Kie­dy przy­je­cha­łem do Kana­dy ponad 30 lat temu sły­sza­łem cza­sa­mi w pra­cy, ale i poza pra­cą, wypo­wia­da­ne koło sie­bie tak zwa­ne „Polish jokes”. Zasta­na­wia­łem się wów­czas nad tym skąd one się brały?

        W Kana­dzie Pola­cy byli i przed I‑szą Woj­ną Świa­to­wą, i przy­jeż­dża­li po I‑pierwszej Woj­nie Świa­to­wej i przy­jeż­dża­li po II-giej woj­nie Świa­to­wej. Powo­li budo­wa­li swo­ją pozy­cję. Nie byli uwa­ża­ni za bied­nych. A jed­nak utar­ło się w powszech­nym obie­gu postrze­ga­nie Pola­ka jako kogoś głup­sze­go. Czy bra­ło się to rów­nież z tego że Pol­ska była postrze­ga­na jako kraj bied­ny? Myślę że nie poma­ga­ło Polo­nii to, że bra­ko­wa­ło jej ludzi któ­rzy funk­cjo­no­wa­li­by w wyż­szej kul­tu­rze, i któ­rzy byli­by widocz­ni w kul­tu­rze kana­dyj­skiej. To zaczę­ło się zmie­niać na prze­ło­mie lat 80 i 90 dzie­sią­tych wraz z przy­by­wa­niem do Kana­dy reży­se­rów, dyry­gen­tów, muzy­ków, plastyków.

        Dla arty­sty przy­by­cie do obce­go kra­ju i pra­co­wa­nie w innej kul­tu­rze zawsze było trud­ne. Jak poko­nać trud­no­ści języ­ko­we, jak poka­zać swo­ją lep­szość w takiej dzie­dzi­nie, na przy­kład, jak muzy­ka? Oczy­wi­ście do pew­ne­go pozio­mu moż­na powie­dzieć, że ten muzyk jest lep­szy od tam­te­go, ale na pew­nym wyso­kim pozio­mie, te róż­ni­ce się zacie­ra­ją i nie­ko­niecz­nie ten lep­szy muzyk jest bar­dziej popu­lar­nym muzy­kiem, jest muzy­kiem, o któ­rym się pisze, o któ­rym się mówi w mediach.

REKLAMA

        W koń­cu lat 80 do Kana­dy przy­je­chał Andrzej Roz­bic­ki. Miał już za sobą pra­cę dyry­gen­ta w Pol­sce, w Niem­czech, oraz krót­ki okres pra­cy w USA.

        Andrzej Roz­bic­ki zaczął swo­ją pra­cę dyry­gen­ta w Toron­to od orga­ni­zo­wa­nia i pro­wa­dze­nia polo­nij­nych chó­rów. Przez trzy lata był orga­ni­stą i dyry­gen­tem Chó­ru „Har­fa” przy Para­fii Św. Mak­sy­mi­lia­na Kol­be w Mis­sis­sau­ga, przez 7 lat pro­wa­dził „Chór Sym­fo­nia” w Hamil­ton”, a póź­niej zało­żył Cele­bri­ty Sym­pho­ny Orche­strę i chór.”Polonia Singers”.

        Chór „Polo­nia Sin­gers” był zło­żo­ny pra­wie w cało­ści ze śpie­wa­ków pol­skie­go pocho­dze­nia. Zaczę­ły się kon­kur­sy i wyjaz­dy rów­nież poza Kana­dę. No i zaczę­ły się suk­ce­sy chó­ru i same­go Andrze­ja Rozbickiego.

        Tym­cza­sem Andrzej Roz­bic­ki roz­po­czął pra­cę nauczy­cie­la muzy­ki w Kato­lic­kim Wydzia­le Oświa­ty w Toron­to, co zapew­ni­ło mu sta­łe docho­dy i dało więk­szą swo­bo­dę pra­cy dyry­gen­ta. A to z kolei pozwo­li­ło poku­sić się na orga­ni­zo­wa­nie więk­szych przed­się­wzięć muzycz­nych i kon­cer­tów. I tak rodzi­ły się kon­cer­ty w któ­rych uczest­ni­czy­ło kil­ku­na­stu soli­stów, kil­ku­dzie­się­ciu muzy­ków, było i tak że kon­cer­ty mia­ły po dwa spek­ta­kle i oglą­da­ło je kil­ka tysię­cy osób. Nie wszy­scy widzo­wie byli Pola­ka­mi i nie wszy­scy soli­ści byli Pola­ka­mi. To powo­do­wa­ło, że na kon­cer­ty przy­cho­dzi­ły oso­by z róż­nych spo­łecz­no­ści miesz­ka­ją­cych w GTA. I to powo­do­wa­ło, że były one widocz­ne nie tyl­ko w prze­strze­ni sze­ścio­mi­lio­no­wej aglo­me­ra­cji Wiel­kie­go Toron­to, ale i poza nią.

        Kie­dy przy­cho­dzi­my na kon­cert widzi­my nie­ja­ko pro­dukt fina­ło­wy. Oglą­da­my ten kon­cert przez, powiedz­my, dwie godzi­ny i nie widzi­my tego ile pra­cy, ile przy­go­to­wań, ile kore­spon­den­cji, ile fun­du­szy trze­ba zdo­być, by taki pro­jekt, żeby taki kon­cert w koń­cu ruszył.

        Nie korzy­sta   z pomo­cy finan­so­wej pań­stwa, nie sta­no­wi czę­ści jakiejś orga­ni­za­cji dzia­ła­ją­cej przy jakimś mini­ster­stwie kul­tu­ry — to On prak­tycz­nie sam orga­ni­zu­je, sta­ra się o fun­du­sze, zapra­sza muzy­ków i śpie­wa­ków. Oczy­wi­ście, ma gro­no ludzi, któ­rzy mu poma­ga­ją, ale są to spo­łecz­ni­cy i nie zapo­mi­na o nich. To cen­ne. Dzię­ki jego wsta­wien­nic­twu otrzy­mu­ją oni meda­le, wyróż­nie­nia i dyplomy.

        Inna cechą Andrze­ja Roz­bic­kie­go jest odwa­ga. Nie boi się tego, by w nie­mal­że w każ­dym kon­cer­cie wpro­wa­dzić do udzia­łu ludzi mło­dych,  czę­sto mało zna­nych muzy­ków. Nie boi się dać im tę pierw­szą życio­wą szan­sę. Nie boi się zary­zy­ko­wać. Wię­cej, uwa­ża on że jest to jed­na z czę­ści jego muzycz­nej powin­no­ści. Czy tak to widzą widzowie?

        Nie­ko­niecz­nie. Ci chcą widzieć naj­lep­szy pro­dukt, oni chcą widzieć naj­bar­dziej uzna­nych arty­stów. Ale jak ci uzna­ni muzy­cy mają się poja­wić, gdy­by ktoś wcze­śniej nie dał im szansy?

        Zna­ną spra­wą w świe­cie muzy­ków jest to, że na przy­kład, jakiś począt­ku­ją­cy śpie­wak ope­ro­wy wystę­pu­je, powiedz­my, w zna­nej toron­ton­skiej sali ope­ro­wej. I póź­niej w recen­zjach o tym śpie­wa­ku czy­ta­my że śpie­wał tu i tam. Ale nie doczy­tu­je­my się infor­ma­cji zawar­tej w opi­sie do jego wystę­pu w danej ope­rze, że był spon­sor, któ­ry opła­cił ten jeden z pierw­szych jego występów…i że tak zaczę­ła się karie­ra mię­dzy­na­ro­do­wa tego śpiewaka.

        Andrzej Roz­bic­ki tego nie robił. To on wybie­rał mło­dych ludzi i dawał im szan­sę wystę­pu obok innych uzna­nych muzy­ków i śpie­wa­ków. Czy ten śpie­wak póź­niej wyko­rzy­sta swo­ją szan­sę? Może…

        Śro­do­wi­sko arty­stów jest bar­dzo kon­ku­ren­cyj­ne. Nie każ­dy ma ner­wy i odwa­gę na kon­ty­nu­ację karie­ry zawo­do­we­go muzy­ka wystę­pu­ją­ce­go na sce­nach. Ale taki mło­dy czło­wiek już wie, jak to wyglą­da, już ma wgląd w życie arty­sty na wyż­szym nie­ja­ko pozio­mie. Jeśli nawet decy­du­je się zakoń­czyć swo­ją karie­rę muzy­ka na pozio­mie powiedz­my nauczy­cie­la muzy­ki to  już wie jak ten świat na tym innym, na tym wyż­szym pozio­mie wyglą­da. Może innym już coś prze­ka­zać, z czym sam się zetknął i co widział. Tak budu­je się kapi­tał kul­tu­ro­wy danej spo­łecz­no­ści, czy sze­rzej państwa.

        Andrzej Roz­bic­ki potra­fi łączyć spra­wy Pol­ski i Kana­dy, ale rów­nież i innych spo­łecz­no­ści emi­gra­cyj­nych Kana­dy. No i w koń­cu zosta­je to zauważone.

        I już póź­niej trud­niej jest komuś mówić „Polish jokes” w kon­fron­ta­cji z wiel­ki­mi przed­się­wzię­cia­mi arty­stycz­ny­mi. W zde­rze­niu z przed­się­wzię­cia­mi, w któ­rych bie­rze udział dużo arty­stów, ludzi opi­nio­twór­czych, któ­re ktoś widział, albo o któ­rych sły­szał, trud­no jest mówić „Polish jokes”. Tu nie cho­dzi o mega­lo­ma­nię, ale o pew­ną misyj­ność. Ktoś musi się pod­jąć zro­bie­nia przed­sta­wie­nia z rozmachem.

        To praw­dzi­wy skarb, że w gru­pie muzy­ków, emi­gran­tów z Pol­ski poja­wił się ktoś z taką ener­gią i odwa­gą, jak Andrzej Rozbicki.

        Ktoś musi mieć pomysł. Inna spra­wa, że na prze­strze­ni lat Kana­da wyda­je się być kra­jem, któ­ry jak­by w wie­lu dzie­dzi­nach sta­nął w miej­scu. Rodo­wi­ci Kana­dyj­czy­cy nie widzą tego co sta­ło się z ich kra­jem ostat­ni­mi cza­sy. Żeby to zoba­czyć trze­ba z Kana­dy wyjechać.

        I tu też pan Andrzej Roz­bic­ki ma swo­je dwa gro­sze. Orga­ni­zo­wał wyjaz­dy mło­dych ludzi, uczniów szkół śred­nich do innych kra­jów, w tym i do Pol­ski. Pozwa­lał  im zoba­czyć, jak wyglą­da świat poza Kana­dą. Orga­ni­zo­wał dla mło­dzie­ży zwie­dza­nie zabyt­ków, muze­ów czy wspól­nie uczest­ni­czył w kon­cer­tach naj­wy­bit­niej­szych arty­stów na świecie.

        To oni, ci mło­dzi ludzie, no może nie wszy­scy, będą two­rzy­li pod­sta­wy elit opi­nio­twór­czych Kana­dy, będą mówi­li innym Kana­dyj­czy­kom, że świat nie koń­czy się na restryk­cjach COVID’owych, na tym któ­ry rząd przy­krę­ci więk­szą śru­bę swo­im oby­wa­te­lom, po pro­stu będą opo­wia­dać i mówić innym Kana­dyj­czy­kom, że świat nie stoi w miej­scu, że się roz­wi­ja, arty­stycz­nie i gospodarczo.

        O tym wszyst­kim co zro­bił pan Andrzej Roz­bic­ki na prze­strze­ni lat, dla naszej ojczy­zny emi­gra­cyj­nej opo­wia­da jego książ­ka pod tytu­łem pt. „Andrzej Roz­bic­ki Maestro z Toron­to”. Książ­ka ta nor­mal­nie była­by do naby­cia przy oka­zji kon­cer­tów orga­ni­zo­wa­nych przez Andrze­ja Roz­bic­kie­go, ale teraz od paru lat, i nie z winy arty­stów, kon­cer­tów nie moż­na organizować.

        Żeby nabyć książ­kę trze­ba wprost zwró­cić się do Andrze­ja Roz­bic­kie­go. Pamię­taj­my, ta książ­ka nie jest tyl­ko o nim, ona jest o nas, o naszej histo­rii, o naszej emi­gra­cyj­nej ojczyźnie.

Janusz Niem­czyk