Jak myśli­cie co się dzie­je z wszyst­ki­mi ubra­nia­mi, któ­re nie­ko­niecz­nie są sta­re i potar­ga­ne, ale nie­mod­ne, znu­dzi­ły się, albo trze­ba je po pro­stu komuś bied­ne­mu dać (a naj­le­piej sprze­dać)? Zapy­ta­łam o to moją sąsiad­kę Hankę.

        — Idą do Pol­ski do lum­pek­su – odpowiedziała.

        Nie drą­ży­łam pyta­nia, bo Han­ki świat nie wycho­dzi poza Toron­to i bia­ło­stoc­kie. Co jej będę gło­wę zawra­cać, że i lum­pek­sy w Pol­sce się prze­ży­ły. I muszą mieć nowy wybór, czym się rekla­mu­ją ogła­sza­jąc, że nowy towar wysta­wia­ny (nie wywa­la­ny) jest codzien­nie. Jeśli nowy towar jest dostar­cza­ny codzien­nie, to co się dzie­je z towa­rem wczorajszym?

reklama

        Pol­ska jak i wie­le innych kra­jów, po chwi­lo­wym zachły­śnię­ciu się uży­wa­ną odzie­żą, prze­sta­ła się taką odzie­żą z odzy­sku inte­re­so­wać. Szcze­gól­nie, że Pola­cy, jak nikt inny poroz­jeż­dża­li się po świe­cie i sami sobie przy­wo­żą to co tanie, i na doda­tek z pierw­szej ręki, a nie używane.

        To tajem­ni­ca poli­szy­ne­la, że do lum­pek­sów tra­fia­ły odzie­żo­we odpa­dy z boga­tych kra­jów, tak­że z Kana­dy. Mia­łam kie­dyś takich loka­to­rów, któ­rzy całą sobo­tę i nie­dzie­lę spę­dza­li na woja­żach po pry­wat­nych wyprze­da­żach gara­żo­wych (gara­ge sale), i po skle­pach dobro­czyn­nych, w któ­rych kupo­wa­ło się wybra­ne rze­czy na wagę. Potem to pako­wa­li i wysy­ła­li do swo­ich żon do Pol­ski, któ­re te lom­py repe­ro­wa­ły, prze­ra­bia­ły i odsprze­da­wa­ły, a jak się już cze­goś sprze­dać nie dało, to sprze­da­wa­ły do lum­pek­su. A w lum­pek­sie to i indy­wi­du­al­nie sztu­ki moż­na było kupić i na wagę. A to cze­go się nie da sprze­dać jest znów odsprze­da­wa­ne, albo do innych, jesz­cze bied­niej­szych kra­jów, albo do odzy­sku wtór­ne­go, np na prze­miał do wypy­cha­nia kanap i foteli.

