Skąd ten pomysł? Ponieważ Rosję ocalić warto. Natomiast nie warto, a co więcej: nie wolno nam, wspierać planów odbudowy rosyjskiej państwowości w formule imperium.

        Podobnie jak niegdysiejsza, również Rosja współczesna, to swoisty zbiór poddanych Kremla. To Kremla niewolnicy, zamieszkujący obszar wielki wręcz niewyobrażalnie. Wielki i atrakcyjny – na szczęście dla samych Rosjan, znacznie większy (metaforycznie) niż państwo z ambicjami imperialnymi, państwo od stuleci skutecznie gwałcące jestestwa i umysły osobnikom zarządzającym Rosją. Do postaci rozgotowanego makaronu, choć z bombami termojądrowymi w stodołach. Czy tam na czubach rakiet.

JEDNO I STO

        Rosja to przede wszystkim ludzie, których ich państwo – ich państwo przecież, co należy i powinniśmy podkreślać – których ich państwo niewoliło zawsze, niewoli dziś, a przestać niewolić oraz ogłupiać nie zamierza nigdy.

        Nigdy, choćby rosyjskie trupy tysiącami płynęły Wołgą czy Jenisejem. Choćby tony nie pochowanych rosyjskich szczątków gniły na wzgórzach Mandżurii. Na przedpolach Moskwy czy Stalingradu. Czy Berlina. Choćby komunistyczne fałsze, a dalej postkomunistyczne łgarstwa, całymi pokoleniami nie przemielały milionów ciał i umysłów w nicość. Choćby nadzieje “człowieka sowieckiego” nie znikały prędzej od igliwia uralskiego modrzewia, ciśniętego od niechcenia w brzuszny żar któremuś z “wielkich pieców” Magnitogorska. I tak dalej, i tak dalej, boć podobną listę ciągnąć można dosłownie bez końca.

        By the way: ktoś wie, że Magnitogorsk, największy w Rosji kombinat metalurgiczny, a zarazem symbol stalinowskiej industrializacji, to – drugi po Norylsku – najbardziej zanieczyszczony rejon Rosji? Że sam w sobie przyjazd do miasta jest ryzykowny i wiąże się z zagrożeniem dla zdrowia i życia? Że praktycznie każdy z mniej więcej pół miliona mieszkańców, choruje na jakąś postać nowotworu? Że w okolicach Magnitogorska zaledwie jedno dziecko na każdych sto, rodzi się zdrowe?

GROŹBA I GROZA

        Państwo rosyjskie, niezależnie od formy przyjmowanej w dziejach, to groźba i groza w jednym. To carska, komunistyczna oraz postkomunistyczna nieprzewidywalność. To złowieszczość w ślepiach i – najprawdopodobniej – szaleństwo w głowach ludzi, władających Rosją. Stąd ów makaron, wspomniany na początku. To państwo zainfekowane zdaje się nieuleczalnie, jakby butwiejący za życia mózg Lenina multiplikował się w następcach carów i siepaczy z NKWD. Czy tam z innego GRU.

        Rosja w formie państwa to zagrożenie, powtarzam, a współcześnie także zagrożenie dla całego świata. Państwo rosyjskie (podobnie jak islam, mówiąc na marginesie) wypączkowało z podboju, i jakkolwiek definiowalibyśmy rosyjską myśl imperialną, ta nigdy w Rosji nie umarła. Nie mogła umrzeć i nie może, ponieważ sama przez się definiuje rosyjską państwowość. Rosja w formie imperium nie istnieje bez wojny. Wbrew dobru obywateli Rosji, za to zgodnie z interesem jej władców. Ewentualnie poistnieć chwilowo może, by tak rzec: dla złapania oddechu, dajmy na to. Czy tam dla żartu z sąsiadów. Wszelako imperia to do siebie mają, że przypominają jazdę na rowerach. Nie sposób poruszać się na nich do przodu, nie kręcąc pedałami. Stojąc, da się wyłącznie przewrócić. Pytanie: jak zatrzymać i przewrócić imperium?

