Adam Kar­czew­ski: Decy­zję o wybo­rze leśnic­twa pod­ją­łem w woj­sku pod­czas sta­nu wojen­ne­go, wte­dy uwa­ża­łem, że jedy­nie leśnic­two jest nor­mal­ne w tej Pol­sce Ludo­wej sta­nu wojen­ne­go, sza­rych lat 80.

        Potem SGGW-AR,  5 lat, potem krót­ki staż w lasach pań­stwo­wych no i emigracja.

        Tutaj trzy róż­ne fir­my tree servi­ce, a potem dłu­gie lata ponad dwa­dzie­ścia sie­dem dla mia­sta Toron­to; to jest leśnic­two miej­skie, więc tro­chę takie mody­fi­ko­wa­ne, bo wią­że się z pra­cą na wyso­ko­ściach, przy liniach z wyso­kim napięciem.

        Udzie­lam też kon­sul­ta­cji, wyko­nu­ję pra­cę tree servi­ce; usu­wa­nie, okrze­sy­wa­nie drzew, takie rzeczy.

        Tutaj jest przy­kład dęba bia­łe­go. Ma oko­ło 300 lat i od góry zaczy­na nie­ste­ty zamierać.

Goniec: – Po czym pozna­jesz, że drze­wo ma 300 lat?

–  Roz­miar to jed­na rzecz, ale też jest roz­miar koro­ny; roz­miar koro­ny jest decy­du­ją­cy. Świerk może mieć 40 — 50 lat i być takiej nie­wiel­kiej wyso­ko­ści mieć 2,5 m.

        Tutaj jest peł­ne słoń­ce, peł­na koro­na. Jeże­li podej­dzie­my bli­żej to zoba­czy­my co z nim się dzie­je, na ogół pierw­sza ude­rza brud­ni­ca mnisz­ka. Zja­da liście, nastę­pu­je defo­lia­cja, sil­ne drze­wo jest w sta­nie znieść kil­ku­let­nią defo­lia­cję. Rok po roku. Słab­sze drze­wa nie­ste­ty upadają.

        Tam są takie bia­łe plam­ki,  to  są nie­ste­ty depo­zy­ty jaj. Każ­da taka plam­ka to jest 200 — 300 jaje­czek brud­ni­cy mniszki.

        Pięk­ne, pokaź­ne drze­wo. Może i 400 lat mieć. Al jakie ma wady; zobacz­my suche duże kona­ry ten, ten, tamten.

        Jeże­li one zosta­ną odcię­te w odpo­wied­nim miej­scu, pra­wi­dło­wo, drze­wo ma szan­sę zamknąć ranę i jest zdrowe.

        Tutaj jesz­cze widzi­my — to drze­wo ma dwa głów­ne lide­ry, jest pęk­nię­te. To natu­ral­ne, drze­wo pęka, jeśli są takie duże lide­ry. W pęk­nię­cie wcho­dzi wszyst­ko. Woda dalej rozsadza.

– Jak temu zaradzić?

– To jest okrze­sa­nie, usu­nię­cie tych wszyst­kich suchych gałę­zi, a w przy­pad­ku tego pęk­nię­cia żeby to się nie roz­cho­dzi­ło moż­na zain­sta­lo­wać dwa, trzy kable sta­lo­we, któ­re może nie ścią­gną z powro­tem, ale zapo­bie­gną dal­sze­mu rozłamaniu.

– Czy dęby to Two­je ulu­bio­ne drze­wa? Bo wie­lu ludzi uwa­ża, że to jest taki król drzew.

– Dąb jest uwa­ża­ny za drze­wo kró­lew­skie, sym­bol męsko­ści, „bar­czy­ste”, jest to drze­wo, dłu­go­wiecz­ne. Stąd też w języ­ku pol­skim sto­su­je się rodza­je; są drze­wa rodza­ju męskie­go, i są drze­wa rodza­ju żeńskiego.

