Jeśli nie mieliście indyka i nie świętowaliście dziękczynienia to żałujcie. Ilu raczyło się indykiem w Polsce? Jeśli już to była to uczta z reguły na Boże Narodzenie. W moim domu na Boże Narodzenie serwowano albo gęś, albo indyka, a na Wielkanoc pieczoną kaczkę. No tak, ale w moim domu rodzinnym ten drób to znaczy kury, kaczki. Indyki i gęsi były hodowane przez moją matkę. W związku z tym nie było problemu z tym żeby coś specjalnego zjeść w czasie świąt. Mama często się dzieliła z biedniejszymi i podsyłała im a to kurkę, a to pól kaczki, a to małego indyczka. To dzielenie się mi zostało. Mój mąż dlatego się ze mną rozszedł (no może między innymi dlatego), bo jego zdaniem za dużo rozdawałam, a on był z tych sknerowatych z małego miasteczka podkrakowskiego i nie lubił się niczym dzielić. Ach te krakowskie centusie!
  A gęś jest nie tylko w Polsce, ale także w kraju naszego osiedlenia w Kanadzie, symbolem świąt Bożego Narodzenia. Jeśli chodzi o kurczaki to i w Polsce i w Kanadzie jest to potrawa pospolita, i nie trzeba czekać na święta żeby się nią raczyć. Chodź pamiętam takie czasy w Polsce, że nawet na święta nie było nic innego tylko kurczaki małe jak gołąbki. Moja mama z takich małych kurczaków podczas stanu wojennego zrobiła całą ucztę. Rosół, a kurę z rosołu upiekła w panierce, nawet pasztet jakoś wyczarowała. A że wszyscy byli wtedy wygłodzeni, to nam bardzo smakowało. A święta bo przecież święta, niekoniecznie o gęsi, czy indyku. Święta są przypomnieniem, i napomnieniem, i przebaczeniem i przebaczaniem. Jeśli nie obchodzicie Święta Dziękczynienia z wypasionym indykiem na stole, to za cóż dziękujecie?
U mnie indyki już mają całą kanadyjską historię. Zaczynając od pierwszego, zaraz po przyjeździe. Mój małżonek zaprosił wielu swoich znajomych na kolację dziękczynną. Było za co dziękować, bo w końcu komuniści mnie wypuścili dając pozwolenie na wyjazd w jedną stronę do Kanady. Grono zaproszonych było podobne, większość jakoś wydostało się z bloku komunistycznego – wtedy mówiło się, że ‘uciekli’.  Często ich samych i ich rodziny pozostawione w Polsce szykanowano. Mnie na przykład nie dano kartek na mięso, bo jak mnie wywalili z pracy po ‘ucieczce’ męża to zostałam tak zwanym nierobem, albo niebieskim ptakiem.
Więc to święto dziękczynienia z wypasionym indykiem mi się bardzo podobało. Problem był tylko taki, że jeden facio- też nieobeznany- obiecał kupić indyka, i kupił, tylko przyniósł mi go zamrożonego tuż przed kolacją! Wielkie nieba, co tu zrobić? Nawet letnie kąpiele w wannie nie pomagały, a tu przeczytałam (z trudem, bo po angielsku) że taki indyk się piecze kilka godzin. Po krótkim czasie mój mąż za pomocą swoich narzędzi rozpiłował  tego indyka,  a ja go zaczęłam piec warstwami w nagrzanym piekarniku. Jakoś tam wyszło, bo niektórzy się spóźnili, inni zachwycali śląskim żurkiem, jeszcze inni gadali i gadali. Ale ja się nauczyłam, że nigdy w prawach kulinarnych nie zdawać się na innych, szczególnie tych nieopierzonych w Kanadzie, i po drugie mieć w zapasie alternatywę. Potem była niezliczona ilość indyków, każdy inny, każdy niepowtarzalny.
Każdy celebrowany jako podziękowanie losu.
A dzisiaj? Dzisiaj siły już nie te, więc kupuję już upieczonego indyka w polskim sklepie. Nie mogą się nachwalić, bo to przecież o spotkanie i dziękczynienie chodzi, i o radość bycia razem, a nie o umęczenie.
MichalinkaToronto@gmail.com, 
Toronto, 9 października, 2026
PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU