Organizatorzy dorocznej torontońskiej parady równości przeprosili, że na plakacie zachęcającym uczestników imprezy do nawiązania więzi z ziemią, na której stoją, nie pojawiły się odniesienia do ludności rdzennej. Zdaniem krytyków w takim tekście jak najbardziej należałoby wspomnieć o ludności przesiedlonej przez europejskich osadników, a także powtórzyć, że Toronto leży na terytorium Mississaugas of the Credit First Nation. Tymczasem na plakacie jedynym nawiązaniem do Indian były dwa słowa – chi miigwetch – które w języku Odżibwejów oznaczają „dziękuję”.

W oświadczeniu opublikowanym na fejsbuku Pride Toronto stwierdziło, że nie zamieszczając odniesienia do tradycyjnej ziemi Indian, przysłużyło się do przekreślenia Indian identyfikujących się jako LGBTQ. Organizacja przyznała, że ma jeszcze wiele do zrobienia, by być naprawdę „radykalnie antyrasitowską i walczącą z prześladowaniem”.


PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU