Jak co roku w Kanadzie na Kaszubach odbywa się akcja letnia Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju i jak zwykle kulminacja przypada w jej środku, kiedy mogą odwiedzać harcerzy rodzice i płonie tradycyjne harcerskie ognisko, a w niedzielę odprawiana jest uroczysta suma w Katedrze pod Sosnami gdzie harcerze przybywają obozami maszerując przez okolicę by pokłonić sztandary przed ołtarzem z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej.

W tym roku honorowym gościem w związku z 75 rocznicą Powstania Warszawskiego była legendarna łączniczka, harcerka i żołnierz AK Ewa Anna Krystyna Ponińska-Konopacka (ur. 4 maja 1926[ w Paryżu) –  odznaczona Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.   Ona to właśnie przemawiała do młodzieży z wysokości pomnika Szarych Szeregów, który  góruje nad polaną, gdzie organizowane jest ognisko. Na Kaszubach towarzyszyła jej córka. Wcześniej po drugiej stronie drogi odbył się tradycyjny kominek zuchowy.

W tym roku gośćmi honorowymi byli również ambasador RP z Ottawy z oraz Konsul Generalny RP z Toronto  i prezes KPK oddział Toronto.

•••

        Państwo  Gonczar z Guelph to pierwsi rodzice jakich napotkałem w tym roku

        – Dlaczego Państwo tutaj są? I który to już raz?

– Przyjechaliśmy odwiedzić syna akurat dzisiaj są odwiedziny, jest na „Dunajcu” tutaj na obozie harcerskim. A który raz, przynajmniej z 10..

Dlatego że przyjeżdżają tutaj dzieci na akcję letnią?

– Przyjechaliśmy pierwszy raz i już wiedzieliśmy że to będzie nasze miejsce. Nasz Stefan w tej chwili ma 18 lat, koniecznie chciał tutaj ziemię kupować, dom budować, zakochany w Kaszubach i w tej chwili nie wyobrażam sobie wakacji bez Kaszub.

– Przyjeżdżamy tutaj na Kaszuby dwa razy w roku.

Co tak przyciąga tutaj?

– Polskość, przede wszystkim ta Kaplica. Dla nas tak właśnie jest, jest to polskość i ta kapliczka; to że możemy przyjechać, przyjść rano na Mszę świętą wysłuchać polskiego kazania, przeżyć wakacje w pięknych warunkach, woda, las, grzyby, ryby wieczorem ogniska, śpiewanie i jednocześnie być blisko Pana Boga.

Troje naszych dzieci uczestniczy tutaj w harcerstwie. Podam przykład tego, co to daje; nasza córka pojechała na taki survival camp kanadyjski. Była taka sytuacja, że mieli budować szałasy i tak dalej. Nasza córka sobie poradziła super nawet instruktorka mówiła, Marta, nie szalej, przekupywała ją czekoladą, bo po prostu deprymowała tamte dziewczyny. One bały się drzewko ściąć, żeby szałas sobie zbudować, bo „to będzie drzewko bolało”, a Marta od razu wyjęła finkę i zrobiła szałas, umiała się od razu odnaleźć. Mieli się wspinać przez jakiś most przejść, tamte dziewczyny płakały i nie umiały sobie poradzić, a Marta od razu odważnie – bo już miała doświadczenie stąd. To, co tutaj zyskała tam wykorzystała i pokazała że potrafi przeżyć w warunkach, w których jej koleżanki z kanadyjskiej szkoły były całkowicie bezradne.

To naszym dzieciakom daje bardzo dużo i właśnie ta szkoła życia; to, że muszą wstawać do latryny, że musi być musztra, że śpią w niewygodnych warunkach, bo ja mówię; Stefan, w nocy nie będzie ci się chciało wstać do dziecka, a tutaj musisz wstać i to jest dobre przygotowanie, budowanie charakteru, tego, że pokonujesz swoje zmęczenie, pokonujesz niewygodę, pokonujesz ciężkie warunki i budujesz charakter, aby być wartościowym ojcem, człowiekiem w życiu.



•••

Rozmowy na obozie szczepu „Bałtyk”

Druh Konrad Pietrzak z Toronto:

– Który to już jest obóz dla pana?

– Piąty.

Jak się zaczynało, dlaczego harcerstwo polskie?

– Ja tutaj się urodziłem, niestety nie miałem szansy żyć w Polsce, ale znam  kulturę polską właśnie przez harcerstwo. Na początku rodzice wysłali mnie tutaj właśnie żeby to poznać i to jest super rzecz!

Co takiego jest fascynującego w kulturze polskiej? Co przyciąga do Polski?

– Nie wiem, to jest duma, dużo jest tej historii  jak śpiewamy te wojenne piosenki. Wspominamy ludzi, którzy oddali się dla Polski, myślę, że to jest piękna rzecz i ja jestem z tego dumny będąc harcerzem, ja tym żyję.

A co Pan robi na co dzień?

– Jestem tutaj ratownikiem, pomagam z obsługą przystani, ale też jak jest czas to jestem ratownikiem i pilnuję harcerzy.

Pan studiuje?

– Jestem dopiero w XI klasie jeszcze w high school.

Co Pan chce robić w życiu?

– Lubię chemię i biologię może farmaceutykę będę studiował czy coś takiego.

Co daje harcerstwo?

– Daje czas żeby oderwać się od tego codziennego świata; czuje się taką wspólnotę nie tylko z narodowością polską, ale czuje się jedność z naturą.

Nie trzeba zmuszać dzieci żeby tutaj przyjeżdżały?

– Mnie na pewno nie.

– Co się robi na co dzień?  Skąd te żaglówki?

