O czym Kanadyjczycy powinni pamiętać, zanim zaczną planować świąteczne odwiedziny? “Przede wszystkim powinniśmy sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście musimy się socjalizować”, mówi epidemiolog z University of Ottawa, Raywat Deonandan. “Odpowiedź najczęściej jednak brzmi – nie”, dodaje i stwierdza, że najłatwiej wyeliminować ryzyko w ogóle rezygnując ze spotkań. Można jednak określić, kiedy ryzyko jest największe.

Wiele zamieszania wprowadza podział kraju na różne strefy. Rekomendacje i zasady są różne w zależności od tego, gdzie mieszkamy. Oficjalnie główny urzędnik medyczny Kanady radzi, by “unikać dużych zgromadzeń, niekoniecznych podróży i ograniczać się w miarę możliwości do swojego gospodarstwa domowego”.

Niektóre prowincje, jak Ontario, zalecają unikanie wszelkich dużych zjazdów rodzinnych. Rekomendują, by osoby, które wyjeżdżały np. na uniwersytet, poddawały się po powrocie samoizolacji przez 10-14 dni.

Quebec z kolei w Boże Narodzenie pozwolił na gromadzenie się 10 osób. Rozluźnienie reguł ma trwać przez 4 dni, ale spotkanie powinno być poprzedzone siedmiodniową dobrowolną kwarantanną. Trudno jednak zakładać, że ludzie dobrowolnie poddadzą się kwarantannie, która obejmuje np. zakaz wychodzenia po zakupy spożywcze, a nawet na szybki spacer z psem. Zawsze też może się trafić ktoś bezobjawowy albo ktoś, kto będzie zakażać dłużej niż przez dwa tygodnie.

Dr Allison McGeer, mikrobiolog i specjalista od chorób zakaźnych z torontońskiego szpitala Mount Sinai, mówi że problem z koronawirusem jest właśnie taki sam, jak z innymi wirusami, które można kontrolować tylko przy pomocy szczepionki – ludzie zaczynają zarażać jeszcze zanim pojawią się u nich objawy, a czasem objawy nie pojawiają się wcale. Dlatego potrzebne są maski i dystans społeczny, bo nie można stwierdzić, czy ktoś jest zakażony, czy nie.

W Nowej Szkocji, prowincji, której udało się powstrzymać rozprzestrzenianie koronawirusa, wychwytywanie osób zakażających nieświadomie było kluczem do sukcesu. Uruchomiono tam projekt pilotażowy polegający na wykonywaniu szybkich testów przesiewowych w częściach Halifaksu, w których panował największy ruch. Pierwszego dnia przetestowano 147 osób i zidentyfikowano jedną zakażoną bezobjawową, drugiego dnia wykonano 604 testy i uzyskano jeden wynik pozytywny, trzeciego – 804 i pięć pozytywnych.

Z testowaniem w przypadku koronawirusa problem jest jeszcze jeden – wynik może być fałszywie negatywny. Duże znaczenie ma czas wykonania badania. Niedługo po zakażeniu test może nie wykazać obecności wirusa, a dwa dni później osoba już może zarażać nie mając jeszcze objawów. Negatywny wynik testów nie daje przyzwolenia na socjalizację, podkreśla Deonandan z University of Ottawa.

Dodaje, że zawsze znajdą się osoby, które będą chciały się spotykać z innymi. W takich przypadkach lepiej już jest się testować i samoizolować niż nie robić nic. Lepsze jakiekolwiek środki ostrożności niż żadne.