Trudno nie zauważyć, że nowe władze w Warszawie zakładają powrót Polski do zwartego europejskiego szyku pod komendą Niemiec i rezygnują z ambicji poprzedniego rządu, uczynienia z Polski kontrniemieckiego miejsca ciążenia.

Wpasowanie kraju w niemiecko-francuski system eurolandów oznacza wstrzymanie dużych państwowych projektów gospodarczych nieakceptowanych w Berlinie. Polska pod batutą nowej koalicji pozbędzie się nie tylko resztek politycznej suwerenności, ale również nie będzie konkurentem gospodarczym zajmując miejsce przypisane w niemieckim podziale pracy. Ciekawie pisze o tym na X dyrektor wielu megaprojektów Artur Kluczny:
Polskie rządy (zwłaszcza ten poprzedni) postawiły na inwestycje infrastrukturalne ze świadomością, że nie tylko redukują one lukę infrastrukturalną, ale też sprzyjają rozwojowi kraju i utrzymaniu tempa wzrostu gospodarczego.
Co niektórym spośród nas umyka, duże inwestycje tworzą także atuty w dłuższym terminie w międzynarodowej rywalizacji. Umiejętnie dobrane i sprawnie prowadzone projekty infrastrukturalne skokowo zwiększają atrakcyjność inwestycyjną Polski i podnoszą konkurencyjność jej gospodarki. A to z kolei zwiększa zamożność kraju i jego mieszkańców.
To proste prawdy. Trudno pojąć, dlaczego w mediach głównego nurtu nie potrafią się one przebić i dlaczego sens projektów ekonomicznie w pełni uzasadnionych jest podważany często w absurdalny sposób. Koniec cytatu

Wcale nietrudno pojąć dlaczego Centralny Port Komunikacyjny czy poprawa żeglugi na Odrze nie mają w Polsce dobrej prasy – otóż dlatego, że większość mediów jest w niepolskich rękach i hołduje właśnie tej narzucanej z zewnątrz polityce wyrównywania europejskiego szeregu pod niemiecki sznurek.

Niestety nawet te nie skompradyzowane polskie elity zostały w dużej części spacyfikowane ideologią neoliberalizmu, która posługując się chwytliwymi uproszczonymi modelami prowadzi do całkowitego podporządkowania obcym interesom i wielkim międzynarodowym korporacjom (które wbrew obiegowym hasłom, jednak mają narodowość). One narzucają ostatecznie nie tylko swe własne cele ekonomiczne ale również ingerują w życie społeczne i kulturalne – dzisiaj korporacje są rozsadnikami wokizmu i innych bolszewickich bezeceństw.
Inicjatywy ekonomicznej państwa nie zastąpi ruch świadomych gospodarczo obywateli, bo po pierwsze nie jest ich dużo, a po drugie w przeciwieństwie do państwa nie dysponują mechanizmami, które mogłyby im zapewnić skuteczne działanie w zderzeniu z walcem zagranicznych korporacji.

Oczywiście, z drugiej strony istnieje groźba różnych grandioznych projektów; inwestycji podejmowanych z powodów politycznych, „białych słoni”, autostrad donikąd i pustych lotnisk, ale od tego jest przejrzysty system zarządzania, by ich uniknąć, choćby ucząc się na chińskich błędach.

Wybicie polskiej gospodarce odrastających zębów wydaje się być jednym z zadań nowego rządu w Warszawie.

Drugim frontem wpasowywania Polski w projekt Mitteleuropa są oczywiście kultura, edukacja i życie społeczne. Polska, ze swoim katolicyzmem, i monoetnicznym społeczeństwem od dawna kłuła w oczy eurobolszewię i dlatego przy pomocy sprawdzonych metod była rozmontowywana od środka.

Uwodząc młodych ludzi antypolską „europejskość” opakowano w kolorowe papierki, a patriotyzm utożsamiono z siermiężnością i „faszyzmem”.
Niestety polskie elity – czy też to co z nich zostało – dały się podejść i rozbroić, przegrały wojnę o polską młodzież. Słowem, Polska jak była skolonizowana, tak pozostała i nie zdołała stworzyć aparatu głębokiego państwa, który z siłą polskiej państwowości i życia gospodarczego wiązałby przyszłość swych rodzin. Ostatnie wypadki pokazały, że polskim organizmem państwowym można nadal łatwo zarządzać z zewnątrz.

Andrzej Kumor