W natu­ral­ny spo­sób jed­nym z tema­tów rekor­do­wo krót­kiej kam­pa­nii wybor­czej w Kana­dzie jest kwe­stia przy­mu­su szcze­pion­ko­we­go i segre­ga­cji sani­tar­nej, któ­ra mimo zapew­nień skła­da­nych solen­nie jesz­cze rok temu przez więk­szość poli­ty­ków fede­ral­nych i pro­win­cyj­nych powo­li sta­je się naszą codziennością.

        Przy oka­zji cie­ka­wie jest obser­wo­wać medial­ne manew­ry pro­pa­gan­do­we, by ludziom prze­ciw­nym przy­mu­so­wi anto­co­wi­do­wych szcze­pień przy­kle­ić gębę… skraj­nej prawicy.

        Już samo okre­śle­nie ich jako antysz­cze­pion­kow­ców jest kurio­zal­ne ponie­waż więk­szość z nich jest w peł­ni zaszcze­pio­na na róż­ne­go rodza­ju cho­ro­by, a osób odrzu­ca­ją­cych szcze­pion­ki jako takie jest w tej gru­pie dopraw­dy niewiele.

reklama

        Tym­cza­sem z badań son­da­żo­wych wyni­ka, iż prze­cięt­na oso­ba, któ­ra zwle­ka z zaszcze­pie­niem, lub nie chce się zaszcze­pić, to „trzy­dzie­sto — czter­dzie­sto­let­nia kobie­ta, któ­ra gło­su­je na liberałów”.

        Mache­rzy od inży­nie­rii spo­łecz­nej i poli­tycz­nych puz­zli mają tutaj zagwozd­kę, co zro­bić, żeby opór spo­łecz­ny wobec segre­ga­cji sani­tar­nej nie dzie­lił par­tyj­nych sze­re­gów. Cho­dzi o to, że tak zwa­ni antysz­cze­pion­kow­cy są zarów­no wśród   gło­su­ją­cych zazwy­czaj na kon­ser­wa­ty­stów, jak i wśród tych odda­ją­cych głos na libe­ra­łów co może w znacz­nym stop­niu zamie­szać na mapie wybor­czej. Jak wie­my, ordy­na­cję mamy więk­szo­ścio­wą i cza­sem wystar­czy, że z jed­nej na dru­gą stro­nę przej­dzie 100 osób i może być klops.

        Media głów­ne­go nur­tu usi­łu­ją więc wepchnąć „antysz­cze­pion­kow­ców” do jed­nej dziu­ry nie­mal­że z Ku-Klux Kla­nem. Jest to też o tyle para­dok­sal­ne, że bar­dzo wie­le człon­ków nie­bia­łych spo­łecz­no­ści etnicz­nych rów­nież z wiel­ką rezer­wą pod­cho­dzi do „wyszcze­pia­nia”.

        Tak na dobrą spra­wę nikt do koń­ca nie wie co to jest w dzi­siej­szym świe­cie tzw. „skraj­na pra­wi­ca”, ale na pew­no „coś złe­go”. Cho­dzi o to, by przy­zwo­ity libe­rał wie­dział, że jeże­li jest prze­ciw­ko przy­mu­so­wi wyszcze­pia­nia to sam zali­cza się wła­śnie do tej strasz­nej czę­ści społeczeństwa.

        Sło­wem cho­dzi o to, żeby przy­wo­łać sze­re­gi do porząd­ku i zli­kwi­do­wać podział wśród człon­ków tra­dy­cyj­nych for­ma­cji politycznych.

        To samo wcze­śniej doty­czy­ło takich kwe­stii jak abor­cja i wła­śnie dla­te­go jest to spra­wa nie­do­ty­ka­na pod­czas wybo­rów; wia­do­mo, że zwo­len­ni­cy i prze­ciw­ni­cy abor­cji są pod róż­ny­mi fla­ga­mi poli­tycz­ny­mi i ostre zakre­śle­nie tema­tu mogło­by spo­wo­do­wać ich odstrze­le­nie, a co za tym idzie pogor­sze­nie szans wyborczych.

        Widzi­my więc, że prze­ciw­ni­cy szcze­pion­ko­we­go tota­li­ta­ry­zmu mogą roz­strzy­gnąć wybo­ry. Myślę że zgo­dzą się Pań­stwo iż „moje cia­ło mój wybór”, że ukrad­nie­my zwo­len­ni­kom abor­cji hasło (choć aku­rat w ich przy­pad­ku mowa jest o dwóch cia­łach) i to każ­dy z nas powi­nien decy­do­wać dla sie­bie i dla swo­ich dzie­ci o tym co uwa­ża za naj­lep­sze i pono­sić tego konsekwencje.

        Jest to naj­lep­sza sytu­acja z róż­nych powo­dów, rów­nież — jak kie­dyś to wyłusz­cza­łem na tych łamach — ewo­lu­cyj­nych. Po pro­stu dobrze jest dla dane­go spo­łe­czeń­stwa, jeśli tyl­ko część się myli, a nie wszyscy.

        Tym­cza­sem sto­imy w obli­czu nie­by­wa­łe­go eks­pe­ry­men­tu medycz­ne­go, bo  mRNA to jest medy­cy­na przy­szło­ści, oso­bi­ście więc wolę pocze­kać aż wię­cej się na niej temat dowie­my. Czy w tym cza­sie mogę umrzeć od covi­da? Ależ oczy­wi­ście! Podob­nie jak w rezul­ta­cie zawa­łu, wyle­wu, raka, czy zapa­le­nia płuc. Po pro­stu jest to moja wła­sna kal­ku­la­cja ryzy­ka pod­ję­ta na pod­sta­wie moje­go wła­sne­go roze­zna­nia i posia­da­nej wie­dzy. I sądzę, że jest to jak naj­bar­dziej „nauko­we podejście”.

        Tym­cza­sem nasi domo­ro­śli bes­ser­wis­se­rzy twier­dzą że ci, któ­rzy mają wąt­pli­wo­ści co do szcze­pień, czy pod­cho­dzą do nich z rezer­wą, „nie wie­rzą w naukę”. Jest to o tyle śmiesz­ne, że wie­rzyć to moż­na w Pana Boga i róż­ne sys­te­my reli­gij­ne, któ­rych nie moż­na meto­dą nauko­wą dowieść, ani  obalić.

        Gdy­by nasi domo­ro­śli Bes­ser­wis­se­rzy zna­li tro­chę epi­ste­mo­lo­gii, wie­dzie­li­by że w nauce nie ma nic „do wie­rze­nia”, w nauce przyj­mu­je­my  pew­ne zało­że­nia, a na ich pod­sta­wie budu­je­my teo­rie i patrzy­my jak nam one pasu­ją do tego, co obser­wu­je­my. Lep­sze teo­rie zastę­pu­ją gor­sze, dopó­ki znów nie zosta­ną oba­lo­ne przez jesz­cze lep­sze… Pod­sta­wą nauki jest wąt­pie­nie i testo­wa­nie przy­ję­tych teo­rii, a nie „wia­ra” w nie.

        Deba­ta, dys­ku­sja i wza­jem­ne prze­ko­ny­wa­nie się na argu­men­ty to treść nauki, a tym­cza­sem mówi się nam, że w kwe­stii wyszcze­pia­nia „musi­my wie­rzyć nauce i eks­per­tom”. Pro­szę zwró­cić uwa­gę, że mowa jest czę­ściej o „eks­per­tach” niż „naukow­cach”. No bo eks­pert to jest taki nauko­wiec „namasz­czo­ny przez wła­dzę”, byśmy  cza­sem nie „uwie­rzy­li” tym naukow­com, któ­rzy tego glej­tu nie mają i gdzieś tam mądrzą się po kątach.

        Tak więc śmiem twier­dzić że obec­na sytu­acja to roz­le­wa­ją­ca się głu­po­ta, a ci, co napo­mi­na­ją nas byśmy uwie­rzy­li  w Tę „naukę” sami są sza­ma­na­mi, któ­rzy pseu­do­nau­ko­wy­mi zaklę­cia­mi chcą nas zmu­sić do przy­ję­cia medy­ka­men­tu. Na doda­tek wpro­wa­dza­ją życio­we utrud­nie­nia dla tych któ­rzy śmią jesz­cze samo­dziel­nie myśleć, wąt­pić i zacho­wy­wać się racjo­nal­nie; sło­wem mamy do czy­nie­nia z nowym tota­lem, ale wie­le osób w tota­lu czu­je się jak ryba w wodzie.

        Prze­ra­bia­li­śmy to wszyst­ko w histo­rii i wie­le na ten temat napi­sa­no mądrych ksią­żek cho­ciaż­by dla wytłu­ma­cze­nia, jak to było moż­li­we, że naj­bar­dziej wykształ­co­ne spo­łe­czeń­stwo świa­ta — Niem­cy — tak ocho­czo zało­ży­ło buty straż­ni­ków obo­zów koncentracyjnych.

Andrzej Kumor