten, kto się tym szcze­rze zain­te­re­su­je, zacznie te spra­wy zgłę­biać, spró­bu­je dotrzeć do osno­wy zja­wisk, spoj­rzeć na wszyst­ko sze­rzej, zro­zu­mie, jakie ogrom­ne zna­cze­nie w histo­rii świa­ta, а i Pol­ski, ma Męczeń­stwo Cara Miko­ła­ja i jego Rodziny.

        Posłu­gu­jąc się nie­co zło­śli­wie, zno­wu sło­wa­mi Mic­kie­wi­cza – to tyl­ko powierz­chow­na i ste­reo­ty­po­wa infor­ma­cja o carze Miko­ła­ju wyda­je się „twar­da i plu­ga­wa”, ale jej „wewnętrz­ne­go ognia sto lat nie wyzię­bi”. Jed­nak trud­no ocze­ki­wać, aby w Pol­sce uda­ło się uczy­nić z Cara Miko­ła­ja II, męczen­ni­ka, jakiejś posta­ci, któ­ra wszyst­kim prze­ma­wia­ła­by pozy­tyw­nie do wyobraź­ni. Zwłasz­cza w naszych trud­nych cza­sach, w któ­rych bar­dzo wie­lu ludzi auto­ma­tycz­nie i ste­reo­ty­po­wo utoż­sa­mia ZSRS z Rosją carską.

        Ale jed­no­cze­śnie myślę, wra­ca­jąc do Pani pyta­nia, że wca­le nie ma potrze­by „godzić zwa­śnio­nych” Pola­ków i Rosjan. Ja tego zwa­śnie­nia nie widzę i nie widzia­łem przez ostat­nie 30 lat. Z racji swo­je­go powo­ła­nia, a tak­że oso­bi­ście jestem od lat bli­sko zwią­za­ny z Rosja­na­mi miesz­ka­ją­cy­mi w Pol­sce i muszę powie­dzieć, że ani razu Rosja­nie ci na prze­strze­ni tych lat nie spo­ty­ka­li się z jaki­miś akta­mi wro­go­ści. Tak, w Pol­sce nie lubi się Puti­na, nie lubi­li­śmy nigdy komu­ny rosyj­sko­ję­zycz­nej, ale zawsze Pola­cy umie­li odróż­nić tych, któ­rzy rzą­dzą i sys­tem poli­tycz­ny – od same­go naro­du rosyjskiego.

        Oczy­wi­ście dzi­siej­sza bar­dzo moc­na pol­sko­ję­zycz­na pro­pa­gan­da prze­ciw­ko wszyst­kie­mu, co rosyj­skie, nie­za­leż­nie, czy jest pro­pu­ti­now­skie, czy nie, pro­pa­gan­da wojen­na, któ­ra, jak myślę, czę­sto bar­dzo świa­do­mie mie­sza sowiec­kie z rosyj­skim, bar­dzo sta­ra się zmie­nić ten stan rze­czy. To jed­nak zoba­czy­my w przy­szło­ści. A to, jak było dotych­czas – poka­zu­je jeden godzin­ny fil­mik na Youtu­be, w któ­rym mło­dy Polak cho­dzi z mikro­fo­nem po Kra­ko­wie i pyta przy­pad­ko­wych ludzi co sądzą o Rosja­nach. I pro­szę sobie wyobra­zić, że pada­ją tyl­ko pozy­tyw­ne odpo­wie­dzi. Gene­ral­nie pokry­wa się to z moim oso­bi­stym doświadczeniem.

        Pod­czas nawie­dza­nia Mona­sty­ru Świę­tych Męczen­ni­ków Car­skich dowie­dzia­łam się, że usta­wio­ne w cen­tral­nej czę­ści klasz­to­ru popier­sie Miko­ła­ja II to dar od oby­wa­te­li Ukra­iny. Czy dostrze­ga Ojciec szan­sę, aby w wyni­ku doko­na­nia nale­ży­tej reha­bi­li­ta­cji Cara Męczen­ni­ka nastą­pi­ło pojed­na­nie rosyj­sko-ukra­iń­skie? I wresz­cie, czy brak peł­nej reha­bi­li­ta­cji mógł nie­ja­ko dopro­wa­dzić do sytu­acji, że za naszą wschod­nią gra­ni­cą pro­wa­dzą teraz bra­to­bój­czą woj­nę nie­gdyś bli­skie sobie narody?

        – To jest pyta­nie o bar­dzo, bar­dzo skom­pli­ko­wa­ną i nie­jed­no­znacz­ną natu­rę sto­sun­ków rosyj­sko-ukra­iń­skich. Jest w nich spo­ro i sub­tel­nych, i trud­nych momen­tów. Mówie­nie o tym wyma­ga spo­ko­ju i wywa­że­nia. Trud­no o to w cza­sie dzi­siej­szym, wojen­nym, któ­ry żąda jed­no­znacz­nych, jed­no­stron­nych i ostrych odpowiedzi.

        Oczy­wi­ście nie sądzę, by kwe­stia Cara Miko­ła­ja mia­ła jaki­kol­wiek bez­po­śred­ni wpływ na wybuch kon­flik­tu. Przy­czy­na, z punk­tu widze­nia pra­wo­sław­ne­go duchow­ne­go, jest znacz­nie szer­sza, niż tyl­ko kwe­stia czci bądź jej bra­ku dla jed­ne­go ze świę­tych. A jest ona taka, że po okre­sie sowie­ty­zmu ani więk­szość Rosjan, ani więk­szość Ukra­iń­ców nie powró­ci­ła real­nie do wia­ry przod­ków, to zna­czy do Pra­wo­sła­wia. Gdy­by Pra­wo­sła­wie było rze­czy­wi­ście żywe w Rosji i na Ukra­inie, i to Pra­wo­sła­wie nie poj­mo­wa­ne tyl­ko for­mal­nie i obrzę­do­wo, a rozu­mia­ne jako real­ne i praw­dzi­we życie w Tra­dy­cji Świę­tych Ojców i Apo­sto­łów, w duchu naj­kró­cej i aksjo­ma­tycz­nie zde­fi­nio­wa­nym przez wiel­kie­go serb­skie­go świę­te­go, męczen­ni­ka Księ­cia Laza­ra (któ­ry zgi­nął w bitwie kosow­skiej w 1389 roku) – i któ­ry powie­dział, że „ziem­skie kró­le­stwo jest na krót­ko, a nie­bie­skie na wie­ki i na zawsze” – nie było­by w ogó­le mowy o kon­flik­cie zbroj­nym. Na pew­no uda­ło­by się zna­leźć inne wyj­ście z sytu­acji, niż wza­jem­ne prze­le­wa­nie krwi. Nie trze­ba było­by dzi­siaj się spie­rać, o to, kto jest win­ny, czy „rosyj­ski agre­sor i impe­ria­li­sta”, czy „ukra­iń­ski maj­dan i faszyści”.

        Nie­ste­ty, do Pra­wo­sła­wia powró­ci­ła mniej­szość tak jed­nych, jak i dru­gich. Te dwa naro­dy, etnicz­nie były i są odręb­ne, ale od XVII wie­ku ich losy bar­dzo moc­no się splą­ta­ły, dzi­siaj mnó­stwo Ukra­iń­ców ma rosyj­skie nazwi­ska, a czy­stych Rosjan ukra­iń­skie… I to, co te dwa naro­dy powią­za­ło to wła­śnie był wia­ra pra­wo­sław­na. Gdy ona zosta­ła znisz­czo­na, przy­szła sowiec­ka urzę­do­wa jed­ność, a gdy i ona upa­dła, oka­za­ło się, że ludzie ci nie potra­fią się poro­zu­mieć. Z ducho­we­go punk­tu widze­nia – a on jest znacz­nie waż­niej­szy i bliż­szy praw­dy, niż punkt widze­nia duszew­no-emo­cjo­nal­ny, czy­li poli­tycz­ny – przy­czy­ną kata­stro­fy i wza­jem­ne­go prze­le­wa­nia krwi jest nie­wia­ra, tak naro­dów, jak i ich wodzów.