– Mamy różne dary od rodzin harcerzy, ogólnie to wszystko zostało przekazane.



•••

Alex Jurak: To jest tutaj mój siódmy rok, zacząłem jako harcerz; wcześniej nie byłem zuchem, skrzatem.

Dlaczego?

– No trochę tak późno zacząłem, ale całe szczęście, że się tutaj znalazłem. Na pierwszą  zbiórkę to trochę nie chciałem pójść; rodzice mnie tak popychali, mój kolega też, ale w końcu wszedłem i jak wróciłem to powiedziałem czemu ja tego nigdy wcześniej nie robiłem?

Od razu w „Bałtyku”?

– Tak, zacząłem w „Bałtyku”,  we wrześniu i potem wszystkie obozy…

Co takiego jest, co przyciąga?

– Dla mnie to jest braterstwo, taki charakter budujemy razem z moimi kolegami, wędrownikami; byliśmy młodszymi harcerzami, razem starszymi harcerzami teraz „wędrownicy”.

Co roku tutaj na Kaszubach na obozie?

Większość czasu, w tym roku, nie jako kadra, ale tylko na te kilka weekendów, kiedy mogę przyjechać, bo oczywiście, pracuję.

Pan się tutaj urodził?

–  Tak w Kanadzie, ale rodzice obydwoje pochodzą z Biłgoraja, urodzili się w Lublinie i moja siostra starsza i brat też, ale ja razem z moją młodszą siostrą urodziłem się tutaj.

Często Pan jeździ do Polski?

– Cztery razy już byłem mam ochotę, żeby wracać tam kiedykolwiek mam szansę, oczywiście bilety trochę dosyć drogie, ale się uda. Też mam dosyć dużą rodzinę w Chicago

•••

Adam Sobkowicz

 – Kadra?

– Pomocnik teraz. Teraz studiuję, jestem na uniwersytecie.

Ciężko się wyrwać?

– No nie powinienem tutaj być, powinienem się uczyć.

Co takiego jest przyciągającego, że tak człowieka ciągnie?

– Atmosfera, koledzy, program, żeglowanie, wszystko, ogniska. Te wspólne ogniska, to wszystko przyciąga,  można się wyrwać.

Co to daje?

– Myślę że metoda myślenia, dużo dyscypliny, też praktyka mówienia po polsku i tak naprawdę to spotyka się tutaj więcej tej Polonii gdzie wszyscy się gromadzą w jednym miejscu, na Kaszubach, myślę że to jest bardzo przyciągające.

Pan tutaj się urodził?

– Tak, w Mississaudze,

Chodził Pan do polskiej szkoły?

– Tak, skończyłem średnią szkołę XII klasę i teraz dalej praktykuję polski w domu, a reszta na obozach.

A co Pan będzie robił w życiu?

– Uczę się na Uniwersytecie Waterloo Inżynieria mechaniczna, jestem na drugim roku, wszystko,  co związane jest z samochodami, albo z łódkami, też łódkami podwodnymi.

Który to obóz dla Pana?

– Teraz tylko pomagam na weekendy, ale zacząłem w 2013 r.

A do harcerstwa ktoś zmuszał, popchnął?

– Byłem akurat na wycieczce na Kaszubach z rodzicami i jeden harcerz, który był w „Bałtyku” zaprosił, żeby zobaczyć teren w 2012 r. Zobaczyłem łódki, jak ludzie żeglują, wielki maszt, ogniska to mnie przyciągnęło do tego i byłem jako normalny harcerz, potem kadra, potem komendant, a teraz kiedy mogę to wracam pomagać.



•••

Mateusz Bieńczyk

– Generalnie 15 lat temu było o wiele inaczej w harcerstwie; myślę, że szybciej się uczyłem jak byłem młodszy.

Praktycznie jestem w harcerstwie całe życie dlatego, że tata jest też instruktorem, więc tata mnie wciągnął, byłem skrzatem, zuchem, harcerzem, wędrownikiem, praktycznie to jest moje drugie życie.

Co to daje?

– Myślę, że wychowuje wszystkich na każdym szczeblu. Nawet bym powiedział w moim wieku też  wychowuje, bo dalej się uczę .

Jak się jest młodym, to myślę, że to daje podstawowe rzeczy życiowe; punktualność, planowanie na przyszłość; co jest w programie Jak można się na to przygotować, potem harcerze wiedzą, że jest bieg na obozie i cały  rok harcerski muszą się uczyć na ten bieg, żeby zdobywać stopnie muszę się przygotowywać, samo to żeby mieć przygotowany mundur, jak jest apel, czy alarm, żeby byli zawsze przygotowani, żeby wiedzieli gdzie wszystko jest.

Potem to się przydaje w życiu.

I dalej ciągniemy kulturę polską, przez piosenki, harce, i takie różne zajęcia, nawet żeglarskie nazwy; uczymy się po angielsku i po polsku, żeby rozumieli w języku angielskim ,którego używają na co dzień, ale też żeby wiedzieli przetłumaczenie na polski.

 – Często Pan jeździ do Polski?

– Nie, ostatni raz w 2009  roku.

Co takiego jest dobrego w polskiej kulturze?

– Nie wiem, powiedziałbym wszystko.

Zna Pan historię Polski ?

Znam, bym powiedział trochę trudniej się wciągnąć w to, szczególnie, jak się mieszka w Kanadzie, ale myślę, że tak czy inaczej ważne jest to wiedzieć; osoby z rodziny jeszcze mieszkają w Polsce więc warto wiedzieć dlaczego robimy dzisiejsze rzeczy i z czego one wynikają.