Kto rządzi Polską? – Andrzej Kumor rozmawia z Witoldem Gadowskim

Andrzej Kumor: Panie Witoldzie, zacznijmy może od Pana pracy, ma Pan program na YouTubie, pisze felietony w kilku gazetach – zadam więc proste pytanie, po co Pan to robi? Oczywiście, oprócz zarabiania pieniędzy. Jaką Pan ma nadzieję, że to, co Pan robi coś zrobi; czyli zmieni cokolwiek?

Witold Gadowski: Jestem zwolennikiem obrony wolności, wolności indywidualnej, każdego z nas. Żyjemy w czasach, w których wolność staje się czymś niepoprawnym, tym bardziej mnie to dopinguje, żeby to robić. Ale z drugiej strony, staram się być realistą i  praktycznym człowiekiem. Nie porywam się z motyką na słońce.

Nie mogę być pracownikiem żadnej  redakcji przybierając taką agendę, taki cel.

        – Nie ma w Polsce mediów, które są niezależne i chciałyby mieć ludzi, którzy mają bardzo dużo odbiorców, ale są wolni, czyli nie są ani z jedną, ani z drugą, ani z trzecią opcją?

– To praktycznie jest niemożliwe; ja mogę współpracować z jakąś redakcją,  do czasu aż mnie wyrzucą za coś. Wyrzucano mnie z TVP,  w ten sposób wyrzucano mnie z radia publicznego, w ten sposób wyrzucono mnie z wielu redakcji, ale ja się tym nie frustruję, takie są reguły gry

        – W Polsce, czy wszędzie na świecie?

– Wydaje mi się, że już w świecie, dlatego że Polska jest uczestnikiem globalizującego się świata, więc oczywiście że jest ta diferentia specifica naszej sytuacji polskiej i o niej można mówić i to jest ciekawe dla Polaków, ale tak naprawdę to obserwuję ten proces na całym świecie. Z dużą pasją jeżdżę po świecie i przyglądam się, pytam, obserwuję, wsłuchuję się w dowcipy, bo z tego wszystkiego wyławiam to, co jest wspólne, a wspólne jest tężenie systemu.

Domykanie się systemu, w którym praktycznie nie ma już szczeliny, przez którą wolni ludzie mogliby realizować swoją wolność. I tu nie chodzi o wolność ekonomiczną ani o wolność realizowania własnych przyzwyczajeń czy pasji, dopóki one nie stoją w sprzeczności z założeniami systemu; tu chodzi o to, żeby można było mówić o ideologii, o wartościach, mówić o religii.

To są dzisiaj bardzo niepożądane rzeczy, bo to są rzeczy z tego diapazonu, gdzie są „mądrzejsi” i „starsi”, którzy wiedzą lepiej, a my mamy tylko tego już słuchać.

        – „Równi i równiejsi” tak, jak to było u Orwella, czy też społeczeństwo podzielone, jak jest u Huxleya, na różnego rodzaju warstwy.

– Żyjemy w społeczeństwie kastowym. Te kasty też się domykają, oczywiście istnieje możliwość przepływu pomiędzy kastami…

        – Podobno, jeżeli nie ma przepływem pionowego, to wtedy system jest niestabilny, więc kasta musi oferować pewne możliwości awansu.

– Oczywiście, więc istnieje możliwość przepływu, ale tego w Polsce jeszcze nie widać; w Polsce jeszcze nam wydaje się, że wszystko jest możliwe; że zakładamy firmę, osiągamy sukces ekonomiczny, idziemy do przodu, dajemy ludziom pracę, dajemy ludziom nadzieję, ta pozytywna energia się kumuluje…

Do pewnego momentu tak jest do momentu osiągnięcia średniej wielkości.

        – A potem jest ten szklany sufit?

– Na zachodnie standardy to jest wielkość małego przedsiębiorstwa, a potem zaczyna się szklany sufit; czyli rozmowa z tymi, którzy kształtują warunki.

        – No właśnie, kto w Polsce rządzi? Tak naprawdę.

– To jest ciekawe pytanie. Mógłbym się schować za odpowiedzią, że przecież rządzą prezydent, parlament i premier.

        – Stopień wyżej to może rządzi Nowogrodzka, pan naczelnik jak to się mówi…

– No właśnie, ale nawet przekonanie o tym, że on ma więcej władzy niż prezydent czy premier, co po części jest prawdą; samo to przekonanie pokazuje, że intuicyjnie wiemy, iż władza, struktura władzy wygląda inaczej.

 

        -Ale takie przekonanie jest w wielu krajach świata; my tutaj też patrząc na naszego premiera federalnego domniemujemy, że jednak prawdziwy ośrodek władzy może nie być w tym miejscu, w którym on przebywa.

– Proszę zauważyć, jak bardzo spsieli nam politycy. Kiedyś można się było nie zgadzać z różnymi politykami, ale nie sposób było im odmawiać wielkości. De Gaulle był człowiekiem wybitnym, Churchill był człowiekiem wybitnym, Margaret Thatcher…

        – Czasem byli to wybitni gangsterzy…

– Tak, Ronald Reagan był politykiem wybitnym, wybitnym prezydentem; to byli wybitni ludzie, a dziś Justin Trudeau? Nie chcę obrażać kraju, w którym jestem gościem, więc na tym poprzestanę.

Ale jest Andrzej Duda – to jest to samo pokolenie polityków i ten sam format garnituru; jest Donald Trump, który przy całej sympatii, jaką mam do amerykańskiej prawicy, czy do amerykańskich konserwatystów, to trudno mi powiedzieć, że jest wybitnym umysłem.

        – Dzisiaj nie rządzi się w pojedynkę, to są pewnego rodzaju fasady, frontmeni pewnych środowisk.

No właśnie, potrzebni są dobrze skrojeni frontmeni, którzy realizują politykę ludzi cienia, czy grup z cienia, grup władzy. Oczywiście, nie chcę iść w stronę Alexa Jonesa, jakichś teorii spiskowych… Ale gdzieś w tym tkwi zalążek prawdy.

        – Spiski są realne Spiski są rzeczywistością. Mamy w historii do czynienia ze spiskami.  

– Historia jest właściwie zapisem udanych i nieudanych spisków.

        – Poza tym, ludzie, oprócz  struktur formalnych, znają się jeszcze z innych okoliczności i to powoduje, że tworzą się sieci i zależności, no ale właśnie, kto rządzi w Polsce – wracam do pytania.

– W Polsce rządzą Amerykanie.

        – Czy jest jakiś wewnętrzny ośrodek władzy? Czy też ten ośrodek władzy wewnętrznej jest tylko taki, jak w krajach kolonialnych, kompradorski; są to ludzie posłuszni tym, albo tamtym?

Komprador to dobre słowo, dlatego że to słowo oddaje cechę struktur władzy takich krajów, jak Polska. My mamy ułatwiać; mamy pomagać. A komu? Tym, którzy realizują swoje cele, a więc to nie nasze cele są realizowane, tylko nasze władze realizują to w czyimś imieniu. Kto rządzi w Polsce, ambasada amerykańska.

        – Teraz?

-Tak. Dawniej rządziła ambasada sowiecka, był taki moment, za rządów Donalda Tuska, kiedy rządziła ambasada niemiecka; oczywiście można się zapytać, czy Niemcy są suwerenni, ale to już są pytania zmierzające gdzieś tam do szczytów władzy światowej. Mamy po prostu jasno określone pola kompetencji.

Wytłumaczył mi to kiedyś prominentny człowiek z Polskiej Grupy Zbrojeniowej; czyli grupy zakładów, które zajmują się produkcją specjalną. On mi powiedział wprost – my, czyli Polacy –   możemy się zajmować kalesonami, skarpetami, mundurami, butami. Całą resztą, czyli uzbrojeniem, już się nie zajmujemy. To wszystko dostajemy w pakiecie od Amerykanów.

Można by uznać, że moja wypowiedź jest antyamerykańska, ale to nieprawda; staram się opisywać sytuację, taką, jaka ona jest. Równie dobrze mógłbym mówić o wpływach rosyjskich czy niemieckich, które też są prawdziwe, aktywne w Polsce, tylko w tej chwili przytłumione przez wpływy amerykańskie.

Wpływy amerykańskie, jak już mówiłem na którymś ze spotkań, to jest dla Polski antybiotyk, który leczy Polskę ze śmiercionośnych bakterii i wirusów rosyjskich i niemieckich. Służy to polskiej niepodległości. Pod jednym wszakże warunkiem; że mamy gdzieś deep state.

        – No właśnie, czy jest jakiś ośrodek polski, czy jest jakaś podmiotowość w Polsce? Bo jeżeli jej nie ma, to w ogóle nie mówmy o Polsce, bo jej nie ma, choć są Polacy, są ludzie którzy pełnią rolę polskich elit. Jaki jest ich poziom niezależności, czy taki, jak na przykład, w Turcji, czy jak na Węgrzech? Czy można się porównywać?

– Gdzieś, blisko Węgier. Tylko Węgrzy nas wyprzedzili, mają lepszą elitę.

        – Czy to oznacza, że na Węgrzech ta elita jest poparta przez służby?

Tak.

        – A w Polsce te służby są sprzedane?

– Na Węgrzech udało się skonstruować deep state, państwo głębokie, państwo instynktowne.

        – Pytam o to, kto rządzi,  z nadzieją, że jest coś takiego w Polsce.

– Na Węgrzech udało się skonstruować zalążek państwa, którym są prawdziwe elity; intelektualne, elity gospodarcze, które nie są w reflektorach mediów, ale które mają dużo do powiedzenia. Wyznaczają pewne zachowania.

        – Dlaczego w Polsce to się nie udało? Skoro wiadomo, że WSI to byli ludzie, którzy rozdawali karty.

– Ale ten nasz deep state to jest głębokie państwo fantomowe. Po prostu, my Polacy instynktownie odczuwamy polski interes. Różnie na to reagujemy, przeważnie emocjonalnie i przeważnie w sporze z innymi Polakami, ale czujemy, że jest taki moment takie natężenie spraw, że musimy się angażować. To jest piękne, to bardzo lubię w Polakach wszędzie.

        – No, ale to jest kulturowe, to wynika z literatury, ze spuścizny historycznej, z tego kim jesteśmy…

– Z tego w co nas wyposażyli albo czym przekłuli Mickiewicz, Słowacki. I to jest bardzo ciekawy fenomen, bo Polska instynktownie zbiera się w państwo. To jest instynkt polskiego państwa i instynkt polskiego interesu, nie ma głębokiego państwa i nie mam elit, które by potrafiły przetworzyć ten potencjał, tę wielką energię polską w bardzo racjonalne i wyrachowane działania. Podkreślam wyrachowane; coś, co jest w polskiej polityce absolutnie obce.

        – Wrócę jeszcze do tego dlaczego Węgrom się udało, a dlaczego w Polsce tak nie jest i czy jest nadzieja, że tak będzie?

– Węgrzy są wyrachowani, Węgrzy mają elitę intelektualną, a my nie mamy.

        – Czy to dlatego że ta elita węgierska nie została zniszczona przez powstania, wywózki;  że  nie odcięto Węgrom „głowy”, bo pomimo wszystkich kolei losów,  jednak została pewna ciągłość elit idąca od Austro-Węgier, ona wciąż w Budapeszcie gdzieś tam jest, a Warszawa została przenicowana?

– My mamy instynkt urządzania się i ten instynkt urządzania się przebiega tak: najpierw urządzam siebie i swoją rodzinę, gdy to jest już na zadowalającym poziomie, zaczynam urządzać swoje otoczenie, potem zaczynam urządzać coś wspólnie z innymi. I ten etap jest jeszcze przed nami. Bo to wspólnie z innymi jest dla nas nie do przeskoczenia. Dlaczego, bo nie mamy elit. Bo nie mamy ludzi, takich jak chociażby ksiądz Wawrzyniak w Wielkopolsce, ludzi, którzy wychodzą i mówią: dość, stańcie w szeregu, przeliczcie się, ty zrobisz to, a ty zrobisz to. Dlaczego? Bo tak!

I wszyscy ufają temu człowiekowi, bo wiedza, że on wie co robi. Jest taki przykład Białki Tatrzańskiej, który podaję, jako odradzanie się tego fenomenu.

Białka Tatrzańska to jest wioska góralska, która ani nie żyła z turystów, ani z rolnictwa, ani z niczego; bieda. W pewnym momencie nastał fenomen źródeł geotermalnych i proboszcz zebrał wszystkich skłóconych gospodarzy – o miedzę, o różne zaszłości sprzed 20 lat i powiedział tak; chłopy, albo się weźmiecie wszyscy razem i będziemy mieli z tego życie bardzo wygodne, albo będziemy wszyscy biedować, jak bidujemy.

I oni – ponieważ znali tego proboszcza, wiedzieli że to jest przyzwoity człowiek, na dodatek, że jest przedsiębiorczy, bo parafia wyglądała bardzo dobrze, zresztą jak wszystkie parafie na Podhalu, które wyglądają świetnie – powiedzieli, dobrze, co mamy robić?

On im powiedział, złączcie grunty, zacznijcie inwestować, bo z tego wszystkiego będzie grosz. I powstał wielki kompleks basenów geotermalnych i na tych górkach w Białce Tatrzańskiej pobudowano stacje narciarskie, nawet wbrew warunkom, bo wszędzie dookoła te górki są większe.

Co się stało?

Dziś Białka Tatrzańska jest wioską bardzo bogatych ludzi, ponieważ wszyscy żyją z turystyki, z gastronomii, z  recepcji tego całego ruchu, który przeniósł się po części z Zakopanego, które jest zapóźnione.

        – Czy tacy ludzie, którzy się bogacą, którzy w tym momencie właśnie urządzają to „większe otoczenie”, czy oni będą mieli ochotę na Polskę, czy oni w Polsce widzę jakąś wartość, czy też będą mieli ochotę na dobre połączenia z Unią Europejską i stwierdzą, że może podatki niemieckie są niższe niż polskie więc może byśmy się tam przyłączyli. Czy nie ma tego rodzaju myślenia? Po co takim ludziom, w takim układzie, Polska?

– Na razie górale zrozumieli jedno – że to dzięki księdzu. Czasami jestem tam na Mszy św. i widzę, jak lecą setki na ofiarę, że po prostu oni są wdzięczni. Instynktownie są wdzięczni temu, który uporządkował ich życie i to już jest początek takiej wspólnoty.

Jeżeli takich Białek Tatrzańskich będzie więcej, bo ci ludzie jednocześnie są głęboko patriotyczni – tylko na chłopski sposób; najpierw moje, mojego nie rusz, a potem nie rusz Polski. Jeżeli to wszystko się przełoży na takie odczuwanie głębsze, że mamy kraj, któremu jesteśmy winni pewne obowiązki, że te obowiązki kosztują, czasami też i jakieś poświęcenie.

        – Ale ten kraj ma coś nam dawać, patriotyzm to jest też dobrze pojęty interes własny; ten kraj ma wojsko policję, ma chronić nasze interesy.

– Nasz kraj musi być taki, jak ta Białka Tatrzańska; najpierw trzeba zrobić porządek i przygotować strukturę, a potem czerpać i być wdzięczny.

Więc mamy samorządy lokalne, które dobrze rządzą, mamy świetnie uporządkowaną przestrzeń publiczną. Każdy, kto przyjeżdża do Polski, przeciera oczy ze zdumienia, że z kraju, który tonął w błocie, z takiego kraju ziemniaczano-zwierzęcego, w którym dominowało rolnictwo i wszystko było byle jakie i nieporządne, jakim była Polska jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, przemieniliśmy się w kraj uporządkowany, czysty, zadbany.

Ta infrastruktura na zewnątrz jest ładna. Polska się bardzo zmieniła. Jest krajem wygodnym, ciepłym i dobrym do życia.

Pomimo narzekań Polaków, że rządzą sitwy, że służby specjalne i tak dalej.

        – No i narzekań na biurokrację i te wszystkie wynaturzenia w przepisach, biurokrację.

– Korupcję i niesprawiedliwość w sądach; to wszystko jest prawda, ale do tego musimy dojrzeć, jako Polacy, gdybyśmy mieli to głębokie państwo, to w pewnym momencie ci sędziowie, którzy działają przeciwko temu państwu, by znikali; po prostu by znikali; nie byłoby ich.

Czy dziennikarze, czy posłowie, donoszący w Parlamencie Europejskim na Polskę godzący w interes Polski byliby uciszani, w sposób dyskretny, ale skuteczny. Tego nie ma. Na razie w tej przestrzeni króluje kompletna anarchia i to anarchia antypaństwowa.

        – No właśnie, Polska się bogaci i jest tam coraz więcej interesów do zrobienia, pieniędzy do zarobienia; Polska to zresztą w ogóle bogaty kraj, jest strategicznie położony, ma surowce naturalne i tak dalej. Mamy więc żądania lobby żydowskiego, właściwie organizacji żydowskich ze Wschodniego Wybrzeża wypłaty odszkodowania za pozostawione przez Polaków żydowskiego pochodzenia tzw. mienie bezspadkowe. Rząd Polski, mówi że absolutnie nie ma takiej sprawy. Tymczasem ta sprawa pojawia się w stosunkach z największym sojusznikiem Polski, bo to i pan Pompeo mówił o tym i pani ambasador USA wspomniała, a tam przecież jest ośrodek władzy – jak pan zauważył. Jak Pan to widzi, jak Pan ocenia inicjatywy takie, jak pana Roberta Bąkiewicza ustawy „Stop 447”, które w jakiś sposób stawiałyby barierę tego rodzaju negocjacjom.

        Czy też może jest to sprawa przegrana i  zostanie rozwiązana tak, że Polska wypłaci poza naszymi plecami właśnie tak „technicznie”, jak to już się zaczyna mówić; będą jakieś udziały, programy; sprawa zostanie załatwiona w ten sposób, że środowiska Żydów, żydowskie życie w Polsce otrzymają status „lepszych Polaków”, bo będą futrowani pieniędzmi publicznymi; będą mieli wyjątkowy status w świetle polskich finansów publicznych.

W tym pytaniu pobrzmiewa taka teza Stanisława Michalkiewicza, że będziemy mieć nową szlachtę, on ją nazywa szlachtą Jerozolimską.

        – Wcześniej bodajże pan Sandauer mówił, że Polacy stracili elity podczas wojny, a Żydzi stracili biedotę, tych ludzi co garnki drutowali, handlowali szmatami, więc teraz Żydzi będą nową elitą Polski; nową głową.  To jest wypowiedź, chyba jeszcze z lat dziewięćdziesiątych.

– Jeżeli mamy posiadać państwo to jakąś elitę musimy mieć. Bardzo szanuję wszelkie akcje, zarówno Polonii, jaki krajowe, tak jak Roberta Bąkiewicza, zmierzające do walki o polski interes, tylko te wszystkie akcje są zbiorowymi deklaracjami intencji,  z którymi ci, którzy podejmują decyzje sobie nic nie robią. Dlaczego? Proces lobbingowy w Stanach Zjednoczonych, który nazywany jest demokracją tak naprawdę jest grą potężnych ośrodków.

Polega na tym, że w trakcie przygotowywania pewnych przepisów toczy się walka i kiedy przygotowywano JUST 447 praktycznie była cisza.

Po pierwsze, nie byliśmy dobrze poinformowani my, jako środowiska polskie, o tym że to się dzieje, po drugie, nie mieliśmy wglądu w zapisy przygotowywanych projektów ustawy. Sprawa zaczęła być głośna dopiero w finałowym momencie, kiedy w oparciu o Deklarację Terezińską zostały przygotowane zapisy bardzo nieprecyzyjnego prawa.

        – Powiem panu, że alarmował w tej sprawie pan  Jeśman z Kalifornii, który śledził ustawodawstwo amerykańskie, a po drugie, że Polonia amerykańska zaczęła montować lobbing, który ma znaczenie, czyli chodziła od kongresmena do kongresmana.

        Ten lobbing został storpedowany przez interwencję strony polskiej. W związku z tym wycofał się z tego Kongres Polonii Amerykańskiej – że to Polska będzie sobie sama rozwiązywać.

        Do tego, ta ustawa była procedowana w sposób nadzwyczajny i ten lobbing polonijny mógł przynieść bardzo dobre rezultaty.

-Ale dlaczego nie przyniósł?

        – Wystarczył jeden głos jednego kongresmena, żeby nie procedować tej ustawy w trybie nadzwyczajnym.

– Zadajmy sobie pytanie, dlaczego nie było tego kongresmena?

         – Była to taka sytuacja, gdzie Polonia zaczyna się jednoczyć, przystępują kolejne organizacje do tego wysiłku lobbingowego i nagle przyjeżdża pan wiceminister, potem pan z klubów Gazety Polskiej i zaczynają mówić, nie tędy droga, nie krzyczmy, nie róbmy takich rzeczy, i ten wysiłek lobbingowy, który mógłby wtedy doprowadzić do tego, żeby jeden kongresman powiedział „nie”. I ustawa byłaby opóźniona…

– Wszystko prawda, tylko wyciągnijmy z tego wnioski na przyszłość. Co nie zadziałało, co okazało się nieskuteczne w tej naszej walce, Polonii i nas Polaków w kraju, którzy też kontestują różne działania rządu.

W Polsce nie zadziałała świadomość wagi tego prawa; w Polsce nikt tego nie docenił, poza środowiskami, które są na to wyczulone, ale ja mówię o sferach władzy. Nikt na to nie zwrócił uwagi, uznano, że Polonia się awanturuje, bo to antysemici. Taki dominował przekaz w Polsce.

W Stanach Zjednoczonych, wśród Polonii nie zafunkcjonowało poczucie zagrożenia, które powinno zjednoczyć różne środowiska, we wspólnej walce.

        – Ale część tych środowisk jest, jak to można powiedzieć „na kontakcie”  Warszawy, w związku z tym, jeżeli Warszawa mówi Kongresowi Polonii Amerykańskiej że nie…

– Odwróćmy relacje; nie liczmy na Warszawę, że Warszawa będzie tutaj spiritus movens jakichś działań; to Polonia musi działać na Warszawę, żeby Warszawa sobie zdała sprawę, że na dachu świata się coś dzieje.

        – Polska posiada siłę w Stanach Zjednoczonych, którą są głosy Polonii,  Polacy mogą realnie wpływać na politykę amerykańską. To się nie dzieje, dlatego że wszyscy wiedzą,  że taka jest możliwość i torpedują inicjatywy, które zmierzają do mądrego, sensownego lobbingu polskiego. Ktoś kiedyś wyjaśnił dlaczego tak jest, bo „jedno lobby w USA wystarczy”.

– Oczywiście, ale jaka jest nauczka z JUST 447; nauczka jest taka, że musimy się zjednoczyć, tutaj w Ameryce musimy stworzyć potężną organizację, potężne pieniądze, aby następna ustawa następne działania które zostaną podjęte przez administrację czy przez legislatywę były już doskonale rozpoznane i by się rozpoczął skuteczny polski lobbing na poziomie przygotowania tych przepisów.

Jak wygląda skuteczny lobbing; wizyta w biurach senatorów – tak, w biurach kongresmenów – tak, tylko inna rozmowa: my nie prosimy, my tutaj mamy 500 tys. na pana kampanię, ale pan wie, że Polacy będąc czegoś wymagać.

        – Panie Witoldzie, to jest oczywiste, na tym polega lobbing.

– To jest brutalne, to jest pozbawione skrupułów, ale nasze pieniądze mają działać w kieszeniach amerykańskich parlamentarzystów, dopóki nie będziemy mieć własnych parlamentarzystów w Kongresie i w Senacie.

        – Panie Witoldzie lobbing lobby żydowskiego polega głównie na finansowaniu polityki amerykańskiej.

– Uczmy się tego od Żydów.

        –  Wie pan, propaguję to od dawna i tutaj oskarżono mnie za to o antysemityzm. Tu docieramy do tego problemu,  mamy sprzeczność między działaniami środowisk polskich, które mówią o lobbingu i tak dalej, a przyjeżdżają ludzie z Warszawy i mówią, my to sami załatwimy przez dyplomację.

– Ale to Polonia musi, to Polonia powinna tworzyć fakty dokonane.

        – Panie Witoldzie Polonia jest lekceważona w Warszawie.

– Polonia ma za małą siłę i dlatego jest lekceważona w Warszawie i zlekceważona na Kapitolu.

        – Polonia ma za małą siłę dlatego, że organizacje agenturalne z Polski od  lat trzydziestych…

– Tak to wszystko prawda, mieliśmy pod górkę, wiatr w oczy i tak dalej, to prawda…

        – Sytuacja jest taka, że Polacy mieszkający tutaj są w tej wyższej klasie średniej, jak pan popatrzy co w Chicago do Polaków należy, to okaże się, że całkiem spora część miasta, a nie było burmistrza polskiego, nie było przedstawicieli politycznych, dlaczego?  Dlatego, że jak jest pewien ferment, to się kanalizuje niezadowolenie.  Agentura nas rozbiła.

– Każdy Polak, z którym rozmawiam, to mówi, rozbija nas agentura i to prawda, a więc trzeba zrobić porządek z agenturą, trzeba przeskoczyć ponad to, co robi agentura w kierunku działania dla Polski.

Polonia amerykańska, Polonia kanadyjska to dzisiaj najważniejsze diaspory polskiego organizmu, bo są blisko mechanizmów prawdziwej władzy na świecie.

        – Dlaczego Warszawa tego nie widzi? Dlaczego elity polskie tego nie widzą, dlaczego Pana koledzy tego nie widzą?

Z powodów, o których mówiliśmy na początku, nie mamy polskiego państwa, nie mamy elity, która myślałaby o państwie,  musimy korzystać z różnych protez, ale jeżeli będzie świadomość tu, po drugiej stronie oceanu że tak naprawdę nie mamy elity i te elity musimy wykształcić, to co należy zrobić.

Podam taki „program marzeń”; Polonia się jednoczy, wygospodarowuje kapitał, ściąga na studia do najlepszych miejsc, gdzie tworzy się polityka młodych ludzi z dobrych środowisk, z dobrych polskich rodzin i w ten sposób uczestniczy w procesie tworzenia elity. I co więcej, w ten sposób polska elita znakomicie rozumie problemy amerykańskie i problemy Polonii w Ameryce i Kanadzie. Budujemy organizm, który zaczyna działać za 10 za 15 lat, ale to jest najlepsza inwestycja, jaką Polonia może zrobić, ściągnąć z kraju młodych, zdolnych ludzi z dobrych patriotycznych rodzin, żeby zdobyli tu wykształcenie i świadomość tego jak kręci się świat; wtedy ci ludzie wracając do Polski stworzą prawdziwą elitę.

        – To ja panu powiem, co Polska może zrobić; ściągać do Polski tysiące Polaków wykształconych na najlepszych amerykańskich uniwersytetach, którzy mówią po polsku, mówią po francusku i szukają pracy, a są dziećmi emigracji „solidarnościowej”, dziećmi ludzi, którzy w domu mają patriotyzm, są po harcerstwie.

        Jak pan pojedzie na kanadyjskie Kaszuby to Pan tam znajdzie obóz 600 młodych ludzi, którzy mają wypisane  Bóg Honor Ojczyzna, chodzą do kościoła w lesie; to są wszystko ludzie, którzy kończą studia, idą do  administracji rządowej, dużych korporacji etc. To olbrzymi potencjał.

        Tak więc ten potencjał jest po dwóch stronach. Ten naród ma dwa płuca.

– Wracamy do początku naszej rozmowy, gdybyśmy mieli chociaż taką elitę, jak Węgry to ten proces by przebiegał.

        – Dlatego zadałem pytanie, kto rządzi w Polsce, bo z tego wynika, że nie ma państwa.

– Wie pan co się zdarzy?  Piękny postulat, ściągajmy Polaków stąd żeby wchodzili w elitę, budowali państwo tak, jak oni wiedzą, że należy to robić.

Wie pan jaka będzie reakcja w Polsce? Wszyscy ci politykierzy te nieuki, ci nieudacznicy poczują się zagrożeni i będą ich blokować i wypychać. Ci ludzie wrócą tak, jak Halerczycy wyrzuceni po wojnie.

To samo stanie się z tymi elitami, które byśmy teraz wysłali do Polski, dlatego mówię, ten proces jest długi.

Dopóki nie będzie elity w Polsce, która będzie pewna siebie, świadoma świata, bez kompleksów, dopóty nie będziemy mieli żadnej elity, bo to, co dzisiaj jest w Polsce elitą, to są tłumoki, przepraszam za to słowo, ale to są egoistyczne tłumoki z kompleksami czujące się zagrożonymi przez świat zewnętrzny.

Ci ludzie uważają, że chwycili Pana Boga za nogi, bo wleźli na wysokie stołki i będą nogami,  rękami strącać każdego, kto by im mógł zagrozić.

To jest obraz polskich elit dzisiaj i zdajemy sobie z tego sprawę, że dopóki nie wykształcimy od młodości ludzi o twardym etosie moralnym, ludzi znakomicie rozumiejących świat, ludzi bez kompleksów wobec świata, dopóty nie będziemy mieć w ogóle elit i będziemy cały czas powtarzać tę cyrkulację zawodu, że tutaj Polacy chcą pomóc, a tam Warszawa nie chce. Tu Polacy działają, a Warszawa mówi że to jest awantura; głębokie niezrozumienie nie wynikające z odległości 7000 km tylko z ogromnej różnicy mentalnej.

W Polsce te elity, które dziś rządzą, i które rządziły przez ostatnie 30 lat to nie są elity, bo to nie są elity właściwie, to słowo jest na wyrost, to są ludzie z kompleksami, z poczuciem zagrożenia i z głębokim niezrozumieniem świata; ludzie, którzy będą służyć każdemu obcemu, a będą niszczyć każdego swojego, żeby tylko nie zajął ich miejsca, kompradorzy po prostu.

My nie wyzwoliliśmy się z tej mentalności kompradorskiej i ona determinuje wszystko, co się dzieje w Polsce. Co więcej, jak ktoś mówi te rzeczy, które są oczywiste –  nadal jest wrogiem publicznym; wrogiem publicznym tych „czereśniaków”; tych ludzi pozbawionych etosu, pozbawionych jakiegoś kręgosłupa intelektualnego, no można by o tych zadufkach, o tych pseudo-elitach powiedzieć bardzo dużo.

I rzeczywiście na tym bezrybiu czymś lekko odstającym poziomem od tej średniej jest ta elita, o której mówił Sandauer, ta elita nawieziona przez Stalina i wykształcona ku temu żeby była elitą – również na Zachodzie –  ci ludzie rzeczywiście są często o poziom wyżej,  jeżeli chodzi o poziom refleksji, o pozbawienie kompleksów wobec świata i tak dalej.

Tylko, że to nie jest elita polska! To są ludzie, których trzeba izolować od wpływów na struktury władzy i jakoś tam tolerować – bo istnieją – ale mieć świadomość, że to jest ciało obce w polskim organizmie.

A więc ktoś, komu obce jest polskie odczuwanie, polska religia, polska tradycja; wszystko to, co jest cenne dla Polaków; ktoś kto czuje, że to jest dla niego zagrożenie, nie będzie Polską elitą, będzie tylko kompradorem, albo kimś, kto dąży do anihilacji Polski, żeby pozbyć się tego zagrożenia.

Mówię o środowisku Michnika,  wprost że to jest środowisko żydokomuny po prostu, mówiąc krótko i historycznie używając terminów Jerzego Eislera, żeby ktoś nie posądził nas tutaj o antysemityzm. Mówienie o walce Żydów i Chamów, Puławian i Natolina,  to są historyczne terminy użyte przez Jerzego Eislera do opisu wojny w PZPR.

        – Witolda Jedlickiego jeszcze wcześniej.

– Tak

        – Dziękuję bardzo, miejmy nadzieję, że Polska przy pomocy czynników odgórnych, czyli naszej Królowej i Pani jakoś będzie się odradzać i zaraza nas nie przemoże.

– Bardzo dziękuję; mam nadzieję, że nie było to wszystko zbyt skomplikowane, starałem się jakoś dokładnie wgryźć w to, o co pan pytał.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here