        To mar­no­traw­stwo jest ubocz­nym skut­kiem glo­ba­li­za­cji napę­dza­nej kor­po­ra­cja­mi dążą­cy­mi za zyskiem za wszel­ką cenę. Pro­duk­cja tek­styl­na i odzie­ży od cza­su uprze­my­sło­wie­nia tkac­twa prze­su­wa­ła się na tere­ny z tań­szą siłą robo­czą. Pol­ski prze­mysł tek­styl­ny i odzie­żo­wy urósł na taniej i rze­tel­nej sile robo­czej, oraz na łatwo dostęp­nych ryn­kach zby­tu i na zachód, i na wschód. Wraz z glo­ba­li­za­cją, prze­su­nął się do Azji. W Kana­dzie prak­tycz­nie nic inne­go poza pro­duk­cją z Chin nie ma. W Pol­sce i Euro­pie jest tro­chę lepiej, ale nie na tyle, aby lokal­ny, kra­jo­wy prze­mysł miał się dobrze. Pota­nie­nie pro­duk­cji odzie­ży spo­wo­do­wa­ło zmniej­sze­nie jej war­to­ści. Zabi­ło tak­że lokal­ny prze­mysł tek­styl­ny i odzie­żo­wy. Zapew­ne pamię­ta­cie jak zapa­dła się Łódź – sto­li­ca pol­skie­go prze­my­słu tek­styl­ne­go?  A co się sta­ło z jedwa­biem z Mila­nów­ka?  A ze słyn­nym pol­skim lnem? Nie ma. To wszyst­ko prze­ję­ły kra­je azja­tyc­kie – chiń­skie fir­my zaj­mu­ją się nawet dys­try­bu­cją kap­ci z Pod­ha­la. Pro­du­ku­je się tam, gdzie siła robo­cza jest o wie­le tań­sza od rodzi­mej, a trans­port w epo­ce glo­ba­li­za­cji i zno­sze­nia ceł i taryf tak­że sta­niał. No to zosta­li­śmy zala­ni odzie­żą i obu­wiem za bez­cen. Co z tego, że mar­nej jako­ści, sko­ro moż­na doko­nać wymia­ny bar­dzo czę­sto. I to o to cho­dzi, aby wymie­niać tak czę­sto jak tyl­ko moż­li­we. Pamię­ta­cie lodów­ki, któ­re chło­dzi­ły przez 20+ lat?  Obec­nie są one pro­du­ko­wa­ne, aby je po kil­ku latach wymie­nić. Wymia­na napę­dza biz­nes i przy­no­si kro­cie kor­po­ra­cjom – czy­li ludziom nimi zarzą­dza­ją­cym, oraz ich akcjo­na­riu­szom (sha­res). Czas kupo­wa­nia i wyrzu­ca­nia bez­kar­nie spo­wo­do­wał zmo­rę eko­no­micz­nej nad­pro­duk­cji. Tanich pro­duk­tów wytwa­rza się w ska­li glo­bal­nej wię­cej niż jest na nie zapo­trze­bo­wa­nie. Gołym okiem to widać.

        Powsta­nie sie­ci skle­pów Dola­ra­ma było pró­bą upłyn­nie­nia towa­rów. W Dol­la­ra­mie do dzi­siaj moż­na nabyć podob­ne pro­duk­ty (czę­sto takie sama) jak w innych mar­ko­wych skle­pach takich jak Cana­dian Tire w ska­li 1 do 5. Czy­li to co w dola­rów­ce kosz­tu­je $1, w skle­pie bran­żo­wym kosz­tu­je $5. Podob­ne skle­py powsta­ły w Wiel­kiej Bry­ta­nii – nazy­wa­ne fun­cia­ki. Wyścig o to jak wycią­gnąć z naszej kie­sze­ni dolar­ka (ogra­ni­czo­ne­go prze­cież) się roz­po­czął. A wia­do­mo jak wyda­cie u jed­ne­go, to już nie kupi­cie u dru­gie­go. To samo doty­czy odzie­ży. Sprawdź­cie w swo­ich sza­fach ile macie łachów nie noszo­nych od kil­ku lat, i obu­wia, któ­re daw­no prze­sta­ło być mod­ne i wygod­ni­że. I to wszyst­ko idzie co jakichś czas do wora. Wór może iść do skle­pu Armii Zba­wie­nia, do skle­pu z uży­wa­ną odzie­żą, albo wysta­wia­ny dla cha­ry­ta­tyw­nych orga­ni­za­cji, któ­re wyspe­cja­li­zo­wa­ły się w zbiór­ce odbie­ra­nia lom­pów w okre­ślo­ny dzień spod domu. I to wszyst­ko było sprze­da­wa­ne do kra­jów bied­nych, czę­sto do Afry­ki. Nie­za­mie­rzo­ny efekt był podob­ny do tego co dzia­ło się w Pol­sce, lokal­ny prze­mysł tek­styl­ny i odzie­żo­wy został stłam­szo­ny. Aż pew­ne­go dnia… Nikt nawet w kra­jach afry­kań­skich nie chciał ani przyj­mo­wać, ani kupo­wać odzie­ży z dru­giej ręki z kra­jów boga­tych, czy też takich gdzie jest nad­pro­duk­cja, któ­rej nie da się upchnąć w kra­jach boga­tych, nawet w dola­rów­kach, ani w lum­pek­sach. Od pew­ne­go cza­su świat obie­ga­ją zdję­cia z afry­kań­skich pla­ży (np w Gha­nie), na któ­rych zale­ga­ją tony wywa­lo­nych ubrań, na któ­re nie ma popy­tu. Zosta­ły przy­wie­zio­ne z nadzie­ją odsprze­da­ży i zysku, ale sko­ro nie ma chęt­nych na ich zakup hur­to­wy, to i nie ma gdzie ich wywieźć z powro­tem. Więc są wywa­la­ne na pla­że, i tam gni­ją, i będą gni­ły przez set­ki lat. Sztucz­ne włók­na na przy­kład poly­ester roz­kła­da się przez 200/300 lat. I tym się nikt nie przej­mu­je?  Sto­sy nie­chcia­nych ubrań zale­ga­ją pla­że Afry­ki, codzien­nie jest ich wię­cej. Są nazy­wa­ne są przez lokal­ną lud­ność ubra­nia­mi zmar­łe­go czło­wie­ka. Takie wyobra­że­nie, że ktoś boga­ty umie­ra i zosta­wia po sobie dużo ubrań. Nie­ko­niecz­nie jest to prawda.