        Brzo­za będzie zawsze się koja­rzy­ła z kobie­tą, z pan­ną. Dąb drew­no ma bar­dzo twar­de, nie­mniej jed­nak jest kru­che, więc taki dąb może zrzu­cić nagle ogrom­ny konar na dom, na samochód.

– Trze­ba dbać, jak się ma na pose­sji, war­to takie drze­wo zadbać?

– Regu­lar­ne okrze­sy­wa­nie bar­dzo poma­ga. Usu­wa­nie suchych gałę­zi, sto­so­wa­nie cięć spro­wa­dza­ją­cych drze­wo do takiej syl­wet­ki zwar­tej.  Jeże­li drze­wo jest pochy­łe, moż­na je tro­chę skró­cić, zbalansować.

        Tutaj nie wiem czy o tym będzie­my roz­ma­wiać grzy­by, no wła­śnie gano­der­ma to jest nie­ja­dal­ne specjalnie.

- A rosną na drze­wach grzy­by jadalne?

– Tak, na dębach, na przy­kład, rosną, tutaj  takie grzy­by Chic­ken of the Woods. Przy­po­mi­na­ją tro­chę taki zestaw piz­zy, jed­na na dru­giej. Są jadal­ne, bar­dzo smacz­ne z jajecz­ni­cą, wspa­nia­łe. Wokół dębów rosną takie grzy­by któ­re się nazy­wa­ją Hen of the Woods, też są jadalne.

- Czy Toron­to ma dużo drzew, bo są ludzie, któ­rzy uwa­ża­ją że to jest mia­sto bar­dzo zalesione?

– Oko­ło 10 milionów.

– To dużo; porów­nu­jąc z euro­pej­ski­mi miastami?

– Ate­ny, to w ogó­le tam bar­dzo nie­wie­le jest par­ków. Nato­miast w War­sza­wie jest sto­sun­ko­wo dużo par­ków, dużo drzew. Może nie naj­lep­sze gatun­ki, bo na przy­kład, żeby tak szyb­ko zazie­le­nić teren to są sadzo­ne topo­le. Przez 20 – 30 lat wszyst­ko jest dobrze, a potem zaczy­na­ją się sypać.

– Część ludzi mówi, po co mi drze­wo, to tyl­ko kło­pot, ale chy­ba jed­nak drze­wa, zwłasz­cza przy domach, gdzie jest tro­chę miej­sca, pod­no­szą jakość tego wypo­czyn­ku, cza­su wolnego?

- Jeże­li cho­dzi o stro­nę finan­so­wą, drze­wa pod­no­szą cenę domów mniej wię­cej o 20 ‑25%. Jeże­li są domy w sta­ro­drze­wie, to do 25% cena domu i idzie w górę.

– War­to o to zadbać, żeby były drzewa?

– War­to zadbać, war­to zadbać z takim dzia­ła­niem wyprze­dza­ją­cym, zanim zacznie się coś walić czy schnąć na potę­gę, moż­na dużo, dużo zro­bić, żeby zacho­wać drze­wa w dobrym sta­nie, żywe.

- Bo cza­sa­mi, kupu­je­my dom i trak­tu­je­my te drze­wa jako coś, co zawsze będzie, a jed­nak trze­ba przy­naj­mniej zorien­to­wać się w jakim one są sta­nie. Cza­sem może im coś zagrażać?

– Zda­rza się, i ja sam spo­tka­łem takich klien­tów, że kupi­li dom zimą, a latem oka­za­ło się, że te dęby są suche. No i jest to wte­dy duży kło­pot z tymi duży­mi drze­wa­mi, to są duże pie­nią­dze żeby wszyst­ko naraz usu­nąć. Dużo łatwiej jest opie­ko­wać się na bie­żą­co. Krót­ko mówiąc, regu­lar­ne okrze­sy­wa­nie, regu­lar­ne inspekcje.

- Zabez­pie­cza­ją nas przed tym, że gałąź nie spad­nie nam na głowę.

– Nie zabez­pie­cza­ją tego na 100%, z przy­ro­dą nigdy nie­ste­ty na 100% nie jest pew­ne, przy­ro­da jest pięk­na, ale też niebezpieczna.

        Rze­czy­wi­ście drze­wa są pięk­ne, nie­któ­re maje­sta­tycz­ne, ale też są takim poten­cjal­nym nie­bez­pie­czeń­stwem. Zawsze coś może spaść.

– Mówi­li­śmy o dębach, w Kana­dzie sym­bo­lem jest klon, dużo jest klo­nów tutaj? Co z tymi cho­ro­ba­mi, co z wyci­na­niem drzew w związ­ku z tą pla­gą chińską?

– Przy­ro­da jest dyna­micz­na, nie­któ­re gatun­ki nie­ste­ty ustę­pu­ją, i to na naszych oczach. W cią­gu minio­nych kil­ku­dzie­się­ciu lat, prak­tycz­nie rzecz bio­rąc, wią­zy zupeł­nie znik­nę­ły. Nie­licz­ne wią­zy pozo­sta­ły. Jest taka cho­ro­ba holen­der­ska wiązów.

        Jeże­li cho­dzi o jesio­ny to jest taki roba­czek eme­rald ash borer, któ­ry rów­no tnie wszystko.

- Czy to jest ten chiń­ski robaczek?

- Chiń­ski to może ten lon­ghorn beetle. To jest taki chrząszcz bar­dzo trud­ny do znisz­cze­nia, ponie­waż wcho­dzi pod korę, kil­ka lat żeru­je. W Toron­to są już od lat wydzie­lo­ne sek­to­ry kwa­ran­tan­no­we, gdzie wyci­na­ne są klo­ny, zwłasz­cza te klo­ny pospo­li­te, któ­re przez wie­le dzie­siąt­ków lat były uwa­ża­ny za dosko­na­łe drze­wo dla mia­sta; wytrzy­mu­je wszyst­ko, bar­dzo szyb­ko się roz­ra­sta. No, nie­ste­ty w takich rawi­nach jak tutaj jeste­śmy, w takich doli­nach, to jest gatu­nek inwa­zyj­ny. Krót­ko mówiąc, bar­dzo gęsta i ciem­na koro­na zapo­bie­ga roz­mna­ża­niu się, odro­dze­niu  innych gatun­ków. W zasa­dzie pod takim klo­nem pospo­li­tym tyl­ko klon pospo­li­ty wytrzy­mu­je. Są  gatun­ki rodzi­me i są oczy­wi­ście gatun­ki inwa­zyj­ne. Te inwa­zyj­ne wca­le nie są takie złe wbrew pozo­rom, ponie­waż są wyjąt­ko­wo odpor­ne. Same się rozprzestrzeniają.

– Nie trze­ba dbać, prak­tycz­nie same o sie­bie dbają?

– Dokład­nie jest takie drze­wo, nazy­wa­ne tree of heaven, że tam, gdzie się poja­wi, to zaraz są następ­ne poko­le­nie i następ­ne poko­le­nia, roz­ra­sta się w las dosłow­nie. Jeden gatu­nek prak­tycz­nie. Podob­nie wią­zy sybe­ryj­skie bar­dzo szyb­ko się roz­prze­strze­nia­ją; ludzie bar­dzo czę­sto sadzą je jako żywo­płot, a potem, po kil­ku­na­stu latach, nie dba­nia o ten „żywo­płot” mają szpa­ler drzew i z tym się zaczy­na kło­pot, gałę­zie spa­da­ją na samo­cho­dy, na domy.

– Jakie byś radził, i czy w ogó­le byś radził, posa­dzić drze­wo, gdy ktoś kupił sobie dom w takiej zabu­do­wie osie­dlo­wej i ma tam może jakieś krzacz­ki. Czy tego rodza­ju pomysł w ogó­le ma sens?

