Karmimy się złudzeniami i zakochujemy w mirażach. Utrzymując, że nasze życie należy do nas. 

Bo niby do kogo mogłoby należeć? Roimy więc sobie, wbrew okolicznościom, że decydujemy sami. Sami wybieramy wykształcenie, pracę i ulubioną postać deseru. Dalej typ narracji, kolor skarpetek, zdobienia na kapciach czy opcję postrzegania rzeczywistości. Wreszcie w wyborze najlepszej żony (bądź męża-brutala) swobodni jesteśmy, a w tym kontekście również nasze i tylko nasze są błędy życiowe. I tak dalej. Tymczasem to inni obejmują nas w posiadanie. Zawłaszczając bez reszty.
Komu powyższa perspektywa mieści się w łepetynie, ten z przodu? Otóż niekoniecznie, .ponieważ tylko pozornie. Problem w tym, co dostrzegamy przystając w biegu, mimochodem odwróciwszy się plecami do rzekomego blichtru fatamorgany: nic ponad pustynię przecież. Wtedy, i nie wcześniej niż wówczas, zaczynamy rozumieć, że krople wilgoci, ciągnące się parę metrów przed nami i zanikające w bezmiarze piasku, to nie woda lecz ślady krwi. Z nadziei, wyciśniętej co do kropli. Nadziei dzień po dniu mordowanej, rozbieranej na części, przeżuwanej na surowo i porzucanej gdzie bądź.
***
“Różnorodność jest wartością” – uogólnia Twardoch Szczepan. Twardoch to ten, o którym liczni wyrażają się, per: Niemiec piszący po polsku, przebrany za Ślązaka. Jasne, że różnorodność jest wartością, nawet dzieci to wiedzą. Przy czym dzieci kochają różnorodność barwną jak lizaki, a Twardoch kocha zlizywać kolorowy blichtr. Różnorodność kolorowa raduje dzieci, Twardocha też, tego wszelako, zdaje się, rodzinna kolorowa różnorodność zwłaszcza. Pan mamusia, pani wujek, tatuś sąsiad z żoną panią. Czy tam z koleżanką cioci z klasy wyższej. Czy z której bądź. Czy Twardoch naprawdę nie wie nic o rodzinie?
Może nie wie. Może udaje. Kto nadążyłby za Niemcem przebranym za Ślązaka, piszącym po polsku? Świnia przebrana za gazelę gadającą w jidysz też nie. A czy o innych wspólnotach i wartościach im przypisanych wie Twardoch cokolwiek? Bo zaraz uściśla: “Różnorodność kulturowa jest wartością”. Nie ma to, tamto, beret nazbyt ucisnął naszego Szczepana w rozum, a ten musiał przy uściślaniu powyższego wizji zaznać: oto kulturowy faszysta śniadej karnacji ściska się z kulturowym, tęczowym liberałem, a cała akcję obserwuje zaśliniony po pępek, kulturowy marksista. I co, to wszystko na cyplu w Ventotene?
***
Z niedawno udostępnionego raportu, zatytułowanego: “Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce” (Instytut Monitorowania Mediów), dowiadujemy się, że w roku ubiegłym nadwiślańskie media najczęściej powoływały się na “Rzeczpospolitą” – 33,9 tys. razy. Drugie miejsce zajął TVN24 (33 tys. cytatów), a miejsce trzecie Wirtualna Polska (32,5 tys. przytoczeń). Przy czym przy “Rzeczpospolitej”, pozostającej liderem cytowalności wśród tytułów prasowych, pozostał także tytuł najbardziej opiniotwórczego medium prasowego. “Lider opinii”, można powiedzieć, tylko czy warto o tym pamiętać? “W polityce pamięć bywa niebezpieczną bronią” – naucza nas Surdykowski Jerzy, publicysta rodem ze wspomnianego dziennika.
Weźmy poniższy fragment: “(…) Zasłużony instytut mający w nazwie “pamięć” jeszcze niedawno usiłował tłumaczyć, że najważniejszy polski zryw niepodległościowy to żołnierze wyklęci, a Lech Wałęsa był agentem bezpieki” – wskazał pan redaktor, którego zdaniem, między innymi: “(…) Dlatego tak łatwo nam wmówić, że pułkownik Sienkiewicz podstępnie pozbawił nas przyjemności podziwiania TVP Info, a pani magister Przyłębska jest nieskazitelną prezeską niezawisłego Trybunału”.
Celnie? Paru trafionych widzę, więc w tych intencji pozwolę sobie “pociągnąć” ostatnie zdanie w oparciu o kłamliwą manierę Surdykowskiego: dlatego tak łatwo nam wmówić, że działający w oparciu o sejmową uchwałę nie stanowiącą prawa, pułkownik Sienkiewicz działa dokładnie w interesie prawa, że TVN24 podziwiać należy, zwłaszcza za przyrodzony obiektywizm zespołu dziennikarzy i producentów, nota bene wyssany wprost z piersi Waltera “Chcecie mi stację wyp*** w powietrze?!” Mariusza, a sędziowie podchwytujący hasła partyjne oraz angażujący się bez reszty w przepychanki interpretacyjne, dysponują zarazem charakterami nieskazitelnymi ponad świeżego śniegu biel, ponieważ tuż po powiciu członków przyszłej kasty nadzwyczajnej skrapia się esencją z hizopu bezstronności, co z kolei na ciałach ich automatycznie wypala nieusuwalne piętna – a to niezawisłości, a to rzetelności, a to znowu neutralności światopoglądowej, a to inne znaki cnót wszelakich, z obiektywizmem na czele – zaś publicysta-lider (wiodącego dziennika opinii), wiedząc co wie, prowadzi lud ku prawdzie, o dobro wspólne zatroskany.
Nic bardziej mylnego. Surdykowski raz jeszcze: “W epoce migotliwych obrazków atakujących zewsząd żyjemy głównie chwilą. Dlatego tak łatwo dajemy sobie coś wmówić”. Właśnie. Wmawiają nam, a my zbyt często pomijamy sedno: co konkretnie nam wmawia i kto. Oraz czemu wmawia nam akurat to, co wmawia, wprzódy wyjąwszy spod własnego ogona. Naturalnie, spod ogona nieskazitelnie obiektywnego. Do pchły ostatniej?

Krzysztof Ligęza 
Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl