A to się naro­bi­ło! Rząd dobrze chciał, a tym­cza­sem wszyst­ko wska­zu­je na to, że wyszło jak zawsze. Zaraz po Bożym Naro­dze­niu rząd z ogrom­nym przy­tu­pem przy­stą­pił do kam­pa­nii “wyszcze­pia­nia” oby­wa­te­li. Przy­pusz­czam, że  wyszcze­pie­nie się cele­bry­tów i innych szczę­ścia­rzy było ele­men­tem kam­pa­nii pro­pa­gan­do­wej, na co wska­zy­wa­ło­by roz­krę­ce­nie afe­ry w spra­wie bądź co bądź mar­gi­nal­nej, a przede wszyst­kim to, że po roz­dmu­cha­niu tej afe­ry zain­te­re­so­wa­nie szcze­pion­ka­mi gwał­tow­nie wzro­sło. Ale to mógł być tyl­ko wstęp do kam­pa­nii zasadniczej.

Kie­dy bowiem  roz­po­czę­ła się reje­stra­cja “senio­rów” do “wyszcze­pia­nia”, oka­za­ło się, że fir­ma Pfi­zer, któ­ra  — jak nas o tym przez kil­ka tygo­dni wcze­śniej zapew­nia­ły tele­wi­zje rzą­do­we i nie­rząd­ne –  te szcze­pion­ki Unii Euro­pej­skiej już “sprze­da­ła” — ni z tego, ni z owe­go “wstrzy­ma­ła dosta­wy”.  W związ­ku z tym, cho­ciaż raz pusz­czo­na w ruch akcja reje­stro­wa­nia “senio­rów” do “wyszcze­pia­nia” roz­wi­ja się siłą iner­cji według wła­snej dyna­mi­ki, to szcze­pio­nek zabra­kło. To zna­czy – nie zabra­kło, bo rząd zapew­nia, iż ci oby­wa­te­le, któ­rzy zaszcze­pi­li się pierw­szą daw­ką, dosta­ną daw­kę dru­gą, bez któ­rej szcze­pion­ka się nie przyj­mu­je, podob­nie jak pierw­szy chrzest, któ­ry nie przy­jął się panu Andrze­jo­wi Szczy­pior­skie­mu – a przy­naj­mniej takie wia­do­mo­ści krą­ży­ły wte­dy na mie­ście. Czy tak jest rze­czy­wi­ście – o tym prze­ko­na­my się już wkrót­ce – ale już teraz poja­wia­ją się komu­ni­ka­ty, że “senio­rzy” będą się “wyszcze­piać” znacz­nie dłu­żej, niż to począt­ko­wo opty­mi­stycz­nie zapo­wia­da­no. Do kie­dy? Tego nikt jesz­cze nie wie, podob­nie jak nikt dokład­nie nie wie, jak dłu­go jesz­cze potrwa sław­na “naro­do­wa kwa­ran­tan­na”. Kie­dy zosta­ła prze­dłu­żo­na do koń­ca stycz­nia z per­spek­ty­wą dal­sze­go prze­dłu­że­nia, zanie­po­ko­je­ni wła­ści­cie­le małych i śred­nich przed­się­biorstw, w któ­re “naro­do­wa kwa­ran­tan­na” ude­rza naj­bo­le­śniej, spro­wa­dza­jąc je na skraj ban­kruc­twa, posta­no­wi­li wziąć spra­wy w swo­je ręce i nie oglą­da­jąc się na rząd i jego suro­we zaka­zy, zaczę­li otwie­rać hote­le, restau­ra­cje i kawiar­nie. Rząd oczy­wi­ście “suro­we gło­si kary” pole­ca­jąc obkła­dać wino­waj­ców grzyw­na­mi do wyso­ko­ści nawet 30 tysię­cy zło­tych, ale nie ma pew­no­ści, czy ta pryn­cy­pial­na suro­wość, aby na pew­no ma pod­sta­wy prawne.

Cho­dzi mię­dzy inny­mi o to, że kon­sty­tu­cja, któ­rą tak wie­lu oby­wa­te­li z Kukuń­kiem na cze­le tak umi­ło­wa­ło, w art. 31 sta­no­wi, że niko­go nie moż­na zmu­szać do tego, cze­go pra­wo mu nie naka­zu­je, a jeśli nawet moż­na, to tyl­ko na pod­sta­wie usta­wy, a nie roz­po­rzą­dze­nia, jak to zro­bił rząd.

