Przemoc i zamieszki w Stanach Zjednoczonych wynikają z czegoś więcej niż tylko niezadowolenie z pracy policji. Skrajne ideologiczne ruchy na rzecz sprawiedliwości społecznej coraz częściej noszą dziś broń palną. Stoimy w obliczu ni mniej ni więcej tylko komunistycznego powstania na wczesnym etapie.

Rebelia to zorganizowany bunt mający na celu obalenie ukonstytuowanego rządu przez podważenie jego prawowitości, poprzez protesty i dezinformację, a ostatecznie poprzez konflikt zbrojny.

Może to brzmieć dramatycznie, ale weźmy pod uwagę już wykonane ruchy BLM/ANTIFA klasyfikując je w piramidzie insurekcji używanej przez siły specjalne armii amerykańskiej do zidentyfikowania takiego zjawiska.

Początkowo, gdy powstańcy są jeszcze słabi, organizują się wokół grupy  niezadowolonej z warunków politycznych czy społecznych, pragnącej zmian ideologicznych lub innych. W Ameryce, najbardziej nadają się do tego najbiedniejsi i najmniej wykształceni czarnoskórzy Amerykanie, ponieważ są mocno przekonani, że ich pretensje są uzasadnione.

Powstańcy używają następnie propagandy i działań politycznych, w celu wykorzystania tej atmosfery, do wywołania jeszcze większego niezadowolenie dyskredytując rząd. BLM i ANTIFA jasno dały do ​​zrozumienia, że ​​uważają istniejący rząd i system społeczno-gospodarczy za niesprawiedliwy i wykluczający.

Powszechnie wiadomo, że lewacy zastraszają ludzi, więc ci boją się przedstawiać kontrargumenty. Następnie, przejmując narrację wokół głośnych wydarzeń, uwiarygodniają się i podsycają ogólne poczucie niezadowolenia społecznego.

Lewacy są biegli w oczernianiu każdego, kto broni obecnego systemu, nawet jeśli uznaje jego wady, ale sygnalizuje chęć jego ulepszenia. W końcu któż nie poparłby dążeń do sprawiedliwości rasowej? Niemniej jednak, jeśli nie jesteś absolutnie „oddany sprawie”, lewicowcy będą oskarżać cię o bycie jej przeciwnym. Dlatego dla nich stwierdzenie „All Lives Matter” jest synonimem „I’m a rasist”.

Powstańcy wzbudzają nieufność do instytucji publicznych, co prowadzi do jeszcze większej przychylności opinii publicznej dla powstania. Widzieliśmy, że ulubionymi celami BLM i Antify są takie instytucje jak policja i wymiar sprawiedliwości, które stanowią podstawę prawa i porządku.

W tym samym czasie, gdy zdobywają powszechne poparcie dla swego ruchu i oczerniają jego przeciwników, powstańcy pracują również nad infiltracją instytucji publicznych i rozpowszechnianiem swojej narracji we wszystkich sektorach społeczeństwa.

Celebryci, wysoko postawieni urzędnicy administracji, uniwersytety, korporacje i inni wkupują się w narrację BLM, albo przez intelektualne lenistwo i chęć spokoju albo dla osobistych korzyści. Skutkuje to wrażeniem szerokiego poparcia społecznego poprzez finansowanie, quasi-intelektualne wsparcie, aktywny udział w protestach i zamieszkach, czy życzliwą bezczynność.

Hawk Newsome, przewodniczący oddziału BLM w Nowym Jorku, twierdzi, że BLM idzie w ślady Partii Czarnych Panter i dodaje, że byli „żołnierze sił specjalnych” szkolą ruch, by się bronił – prawdopodobnie przed policją. Uzbrojeni członkowie próbowali zastąpić funkcjonariuszy policji na opanowanych obszarach Seattle i Atlanty.

Usprawiedliwianie wprowadzanie uzbrojonego personelu powstańczego jest kluczowym krokiem w kierunku militaryzacji działań. Jednym z przykładów, z 26 czerwca, była zaplanowana zasadzka na dwóch policjantów w Tampie, którzy zostali wezwani pod pretekstem strzelaniny, i obrzuceni butelkami.

Kluczowe znaczenie ma również legitymizacja i wsparcie rebelii przez obce kraje.

Po zabiciu George’a Floyda na całym świecie wybuchły protesty BLM, a Antifa wykorzystała pokrewne organizacje w całej Europie. Nadal nie jest jasne, co robią dzisiaj   zagraniczni wrogowie Ameryki, aby wesprzeć BLM i Antifę. Jeśli jeszcze nie działają, to z pewnością szukają dojść by to robić.

Trzy założycielki BLM – Patrisse Khan Cullors, Alicia Garza i Opal Tometi – wszystkie wyznają marksistowski socjalizm. Według Capital Research Center, te trzy kobiety pracowały wcześniej dla Freedom Road Socialist Organization. FRSO jest jedną z największych organizacji radykalnej lewicy w kraju. Tometi aktywnie promuje socjalizm i antyzachodnią socjoekonomię, podczas gdy Cullors publicznie stwierdziła, że przywódcy BLM są „wyszkolonymi marksistami”.

Antifa przekonuje, że ​​kraj zmierza w kierunku faszyzmu i jako dowód wskazuje  wybór prezydenta Trumpa i platformę „America First”. Organizacja istnieje od lat 80., ale jej radykalny antyglobalizm i antykapitalistyczna retoryka nie zyskiwały  większego rozgłosu. Podejmując się „antyrasistowskiej” sprawy BLM, Antifa znacznie zwiększyła swoje możliwości działania. Antifa nie ukrywa marksistowskich, socjalistycznych celów, ale zmodyfikowała tradycyjny konflikt  „robotników przeciwko właścicielom kapitału” na „konflikty tożsamości” oparte na rasie, płci, orientacji seksualnej itp.

Zdecydowana większość członków i zwolenników BLM to ludzie, których Władimir Lenin nazwał „pożytecznymi idiotami”. Oznacza to, że aktywnie pracują oni dla sprawy, nie rozumiejąc tak naprawdę jej celów. Są cynicznie wykorzystywani do osiągnięcia celu, którego prawdopodobnie nigdy nie chcieli osiągnąć. Głównym zadaniem organizatorów jest utrzymywanie pożytecznych idiotów w tym stanie tak długo, jak to możliwe, jednocześnie ich indoktrynując.

Aby pokonać tę rebelię, musimy wyeliminować niezadowolenie, które napędza największe grupy jej uczestników. Nie możemy zmienić politycznych przekonań zagorzałych marksistów,  ale możemy pomóc milionom najbiedniejszych i najsłabiej wykształconych czarnych (i innych) Amerykanów wyjść z ich obecnych warunków.

Po pierwsze, musimy przeciwdziałać propagandzie, że ich los jest wynikiem systemowego rasizmu. Zamiast tego należy ich przekonać, iż ​​ich obecne problemy są wynikiem starych zaszłości, a oni sami potrzebują rozwiązań, które ponownie zintegrują ich ze społeczeństwem, przywrócą prawdziwy sens uczestnictwa i możliwość wywierania legalnego wpływu.

Takie działanie pozbawi rebelię poparcia milionów ludzi. Wykorzysta również energię ludzi, którzy rozumieją, że istnieje problem, ale są wprowadzani w błąd, wierząc, że rebelia może go rozwiązać. Oznacza to uznanie, że ból, jakiego doświadczają nasze najbardziej zubożałe społeczności, niezależnie od rasy, wynika z długotrwałych nawyków  społecznych.

Musimy zmienić subkultury, w których od dawna istnieją takie problemy społeczne, jak uzależnienie od systemu zapomogowego; samotne macierzyństwo, rosnąca w zawrotnym tempie liczba osób porzucających szkoły, które w efekcie nie są przygotowane do rynku pracy coraz bardziej technologicznego społeczeństwa; narkomania i uzależnienia; wiele wyższe wskaźniki przestępczości, w której członkowie tych społeczności są zarówno sprawcami, jak i ofiarami; oraz izolacja i brak perspektyw wynikające z gettoizacji.

Silne rodziny, dobre wykształcenie, realne szanse życiowe i nadzieja, że ​​każdy może urzeczywistnić amerykańskie marzenie, to nie są kwestie rasowe czy policyjne.

To, co obecnie widzimy, to insurekcja w trakcie realizacji. Jeśli mamy doprowadzić do zakończenia niepokojów, musimy stawić czoła faktom i natychmiast opracować plan długofalowego działania. W przeciwnym razie, sądząc po socjalistycznych „sukcesach” na całym świecie, cierpienie może  wykładniczo narastać – stając się udziałem nas wszystkich.

Matt Rowe

https://www.americanthinker.com/

Matt Rowe jest weteranem sił specjalnych armii amerykańskiej i niezależnym konsultantem ds. zarządzania biznesem.