„There is no left or right… There’s only an up or down”, 1964
Ronald Reagan

Polaryzacja społeczeństwa polskiego w ostatnich latach stała się jednym z najważniejszych wyzwań życia publicznego. Spór polityczny coraz rzadziej przyjmuje formę racjonalnej różnicy poglądów, a coraz częściej przeradza się w konflikt tożsamościowy, w którym przeciwnik nie jest partnerem do debaty, lecz zagrożeniem. W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewa zdanie wypowiedziane w 1964 roku przez Ronalda Reagana: „Nie ma lewicy ani prawicy. Jest tylko kierunek w górę albo w dół”.

To zdanie – często upraszczane do efektownej formuły – w rzeczywistości proponuje zmianę osi sporu. Zamiast klasycznego podziału ideologicznego wskazuje bardziej fundamentalne rozróżnienie: między państwem zdolnym do rozwoju, stabilności i wolności („w górę”) a państwem pogrążającym się w chaosie instytucjonalnym, konflikcie i utracie sprawczości („w dół”). W polskich realiach ta perspektywa okazuje się szczególnie trafna.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Aby zrozumieć dzisiejszą polaryzację, trzeba wrócić do momentu założycielskiego III Rzeczypospolitej – rozmów w Magdalence oraz do obrad Okrągłego Stołu. Kompromis tam zawarty umożliwił pokojową transformację i stworzył warunki dla rozwoju państwa. Jednocześnie pozostawił trwały podział interpretacyjny: dla jednych był aktem odpowiedzialności i realizmu, dla innych – początkiem systemu obarczonego deficytem sprawiedliwości, niepełnej legitymizacji, a w przypadku polskiej emigracji był aktem wykluczenia systemowego. Ten spór o genezę państwa nigdy nie został ostatecznie rozstrzygnięty, nie został obiektywnie zbadany – i dziś powraca w nowych formach.

Jednym z jego najostrzejszych przejawów jest konflikt wokół systemu sądownictwa. W sytuacji, gdy różne ośrodki władzy podważają wzajemnie swoją legitymację, powstaje stan instytucjonalnej niestabilności, a nawet anarchii prawnej. Obywatel przestaje mieć pewność, które instytucje są ostatecznym arbitrem, a prawo traci swoją podstawową funkcję – przestaje być wspólnym, uznanym punktem odniesienia.

Równolegle rozwija się drugi front polaryzacji: spór o kierunek rozwoju gospodarczego. Polska stoi dziś przed wyborem modelu modernizacji, lecz debata ta została silnie upolityczniona. Projekty strategiczne – zamiast być przedmiotem ciągłej eksperckiej analizy – stają się symbolami przynależności politycznej.

Dotyczy to zarówno największych przedsięwzięć, takich jak Centralny Port Komunikacyjny czy elektrownia jądrowa, jak i szerokiego katalogu innych inicjatyw, takich jak: Via Carpatia, Rail Baltica, Program Kolej Plus, Baltic Pipe, morskie farmy wiatrowe na Bałtyku, program małych reaktorów jądrowych SMR w Polsce, Izera, Polska Dolina Wodorowa, Sieć Łukasiewicz, Port Centralny w Gdańsku, terminal kontenerowy w Świnoujściu, Program Inwestycji Strategicznych oraz Polski Ład.

Wszystkie te przedsięwzięcia wymagają ciągłości i stabilności. Tymczasem w warunkach polaryzacji każde z nich staje się polem konfliktu, co prowadzi do erozji zdolności państwa do strategicznego działania.

W tym miejscu pojawia się istotny wątek dotyczący polskiej podmiotowości, suwerenności i wynikający z niego – problem peryferyjności Polski w europejskim i globalnym systemie gospodarczym oraz miejsca Polski w niemieckiej koncepcji Mitteleuropa. Polska przez dekady funkcjonowała jako przestrzeń pośrednia – między Wschodem a Zachodem – często bardziej jako obiekt niż podmiot procesów geopolitycznych. Transformacja po 1989 roku otworzyła drogę do integracji z Zachodem, ale jednocześnie utrwaliła pewne mechanizmy zależności strukturalnej: w łańcuchach dostaw, kapitale, technologii.

Spór o projekty rozwojowe jest więc w istocie sporem o wyjście z peryferyjności. Czy Polska ma pozostać częścią systemu, w którym pełni rolę zaplecza produkcyjnego i rynku zbytu, czy też ma budować własne centra decyzyjne, infrastrukturę i technologie? Projekty takie jak CPK, energetyka jądrowa czy rozwój portów i logistyki można odczytywać jako próbę przesunięcia Polski z pozycji peryferyjnej do półperyferyjnej, a docelowo – centralnej w regionie.

Jednak bez stabilności instytucjonalnej i ciągłości polityki państwo nie jest w stanie dokonać takiej zmiany. Peryferyjność nie wynika wyłącznie z geopolityki – jest także konsekwencją wewnętrznej słabości i braku zdolności do długofalowego działania.

To ma bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo państwa. Zakotwiczenie w NATO stanowi fundament bezpieczeństwa militarnego, ale równie ważne jest bezpieczeństwo energetyczne, infrastrukturalne i instytucjonalne. Państwo niestabilne wewnętrznie pozostaje podatne na presję zewnętrzną i trudniej mu budować trwałe sojusze.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rola polskiej diaspory jako rozszerzenia koncepcji postrzegania zasobów – od Chicago do Tobolska. Polonia tworzy globalną sieć powiązań, która może wzmacniać pozycję Polski, o ile państwo potrafi ją włączyć w swoją strategię. To potencjał gospodarczy, kulturowy i polityczny, który – podobnie jak projekty infrastrukturalne – wymaga koordynacji i długofalowej wizji.

Tu właśnie pojawia się idea Pax Polonica – jako propozycja wyjścia poza logikę permanentnego konfliktu. Oznacza ona zdolność do budowy ładu opartego na stabilnych instytucjach, wspólnocie politycznej i strategicznej podmiotowości. W takim ujęciu Polska to już nie peryferie, lecz aktywny uczestnik – a nawet organizator – przestrzeni regionalnej. Z tej perspektywy wszystkie opisane napięcia – od sporów o Magdalenkę i Okrągły Stół, przez kryzys sądownictwa, po konflikty wokół projektów rozwojowych – są elementami jednego problemu: braku zdolności do przekształcenia państwa z pola sporu w narzędzie wspólnego działania.

Dlatego słowa Ronalda Reagana nabierają dziś szczególnego znaczenia. „W górę” oznacza wyjście z peryferyjności – poprzez stabilność instytucji, ciągłość strategii i zdolność do wykorzystania globalnego potencjału, w tym Polonii. „W dół” to pogłębianie chaosu, który utrwala zależność i ogranicza możliwości rozwoju.

W tym sensie przyszłość Polski zależy od tego, czy potrafi ona przekształcić swoją historyczną pozycję „między” w pozycję „centrum” – zarówno w sensie regionalnym, jak i globalnym. Czy potrafimy się wyrwać z mentalnej pułapki widzenia Polski tylko w obszarze od morza do Tatr czy będziemy widzieć Polskę znacznie szerzej – od Chicago do Tobolska. To właśnie ten wybór zdecyduje, czy Polska będzie państwem wznoszącym się „w górę”, czy pozostanie zakładnikiem własnych podziałów i strukturalnej peryferyjności.

Waldemar Biniecki