Jesz­cze nie umil­kły echa incy­den­tu z obla­niem czer­wo­ną far­bą amba­sa­do­ra Rosji w War­sza­wie przez ukra­iń­ską “akty­wist­kę” Iri­nę Ziem­lia­ną (na zdję­ciu), powią­za­ną z fun­da­cją “Otwar­ty Dia­log”, któ­rą z kolei podejrz­liw­cy podej­rze­wa­ją o związ­ki ze sta­rym żydow­skim gran­dzia­rzem finan­so­wym Jerzy Soro­sem, z któ­re­go imie­niu lewi­co­we  i w ogó­le – eks­tra­wa­ganc­kie idee krze­wi rów­nież jego syn, z któ­rym zwą­chał się nie­daw­no pan pre­zy­dent War­sza­wy Rafał Trza­skow­ski, co to, w ramach przy­go­to­wań do obję­cia sta­no­wi­ska gło­wy pań­stwa pol­skie­go, pochwa­lił się, że pre­zy­dent Biden dał mu do potrzy­ma­nia – na razie rękę – a tu wybu­chła nowa sensacja.

        Ale incipiam.

        Otóż – jak pisa­łem przed tygo­dniem – pan mini­ster spraw zagra­nicz­nych Zbi­gniew Rau uznał ten incy­dent za “god­ny ubo­le­wa­nia”, bo – jak zauwa­żył  — na pod­sta­wie poro­zu­mień mię­dzy­na­ro­do­wych, przed­sta­wi­cie­lom dyplo­ma­tycz­nym przy­słu­gu­je szcze­gól­na ochro­na bez wzglę­du na poli­ty­kę, upra­wia­ną przez repre­zen­to­wa­ne przez nich pań­stwo. Ochro­na ta w Pol­sce ma postać art. 136 kodek­su kar­ne­go, któ­ry za czyn­ną napaść na akre­dy­to­wa­ne­go amba­sa­do­ra prze­wi­du­je karę od 3 mie­się­cy do 5 lat wię­zie­nia. Oczy­wi­ście o tym, by pol­skie wła­dze powa­ży­ły się na takie świę­to­kradz­two, by aresz­to­wać ukra­iń­ska akty­wist­kę powią­za­ną z rze­czo­ną fun­da­cją, mowy być nie może, ale mimo to pani Iri­na uzna­ła, że w War­sza­wie zaczy­na się dla niej robić nie­bez­piecz­nie, bo podob­no ktoś jej zagro­ził, że ją “zgwał­ci” i w ogóle.

        Jestem prze­ko­na­ny, że takie­go zuchwal­ca i zbrod­nia­rza wojen­ne­go wła­dze nasze­go ban­tu­sta­nu natych­miast umie­ści­ły­by w aresz­cie wydo­byw­czym, gdzie w celi moni­to­ro­wa­nej 24 godzi­ny na dobę, powie­sił­by się on, sam nie wie­dząc kie­dy, na wła­snych skar­pet­kach, więc chy­ba w przy­pad­ku pani Iri­ny strach ma wiel­kie oczy tym bar­dziej, że i pan amba­sa­dor Desz­czy­ca mógł­by po cichu spro­wa­dzić jakichś goło­wo­rie­zów, któ­rzy ze zuchwal­cem zro­bi­li­by porządek.

        Jed­nak jak pan każe – słu­ga musi — toteż w ramach słu­że­nia naro­do­wi ukra­iń­skie­mu, bo – jak ujaw­nił pan Łukasz Jasi­na, rzecz­nik MSZ —  taki los wypadł nam, poli­cja w pod­sko­kach asy­sto­wa­ła pani Iri­nie w jej prze­no­si­nach w miej­sce bezpieczne.

        Gdzie takie miej­sce jest – sam bym chęt­nie się dowie­dział, bo ja też dosta­ję mnó­stwo wia­do­mo­ści podob­nych do tych, któ­re takie pio­ru­nu­ją­ce wra­że­nie zro­bi­ły na pani Iri­nie, ale co wol­no woje­wo­dzie, to nie tobie, smro­dzie, więc gdzież bym tam śmiał ocze­ki­wać, że pol­ska poli­cja wła­snych oby­wa­te­li, któ­rzy pła­cą na nią podat­ki, będzie trak­to­wa­ła z taką samą rewe­ren­cją, jak ukra­iń­ską “akty­wist­kę”, powią­za­ną – i tak dalej.

        Naj­wy­raź­niej tak samo myślą ruscy sza­chi­ści, bo pol­skie­mu amba­sa­do­ro­wi w Moskwie nic nie zro­bi­li, a tyl­ko, w ramach retor­sji, nie­zna­ni spraw­cy w bia­ły dzień obla­li ogro­dze­nie budyn­ku amba­sa­dy czer­wo­ną far­bą, cał­kiem podob­ną do tej, któ­rą pani Iri­na obla­ła rosyj­skie­go amba­sa­do­ra w Warszawie.

        W mię­dzy­cza­sie Sejm nie­znacz­ną więk­szo­ścią gło­sów powo­łał dotych­cza­so­we­go pre­ze­sa Naro­do­we­go Ban­ku Pol­skie­go, pana Gla­piń­skie­go, na kolej­ną, sze­ścio­let­nią kadencję.

        Sta­ło się to moż­li­we dzię­ki popar­ciu Soli­dar­nej Pol­ski, do któ­rej doszlu­so­wa­ła w dniach ostat­nich Wiel­ce Czci­god­na posłan­ka Anna Siar­kow­ska, dzię­ki cze­mu for­ma­cja ta ma w Sej­mie 20 posłów. Wpraw­dzie Soli­dar­na Pol­ska krę­ci nosem na refor­ma­tor­skie pomy­sły pre­zy­den­ta Dudy w dzie­dzi­nie wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści do tego stop­nia, że pan mar­sza­łek Ter­lec­ki ujaw­nił, iż w PiS nara­sta “znie­cier­pli­wie­nie” i poja­wia­ją się pomy­sły jakichś kura­cji prze­czysz­cza­ją­cych, ale roz­są­dek naj­wy­raź­niej prze­wa­żył, bo uby­tek 20 posłów natych­miast dopro­wa­dził­by do utra­ty przez rząd więk­szo­ści par­la­men­tar­nej, a pan Mora­wiec­ki prze­stał­by być premierem.

        Na taki hazard PiS nie jest na razie goto­wy tym bar­dziej, że Soli­dar­na Pol­ska murem sta­nę­ła za pre­ze­sem Gla­piń­skim, prze­ciw­ko któ­re­mu bez­sil­ne w tej sytu­acji zło­rze­cze­nia mio­ta­ła cała opozycja.

        Na mini­strze Zio­brze też nie zosta­wio­no suchej nit­ki; wyróż­nił się tu zwłasz­cza  Donald Tusk, któ­ry nazwał go naj­droż­szym mini­strem w histo­rii Pol­ski. Rze­czy­wi­ście, sprze­ciw Soli­dar­nej Pol­ski wobec likwi­da­cji Izby Dys­cy­pli­nar­nej Sądu Naj­wyż­sze­go, a zwłasz­cza “testo­wa­nia sędziów”, kosz­tu­je Pol­skę milion euro dzien­nie, a suma kar docho­dzi już do miliar­da zło­tych, mimo to jed­nak do mia­na naj­droż­sze­go mini­stra mogło­by pre­ten­do­wać wie­lu innych poli­ty­ków, rów­nież z obo­zu zdra­dy i zaprzaństwa.

        W zamian za popar­cie kan­dy­da­tu­ry pre­ze­sa Gla­piń­skie­go, Sejm wybrał też Kra­jo­wą Radę Sądow­nic­twa, któ­rej nie uzna­ją nie tyl­ko nie­za­wi­śli sędzio­wie, zaan­ga­żo­wa­ni do wal­ki o pra­wo­rząd­ność w naszym ban­tu­sta­nie, ale rów­nież – orga­ny Unii Euro­pej­skiej, na zle­ce­nie Nie­miec pro­wa­dzą­ce prze­ciw­ko Pol­sce woj­nę hybrydową.

        W ten oto spo­sób wid­mo przed­ter­mi­no­wych wybo­rów, któ­re mia­ły nastą­pić lada chwi­la, odda­li­ło się w bez­piecz­ną przy­szłość, dzię­ki cze­mu rząd “dobrej zmia­ny” będzie mógł jesz­cze przez cały rok trwo­nić zaso­by oby­wa­te­li, prze­ku­pu­jąc ich ich wła­sny­mi pie­niędz­mi. Skut­kiem tego prze­kup­stwa jest bowiem nara­sta­ją­ca nie­ubła­ga­nie infla­cja, któ­rą rząd dobrej zmia­ny, korzy­sta­jąc z woj­ny, przy­pi­su­je zło­wro­gie­mu Puti­no­wi, co to – jak się oka­zu­je – jest dobry nawet na “ład­ną nie­win­ną panienkę”.

        Tym­cza­sem ukra­iń­scy żoł­nie­rze kry­ją­cy się w pod­zie­miach zakła­dów meta­lur­gicz­nych “Azow­stal” w Mariu­po­lu, prze­kształ­co­nych jesz­cze w cza­sach sowiec­kich w rodzaj twier­dzy, wła­śnie pod­da­li się Rosja­nom, o czym, wol­ne, nie­za­leż­ne media głów­ne­go nur­tu w Pol­sce nie ośmie­la­ją się poin­for­mo­wać, więc tyl­ko mówią, że “wyko­na­li rozkaz”.

        Toteż w cha­rak­te­rze pocie­sze­nia zwy­cięz­cą “Euro­wi­zji” zosta­ła tru­pa ukra­iń­skich szan­so­ni­stów, wyko­nu­ją­cych utwór pod tytu­łem “Ste­fa­ni­ja”. Nie powin­no to sta­no­wić zasko­cze­nia dla niko­go, bo od kil­ku­dzie­się­ciu lat nawet bar­dziej sza­cow­ne insty­tu­cje, jak np. komi­tet Nagro­dy Nobla, doszczęt­nie spro­sty­tu­owa­ły się politycznie.

        Krę­gi zbli­żo­ne do rzą­do­wej tele­wi­zji bar­dzo chwa­li­ły repre­zen­tu­ją­ce­go nasz nie­szczę­śli­wy kraj pana Kry­stia­na Ochma­na. Że wygra – wszy­scy wie­rzy­li świę­cie – ale kie­dy  padł inny roz­kaz — że wygrać ma Ukra­ina – oka­za­ło się, że “wyni­ki są nieważne”.

        Oka­za­ło się rów­nież, że od Ukra­iń­ców pan Ochman nie dostał nawet jed­ne­go zła­ma­ne­go gło­su. “Stąd nauka jest dla żuka”, by spe­cjal­nie na ukra­iń­ską wdzięcz­ność nie liczyć. Sko­ro już mamy zaszczyt być słu­gą naro­du ukra­iń­skie­go, to powin­no nam wystar­czyć – jak poucza­ła Vio­let­ta Vil­las w nie­za­po­mnia­nej pio­sen­ce “Przyj­dzie na to czas”.

        Dla­te­go — jak wyni­ka ze spe­cjal­ne­go oświad­cze­nia władz rzą­do­wej tele­wi­zji — pol­scy juro­rzy “oce­nia­jąc naj­wy­żej Ukra­inę, dali wyraz swo­jej nie­za­leż­no­ści oraz bra­ku jakie­go­kol­wiek związ­ku mię­dzy ich nota­mi, a gło­sa­mi odda­ny­mi przez inne pań­stwa na Pol­skę”. No natu­ral­nie, jak­że by inaczej?

Sta­ni­sław Michalkiewicz