Są rocz­ni­ce pew­nych wyda­rzeń,  któ­rych nie spo­sób pomi­nąć, a war­to przy tym  zatrzy­mać się na dłu­żej. Są wyda­rze­nia któ­rych skut­ki zmie­nia­ją obli­cze kra­ju wpły­wa­jąc na roz­wój gospodarczy.

        Taką rocz­ni­cą jest prze­gło­so­wa­nie 23 wrze­śnia 1922 roku a więc 100 lat temu,  przez Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej uchwa­ły o budo­wie por­tu mor­skie­go w Gdyni.

Taką rocz­ni­cą jest też roz­po­czę­cie budo­wy Cen­tral­ne­go Okrę­gu Prze­my­sło­we­go 85 lat temu w 1937 roku.

        Z oby­dwie­ma tymi śmia­ły­mi inwe­sty­cja­mi zwią­za­ne jest nazwi­sko inży­nie­ra Euge­niu­sza Kwiat­kow­skie­go, szcze­gól­nie po prze­wro­cie majo­wym 1926 roku kie­dy to został wice­pre­mie­rem, mini­strem prze­my­słu i skar­bu. To on był moto­rem w reali­za­cji tych przedsięwzięć.

        Wte­dy, w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym, mło­de pań­stwo pol­skie bory­ka­ło się z wiel­kim kry­zy­sem. Lata dwu­dzie­ste ubie­głe­go wie­ku w Pol­sce to ogo­ło­co­ny kraj przez nie­daw­nych zabor­ców ze wszyst­kie­go, żeby nie powie­dzieć — dosłow­nie ze wszyst­kie­go, bo pozo­sta­ło tyl­ko kil­ka fabryk (nie zdą­żo­no ich roz­bro­ić i wywieźć) nawet z per­so­ne­lem byłych zabor­ców, któ­rych to w bar­dzo krót­kim cza­sie zastą­pio­no pol­skim. Lecz po więk­szo­ści fabryk pozo­sta­ły tyl­ko gołe mury. Zabra­no nawet pasy trans­mi­syj­ne do napę­du obra­bia­rek i pozry­wa­no mie­dzia­ne kable elek­trycz­ne. Zry­wa­no nawet szy­ny kole­jo­we. Nie dość, że kraj wyeks­plo­ato­wa­ny doszczęt­nie to jesz­cze ogra­bio­ny ze wszel­kie­go dobra. Ogo­ło­co­ne lasy z drzew i zwie­rzy­ny. Ogrom­ne tere­ny nie upra­wia­nej zie­mi. Takie to było dzie­dzic­two pru­skie, któ­re zachwa­lał oneg­daj obec­ny pre­zy­dent Pozna­nia Jacek Jaśkowiak.

        Naj­bar­dziej rze­tel­ny, rze­czy­wi­sty obraz sta­nu ówcze­snej Pol­ski przed­sta­wia pisarz, nie­zrów­na­ny mistrz repor­ta­żu Mel­chior Wań­ko­wicz w swej książ­ce pod tyt.. “Szta­fe­ta”, z któ­rej tre­ścią war­to się zapo­znać, choć­by z tego wzglę­du by poznać, w jakim sta­nie zabor­cy zosta­wi­li nam kraj w 1918 roku i z jakim roz­ma­chem ruszo­no z odbu­do­wą znisz­czo­ne­go doszczęt­nie bied­ne­go kra­ju. Wań­ko­wicz jeź­dził po zruj­no­wa­nej Pol­sce, poka­zy­wał to co nie roz­kra­dzio­ne i to co znisz­czo­ne, jed­no­cze­śnie robił wywia­dy w  miej­scach wiel­kich inwe­sty­cji doku­men­tu­jąc wszyst­ko zdję­cia­mi. Obra­zu­jąc w ten spo­sób ogrom przed­się­wzię­cia i wiel­ki wysi­łek w jego reali­za­cji pro­jek­tan­tów, inży­nie­rów i wszyst­kich wyko­naw­ców tech­nicz­nych i zwy­kłych robot­ni­ków, a wszyst­ko to w bar­dzo trud­nych ówcze­snych warunkach.

        Po roz­po­czę­ciu budo­wy Cen­tral­ne­go Okrę­gu Prze­my­sło­we­go doku­men­to­wał i poka­zy­wał jak to się wszyst­ko zmienia.

        Dla­te­go jego, Wań­ko­wi­cza wiel­ka też w tym dzie­le zasłu­ga jako pro­pa­ga­to­ra, bo poka­zy­wał ten wysi­łek, ten roz­mach w dzie­le uprze­my­sło­wie­nia kra­ju i w ten spo­sób prze­ko­ny­wał scep­ty­ków, że jed­nak można.

        A prze­ciw­ni­ków było wie­lu na cze­le z pisa­rzem i publi­cy­stą Ksa­we­rym Pru­szyń­skim, któ­ry zarzu­cał Kwiat­kow­skie­mu, że nie ma utwar­dzo­nych dróg dojaz­do­wych do budo­wa­nych obiek­tów, nie zauwa­ża­jąc zawrot­ne­go tem­pa robót, gdzie nie nadą­ża­no z budo­wą bitych trak­tów. Zarzu­cał Pru­szyń­ski, że Kwiat­kow­ski zapew­nił tyl­ko 100 tys. miejsc pra­cy, a to było prze­cież na tam­te warun­ki aż 100 tysięcy.

        Jed­nak dzię­ki Wań­ko­wi­czow­skim repor­ter­skim woja­żom po kra­ju spo­łe­czeń­stwo mogło dowie­dzieć się o real­nych postę­pach prac inwe­sty­cyj­nych. Dzię­ki temu moż­na było pozy­skać kolej­ne środ­ki do reali­za­cji pla­nu nie tyl­ko wstęp­nej inwe­sty­cji, któ­ra była zapla­no­wa­na do roku 1940, ale do pla­no­wa­ne­go na 30 lat peł­ne­go ukoń­cze­nia  zamierzenia.

        I choć w zamy­śle ówcze­snych władz było uprze­my­sło­wie­nie całe­go kra­ju, to mimo wszel­kich wysił­ków pozy­ski­wa­nia środ­ków,  nie­ste­ty z bra­ku tych środ­ków musia­no zanie­chać dal­szych pla­nów, osta­ło się na Cen­tral­nym Okrę­gu Prze­my­sło­wym, któ­ry zaj­mo­wał 15% całe­go kra­ju. Na tym tere­nie miesz­ka­ło 18% lud­no­ści, to ok. 7 mln,  ale do pra­cy do budo­wy COP ścią­ga­no fachow­ców i nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych z całe­go kra­ju. W skład Okrę­gu wcho­dzi­ły czę­ści woje­wództw: wschod­niej kra­kow­skie­go, wschod­niej kie­lec­kie­go,  zachod­niej lubel­skie­go i lwow­skie­go. Zie­mia pod budo­wę to nie­użyt­ki rol­ne, zie­mie nie­uro­dzaj­ne i prze­lud­nio­ne, gospo­dar­stwa kar­ło­wa­te i mało­rol­ne. To wszyst­ko nie zapew­nia­ło utrzy­ma­nia rolnikom.

        Teraz wszyst­ko się zmie­ni­ło budo­wa­no elek­trow­nie i zbior­ni­ki reten­cyj­ne, powsta­wa­ły huty, zakła­dy zbro­je­nio­we, gazo­cią­gi. Powsta­wa­ły nowe mia­sta fabrycz­ne jak Sta­lo­wa Wola. W Dębi­cy wybu­do­wa­no fabry­kę kau­czu­ku syn­te­tycz­ne­go i opon a tak­że farb

        W Miel­cu zakła­dy lot­ni­cze. W Rze­szo­wie fabry­kę obra­bia­rek i sprzę­tu dla arty­le­rii a tak­że roz­po­czę­to pro­duk­cję sil­ni­ków lotniczych.

        W Lubli­nie fabry­kę samo­cho­dów cię­ża­ro­wych. W Pion­kach pod Rado­miem fabry­kę pro­chu. W Rado­miu fabry­kę bro­ni, w Tar­no­brze­gu zakła­dy metalurgiczne.

        Gdy­nia nato­miast powsta­ła nie­ja­ko w spo­sób wymu­szo­ny. Pol­ska mia­ła już dość zależ­no­ści od Nie­miec. Niem­cy mimo, iż w posta­no­wie­niu trak­ta­tu wer­sal­skie­go było wyraź­nie powie­dzia­ne, że Pol­ska ma zagwa­ran­to­wa­ne pra­wo do korzy­sta­nia z nabrze­ży Wol­ne­go prze­cież mia­sta Gdań­ska, któ­re było w pol­skim obsza­rze cel­nym, to jed­nak Niem­cy nego­wa­li te posta­no­wie­nia. Tak więc od same­go począt­ku dopusz­cza­li się sabo­ta­żu wszel­kich pol­skich przed­się­wzięć. Nawet docho­dzi­ło do takich zna­nych nam, już gło­śnych i groź­nych dla nas sytu­acji jak zablo­ko­wa­nie prze­ła­dun­ku bro­ni z Bel­gii do Pol­ski w waż­nym dla Pol­ski momen­cie woj­ny z bol­sze­wic­ką Rosją. Nie­ste­ty podob­nych prób sabo­ta­żu było o wie­le wię­cej i wymy­śla­no wciąż nowe pre­tek­sty. Tak dalej być nie mogło.

        Nie pozo­sta­ło nic inne­go tyl­ko pod­jąć jedy­ną słusz­ną decy­zję o budo­wie wła­sne­go por­tu. Zlu­stro­wa­no tedy teren nad­mor­ski szu­ka­jąc naj­do­god­niej­sze­go miej­sca do budo­wy por­tu wojen­ne­go, zara­zem i han­dlo­we­go. No i zna­le­zio­no miej­sce wła­ści­we mię­dzy dwo­ma wio­ska­mi rybac­ki­mi Gdy­nią i Oksywia.

        Tu też nie oby­ło się bez opo­rów, podob­nie jak obec­nie z prze­ko­pem Mie­rzei Wiśla­nej, opo­no­wa­no — “a skąd na to pie­nią­dze, a prze­cież port w Gdań­sku, Gdańsk Wol­ne Mia­sto to i pol­ski, trza tyl­ko doga­dać się z Niem­ca­mi”.  A czy kie­dy­kol­wiek moż­na było  doga­dać się z Niem­ca­mi, czy wcze­śniej, czy teraz, repa­ra­cje wojen­ne, nie chcą nawet słu­chać?! Świat nas rozu­mie, Niem­cy nie!  Tak i wte­dy było, w Wer­sa­lu napi­sa­no wyraź­nie, ale Niem­cy nie mie­li zamia­ru respek­to­wać posta­no­wień wer­sal­skich. Uwa­ża­li, że Gdańsk jest ich, nie­wąt­pli­wie i teraz po cichu tak uważają!

        Tak więc wte­dy 100 lat temu, nie tyl­ko Niem­cy, ale w pol­skim Sej­mie było wie­lu prze­ciw­ni­ków budo­wy nowe­go pol­skie­go por­tu. “Po co nam Gdy­nia, jak jest Gdańsk” — tak zapew­ne wte­dy mówio­no. Na szczę­ście po burz­li­wej deba­cie uchwa­łę o budo­wie przyjęto!

        Mimo, że pra­ce z bra­ku środ­ków nie szły w zawrot­nym tem­pie to już w rok po roz­po­czę­ciu zawi­nął pierw­szy sta­tek do por­tu Gdy­nia i to z dru­giej stro­ny Atlan­ty­ku SS Kentucky.

        W mar­cu 1930 zaczę­ły pły­wać regu­lar­ne stat­ki z Gdy­ni do Nowe­go Jorku.

        Pola­cy  do Ame­ry­ki mogli już pły­nąć nie z nie­miec­kich por­tów jak Ham­burg, tyl­ko z Gdy­ni. Port w Gdy­ni roz­wi­jał się do tego stop­nia i może nie wszy­scy o tym wie­dzą, że stał się kon­ku­ren­cją dla innych por­tów Bał­ty­ku i Morza Pół­noc­ne­go. Teraz stat­ki z ładun­kiem skór i owo­ców połu­dnio­wych zamiast do Ham­bur­ga zmie­rza­ły do Gdy­ni i z baweł­ną zamiast do por­tu w Bre­mie. Już w 1933 roku wyeks­por­to­wa­no z kra­ju wię­cej towa­rów przez port w Gdy­ni niż w Gdańsku.

        W roku 1935 port już miał wszyst­ko co z han­dlem mor­skim zwią­za­ne, i peł­ne nabrze­ża i odpo­wied­nią głę­bo­kość. Oto kil­ka liczb, któ­re na praw­dę szo­ku­ją, nawet teraz!   Oto wybu­do­wa­no chłod­nię dru­gą co do wiel­ko­ści na świe­cie, mogła ona prze­cho­wać nawet 1200 wago­nów towa­ro­wych, a ele­wa­tor zbo­żo­wy mógł pomie­ścić jed­no­ra­zo­wo nawet 10 tys. ton zbo­ża! Ole­jar­nia o pojem­no­ści 6,5 tys. ton surowca!

        W 1938 roku do Gdy­ni zawi­nę­ło 6,5 tys. statków!

        Odkąd w 1926 roku mała wieś Gdy­nia otrzy­ma­ła pra­wa miej­skie, roz­po­czął się wiel­ki roz­wój tak­że i w licz­bie lud­no­ści, któ­ra w roku 1939 liczy­ła 125 tys.

        Mózgiem i kie­row­ni­kiem powsta­nia i roz­wo­ju Gdy­ni i COP przy współ­udzia­le inży­nie­ra Tade­usza Wen­ty, któ­ry wyszu­kał i okre­ślił miej­sce na port a tak­że wyko­nał głów­ne pla­ny por­tu, był Euge­niusz Kwiat­kow­ski, któ­ry wraz brać­mi Paw­łem i Wła­dy­sła­wem Kosie­radz­ki­mi, opra­co­wa­li czte­ro­let­ni plan inwe­sty­cyj­ny COP.

        Port Gdy­nia i COP są sym­bo­lem dąże­nia do gospo­dar­czej nie­za­leż­no­ści II Rzeczypospolitej.

        Takim sym­bo­lem, jak­by­śmy teraz powie­dzie­li, nowo­cze­sne­go patrio­ty­zmu może być obec­nie wyko­na­nie pro­jek­tu prze­ko­pu Mie­rzei Wiślanej.

        Dla nie­któ­rych nie­po­trzeb­na, chy­bio­na inwe­sty­cja, wyrzu­ca­nie pie­nię­dzy w bło­to, komu to potrzeb­ne?!   “Przez tyle lat natu­ra tak zro­bi­ła, to pew­nie tak musi być, gdy­by natu­ra chcia­ła to by prze­kop zro­bi­ła”. Teraz już dla czę­ści spo­łe­czeń­stwa wia­do­mo, a za lat parę do wszyst­kich dotrze ta świa­do­mość, że była to jedy­na słusz­na decyzja.

        Zre­ali­zo­wa­nie tam­tych, z okre­su Il Rze­czy­po­spo­li­tej inwe­sty­cji i tych w obec­nej Pol­sce, czy­nią nasz kraj nie­za­leż­nym i silnym!

        Nie­ste­ty mini­stro­wi Kwiat­kow­skie­mu mimo ogro­mu prac z jego ini­cja­ty­wy wyko­na­nych nie uda­ło się zre­ali­zo­wać trzy­dzie­sto­let­nie­go pla­nu odbu­do­wy. Naj­pierw w 1939 prze­rwa­ła pra­ce woj­na, po woj­nie Kwiat­kow­ski prze­wod­ni­czył Komi­sji Pla­nu Odbu­do­wy i Roz­bu­do­wy Trój­mia­sta, a tak­że był kie­row­ni­kiem Dele­ga­tu­ry Rzą­du ds. Odbu­do­wy Wybrze­ża. Jed­nak w 1948 roku odwo­ła­no go z tych sta­no­wisk. Nowa wła­dza komu­ni­stycz­na nie tole­ro­wa­ła byłych legio­ni­stów i tych co zatrzy­ma­li nawa­łę bol­sze­wic­ką w 1920 roku, a Kwiat­kow­ski był w Legio­nach Pił­sud­skie­go i brał też udział w woj­nie pol­sko — bol­sze­wic­kiej. Dla ówcze­snej wła­dzy nie liczy­ły się wzglę­dy mery­to­rycz­ne czło­wie­ka, jego facho­wość i przy­dat­ność zawo­do­wa, ale górę bra­ły zapa­try­wa­nia poli­tycz­ne, dla­te­go nastał kon­flikt z wła­dza­mi i odsu­nię­to od poli­ty­ki i spraw gospo­dar­czych mię­dzy­wo­jen­ne­go twór­cę roz­kwi­tu Polski!

        Oprócz stra­ty zaj­mo­wa­nych sta­no­wisk, nie pozwo­lo­no mu wykła­dać na uczel­niach mię­dzy inny­mi na Uni­wer­sy­te­cie Jagiel­loń­skim w Kra­ko­wie, gdzie prze­niósł się wyrzu­co­ny z zaj­mo­wa­nej wil­li  w Warszawie.

        Jed­nak spo­łe­czeń­stwo nie zapo­mnia­ło o tym cze­go doko­nał na wybrze­żu i dla całej Pol­ski. Już w 1928 roku został hono­ro­wym oby­wa­te­lem Gdy­ni, a w 1946 Szcze­ci­na i wie­lu innych miast w Polsce.

        W Gdy­ni stoi jego pomnik i jego imie­niem nazwa­nych jest wie­le miejsc publicz­nych, tak­że w innych miastach.

        Mini­ster Kwiat­kow­ski myśląc o odbu­do­wie i roz­wo­ju kra­ju posta­wił na prze­mysł i to był słusz­ny cel, to mu się uda­ło, śni­ła mu się wiel­ka, sil­na Pol­ska i gdy­by nie woj­na, któ­ra zruj­no­wa­ła jego plan 30 let­ni i po woj­nie nie­przy­chyl­ność, a nawet wro­gość komu­ni­stycz­nych władz do jego oso­by, jako czło­wie­ka sana­cyj­nej Pol­ski, na pew­no powo­jen­ny roz­wój kra­ju przy­brał by inny bar­dziej nie­za­leż­ny kie­ru­nek. Kwiat­kow­ski spro­wa­dzał nowo­cze­sne tech­no­lo­gie głów­nie z Fran­cji, Włoch, USA i Anglii. Po woj­nie mie­li­śmy to co dał nam “wiel­ki brat” ze Wschodu.

        Para­dok­sal­nie wła­dzom PRL‑u był solą w oku wiel­ki roz­wój gospo­dar­czy w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. No bo jak to, prze­cież to komu­nizm miał gwa­ran­to­wać dobro­byt, Pola­cy w 1920 roku zatrzy­ma­li jego pochód na zachód, czy­li odrzu­ci­li dobro­byt, a tu teraz taki roz­wój, Pol­ska się budu­je, rośnie w siłę, pro­duk­cja prze­my­sło­wa rośnie. W tym cza­sie nawet w Anglii, Fran­cji i USA pro­duk­cja prze­my­sło­wa spa­da, lata 30 — te czas rece­sji ogól­no­świa­to­wej a Pol­ska sobie radzi. Dla­te­go też “Szta­fe­tę” Wań­ko­wi­cza opi­su­ją­cą ten entu­zjazm gospo­dar­czy, wyda­ną w 1939 roku, w tym­że roku wzna­wia się czte­ro­krot­nie, by w cza­sach PRL- u nie wydać ani razu, była to pozy­cja zaka­za­na!  Dopie­ro w 2000 roku powtó­rzo­no takie wyda­nie jak z 1939.

        Myślę, że my teraz może­my być dum­ni, że mie­li­śmy tak zdol­nych i śmia­łych w reali­za­cji swo­ich marzeń o wiel­kiej Pol­sce roda­ków jakim był inż. Euge­niusz Kwiatkowski.

        Poświę­ci­łem ten tekst nasze­mu wybit­ne­mu uczo­ne­mu — prak­ty­ko­wi, no bo był wykła­dow­cą aka­de­mic­kim i reali­zo­wał wiel­ki plan odbu­do­wy okra­dzio­ne­go i zruj­no­wa­ne­go przez zabor­ców kra­ju. Aku­rat teraz we wrze­śniu będzie 100 lecie pod­ję­cia śmia­łej decy­zji pol­skie­go Sej­mu o budo­wie por­tu w Gdyni.

        War­to o tym pamię­tać i przy­po­mi­nać, bo obec­nie też są wiel­kie opo­ry by cokol­wiek robić nowe­go na więk­szą ska­lę, bo nie ma pie­nię­dzy, bo to, czy tam­to, wte­dy jesz­cze bar­dziej nie było pieniędzy!

        Nicze­go nie było, ale był wiel­ki entu­zjazm, nadzie­ja i wia­ra, że teraz my w wol­nej Pol­sce może­my sami coś robić, może­my sami decy­do­wać o sobie i może­my robić wiel­kie rze­czy. I uda­ło się, reali­zo­wa­no te  marze­nia, nie było łatwo, w wiel­kim tru­dzie i zno­ju, pocie tysię­cy robot­ni­ków i inży­nie­rów, ale efekt tego wysił­ku był widocz­ny, to port w Gdy­ni i Cen­tral­ny Okręg Prze­my­sło­wy.  To zapew­ni­ło Pol­sce nie­za­leż­ność, cho­ciaż na krót­ko, ale jednak!

Jerzy Roze­nek