        Tych ‘dużo ubrań’ bie­rze się rów­nież z nasze­go obłę­du mody i tanio­ści spro­wa­dza­nych towa­rów, pro­du­ko­wa­nych za bez­cen przez bar­dzo bied­nych ludzi. Byli­by jesz­cze bied­niej­si, gdy­by nie gło­do­we staw­ki, za któ­re pra­cu­ją, a któ­re zapew­nia­ją im i ich rodzi­nie jakiś tam byt.

        Histo­ria nasze­go prze­my­słu tek­styl­ne­go i odzie­żo­we­go prze­su­nę­ła się dalej na wschód.

        A tu pro­szę: Świa­to­we Forum Eko­no­micz­ne z Klau­sem Schwa­bem na cze­le nie zaj­mie się tymi spra­wa­mi, a zaj­mu­je się jaki­miś mrzon­ka­mi boga­czy ogar­nię­tych obse­sją kon­tro­li o zli­kwi­do­wa­niu indy­wi­du­al­nych samo­cho­dów – tak, dla nas. Oczy­wi­ście nie dla nich, bo oni są ponad.

        A co z tą nad­pro­duk­cją? Lek­cje histo­rii gospo­dar­czej pod­po­wia­da­ją, że nad­pro­duk­cja powo­du­je ogrom­ne kry­zy­sy i zała­ma­nia gospo­dar­cze. Nagle wszyst­kie­go jest za dużo, ale nie ma na to popy­tu, bo ludzie nie mają dobre­go pie­nią­dza, bo nad­żar­ła go infla­cja (tak jak obec­nie u nas). Nie­ste­ty czę­sto wyj­ściem z takie­go kry­zy­su jest woj­na, pro­wa­dzą­ca do rese­tu gospodarczego.

        Zaci­śnij­my więc pasa, bo rol­ler coster, któ­ry nas wie­zie nabie­ra roz­pę­du.  I pomy­śleć, że jesz­cze nie­daw­no tłu­ma­czo­no nam, że to koniec histo­rii, i tak będzie – zawsze. Nie­ste­ty sys­tem się prze­grzał, kor­ki wysia­dły, a nowych kor­ków nie ma, bo glo­bal­ny rynek dostaw się zawa­lił. Mój nowy samo­chód (od mojej agent­ki z Sub­a­ru Mis­sis­sau­ga, Iza­be­li Kosmow­skiej) będzie dopie­ro w mar­cu przy­szłe­go roku. Naj­le­piej więc zaka­sać ręka­wy i nauczyć się same­mu, tego co umie­li­śmy kie­dyś. Od małych krocz­ków, od małych. Pew­nie na jesie­ni będą ofe­ro­wa­ne kur­sy kro­ju i szy­cia, bo to umie­jęt­ność nie­zwy­kle przy­dat­na, kie­dy dro­ży­zna sza­le­je, tak­że globalnie.

Ali­cja Farmus

 Toron­to, 1 sierp­nia, 2022