        W post­so­wiec­kiej sytu­acji, gdy żywa była pamięć bol­sze­wic­kich bestialstw, odra­dza­ła się, a raczej – wyło­ni­ła się z pod­zie­mia trwa­ją­ca i roz­wi­ja­ją­ca się od XIX wie­ku toż­sa­mość naro­do­wa ukra­iń­ska. Ten pro­ces trwa obiek­tyw­nie i dyna­micz­nie. I w dodat­ku roz­wi­nął się w spo­sób naj­bar­dziej nie­ko­rzyst­ny dla Rosji – to zna­czy ma ostrze anty­ro­syj­skie, a w warun­kach obec­nie trwa­ją­cej woj­ny nasta­wio­ne na eli­mi­na­cję wszyst­kie­go, co rosyj­skie, bez roz­róż­nia­nia sowiec­kie­go od rosyjskiego.

        Dla­te­go Św. Męczen­nik Car Miko­łaj – jako ruski car, mimo iż był prze­cież carem tak Wiel­ko­ru­sów, jak i Mało­ru­sów (dzi­siaj mówi­my – Ukra­iń­ców) nie jest w tej chwi­li żad­ną szan­są dla, jak Pani powie­dzia­ła, pojed­na­nia. Patriar­chat Moskiew­ski jest obec­nie cer­kwią rosyj­ską, a na Ukra­inie – ist­nie­je krwa­wią­cy podział cer­kiew­ny. Obec­nie jeste­śmy świad­ka­mi prze­cho­dze­nia para­fii z Ukra­iń­skiej Cer­kwi Pra­wo­sław­nej (zwią­za­nej z Patriar­cha­tem Moskiew­skim) do Pra­wo­sław­nej Cer­kwi Ukra­iny (naro­do­wo-ukra­iń­skiej), ma to nie­rzad­ko dra­ma­tycz­ny cha­rak­ter. Moż­na było na przy­kład zoba­czyć w sie­ci, jak jed­na z para­fii, gło­sa­mi zebra­nych wier­nych posta­no­wi­ła przejść w jurys­dyk­cję PCU. Dotych­cza­so­we­go, „moskiew­skie­go” kapła­na popro­szo­no o opusz­cze­nie para­fii, przy­je­chał nowy, z PCU, wszedł do cer­kwi i trium­fal­nie ścią­gnął z ołta­rza iko­nę Św. Car­skich Męczen­ni­ków, któ­rych naj­wy­raź­niej szcze­gól­nie czcił dotych­cza­so­wy dusz­pa­sterz. Następ­nie poka­zał z obu­rze­niem ludo­wi Boże­mu jako „dowód zdra­dy” – „patrz­cie, do kogo się tam­ten modlił, do ruskie­go cara!!!”.

        Taka wyglą­da rze­czy­wi­stość. Na Ukra­inie trwa wciąż dra­ma­tycz­ny pro­ces wzro­stu świa­do­mo­ści naro­do­wej, to się nie­któ­rym podo­ba, innym nie, ale to jest fakt. Ukra­iń­cy wal­czą i two­rzą swo­ją czy­stą naro­do­wo, ukra­iń­ską cer­kiew. W kon­tek­ście całe­go wie­lo­let­nie­go już kon­flik­tu poli­tycz­ne­go z Rosją, na płasz­czyź­nie naro­do­wej i emo­cji zwią­za­nych z obro­ną kra­ju, na pew­no musia­ło dojść do zbli­że­nia PCU z Kościo­łem Gre­ko-Kato­lic­kim. Zbli­że­nia ludz­kie­go – psy­cho­lo­gicz­ne­go, ale też poli­tycz­ne­go – spo­łecz­ne­go, a może nawet i ducho­we­go. W każ­dym razie na pew­no sprzy­ja temu coraz bar­dziej oczy­wi­ste otwar­cie na moder­nizm ze stro­ny wie­lu przed­sta­wi­cie­li PCU.

        Tym­cza­sem to wła­śnie Kościół Gre­ko-Kato­lic­ki, jego śro­do­wi­sko, było pierw­szym nośni­kiem ukra­iń­skiej świa­do­mo­ści naro­do­wej, jesz­cze w XIX wie­ku: i to ten kościół Austro-Węgry z poli­tycz­nych wzglę­dów zawsze pró­bo­wa­ły ufor­mo­wać jak naj­bar­dziej anty­ro­syj­sko (a przy oka­zji i anty­pol­sko) – co wca­le nie było trud­ne, zwa­żyw­szy na to, że dogma­tycz­nie i kano­nicz­nie są to kato­li­cy (a więc – nie­pra­wo­sław­ni), a litur­gicz­ny ich korzeń jest w zasa­dzie rusko-bizan­tyj­ski (czy­li nie łaciński).

        To w Gali­cji naj­czę­ściej pada­ją sło­wa, że „Rosję nale­ży znisz­czyć”, czy, sam sły­sza­łem z ust jed­nej z gali­cyj­skich posła­nek do ukra­iń­skie­go par­la­men­tu – „my żyje­my po to, by znisz­czyć Moskwę. To jest nasza misja”. Jeśli takie myśle­nie domi­nu­je rów­nież w PCU, a wyda­je się, że w dużej mie­rze tak jest, to wnio­sek jest oczy­wi­sty – w pan­te­onie ukra­iń­skich war­to­ści, czy świę­tych czczo­nych w PCU na pew­no nie ma w tej chwi­li miej­sca na św. Cara Męczen­ni­ka, gdyż utoż­sa­mia­ny jest po pro­stu abso­lut­nie ste­reo­ty­po­wo i bez­re­flek­syj­nie ze zbit­ką Putin-Sta­lin-Lenin, z agre­sją Rosji, z bom­bar­do­wa­niem. Tak po pro­stu jest. To jest tra­gicz­ny błąd, czę­ścio­wo nie­świa­do­my, czę­sto zamie­rzo­ny. Ten błąd, utoż­sa­mia­nia bol­sze­wii z Rosją przy­no­si dzi­siaj w Pol­sce, Rosji i na Ukra­inie pro­pa­gan­do­we korzy­ści, ale bar­dzo utrud­nia zro­zu­mie­nie tego, co się napraw­dę dzie­je, o co cho­dzi i gdzie w tym wszyst­kim jest góra, a gdzie dół.

        Świę­te­go Cara Męczen­ni­ka mogą zro­zu­mieć ci, nie­za­leż­nie od naro­do­wo­ści, dla któ­rych naj­waż­niej­szą płasz­czy­zną dzi­siej­sze­go świa­to­we­go kon­flik­tu jest kon­flikt praw­dy Bożej, chrze­ści­jań­stwa, pra­wo­sła­wia, z glo­ba­li­stycz­ną apo­sta­zją, przy­go­to­wu­ją­cą nadej­ście anty­chry­sta. Nato­miast wie­lo­war­stwo­wy i łączą­cy w sobie wąt­ki ducho­we, histo­rycz­ne, poli­tycz­ne i mię­dzy­na­ro­do­we kon­flikt na Ukra­inie jest prze­ży­wa­ny przez naród ukra­iń­ski jako kon­flikt par excel­len­ce i wyłącz­nie pań­stwo­wo-naro­do­wy. Dla­te­go widzi on w Carze Miko­ła­ju jesz­cze jed­ne­go Moska­la, któ­ry został kano­ni­zo­wa­ny tyl­ko po to, by „wywyż­szyć rosyj­ski impe­ria­lizm”. Oczy­wi­ście nie jest to praw­dą, cze­go dowo­dzi cho­ciaż­by wspo­mi­na­na już przez mnie wewnętrz­na rosyj­ska i post­so­wiec­ka opo­zy­cja wobec kano­ni­za­cji Śww. Męczen­ni­ków. Tu cho­dzi o coś znacz­nie głęb­sze­go i więk­sze­go, niż poli­tycz­ne losy jed­ne­go tyl­ko pań­stwa i naro­du. Ale w obec­nej sytu­acji na Ukra­inie na pew­no tego nie są w sta­nie ani zro­zu­mieć, ani przyjąć.

        Zaś co do Rosji, pozo­sta­je nadzie­ja, że dra­ma­tycz­ne wyda­rze­nia, któ­rych jeste­śmy świad­ka­mi, pomo­gą Rosja­nom powró­cić do peł­ni swo­jej ducho­wej i naro­do­wej toż­sa­mo­ści i zrzu­cić z sie­bie pozo­sta­ło­ści sowie­ty­zmu. Tę dro­gę wła­śnie wska­zu­je męczeń­stwo Cara Miko­ła­ja. Nie­któ­rzy publi­cy­ści i auto­rzy, rów­nież w Pol­sce, czę­sto chcą widzieć w Rosji ostat­nie­go obroń­cę war­to­ści cywi­li­za­cji. Zapew­ne z ich per­spek­ty­wy, ludzi, któ­rzy dobrze zna­ją Zachód z jego gen­de­ry­zmem i głę­bią moral­ne­go upad­ku, Rosja na jego tle rze­czy­wi­ście wyglą­da dobrze i daje jakąś nadzie­ję. Jed­nak obro­na war­to­ści jest spra­wą świę­tą i bez Bożej pomo­cy nie­moż­li­wą. Gdyż war­to­ści nie ist­nie­ją abs­trak­cyj­nie, same w sobie, a są Chrystusowe.

        W obli­czu total­ne­go i demo­nicz­ne­go na nie ata­ku, nie da się ich sku­tecz­nie bro­nić pod czer­wo­nym sztan­da­rem z sier­pem, mło­tem i czer­wo­ną gwiaz­dą, pod któ­ry­mi to sym­bo­la­mi mor­do­wa­no świę­tych i burzo­no cerkwie.

        Pro­fe­sor Dugin, któ­re­go Pań­stwo też czę­sto dru­ku­je­cie (któ­ry, nota bene, w Pol­sce przez nie­któ­rych jest uwa­ża­ny prze­sad­nie za „sym­bol Pra­wo­sła­wia”) wska­zu­je, że w dzi­siej­szej Rosji bra­ku­je ide­olo­gii. Tą ide­olo­gią, to udo­wad­nia trwa­ją­ca woj­na, nie może być post­so­wie­tyzm. Ale nie może nią być też żaden euro­azja­tyzm, jak pro­po­nu­je Dugin, bo to są poli­tycz­ne ide­olo­gie, odwo­łu­ją­ce się do emo­cji i ludz­kich pożą­dli­wo­ści (tego, co nazy­wa­my po cer­kiew­no-sło­wiań­sku strasti).

        Pust­kę ide­olo­gicz­ną może w Rosji zapeł­nić tyl­ko Chry­stus, do któ­re­go dro­gą jest Świę­te Pra­wo­sła­wie. Nastał już osta­tecz­ny czas na powrót do niego.

Dzię­ku­ję za rozmowę.

Roz­ma­wia­ła Agniesz­ka Piwar

Not­ka bio­gra­ficz­na rozmówcy:

        Pro­to­sin­gel Hiob (Kady­ło) – mnich i kapłan pra­wo­sław­ny, ur. w 1969 roku w Gli­wi­cach. Absol­went Wydzia­łu Pra­wa i Admi­ni­stra­cji oraz Wydzia­łu Filo­zo­ficz­ne­go (Insty­tu­tu Socjo­lo­gii) UJ, a następ­nie pra­cow­nik nauko­wy i dok­to­rant tych wydzia­łów. Po przy­ję­ciu Pra­wo­sła­wia w latach 90-tych – w 2002 otrzy­mał świę­ce­nia kapłań­skie w PAKP. Od 2016 w jurys­dyk­cji Epar­chii Rasz­ko-Pri­zreń­skiej i Kosow­sko-Meto­chij­skiej (na wygna­niu) Serb­skiej Cer­kwi Prawosławnej.

https://myslpolska.info