Po porażce w wyborach federalnych przyszłość Andrew Scheera jako lidera konserwatystów stoi pod znakiem zapytania. Scheer podczas kampanii obiecywał wyborcom obniżki podatków i tłumaczył, że Trudeau utracił “moralne przyzwolenie” na rządzenie krajem. Przypominał o skandalu z SNC-Lavalin i zdjęciach Trudeau z czarną twarzą. Okazuje się jednak, że argumenty konserwatystów nie przemówiły do głosujących. Partia zdobyła o 20 miejsc więcej niż w 2015 roku.

Za pewien sukces Scheera można uznać odebranie liberałom kilku mandatów. Konserwatystów poparła zachodnia Kanada – zwłaszcza Prerie, które miały dość polityki energetycznej Trudeau. W Albercie i Saskatchewan nie ostał się żaden liberał, nawet Ralph Goodale, wieloletni poseł i minister w rządzie Trudeau. W Albercie konserwatyści zdobyli 70 proc. głosów, a w Saskatchewan – ponad 67 proc.

Jednak zgodnie z konstytucją partii konserwatywnej, jeśli partii nie uda się stworzyć rządu i jeśli lider nie ma zamiaru podania się do dymisji, na najbliższej konwencji delegaci mogą zagłosować za ogłoszeniem nowych wyborów lidera. Scheer może jednak zrezygnować wcześniej.

Lider konserwatystów starał się ukazywać słabości swojego politycznego przeciwnika, ale sam też zaliczył kilka wpadek. Niezdarnie odpowiadał na pytania związane z aborcją i „małżeństwami” homoseksualnymi. Był pytany o swoją przeszłość związaną ze sprzedażą ubezpieczeń (nigdy nie miał licencji na sprzedaż polis ubezpieczeniowych) oraz o podwójne obywatelstwo.

Scheer jest posłem od 2004 roku. Zaczynał w tylnych ławach w opozycji. Potem był wicemarszałkiem w Izbie Gmin, a w końcu, po 2011 roku, marszałkiem. Gdy po wyborach w 2015 roku partia musiała wybrać nowego lidera, Scheer był jednym z 17 kandydatów, wcale nie szczególnie wyrazistym. Dla wielu członków partii był liderem „z drugiego wyboru”. Ostatecznie poparli go konserwatyści społeczni i ci bardziej umiarkowani, dla których Maxime Bernier był zbyt radykalny.