DĄB I ŚMIERĆ

        Powtarzają, tacy i owacy, że charaktery, twarze i kształty Rosji, a dalej to, czym i jaka Rosja była, a czym jest, to jakaś wielka tajemnica. Przeogromna. Gargantuiczna. Że Rosji nie da się zrozumieć, nie przeżywając jej osobiście. Otóż nie wierzcie w te banialuki. Nic w Rosji tajemniczego i nic wielkiego. Precyzyjniej: to nie oblicze Rosji stanowi tajemnicę. Nie to, jaką Rosja była czy jest, ale to, że jest w ogóle. Czy lepiej: to, że Rosjanie pozwalają Rosji współczesnej być taką, jaką im od dekad Kreml prokuruje. Jaką Rosją dławi Rosjan, unicestwiając weń człowieczeństwo.

        Bez specjalnego ryzyka popełnienia błędu powiedzieć można: ciągłość. Ciągłość, swoją drogą, przerażająca. Przykład: jeden z bohaterów “Biegu” Bułhakowa tęskni za ojczyzną nie dlatego, że mu do niej daleko, lecz ponieważ przekonany jest, iż Rosja od dawna nie żyje, że po Rosji tylko zwłoki zostały, zatem oburzanie się na współczesność rosyjską: “Przypomina oburzanie się na trupa, że źle uperfumowany”. Z kolei Nabokov, w epigrafie pierwszego rozdziału powieści “Dar”, umieścił frazę znalezioną podobno w “Podręczniku gramatyki rosyjskiej” autorstwa niejakiego Smirnowskiego: “Dąb jest drzewem. Róża jest kwiatem. Jeleń jest zwierzęciem. Wróbel jest ptakiem. Rosja jest naszą ojczyzną. Śmierć jest nieuchronna”.

RAZ I TERAZ

        Powyższe, krytyk teatralny Paweł Głowacki, ocenił jako: “Parę banalnych prawd, które nie pozwalają zgubić się w świecie niepoczytalnych konceptów”, co akurat u Głowackiego kontrowersyjne, niemniej zapytać warto: czy w ocenie Rosji można posunąć się dalej niż doszli Bułhakow czy Nabokov? Zapewne można. Na pewno jednakowoż o taki wymiar Rosji walczyć nie warto.

        W takim razie, czy powinniśmy choć spróbować ocalić Rosję jako kraj? Zakładając oczywiście, że Rosja ocalić się jeszcze da. Że ocalenie Rosji w formie “pięknego kraju” jest jeszcze możliwe, a my w miarę szybko zdołamy wygenerować niezbędne po temu plany, energię oraz sprawności. Oraz przywództwo. Że może być ciężko z dowolnym z elementów wymienionych wyżej? Zgoda i w takim razie oceńmy problem z perspektywy człowieczeństwa. Spójrzmy z tej strony, gdyż nikt z ludzi rozsądnych i przyzwoitych nie zakwestionuje tezy w brzmieniu: aby ocalić człowieczeństwo w rosyjskim narodzie, w siostrach naszych Rosjankach oraz w naszych braciach Rosjanach, trzeba zamknąć narzucony tej nacji “projekt imperium”, rozumiany w kontekście imperialnych ambicji rosyjskiego państwa, towarzyszących mu od jego narodzin. Definitywnie zamknąć, zamknąć ostatecznie, raz na zawsze zamknąć, i nieodwracalnie.

***

        Teraz, ponieważ za chwilę – za miesiąc, za trzy miesiące, za rok – może być na to za późno. Biorąc pod uwagę postępy Rosji na froncie, a w tym kontekście postawę tak zwanego Zachodu. Tak zwanego, mówię, boć Francja i Niemcy, przykładowo, dawno temu Zachodem być przestały; cóż wspólnego plany Paryża czy Berlina, zakładające jak najszybszy powrót do współpracy z Moskwą na pełną skalę, mają dziś wspólnego z ambicjami Londynu czy Waszyngtonu?

        I podsumowując: aby ocalić człowieczeństwo sióstr naszych Rosjanek i braci naszych Rosjan, o ile ocalenie w nich człowieczeństwa w ogóle jest jeszcze możliwe, trzeba wpierw zamknąć narzucony im “projekt imperium”. Pora po temu najwyższa. Natomiast czy zechcemy i czy będzie nas na to stać, czy też owładnie nami strach przed ewentualnymi atomowymi retorsjami – to pytania w charakterze szekspirowskie, a zajmiemy się nimi już przy innej okazji.

 Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl