W PRL-u „starych pieniędzy” nie było. Poza nielicznymi prywaciarzami w zasadzie nikt nie miał fortun, nawet partyjni bonzowie. Nikt nawet marnej willi na Lazurowym Wybrzeżu nie mógł kupić. Transformacja ustrojowa polegała między innymi na tym, że doszło do uwłaszczenia na państwowych przedsiębiorstwach i część Polaków zaczęła „robić pieniądze”.

        Mój kolega porównał to kiedyś do ludzi stojących przed wystawą Pewexu w PRL-u, którym nagle pozwolono wejść do sklepu. W Pewexach można było kupić towar za tzw. waluty wymienialne oraz bony towarowe dlatego wielu z nas mogło się jedynie  napatrzeć zza szyby wystawy. Transformacja polegała na tym, że tłum ruszył wewnątrz sklepu, często „po perkal i paciorki”…

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

        Polskie „stare pieniądze”, te które finansowały narodowe ruchawki, powstania, stypendia młodzieży itp. wykasowane zostały przez kataklizmy wojen i komunizmu. Wydziedziczeni przemysłowcy i „obszarnicy” cieszyli się, gdy udało im się gdzieś zakopać rodowe klejnoty czy kilka rulonów „świnek”.

        W okresie lat dziewięćdziesiątych to polscy nuworysze zadawali szyku. Kupowali sobie luksusowe fanty, ostentacyjnie podtykali je innym pod nos, gargantuicznie „żarli”.

        Bogaci zazwyczaj byli uwikłani w politykę; zawdzięczali swój majątek układom. Jeśli nie chcieli się z układem dzielić, kończyli jak Roman Kluska. Dlatego też nie finansowali żadnej działalności, niczego, co by w ten układ mogło godzić.

        Na tym polegała polska bieda; nie dało się zebrać pieniędzy na sfinansowanie niezależnej polskiej polityki, bo nie było od kogo, a od czasu Stanisława Tymińskiego uniemożliwiono finansowanie działalności politycznej z zagranicy odcinając taką możliwość nam, Polakom mieszkającym poza Polską.

•••

        Przypominam o tym wszystkim, bo wzruszyła mnie akcja jednego z polskich milionerów, Mateusza Kłoska, właściciela spółki Eko Okna w Kornicy koło Raciborza, który od jakiegoś czasu finansuje różne zbożne przedsięwzięcia. No właśnie, jeśli Soros może, i to na dodatek również w Polsce, to dlaczego bogaci Polacy nie idą za jego przykładem i nie łożą na to, co naprawdę się liczy i gdzie mogą zrobić wiele dobra?

        Przecież nikt ze sobą pieniędzy do grobu nie zabierze, a więc może by tak zabrać ze sobą dobre uczynki?

        Pozwalając nagromadzić fortunę Pan Bóg daje nam większą odpowiedzialność, możemy zrobić na tym świecie więcej złego i więcej dobrego. Znajdujemy się w sytuacji, w której nasze czyny są wzmocnione, zwielokrotnione przez pieniądze .

        Dlatego tak ważna jest odbudowa polskiej kultury pieniądza i nauczanie tej kultury nowych pokoleń. Po cóż nam pieniądze, jeżeli mamy możliwość  zabezpieczenia nawet wyszukanych potrzeb własnych i rodziny, czyż w takiej sytuacji nie jest ważne, abyśmy użyli nagromadzonych dóbr materialnych do tego, by zmieniać świat na lepsze; do tego, by blokować zło i budować okopy tym, którzy z nim walczą?

        Czyż nie po to Pan Bóg dał nam możliwość działania?

        Miejmy nadzieję, że coraz więcej Polaków będzie to rozumiało. Zostawienie dzieciom wielkiej fortuny czasem mija się z celem. Jeśli zaś nie zadbamy dzisiaj o to, co dzieje się wokół nas, to i tak tę fortunę ktoś jedną ustawą może nam unicestwić, albo pozbawić możliwości jej użycia.

         Popierajmy więc swoim pieniądzem rzeczy które są nam drogie, które leżą nam na sercu. One same z siebie istnieć nie będą. Niezależnie od tego czy dotyczy to inicjatyw kościelnych, działalności charytatywnej, politycznej, jakiejkolwiek; wszędzie pieniądze są formą wsparcia, które pozwala lepiej i szerzej działać. Na polu dzisiejszych bitew widać, że pieniądz pozwala kształtować kanały przekazu, zatrudniać specjalistów, pozyskiwać informacje…

        Pan Mateusz Kłosek przejdzie do historii  – nie tyle za sprawą swych świetnych okien – ale właśnie tego, co dokonał na ulicach największych polskich miast, komunikując proste prawdy i zasady podważane dzisiaj przez finansowane z zewnątrz antypolskie organizacje.

        Jednym ze sposobów zaatakowania jakiegoś państwa jest zniszczenie spójności  narodu, podważenie tradycyjnych wartości, wykpienie ich. Często robi się to przez kulturę masową, bo ta najszybciej dociera do młodych mózgów podatnych na manipulację.

        Dlatego napisane dziecięcą ręką hasło na billboardach „Kochajcie się mamo i tato”  wielu małżonków balansujących  na krawędzi rozstania może skłonić do jeszcze jednej rozmowy; dlatego wpisane w serce ciałko nie urodzonego jeszcze człowieka, da do myślenia matce, która z jakiejś przyczyny nie chce dać mu szansy ujrzenia słońca.

        Ile warte jest życie jednego człowieka? A ile jest warte życie 2 osób, albo 3? Czy 10 mln zł, które Mateusz  Kłosek wydał na tę kampanię się zwróci?

        Zaręczam, że stukrotnie, bo jeśli uratuje kilka osób, a te kilka osób już tylko swoją pracą przyniosą o wiele więcej. Ale przecież wiemy, że nie o to chodzi. Chodzi o to, że te plakaty, ta kampania budują naszą narodową „kohezję”, wspólnotę, solidarność, które w tych pierwszych latach transformacji, kiedy wszyscy chcieli się najeść, nachapać, gdzieś pogubiliśmy.

        Wtedy nas rozbijano, bo chodziło o to, abyśmy dali się okraść, dzisiaj chodzi o to, żebyśmy nie bruździli innym w planach ideologicznego podboju świata. Chwała Mateuszowi Kłoskowi za jego czyny.

        Miejmy nadzieję, że będzie to także inspiracja dla innych ludzi z mniejszymi i większymi pieniędzmi, aby zaczęli łożyć na dobro wspólne; na budowanie przestrzeni społecznej, w której my, Polacy, chcemy żyć.

Andrzej Kumor