Putin – oczy­wi­ście o ile jesz­cze żyje — “tra­ci kon­tro­lę” nad Krem­lem, Ukra­ina zwy­cię­ża na wszyst­kich fron­tach, więc od razu widać, że jest dobrze, a będzie jesz­cze dobrzej.  Pan mini­ster Błasz­czak w związ­ku z tym kupu­je czoł­gi pęcz­ka­mi; nie tyl­ko ame­ry­kań­skie “Abram­sy”, ale i 1000 innych czoł­gów z Połu­dnio­wej Korei, któ­re w dodat­ku będą pro­du­ko­wa­ne w Pol­sce. Skąd ma na to pie­nią­dze – tajem­ni­ca to wiel­ka, bo czoł­gi to prze­cież rzecz woj­sko­wa, a w takie spra­wy nosa lepiej nie wściubiać.

        Prze­ko­nał się o tym “han­dlarz bro­nią”, od któ­re­go pan mini­ster Szu­mow­ski kupił respi­ra­to­ry w momen­cie, gdy pan­de­micz­na histe­ria się­gnę­ła zeni­tu. To zna­czy, nie tyle może “kupił”, co za nie zapła­cił – tak samo, jak pan mini­ster Błasz­czak za czołgi.

        Pan gene­rał Skrzyp­czak nie posia­da się z rado­ści, że teraz to już na pew­no zada­my Puti­no­wi bobu, cho­ciaż sytu­acja ma też plu­sy ujem­ne, a wła­ści­wie jeden. Czoł­gów jest tyle, że nie wystar­czy nam czoł­gi­stów. Ale to żaden kło­pot. Wyja­śnił to jesz­cze przed woj­ną Fran­ci­szek Fiszer, zda­niem któ­re­go w Pol­sce nie mogło być dobrze, jeśli naj­pierw nie roz­strze­la się 700 tysię­cy łaj­da­ków. Ktoś zwró­cił mu uwa­gę, że łaj­da­ków może zabrak­nąć, ale Fiszer od razu zna­lazł roz­wią­za­nie, że w razie cze­go dobie­rze­my z uczci­wych. Sko­ro łaj­da­ków moż­na dobrać, to dla­cze­go nie czołgistów?

reklama

        Sko­ro wyja­śni­li­śmy sobie te trud­no­ści wzro­stu, to wróć­my do nasze­go han­dla­rza bro­nią. Kto w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju han­dlu­je bro­nią? Albo sta­re kiej­ku­ty, albo ich kon­fi­den­ci – to chy­ba jasne?

        Dla­cze­go pan mini­ster Szu­mow­ski zapła­cił za respi­ra­to­ry aku­rat han­dla­rzo­wi bro­nią? Naj­wy­raź­niej chciał się tego dowie­dzieć rów­nież pan Marian Banaś, pre­zes Naj­wyż­szej Izby Kon­tro­li, któ­re­go Naczel­nik Pań­stwa z zagad­ko­wych powo­dów już od kil­ku lat pró­bu­je wysa­dzić w powie­trze. Zło­żył mia­no­wi­cie skar­gę  w nie­za­leż­nej pro­ku­ra­tu­rze, a ów han­dlarz natych­miast nie tyl­ko tak­tow­nie umarł, a poza tym został od razu skre­mo­wa­ny tak, że nic już nie powie, ani nawet nie da się stwier­dzić jego toż­sa­mo­ści. Na tym przy­kła­dzie wydać, ile racji miał Miko­łaj Machia­vel­li zauwa­ża­jąc, że “łatwiej prze­żyć smierć ojca, niż utra­tę ojco­wi­zny” , więc nic dziw­ne­go, że pierw­szo­rzęd­ni fachow­cy tak scho­wa­li szmal, że żad­na siła go już nie znajdzie.

        W związ­ku z tą zagad­ko­wą spra­wą zno­wu poja­wi­ły się fał­szy­we pogło­ski o “seryj­nym samo­bój­cy”, któ­re­go ofia­ra­mi pada­li dygni­ta­rze, zarów­no cywil­ni, jak i woj­sko­wi. Pró­bu­je tę spra­wę wyja­śnić Kon­fe­de­ra­cja, pro­po­nu­jąc powrót do spek­ta­ku­lar­ne­go samo­bój­stwa pana Andrze­ja Lep­pe­ra, a prze­cież na panu Andrze­ju świat się nie koń­czył, więc spra­wa mogła­by być roz­wo­jo­wa. Może by i mogła, ale pew­nie nie będzie, bo po co roz­dra­py­wać sta­re rany, co to już zdą­ży­ły zaro­snąć bło­ną podłości?

        Nie ma na to wiel­kich szans tym bar­dziej, że przed przy­szło­rocz­ny­mi wybo­ra­mi zaostrza się u nas wal­ka kla­so­wa. Wła­śnie niczym grom z jasne­go nie­ba poja­wił się son­daż, według któ­re­go na pozy­cję lide­ra poli­tycz­nej sce­ny nasze­go ban­tu­sta­nu wysu­nę­ła się “Koali­cja Oby­wa­tel­ska” z Volks­deut­sche Par­tei na cze­le. Jesz­cze nie wia­do­mo, czy to taki fajer­werk, wystrze­lo­ny gwo­li pod­trzy­ma­nia zapa­łu Donal­da Tuska, któ­re­mu kon­cep­cje zaczy­na­ją mno­żyć się w gło­wie niczym u Kukuń­ka. Ostat­nio wpadł na pomysł wpro­wa­dze­nia czte­ro­dnio­we­go tygo­dnia pra­cy, co pryn­cy­pial­nie skry­ty­ko­wał sam Leszek Bal­ce­ro­wicz. Ale kry­ty­ka – kry­ty­ką, a nie­ubła­ga­ne koniecz­no­ści – swo­ją dro­gą. Donald Tusk bowiem czu­je na ple­cach gorą­cy oddech pana Zand­ber­ga z Lewi­cy, któ­ry – tyl­ko patrzeć – jak zacznie lan­so­wać pro­gram wyło­żo­ny w “Wio­śnie poety pro­le­ta­riac­kie­go”:  “I zno­wu wio­snę widzą me kla­so­wo nasta­wio­ne oczy. Precz z rzą­dem! Wiwat KPP – i pół­go­dzin­ny dzień roboczy!”

        Zanim to jed­nak nastą­pi, Donald Tusk pró­bu­je roz­huś­ty­wać emo­cjo­nal­nie swo­ich wyznaw­ców, to zna­czy – wete­ra­nów wal­ki o demo­kra­cję, wete­ra­nów wal­ki o pra­wo­rząd­ność, wście­kłe kobie­ty płci oboj­ga i innych ludzi dobrej woli, napusz­cza­jąc ich na Naczel­ni­ka Pań­stwa, któ­ry ruszył w pole, za komu­ny zwa­ne “tere­nem”, żeby tam, na spo­tka­niach z oby­wa­te­la­mi wybra­ny­mi, poka­zy­wać, że jest dobrze, a będzie jesz­cze dobrzej. Oby­wa­te­le nie dopusz­cze­ni do bli­skich spo­tkań III stop­nia z Naczel­ni­kiem Pań­stwa, dają wyraz swo­im mie­sza­nym uczu­ciom. Z jed­nej stro­ny bowiem pre­zen­tu­ją nie­prze­jed­na­ną nie­na­wiść do Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go, ale z dru­giej stro­ny pra­gną “jebać PiS!” Ta ambi­wa­len­cja uczu­cio­wa dobrze odda­je emo­cjo­nal­ne roz­chwia­nie, w któ­rym po oby­dwu stro­nach uczest­ni­czą pierw­szo­rzęd­ni fachow­cy od kre­owa­nia masow­sych nastro­jów, ponie­waż pod burz­li­wą powierzch­nią zja­wi­ska ukry­wa się czy­tel­na inten­cja, by w ten spo­sób przy­szło­rocz­ne wybo­ry sta­ły się ple­bi­scy­tem: prze­ciw­ko Jaro­sła­wo­wi Kaczyń­skie­mu, czy za nim. W ten spo­sób Pol­ska ze swo­imi pro­ble­ma­mi w ogó­le zni­ka z pola widze­nia, przy­sło­nię­ta z jed­nej stro­ny posą­go­wą posta­cią Jaro­sła­wa Kaczyń­skie­go, a z dru­giej – Donal­da Tuska. Nie ma co; dobrze to sobie pierw­szo­rzęd­ni fachow­cy, co to 32 lata temu prze­pro­wa­dza­li u nas trans­for­ma­cję ustro­jo­wą, wykom­bi­no­wa­li i wpro­wa­dzi­li w czyn, dzię­ki cze­mu nasza mło­da demo­kra­cja funk­cjo­nu­je w spo­sób abso­lut­nie prze­wi­dy­wal­ny, to zna­czy – że nie może poja­wić się ani z jed­nej, ani z dru­giej stro­ny, żad­na poli­tycz­na alternatywa.

        W tej sytu­acji wie­lu pło­mien­nych bojow­ni­ków o szczę­ście ludu pra­cu­ją­ce­go miast i wsi pró­bu­je przy­pra­wić sobie jeśli już nie hero­icz­ny, to przy­naj­mniej mili­tar­ny listek do wień­ca sła­wy. Tak wła­śnie postą­pił pan Sła­wo­mir Sie­ra­kow­ski, któ­ry zor­ga­ni­zo­wał zbiór­kę na turec­kie­go dro­na dla Ukra­iny i podob­no nawet go kupił. Jeśli iusti­tia nie pole­gnie w tej woj­nie, to pan Sie­ra­kow­ski powi­nien dostać jakiś ukra­iń­ski order i w ten spo­sób dopro­wa­dzić do sytu­acji syme­trycz­nej z panem red. Sakie­wi­czem – rów­nież kawa­le­rem ukra­iń­skie­go orderu.

        W tej sytu­acji nikt nie ośmie­li się docie­kać, jak to zwy­kły oby­wa­tel może kupić turec­kie­go bojo­we­go dro­na, bo sko­ro dro­na, to dla­cze­go nie czoł­gu, a sko­ro i czoł­gu, to dla­cze­go nie bate­rii armat – i tak dalej? Krót­ko mówiąc, pan Sie­ra­kow­ski, niczym Bona­par­te, poka­zał nam, że i my może­my zostać han­dla­rza­mi bro­ni i w ten spo­sób przy­czy­nić się do  zapew­nie­nia poko­ju światowego.

        Wpraw­dzie han­del bro­nia to pro­fe­sja ryzy­kow­na, ale nie ma poli­ty­ki bez ryzy­ka, zwłasz­cza poko­jo­wej, więc nie ma rady; kupuj­my czoł­gi i wysy­łaj­my je na Ukra­inę, dzię­ki cze­mu nie będzie­my musie­li mar­twić się czołgistami.

Sta­ni­sław Michalkiewicz