Inną wąt­pli­wość wzbu­dza art. 64 ust. 3, któ­ry sta­no­wi, że wła­sność może być ogra­ni­czo­na tyl­ko w dro­dze usta­wy i tyl­ko w zakre­sie, w któ­rym nie naru­sza ona isto­ty pra­wa własności.

Tym­cza­sem do isto­ty pra­wa wła­sno­ści nale­ży moż­li­wość korzy­sta­nia z rze­czy, a więc na przy­kład – z restau­ra­cji, czy hote­lu, to zna­czy – do uży­wa­nia ich zgod­nie z ich prze­zna­cze­niem i pobie­ra­nia z tego tytu­łu pożyt­ków. Wyglą­da zatem na to, że nawet gdy­by lock­down był wpro­wa­dzo­ny na pod­sta­wie usta­wy, a nie roz­po­rzą­dze­nia, to nie jest wca­le pew­ne, czy była­by ona zgod­na z zacy­to­wa­nym prze­pi­sem kon­sty­tu­cji. To wła­śnie poka­zu­je, jak rzą­dy wyko­rzy­sta­ły epi­de­mię do uchwy­ce­nia wła­dzy dyk­ta­tor­skiej, bez oglą­da­nia się na jakieś tam kon­sty­tu­cyj­ne gwarancje.

Wyglą­da tedy na to, że zapre­zen­to­wa­ne przez drob­nych i śred­nich przed­się­bior­ców oby­wa­tel­skie nie­po­słu­szeń­stwo nie jest pozba­wio­ne kon­sty­tu­cyj­nych pod­staw tym bar­dziej, że w bra­ku innych legal­nych ure­gu­lo­wań, kon­sty­tu­cję moż­na sto­so­wać bezpośrednio.

Tak wła­śnie chy­ba uwa­ża pan Seba­stian Pitoń, będą­cy nie­for­mal­nym lide­rem “góral­skie­go weta”. Z tego powo­du rzą­do­wi pro­pa­gan­dy­ści poin­for­mo­wa­li, że nie jest on “praw­dzi­wym góra­lem”, a pan poseł Mular­czyk zasu­ge­ro­wał nawet,  że może on być agen­tem Puti­na – w naj­lep­szym razie – nieświadomym.

Przy­po­mi­na mi to sytu­ację z czerw­ca 1976 roku, kie­dy to uczest­ni­ków roz­ru­chów w Rado­miu i Ursu­sie okre­śla­no jako “przy­jezd­nych”, bo miej­sco­wi robot­ni­cy – wia­do­mo — bez żad­nych wąt­pli­wo­ści popie­ra­ją par­tię i rząd.

Podob­nie z Puti­nem. W mar­cu 1968 roku ofi­cer pro­wa­dzą­cy z naszą 3 kom­pa­nią zmo­to­ry­zo­wa­ną Stu­dium Woj­sko­we­go UMCS ostre strze­la­nie, sko­men­to­wał sła­be wyni­ki nastę­pu­ją­co: cała kom­pa­nia nie wyko­na­ła strze­la­nia, mimo, że kara­bin­ki były przy­strze­la­ne, warun­ki widocz­no­ści dobre. Podej­rze­wam waszą złą wolę, więc każ­den jeden żoł­nierz, któ­ry nie wyko­na strze­la­nia, będzie uwa­ża­ny za agen­ta Bundeswehry.

Oka­zu­je się, że meto­dy sto­so­wa­ne w PRL nie tra­cą swo­jej uży­tecz­no­ści w demo­kra­tycz­nym pań­stwie praw­nym, więc nic dziw­ne­go, że są  skwa­pli­wie stosowane.

Oczy­wi­ście nie w spo­sób nie­wol­ni­czy, tyl­ko twór­czy. W dzi­siej­szych cza­sach oskar­ża­nie kogo­kol­wiek o to, że jest – niech­by nawet nie­świa­do­mym – agen­tem Bun­de­sweh­ry, było­by poli­tycz­nie abso­lut­nie nie­sto­sow­ne, więc w tej sytu­acji Putin jest, jak zna­lazł. Rozu­mie to dosko­na­le Donald Tusk, któ­ry z oka­zji wyzna­cze­nia przez Naszą Zło­tą Panią nasze­go przy­szłe­go Zło­te­go Pana, czy­li sze­fa CDU, wypo­wie­dział w języ­ku nie­miec­kim te skrzy­dla­te­go sło­wa, jak wie­le Euro­pa zawdzię­cza Niem­com. Został z tego powo­du bez­par­do­no­wo skry­ty­ko­wa­ny przez pło­mien­nych dzier­żaw­ców mono­po­lu na patrio­tyzm, cho­ciaż moż­na powie­dzieć, że zacho­wał się powścią­gli­wie. W prze­ciw­nym razie mógł zakoń­czyć swo­je prze­mó­wie­nie okrzy­kiem: Heil Hitler! — bo prze­cież nie moż­na powie­dzieć, by Euro­pa temu wybit­ne­mu przy­wód­cy socja­li­stycz­ne­mu nicze­go nie zawdzię­cza­ła. Ta  chwa­leb­na powścią­gli­wość przy­no­si zaszczyt poli­tycz­ne­mu wyro­bie­niu  Donal­da Tuska, w któ­rym Nasza Zło­ta  Pani szcze­gól­nie sobie upodo­ba­ła do tego stop­nia, że nigdy nie porzu­ci­ła myśli o tym, by  w roku 2025 na bia­łym koniu wje­chał do Pała­cu Namiest­ni­kow­skie­go w War­sza­wie, gdzie, jak wia­do­mo, rezy­du­ją tubyl­czy pre­zy­den­ci. Toteż Donald Tusk, jak­by już wcho­dząc w buty przy­szłe­go kan­dy­da­ta, wezwał całą opo­zy­cję do zwar­cia sze­re­gów. Wpraw­dzie tak­tow­nie powstrzy­mał się od posta­wie­nia krop­ki nad “i” — że powin­na zewrzeć sze­re­gi wokół jego oso­by — ale to się prze­cież rozu­mie samo przez się. Nie­ste­ty – albo “ste­ty” — nie jest to takie oczy­wi­ste, bo wła­śnie został opu­bli­ko­wa­ny son­daż, z któ­re­go wyni­ka, że na dru­gim miej­scu po PiS-ie, w  któ­rym upodo­ba­ło  sobie 35 pro­cent oby­wa­te­li, upla­so­wał się ruch 2050 Szy­mo­na Hołow­ni z popar­ciem 18 pro­cent, pod­czas gdy ugru­po­wa­nie Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Pup­ki zna­la­zło się na miej­scu trze­cim, z popar­ciem zale­d­wie 14 pro­cent. Widać z tego, że Nasza Zło­ta Pani sobie, ale Nasz Naj­waż­niej­szy Sojusz­nik też nie zasy­pia gru­szek w popie­le i przy­go­to­wu­je alter­na­ty­wę na wypa­dek, gdy PiS wywró­ci się na skut­kach wal­ki z epi­de­mią zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa. Zresz­tą nie tyl­ko na skut­kach wal­ki z epi­de­mią. Oto na kon­cie inter­ne­to­wym Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Mar­ka Suskie­go uka­za­ły się roz­ne­gli­żo­wa­ne foto­gra­fie pew­nej dzia­łacz­ki PiS. Pan poseł twier­dzi, że ktoś mu się wła­mał, a w dodat­ku tak sku­tecz­nie, że nie może tych zdjęć usu­nąć. Tego wyklu­czyć nie moż­na, bo sko­ro zim­ny ruski cze­ki­sta Putin wyko­nu­je cybe­ra­ta­ki na same Sta­ny Zjed­no­czo­ne, to cóż dopie­ro mówić o Wiel­ce Czci­god­nym pośle Suskim? Inna spra­wa, że to nie Putin zro­bił tej pani zdję­cia na gola­sa; podob­no zro­bi­ła je sobie sama, a w takim razie war­to posta­wić pyta­nie – w jakim to celu? Tajem­ni­ca to wiel­ka i nie roz­wie­wa tej mgli­sto­ści nawet oko­licz­ność, że to ści­słe kie­row­nic­two PiS roz­dzie­la kon­fi­tu­ry wła­dzy. W takiej sytu­acji lepiej nie łamać i nie wyskro­by­wać świę­tych pie­czę­ci tajem­ni­cy zarów­no w tej spra­wie, jak i w spra­wie szcze­pio­nek, któ­rych nie ma, ale prze­cież są.

Sta­ni­sław Michalkiewicz