Wła­dy­sław Dąbrow­ski, Alfons Mrzyk, Leon Pie­so­woc­ki, Edward Moczul­ski, Cze­sław Balec, Marian Baj­da, Feliks Osiń­ski — ponad 90-let­ni wete­ra­ni 2. Kor­pu­su Pol­skie­go dotar­li pod Mon­te Cas­si­no, by zamel­do­wać się tam swo­je­mu dowód­cy i oddać hołd kole­gom, któ­rzy zgi­nę­li w jed­nej z naj­bar­dziej zacię­tych bitew II woj­ny światowej.

Daw­nym żoł­nie­rzom 2. Kor­pu­su Pol­skie­go towa­rzy­szą Krzysz­tof Fli­zak — kapi­tan armii USA, któ­ry jako 10-let­ni chło­piec tra­fił do Junac­kiej Szko­ły Kade­tów przy Armii gen. Ander­sa w Pale­sty­nie. W Cas­si­no obec­ni są też wete­ra­ni Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go: sędzia Bogu­sław Nizień­ski oraz Janusz Mak­sy­mo­wicz, któ­ry jako ochot­nik — poda­jąc nie­praw­dzi­wą datę uro­dze­nia — przy­łą­czył się do Powsta­nia War­szaw­skie­go i słu­żył w kom­pa­nii sztur­mo­wej Bata­lio­nu AK “Bug”.

Piel­grzym­ka wete­ra­nów dotar­ła pod Mon­te Cassino

Wszy­scy wete­ra­ni, któ­rzy po raz kolej­ny przy­po­mi­na­ją, że “ducha odda­li Bogu, cia­ło Wło­chom, a ser­ce Pol­sce”, dotar­li do Włoch z piel­grzym­ką orga­ni­zo­wa­ną przez Urząd ds. Kom­ba­tan­tów i Osób Repre­sjo­no­wa­nych z oka­zji 80-lecia for­mo­wa­nia się Armii Pol­skiej na Wscho­dzie. Pod­czas zapla­no­wa­nej w ponie­dzia­łek wie­czo­rem mszy polo­wej połą­czo­nej z cere­mo­nią zło­że­nia kwia­tów na Pol­skim Cmen­ta­rzu Wojen­nym na Mon­te Cas­si­no upa­mięt­nią swo­ich kole­gów — towa­rzy­szy bro­ni, któ­rzy spo­czy­wa­ją na tej jed­nej z naj­waż­niej­szych pol­skich nekro­po­lii. Wcze­śniej w Cas­si­no odda­li też hołd gen. Wła­dy­sła­wo­wi Ander­so­wi przed jego monu­men­tem i zło­ży­li kwia­ty przy pomni­ku 3. Dywi­zji Strzel­ców Kar­pac­kich, któ­rej żoł­nie­rze w 1941 r. — przed wal­ka­mi we Wło­szech — bra­li udział w obro­nie Tobruku.

“Modli­łem się, by docze­kać cza­sów, by móc wal­czyć o Pol­skę z naszym odwiecz­nym wro­giem — jed­nym i dru­gim, czy­li z komu­ni­sta­mi i naro­do­wy­mi socja­li­sta­mi” — powie­dział kpt. Wła­dy­sław Dąbrow­ski, któ­ry przed woj­ną miesz­kał w Nowo­gród­ku, gdzie ojciec był rusz­ni­ka­rzem w poli­cji. W 1940 r. został depor­to­wa­ny wraz z rodzi­ną do Kazach­sta­nu, a do Armii Ander­sa two­rzo­nej w Związ­ku Sowiec­kim wstą­pił ochot­ni­czo w kwiet­niu 1942 r. W skła­dzie 15. Puł­ku Uła­nów Poznań­skich 5. Kre­so­wej Dywi­zji Pie­cho­ty brał udział w wal­kach 2. Kor­pu­su Pol­skie­go w kam­pa­nii wło­skiej m.in. o Mon­te Cas­si­no, Anko­nę i Bolonię.

“Wyko­na­li­śmy zada­nie w 100 pro­cen­tach, my Pola­cy” — pod­kre­ślił, wspo­mi­na­jąc, że wie­lu mło­dych męż­czyzn, któ­rzy tra­fi­li do armii gen. Ander­sa było scho­ro­wa­nych i zmę­czo­nych pra­cą w koł­cho­zach, jed­nak nikt z nich nie skar­żył się i chciał przejść wszyst­kie potrzeb­ne szko­le­nia woj­sko­we. W roz­mo­wie z PAP kpt. Dąbrow­ski przy­po­mniał też, że w Armii Pol­skiej na Wscho­dzie zna­la­zło się tysią­ce cywi­lów — pol­skich uchodź­ców, któ­rzy po przej­ściu pie­kła sowiec­kich obo­zów zosta­li gościn­nie przy­ję­ci na Bli­skim Wscho­dzie. “Byli­śmy abso­lut­nie trak­to­wa­ni bez zarzu­tu, ina­czej niż Bry­tyj­czy­cy, któ­rych postrze­ga­no jako oku­pan­tów, a któ­rzy ostrze­ga­li nas przed miej­sco­wą lud­no­ścią. Nigdy jed­nak, ani razu, nic złe­go nam się nie sta­ło” — wspominał.

Spo­tka­nie z wło­ską mło­dzie­żą. Wete­ra­ni: dla nas naj­waż­niej­sze było uwol­nić Polskę

O wojen­nych losach opo­wia­dał tak­że Marian Baj­da, któ­ry wspól­nie z inny­mi wete­ra­na­mi spo­tkał się z pol­ską mło­dzie­żą, któ­ra przy­by­ła do Cas­si­no z Rzy­mu, Neapo­lu i Peru­gii, by zoba­czyć i posłu­chać świad­ków histo­rii. Ucznio­wie pyta­li się m.in., czy Baj­da bał się wal­czyć. “Dla nas naj­waż­niej­sze było to, żeby uwol­nić Pol­skę, od kogo­kol­wiek, kto nas napadł — czy od Niem­ców czy od Rosjan. I moje marze­nie, tak jak marze­nie gen. Ander­sa i jego wszyst­kich żoł­nie­rzy, było zawsze to samo — dotrzeć do wol­nej Pol­ski. Nie­ste­ty ta nasza nadzie­ja prze­dłu­ży­ła się o ponad 40 lat, aż do 1989 roku” — powie­dział wete­ran, któ­ry tra­fił do 2. Kor­pu­su Pol­skie­go dopie­ro w sierp­niu 1945 r. po wcze­śniej­szym nie­le­gal­nym prze­do­sta­niu się przez Cze­chy, Rumu­nię, Niem­cy i Austrię do Włoch.

Po ukoń­cze­niu Szko­ły Pod­cho­rą­żych w Mate­rze Marian Baj­da jako kapral pod­cho­rą­ży peł­nił służ­bę w plu­to­nie łącz­no­ści Szta­bu Zwal­cza­nia Arty­le­rii 2. Gru­py Arty­le­rii 2. Kor­pu­su Pol­skie­go. W listo­pa­dzie 1946 r. został odzna­czo­ny bry­tyj­skim War Medal. Z kolei jego star­szy brat, Ste­fan Baj­da, wal­czył z Niem­ca­mi we Wło­szech jako bom­bar­dier w 3. Dywi­zji Strzel­ców Kar­pac­kich i był odzna­czo­ny Krzy­żem Walecznych.

O tra­ge­dii Pola­ków, któ­rzy po 17 wrze­śnia 1939 r. zna­leź­li się naj­pierw pod oku­pa­cją sowiec­ką, a następ­nie byli depor­to­wa­ni w głąb ZSRS opo­wia­dał Cze­sław Balec, któ­ry w lutym 1940 r. został depor­to­wa­ny z Woły­nia w rejon Archan­giel­ska. “Pew­ne­go dnia do nasze­go domu przy­szli Rosja­nie i powie­dzie­li, że mamy zabie­rać swo­je rze­czy, bo prze­sie­dlą nas do +sowiec­kie­go raju+. Wsa­dzi­li nas na sanie i zawieź­li do szko­ły i trzy­ma­li tam przez dwa dni; nie było żad­ne­go jedze­nia poza tym, któ­re zabra­ła moja mama (…). Póź­niej wago­na­mi towa­ro­wy­mi wieź­li nas sześć, sie­dem tygo­dni na pół­noc w rejon Archan­giel­ska. Miesz­ka­li­śmy w lesie, w bara­kach, w któ­rych, jak lam­pa naf­to­wa gasła, wycho­dzi­ły plu­skwy i gry­zły nas dotkli­wie” — wspo­mi­nał wete­ran, któ­ry z zesła­nia został zwol­nio­ny 6 wrze­śnia 1941 r., a w póź­niej­szym cza­sie słu­żył w 3. Dywi­zji Strzel­ców Karpackich.

Trud­ne wojen­ne losy miał też ppor. Alfons Mrzyk, któ­ry w 1942 r. jako Ślą­zak prze­szedł prze­szko­le­nie w zmi­li­ta­ry­zo­wa­nej służ­bie pra­cy, a po ośmiu mie­sią­cach, w stycz­niu 1943 r., został wcie­lo­ny do armii nie­miec­kiej. Słu­żył we Fran­cji m.in. w Tours, Mont­pel­lier i w Nor­man­dii. Pod­czas ope­ra­cji “Over­lord”, czy­li otwar­cia dru­gie­go fron­tu w Euro­pie poprzez desant wojsk alianc­kich w Nor­man­dii, tra­fił do nie­wo­li i zgło­sił się do służ­by w 2. Kor­pu­sie Pol­skim. Tam jako “Alfons Wil­czur” otrzy­mał przy­dział do kan­ce­la­rii 3. Bry­ga­dy Strzel­ców Kar­pac­kich i brał udział w bitwie o Bolonię.

Podob­ne losy miał żoł­nierz-arty­sta pla­styk Leon Pie­so­woc­ki, któ­ry uro­dził się w 1925 r. w Pozna­niu. Po wybu­chu II woj­ny świa­to­wej i wcie­le­niu pol­skich ziem daw­ne­go zabo­ru pru­skie­go do III Rze­szy w 1943 r. został powo­ła­ny do Wehr­mach­tu i wysła­ny naj­pierw do Fran­cji, a następ­nie w oko­li­ce Livor­no we Wło­szech. Po dezer­cji z armii nie­miec­kiej dostał się do bazy 2. Kor­pu­su Pol­skie­go w Motol­la k. Taran­to, a następ­nie przy­dzie­lo­ny został do II Oddzia­łu Kontr­wy­wia­du 3. Bry­ga­dy Strzel­ców Kar­pac­kich w cha­rak­te­rze tłu­ma­cza w stop­niu strzel­ca. W koń­co­wej fazie dzia­łań wojen­nych brał udział w wal­kach o wyzwo­le­nie Bolonii.

Inny wete­ran — Feliks Osiń­ski, któ­ry przed woj­ną miesz­kał w oko­li­cach Żyto­mie­rza na Ukra­inie po nasta­niu wła­dzy sowiec­kiej wraz z rodzi­ca­mi i rodzeń­stwem został depor­to­wa­ny w 1940 r. w głąb ZSRS. Jako 18-latek został powo­ła­ny do woj­ska i tra­fił do 1. Armii Woj­ska Pol­skie­go gen. Zyg­mun­ta Ber­lin­ga. W dniach 18–22 wrze­śnia 1944 r. brał udział w wal­kach z Niem­ca­mi o zdo­by­cie War­sza­wy, pod­czas któ­rych został ran­ny w kola­no. Pod koniec wrze­śnia 1944 r. dostał się do nie­wo­li nie­miec­kiej i tra­fił do KL Auschwitz, gdzie spę­dził kil­ka tygo­dni. Następ­nie został wysła­ny do przy­mu­so­wej pra­cy do Wol­fs­ber­gu w Austrii. Po wyzwo­le­niu przez alian­tów tra­fił do Armii gen. Ander­sa. Zna­lazł się we Wło­szech, gdzie pod Mon­te Cas­si­no pra­co­wał jako saper przy roz­mi­no­wy­wa­niu pola bitwy. Po zakoń­cze­niu woj­ny pozo­stał na emi­gra­cji. Począt­ko­wo prze­by­wał w Wiel­kiej Bry­ta­nii, a następ­nie osie­dlił się w Kana­dzie, gdzie obec­nie mieszka.

“Wszy­scy jeste­śmy powo­ła­ni do służ­by w Polsce”

“Pol­ska to wiel­ka spra­wa. Wszy­scy jeste­śmy powo­ła­ni do służ­by w Pol­sce, na każ­dym odcin­ku wal­ki o Pol­skę. Pamię­taj­cie, że na was cią­ży obo­wią­zek umi­ło­wa­nia Pol­ski i służ­by dla niej” — ape­lo­wał do pol­skiej mło­dzie­ży sędzia Bogu­sław Nizień­ski, któ­ry jako 16-latek słu­żył w sze­re­gach Armii Kra­jo­wej pod pseu­do­ni­mem “Sokół” i był łącz­ni­kiem komen­dan­ta Obwo­du AK Jaro­sław. W plu­to­nie pod dowódz­twem por. Wła­dy­sła­wa Koby uczest­ni­czył w bitwie pod Szów­skiem oraz peł­nił funk­cję łącz­ni­ka w pię­cio­dnio­wej bitwie o Jaro­sław. W cza­sie woj­ny nale­żał do Naro­do­wej Orga­ni­za­cji Woj­sko­wej. W latach 1999–2004 — Bogu­sław Nizień­ski był Rzecz­ni­kiem Inte­re­su Publicz­ne­go zaj­mu­ją­ce­go się lustra­cją; w 2008 r. został odzna­czo­ny przez pre­zy­den­ta Lecha Kaczyń­skie­go naj­star­szym i naj­wyż­szym pol­skim odzna­cze­niem — Orde­rem Orła Białego.

Obcho­dy upa­mięt­nia­ją­ce powsta­nie przed 80 laty Armii Pol­skiej na Wscho­dzie roz­po­czę­ły się w sobo­tę w Rzy­mie od modli­twy przy gro­bie Jana Paw­ła II w Bazy­li­ce św. Pio­tra i hoł­du dla mar­szał­ka Józe­fa Pił­sud­skie­go. Pol­ska dele­ga­cja zło­żo­na nie tyl­ko z wete­ra­nów 2. Kor­pu­su Pol­skie­go i innych for­ma­cji, ale tak­że z byłych dzia­ła­czy opo­zy­cji anty­ko­mu­ni­stycz­nej, odwie­dza naj­waż­niej­sze miej­sca zwią­za­ne z Armią Ander­sa. W nie­dzie­lę wete­ra­ni upa­mięt­ni­li pol­skie wal­ki o Pie­di­mon­te San Ger­ma­no — wło­skie mia­stecz­ko, któ­re­go nie­miec­kie i nie­zwy­kle sil­ne umoc­nie­nia przy­po­mi­na­ły “mały Sta­lin­grad”. W kolej­nych dniach uro­czy­sto­ści zapla­no­wa­no tak­że w Bolo­nii, gdzie w 1945 r. zakoń­czył się szlak bojo­wy 2. Kor­pu­su Pol­skie­go oraz w Imo­li, gdzie odsło­nię­ty zosta­nie pomnik gen. Andersa.

Z Cas­si­no Nor­bert Nowot­nik (PAP)

kgr/