Goniec: – Siostro Karolino, jak to się zaczęło, skąd pomysł, aby tutaj w naszej parafii zrobić Misterium Męki Pańskiej, i to z takim rozmachem?

Siostra Karolina Szymkowiak: W latach młodości, uczestniczyłam w misterium na Cytadeli w Poznaniu, ogromnym misterium robionym przez Wspólnotę Salezjańską, tam właśnie zachwyciłam się przekazaniem Misterium Męki Pańskiej na żywo; zawsze marzyłam, żeby zrobić to z ludźmi, których znam, czy z którymi spotykam się na co dzień. Misterium przeżywane w taki sposób jest wielką łaską.

       Przyjeżdżając tutaj do Maksymiliana 3 lata temu, ten pomysł mógł zostać zrealizowany, ponieważ poznałam ludzi, ale przede wszystkim – współpraca z „Chórkiem” młodzieżowym, z Asią Rutą, z Markiem Reitmeierem przy różnych rozmowach okazało się, że mamy takie pragnienie żeby zrobić misterium.

       Oni zajęli się stroną muzyczną, bo trzeba pamiętać że cała muzyka jest na żywo w misterium czy też odgłosy ludzkie, to wszystko jest robione przez Chórek. To oni wybierają utwory – oczywiście w jakimś tam porozumieniu i doradztwie – ale oni podejmują tę ostateczną decyzję. I tak to tworzymy wspólnie – ja tworzę scenariusz na podstawie Słowa Bożego, dobieramy do tego utwory, muzykę i tak to idzie.

       – A aktorzy, jak to było?

       – Aktorzy zostali wybrani przeze mnie. Dla mnie najważniejsze było to, żeby to byli ludzie uduchowieni; ludzie, którzy są blisko Pana Boga, których spotykam w kaplicy adoracji; którzy są nie tylko na niedzielnej Mszy świętej, ale również w tygodniu, dla których też parafia Świętego Maksymiliana jest takim drugim domem. A przede wszystkim to, że wzrastają duchowo, pomimo różnych trudności, czasami upadków, wracają do Chrystusa i dla nich Chrystus jest na pierwszym miejscu, jest najważniejszy.

       I w taki sposób tych aktorów wybierałam. W tej chwili jest to grupa około 50 osób takie „Misterium Team”, można powiedzieć, plus  cały zastęp innych ludzi. W samym „Chórku” jest około 30 osób, do tego ludzie, którzy pomagają przy scenografii, jak na przykład namalowanie panoramy jerozolimskiej czy całunu czy chusty, którą używamy Weroniki. To jest kopia zrobiona przez panią Beatę Wiekierę, chusta z Manoppello zmartwychwstałego Chrystusa. To są wszystko nasi parafianie, którzy chcą swoimi talentami się dzielić. Proszę, a oni mówią, „dla siostry wszystko”. -(śmiech)

       Naprawdę między sobą bardzo się zżyliśmy, nie przejdziemy obok siebie obojętnie, zawsze gdzieś tam chociaż kilka słów ze sobą zamienimy, nie tylko ze mną, ale między sobą, aktorzy.

       Może nigdy wcześniej nie spotykali się na wspólnym meczu, a na Maple Leafs teraz idą razem, bo gdzieś ta więź między nimi się pogłębiła, przez to, że mają jeden cel, mają Jezusa Chrystusa swojego Zbawiciela, są tego świadomi i przez to też ta relacja między nimi się rozwija i umacnia.

       To jest właśnie piękne między tymi ludźmi, że czujemy się między sobą bardzo dobrze, a jednocześnie łączy nas ten jeden cel przekazywania historii Jezusa Chrystusa.

       – Tak to się zaczęło w pierwszym roku wystawiliśmy sztukę trzy razy ale z tego względu że była robiona w sali parafialnej. Sala parafialna, to jest około 400 osób na jeden spektakl, więc sala była wtedy przepełniona; wiadomo że są tam fajne warunki bo mamy kurtynę, możemy troszeczkę te sceny pozmieniać, no ale po takim minisukcesie ojciec proboszcz Janusz Błażejak powiedział żeby koniecznie zrobić to w kościele i wtedy trzeba było już zaangażować o wiele więcej ludzi ponieważ trzeba było zrobić pokaźną scenografię która może nam pomóc w przeżywaniu Misterium Męki Pańskiej. Można powiedzieć że około 100 osób jest zaangażowanych w przygotowanie w scenografię i kostiumy,

       – No właśnie, przecież to jest ogromne przedsięwzięcie, skąd pieniądze?