– Są pew­ne takie kul­tu­ry, że ludzie sadzą tyl­ko drze­wa owo­co­we, zamie­nia­ją swo­je podwór­ko w taki raj­ski ogró­dek. Owo­co­we drze­wa bar­dzo dobrze rosną, owo­cu­ją, nie są kło­po­tli­we, a bar­dzo ład­ne, na wio­snę kwit­ną­ce jabło­nie, cze­re­śnie, gru­sze są urocze.

        Chy­ba jest takie chiń­skie przy­sło­wie, że kto posa­dził jed­no drze­wo, to nie żył nadaremno.

        Jeże­li cho­dzi o mniej­szej wiel­ko­ści ogró­dek, bac­ky­ard, to raczej powin­no być coś ozdob­ne­go, raczej mniej­sze, na przy­kład, klon japoń­ski, to jest bar­dzo deli­kat­ne drzew­ko, ale są na przy­kład, tutaj to się nazy­wa­ją servi­ce­ber­ry, bar­dzo ład­ne mniej­sze, jest red­bud, to jest małe drze­wo, ale jest rodzi­me, bar­dzo ład­nie kwit­nie,  zanim liście się roz­wi­ną to są małe czer­wo­ne kwia­tusz­ki, bar­dzo pięk­ne. Cała gromada.

        Zresz­tą każ­de drze­wo moż­na, gdy jest małe, zacho­wy­wać w mniej­szym rozmiarze.

– Przy­ci­na się w ten sposób?

– Moż­na przy­ci­nać, żeby cią­gle było mniej­sze. Są takie bar­dzo cie­ka­we  typu gink­go, byle to nie była pani gink­go, ponie­waż owo­ce są śmier­dzą­ce, tro­chę takie kło­po­tli­we. Kwia­ty roz­wi­ja­ją się na dwóch róż­nych drze­wach, jest to drze­wo roz­dziel­no­pł­cio­we, są męskie i żeńskie.

        Są tak zwa­ne weeping forest, drze­wo wyglą­da jak taka fon­tan­na, no i są takie odmia­ny, buki takie pur­pu­ro­we liście mają,  to bar­dzo ład­ne, jeże­li cho­dzi o klo­ny bar­dzo pole­cam jest taka hybry­da nazy­wa się fre­eman maple to jest hybry­da srebr­ne­go sre­brzy­ste­go i czer­wo­ne­go klo­nu, bar­dzo ład­ne kolo­ry jesienią.

        To zale­ży co kto chce, jeże­li ktoś zamie­rza odciąć się od sąsia­da, czy­li  zbu­do­wać ścia­nę zie­lo­ną,  to na przy­kład jest taki dąb angiel­ski pyra­mi­dal english oak w for­mie takiej pira­mi­dy, zaj­mu­je sto­sun­ko­wo mało prze­strze­ni, rośnie w górę i  taki szpa­ler drzew bar­dzo łatwo odci­na, daje  nam prywatność.

- Komu dora­dzasz, na jakim obszarze? 

– Jeśli cho­dzi o tę stro­nę pry­wat­ną, to Mis­sis­sau­ga i Eto­bi­co­ke,  ale mia­łem klien­tów też w tak zwa­nym cot­ta­ge coun­try, czy takie hob­by farms ludzie mają, moż­na zro­bić sobie taką jed­ną wyciecz­kę na far­mę i dużo moż­na zro­bić w cią­gu dnia, gdy ktoś ma jakiś sad, czy inne drze­wa, żeby to dopro­wa­dzić do porządku.

– Na drze­wach owo­co­wych rów­nież się znasz?

- Jeże­li drze­wa owo­co­we są wła­ści­wie okrze­sy­wa­ne no to owo­cu­ją, po pro­stu. Jeże­li są nie okrze­sy­wa­ne to dziczeją.

– Udzie­lasz kon­sul­ta­cji w tej sprawie?

– Okrze­sać mogę, pora­dzić mogę, ale spe­cjal­nie nie bawię się w opry­ski­wa­nie, jeże­li opry­ski­wa­nie, to raczej natu­ral­ne, jakieś ole­je czy mydło techniczne.

– Nie chcesz chemią?

– Oka­zu­je się, że co now­sze jakieś środ­ki to już mają być wspa­nia­łe, bez­piecz­ne, a po jakimś cza­sie są wycofywane.

        Mia­ły być wspa­nia­łe, moż­na pry­skać na sała­tę, na warzy­wa, moż­na jeść, nagle zni­ka z ryn­ku taki pro­dukt. Następ­ny wcho­dzi; ta sama histo­ria. Po kil­ku latach znika.

        Jeże­li drze­wo jest sil­nie zain­fe­ko­wa­ne to po pro­stu naj­le­piej je usunąć.

– Czy to jest two­ja pasja, hobby?

– Wybra­łem leśnic­two i to jest moja dro­ga życia.

- Po latach, jesteś zado­wo­lo­ny z tego kon­tak­tu z drze­wa­mi? Cze­go Cię drze­wa nauczyły?

– Tutaj jest tro­chę inne to leśnic­two, jestem pod wra­że­niem, nadal jestem pod wra­że­niem, drze­wia­rzy z któ­ry­mi tutaj się spo­tka­łem, ich spraw­no­ści fizycz­nej, zna­jo­mo­ści rze­czy od stro­ny praktycznej.

        Po uczel­ni byli­śmy przy­go­to­wa­ni teo­re­tycz­nie, bar­dziej tro­chę może na innym pozio­mie, tro­chę takim admi­ni­stra­cyj­nym, zarzą­dza­nie i tak dalej; a to jest wła­sno­ręcz­ne wyko­ny­wa­nie  cięż­kiej pra­cy; widać jej efek­ty, są dęby, któ­re już zamie­ra­ły 20 lat temu, a po kil­ku regu­lar­nych okrze­sy­wa­niach, po odpo­wied­niej pora­dzie, że na przy­kład, trze­ba je pod­le­wać, jeże­li dęby rosną na pia­sku, to okre­so­wo są susze. Pod­le­wa­nie tra­wy to jest rzę­du 1 — 2 cm, żeby drze­wa pod­lać, to nawet burza nie wystar­cza. Żeby drze­wa napi­ły się wody, to musi być trzy­dnio­wy taki desz­czyk, dopie­ro wtedy.

        Są drze­wa mniej kło­po­tli­we i są nie­ste­ty bar­dzo kło­po­tli­we. Do bar­dzo kło­po­tli­wych wła­śnie nale­żą wierz­by. Bar­dzo szyb­ko rosną, pro­du­ku­ją dużo tych zie­lo­nych witek. Nato­miast drew­no jest bar­dzo mięk­kie, jeże­li jest koro­na bar­dzo roz­ło­ży­sta no to nie­ste­ty łamie się to.

        A tu jest orze­cho­wiec black walnut.

- To jest dzikie?

- Tak dzi­ko sobie wyro­sło black wal­nut, rodzi­my gatu­nek. Pole­cam zbie­ra­nia orze­chów. W przy­ro­dzie wszyst­ko jest czy­ste. Orze­chy są mniej­sze niż te tak zwa­ne wło­skie, grub­sze są sko­ru­py, ale ten miąższ jest bar­dziej przydatny.

        Jeże­li przy­ci­śnie się pal­cem i zosta­je dołek to zna­czy, że orzech jest doj­rza­ły. Nożem trze­ba prze­kro­ić dooko­ła, zrzu­cić tę sko­ru­pę zie­lo­ną i do wody płukać.

- Czy to far­bu­je na czar­no ręce?

-Tak panie od zara­nia dzie­jów far­bo­wa­ły sobie wło­sy na czarno.

– Nada­je się to może na nalewki?

– Kto nie spró­bo­wał nalew­ki orzechowej…

Tutaj jest takie bar­dzo ład­ne drze­wo; w samym połu­dnio­wym Onta­rio jest wiel­ka róż­no­rod­ność gatun­ko­wa, powie­dział­bym jest przy­naj­mniej dwa razy wię­cej gatun­ków drzew  niż w Polsce.

– Dla­cze­go?

– To jest taki rodzaj dżun­gli kli­ma­tu umiarkowanego.

– Sawan­ny?

– To miej­sca­mi, bar­dzo boga­te jest sie­dli­sko, są gli­ny, takie kamie­nie, i jest wpływ jezior że tak  wybi­ja­ją ten kli­mat z typo­wo kon­ty­nen­tal­ne­go na taki mody­fi­ko­wa­ny, że są te lata par­ne tutaj.

        W tym roku mia­sto zanie­cha­ło opry­ski­wa­nia brud­ni­cy mnisz­ki. Kto­kol­wiek był latem w High Par­ku  to drze­wa zupeł­nie były pozba­wio­ne liści. Wyglą­da­ły jak osku­ba­na kura.

– Wła­śnie przez to że nie było oprysków?

- Zabro­nio­no, spe­cjal­nych takich zastrzy­ków, wpro­wa­dza­ło się do drze­wa mikro­ele­men­ty nie to przy­sło­wio­we NGK, te pod­sta­wo­we pier­wiast­ki tyl­ko kolej­ne,  że drze­wa odra­dza­ły się po prostu.

        Jeże­li dąb był w sta­nie takim zamie­ra­ją­cym, to jed­na gra­da­cja brud­ni­cy prak­tycz­nie rzecz bio­rąc zabi­ja­ła, jeże­li wyprze­dza­ją­co zaapli­ko­wa­łem te zastrzy­ki, spe­cjal­nie z takim insek­ty­cy­dem na brud­ni­cę mnisz­kę, i to nie tak że się opry­sku­je wszyst­ko — sto­ły, krze­sła hama­ki, bar­be­cue i tak dalej — nie, to jest sys­te­micz­ny śro­dek,  wcho­dzi do drze­wa, zosta­je i zabi­ja te lar­wy, jak one jedzą liście. To jest bar­dzo wyspe­cja­li­zo­wa­ne środek.

- Ale mia­sto teraz zakazało?

- Tak od kil­ku lat te środ­ki są zaka­za­ne ze wzglę­dów eko­lo­gicz­nych, że mimo wszyst­ko mają jakieś tam ubocz­ne skut­ki. bo są też i bar­dzo poży­tecz­ne owa­dy. A to są takie, nie to że cią­gi, ale paję­czy­ny połączeń.

        Róż­ne mamy tutaj gatun­ki, klon czer­wo­ny, powo­li zaczy­na się przebarwiać.

        Jest tutaj takie ład­ne drze­wo, tuli­pa­no­wiec.  Swe­et­gum bar­dzo ład­ne drze­wo, jest lokal­nym gatun­kiem tutaj. Tuli­pa­no­wiec też jest bar­dzo cie­ka­wy. Natu­ral­nie rośnie w oko­li­cach Nia­ga­ry gdzie są metro­wej gru­bo­ści tuli­pa­now­ce bar­dzo ładne.

– Zachę­casz nas wszyst­kich do pozna­wa­nia lasu, po to żeby znać się na tym co z tego lasu moż­na zjeść?

- Zachę­cam do tego, że wśród drzew czło­wiek znaj­du­je ogrom­ne uko­je­nie. Mały spa­ce­rek i moż­na odpo­cząć po naj­trud­niej­szych przeżyciach.

- Dzię­ku­ję bar­dzo, zachę­ca­my do pozna­wa­nia drzew i   jeże­li  pań­stwo mają pyta­nia  to udzie­lisz odpowiedzi?

- Pro­szę bardzo.

Adam Kar­czew­ski 416 9958 489