Tak, temat „ucieczki kapitału” z Kanady w ostatnich latach jest szeroko komentowany, szczególnie w kontekście rządów Justina Trudeau (2015–2025). Chodzi o znaczącą nierównowagę: kanadyjskie firmy i kapitał inwestowały za granicą (głównie w USA) znacznie więcej niż napływało inwestycji zagranicznych do Kanady. Efektem był rekordowy net odpływ kapitału. Kluczowe dane według raportu RBC z kwietnia 2026 roku świadczą, że w latach 2015–2024 Kanada doświadczyła netto odpływu kapitału przekraczającego 1 bilion CAD – największego w historii nowoczesnej Kanady.
Na każdy 1 dolar inwestycji zagranicznych wchodzących do Kanady, 2 dolary odpływały na zewnątrz (głównie kanadyjskie inwestycje zagraniczne – CDIA).
Kanada stała się jednym z największych eksporterów kapitału na świecie (po USA i Chinach). Kraj zajął ostatnie miejsce w G7 pod względem inwestycji w maszyny, sprzęt i własność intelektualną (tylko ok. 30% formacji kapitału szło na produktywne aktywa – połowa poziomu USA).
To nie był jednorazowy „ucieczka”, tylko systematyczna tendencja przez całą dekadę rządów liberalnych. Część analityków uważa, że to efekt działań poprzedniego rządu Trudeau (przygotowanie gruntów pod inwestycje), ale też zmiany globalnego sentymentu. Główne przyczyny według krytyków wskazują przede wszystkim na politykę rządu Trudeau Nadmierne regulacje i bariery administracyjne. (Impact Assessment Act / Bill C-69, opóźnienia w projektach). Podatek węglowy + inne opłaty klimatyczne + cap na emisje z piasków bitumicznych.
Niepewność regulacyjna w sektorze energii i zasobów naturalnych. Kanada ma tu ogromną przewagę konkurencyjną, ale inwestycje w tym sektorze mocno ucierpiały.
Firmy szukały większych rynków, wyższych zwrotów i mniejszej biurokracji – przede wszystkim w USA.
Krytycy nazywają to „capital recession” lub „capital drought” – Kanada eksportowała kapitał w czasie, gdy sama potrzebowała go do wzrostu produktywności i infrastruktury.


































