       – Misterium się samo finansuje z ofiar, które ludzie po ostatnim spektaklu składają. Zawsze wszystko zostaje pokryte, wcześniej wykładamy albo z pieniędzy parafialnych czy są już sponsorzy. W zeszłym roku stroje uszyliśmy sami, zastęp około 10 pań szył stroje, ponieważ to był największy koszt jeśli chodzi o wypożyczenie z teatru – postanowiliśmy je uszyć, a cześć kupić, na przykład stroje żołnierzy, te takie trudniejsze. W tej chwili mamy cały komplet. Jeśli chodzi o scenografię, to największą zasługę ma tutaj o rodzina Brozdów, która praktycznie zrobiła całą scenografie oraz pan Stanisław Armatowicz, który też wiele mi pomógł no i artyści malarze .

       – W parafii mamy te wszystkie talenty?

       – Oczywiście, że mamy, nasza parafia jest ogromna, to jest 12 000 rodzin, więc trzeba tylko poznać ludzi i poprosić ich żeby się zaangażowali. To jest historia Męki Pańskiej, historia naszego odkupienia i ci ludzie, którzy w niej uczestniczą nie są przypadkowi to są ludzie rozmodleni uduchowieni, którzy starają się być blisko Pana Boga. Oczywiście są związani z naszą parafią, bo o to chodzi, żeby to było misterium parafialne i właściwie nikt z nich nie miał większych doświadczeń aktorskich. To pozostawiliśmy łasce Pana Boga i  działaniu Ducha Świętego. To są godziny prób.

       Skończyłam teologię, więc też  mam trochę tego zaplecza teologicznego, historycznego, staram się inne rzeczy doczytać i przekazuję im na próbach, jak to mogło wyglądać; jak się apostołowie mogli czuć, dlaczego Faryzeusze tak reagowali; próbujemy to przez swoje emocje pokazać, w jaki sposób mogło się to odbywać; pewnie jakby jakiś historyk usiadł to może by jakieś gesty  poprawił, oczywiście, to jest też nasza interpretacja.

       Jeżeli chodzi o scenariusz, to w większości staram się, żeby to było oparte na Słowie Bożym, czyli jeżeli wypowiadane są jakieś słowa w czasie Misterium, to są to słowa z Pisma Świętego, żeby to nie były takie nasze „podokładane” rzeczy, tylko w Piśmie Świętym.

       W tym roku mamy bardzo specyficzne misterium. Pomysł na nie przyszedł rok temu, podczas jednej z modlitw w kaplicy adoracji, przyszło natchnienie, żeby zaprosić świętych. Mamy takie bogactwo polskich świętych, mamy nagrania, też Jana Pawła II, wielkiego naszego świętego i szkoda, żeby o nim zapomnieć. Trzeba zgłębiać jego naukę, i to była ta myśl, żeby go usłyszeć

       Dla mnie zawsze głos Jana Pawła II jest takim mocnym uderzeniem.

       Oczywiście, jak Męka Pańska to siostra Faustyna i od nas tutaj święty Maksymilian, ja też jestem związana z siostrą Urszulą Ledóchowską przez Wielkopolskę przez Pniewy, więc ona dla mnie też jest bliska, i brat Albert Chmielowski, znamy jego tekst o chlebie i przy tej Eucharystii nie mogła tego zabraknąć.

       Dla nas tutaj, Polonii,  – ksiądz Jerzy Popiełuszko, „Solidarność”, prawda, za którą trzeba umrzeć…

       I tak ci świeci się pojawili, którzy mają pogłębić to Misterium Męki Pańskiej żebyśmy zaczęli odnosić je do swojego życia; że to wszystko było dla nas.

       – Kiedyś czytałem o filmie „Pasja”, tam wiele się mówiło o tym, że zaczynano od Mszy Świętej, że ci aktorzy byli –  jak siostra mówi – blisko Pana Boga i wtedy gra była inna; jak fakt występowania w tego rodzaju dziele czy działa aktorów?

       To trzeba im zadać to pytanie, ale my każdą próbę rozpoczynamy modlitwą, ona jest zazwyczaj po Mszy świętej.

       – A od kiedy próby trwają?

       – Od końca stycznia, początku lutego, wszystko zależy od tego jak są święta. Święta wielkanocne są świętami ruchomymi, więc jeżeli są wcześniej, to zaczynamy zaraz po Bożym Narodzeniu. W tym roku zaczęliśmy na początku lutego. Ojciec proboszcz też już zdradził na próbie generalnej, że ostatnia próba była do godziny 1 w nocy, tak że to też wymaga od tych ludzi poświęcenia bo każdy z nich rano wstaje do pracy.

       Próby rozpoczynamy krótką modlitwą refleksją, my zawsze modlimy się o to, żeby robić to, co Pan Bóg chce, żeby w tym misterium przekazać to, czego Jezus od nas chce, żeby ludzie, którzy będą uczestniczyć, którzy będą oglądać to misterium doświadczyli tego co Pan Bóg chce w ich sercach przemieniać.

       O to zawsze się modlimy. Potem tuż przed samym misterium każdego dnia staramy się odmówić koronkę do Bożego Miłosierdzia w intencji tych ludzi, którzy będą na widowni, ale także nas, aktorów, żebyśmy nie dawali siebie, tylko dawali Chrystusa innym. Tak to wygląda.

       – Zawsze są ci sami aktorzy?

       Trzon jest ten sam.

       Historia głównego aktora grającego Pana Jezusa, czyli Łukasza Orwińskiego jest bardzo ciekawa. Wybierając po raz pierwszy aktorów miałam już wszystkich, a nie miałam Jezusa i poprosiłam Darka Wiekierę – on jest też we Wspólnocie – i powiedziałam, że nam kilka osób brakuje do tłumu… Wiedziałam też, że brakuje nam Pana Jezusa. Siedzieliśmy już na pierwszej takiej próbie, gdzie opowiadamy jak to będzie wyglądać i Łukasz się spóźnił. Jak wchodził do sali, momentalnie zobaczyłam, że on będzie grał Pana Jezusa . A on przyszedł, bo Darek mu powiedział, że tam „do tłumu” jakaś rola jest potrzebna…

       Gdy zobaczył ile ma tekstu do nauczenia… Ale zawziął się. Wszystko sobie nagrał na telefonie i w samochodzie przez te 3 miesiące cały czas słuchał.

       Dla mnie jest ważne, żeby to był wierny tekst, taki jaki jest w Piśmie Świętym, żeby nic nie przekręcać. To nie jest łatwe, bo czasami, jak grają aktorzy w filmach, to jest jakiś tam dialog, ale pewne słowa jak zmienią to nic się nie dzieje; a tutaj chodzi o to żeby to było, jak jest w Piśmie Świętym żeby to Słowo Boże było żywe.

       Pozostałych aktorów to już tak żeśmy dobierali trochę z charakteru, żeby wygląd danej osoby pasował do świętych. Wybierałam osoby, które grały już w misterium, żeby znały Ducha Misterium, a jednocześnie żeby chociaż troszeczkę te świętą osobę nam przypominały.

       Ten skład aktorski zmienia się czasami; ktoś wyjeżdża więc trzeba kogoś zamienić,, czasami aktorzy zamieniają się rolami bo akurat ktoś w danym roku nie może tyle czasu poświęcić na próbę, ale są role łatwiejsze, więc schodzi do innej roli a w jego miejsce ktoś wskakuje. Ale Piłat jest od zawsze, Leszek Szafran, Faryzeusze też nam się nie zmieniają; panowie to grają w taki  emocjonalny sposób, że nie chcemy ich zmieniać i oni też w tym się dobrze czują. To jest też przedziwne, że choć gramy negatywne postaci, to pokazujemy jak mogło to wyglądać, gdy robiliśmy pierwsze próby, wszystko mocno przeżywaliśmy, Łukasz, gdy grał pierwszy raz modlitwę w Ogrójcu to wszystkim nam włosy dęba stawały, później – żeby też psychicznie nie zwariować – to musimy nabrać troszeczkę dystansu aczkolwiek, jak wychodzimy na scenę to staramy się dawać siebie i modlić się tym co robimy; pobudzać w sobie te emocje, żeby pokazać że ta sztuka, to misterium jest naszą modlitwą i przekazaniem Jezusa; tego, co mamy w sobie

       – Gratulując raz jeszcze, zapytam na koniec jak to było u Siostry z powołaniem? Jaka jest droga Siostry do nas, do parafii w Mississaudze?

       – Siostrą zakonną – myślę – chciałam być od zawsze; wiadomo w młodym wieku były takie momenty buntu, jak każdy ma,  ale gdzieś tam bardzo mocno angażowałam się przy kościele. Mój młodszy brat, który po bierzmowaniu, gdy siedzieliśmy przy uroczystej kolacji, powiedział takie zdanie powtarzane w mojej rodzinie od pokoleń, że „Karolina to jest taka kościelna, więc na pewno zostanie zakonnicą”. Tak sobie to teraz powtarzamy.

       Przez świadectwo innej siostry poznałem Misjonarki Chrystusa Króla dla Polonii i było to też w takim trudnym czasie mojego życia, ponieważ miałam wtedy 18 lat i mój tato zmarł. Ona została postawiona przez Pana Boga na mojej drodze, żeby mi pomóc przejść tę żałobę.

       Dzięki niej poznałam Misjonarki i odwiedzałam ją też w klasztorze, poznałam wtedy życie sióstr, takie normalne, codziennie, bo ona właśnie, aby mi pomóc przejść tę żałobę, zapraszała mnie i nieraz tydzień u niej byłam i tak spokojnie sobie żyłam, żeby to wszystko w swoim życiu poukładać.

       Zachwyciłam się tym życiem, tym że w taki sposób można przejść ziemskie życie.

       Po kolei też odkrywałam charyzmat Misjonarek, ich duchowość i to wszystko mi się składało w całość. Ta polonijna duchowość; Matka Boża Częstochowska na pierwszym miejscu, a ja pielgrzymowałam do Matki Bożej Częstochowskiej; Serce Boże, które też jest mi bardzo bliskie, dlatego że na bierzmowanie przyjęłam imię Małgorzaty Marii Alacoque, tej której objawione zostało Serce Boże, więc to wszystko składało mi się w całość i tak postanowiłam wstąpić do Zgromadzenia.

       W ogóle nie przyszło mi do głowy, że mogą mnie nie przyjąć! Przyjechałam z dokumentami i od razu do matki przełożonej, że ja tutaj wstępuję i koniec.

       W 1999 roku wstąpiłam do Zgromadzenia i w tym roku upływa 20 lat  mojego życia spędzone u sióstr Misjonarek. Jestem bardzo szczęśliwa, że tutaj jestem. W Polsce pracowałam w katechezie, byłam nauczycielem na różnych poziomach i w liceum i gimnazjum i podstawówce, ale też wiadomo, u nas jest tak, że jak przychodzą wakacje no to nauczyciele mają dwa  miesiące, a my mamy trzy tygodnie urlopu, więc w te pozostałe dni albo były jakieś wyjazdy duszpasterskie, czy zastępstwo w zakrystii czy na innych obowiązkach, żeby inne siostry mogły mieć urlopy.

       I tak zostałam powołana przez naszą przełożona generalną Matkę Ewę Kaczmarek, tutaj do misji Kolbe. Ojciec Janusz Błażejak poprosił o siostrę, do pomocy, matka przeczytała i mówi,  jesteś tą, którą możemy posłać, i tak się stało. 5 lat temu 25 lipca maja noga postawiona została tutaj na ziemi kanadyjskiej i od razu do świętego Maksymiliana Kolbe.

       Jest to dla mnie wielka radość, że pracuję wśród Polaków – tak, jak zawsze pragnęłam, jestem tu, posługuję im, tym co mogę się dzielę i staram się, żeby ta Polska tutaj też nie zginęła, bo taki też jest nasz charyzmat.

       My, jako Misjonarki Chrystusa Króla dla Polonii modlimy się o zbawienie polskich emigrantów. Jest w tej chwili 200 sióstr Misjonarek, które są rozsiane po całym świecie i to jest nasz charyzmat – modlić się i posługiwać, aby polskie dusze, które gdzieś są rozrzucone po całym świecie nie zginęły; żebyśmy się wszyscy spotkali w Niebie.

        Takie jest nasze misjonarskie przesłanie; żebyście się nie martwili Polacy, tutaj w Kanadzie, bo my się modlimy za was!

       Jest nawet taki dom, są siostry, taka wspólnota sióstr  – zaczyn takiej gałęzi kontemplacyjnej Misjonarek, gdzie na na dwa lata czy na rok czy na trzy któraś z nas postanawia oddać się modlitwie i kontemplacji; odsuwa się od tych obowiązków duszpasterskich i tam całkowicie poświęca czas modlitwie za Polaków i za duszpasterzy pracujących wśród Polaków zagranicą.

       Więc, jak ktoś ma jakieś trudności to może też przyjść i poprosić o modlitwę; wtedy do Domu Modlitwy można wysłać taką prośbę, bo Misjonarki każdego dnia pamiętają o Polakach na całym świecie.

       – Siostro Karolino dziękuję bardzo. Szczęść Boże.