Harcerstwo, rodzina i wielodzietność. Skąd bierze się fenomen dużych rodzin w środowiskach harcerskich? Karol Leszczyński zastanawia się, dlaczego harcerze częściej mają więcej dzieci   Choć nie ma żadnego „genu harcerskiej wielodzietności”, to cechy, które w harcerstwie się nabywa, i okoliczności, w jakich trzeba działać, mogą sprzyjać stabilniejszemu związkowi i liczniejszej rodzinie.


 

W wielu środowiskach dość często powraca obserwacja, że wśród osób wychowanych w harcerstwie spotyka się ponadprzeciętnie wiele małżeństw, w których rodzi się większa liczba dzieci. Mimo że nie mamy na ten temat pełnych badań, warto potraktować go jako punkt wyjścia do szerszej refleksji.
Jeśli jakiś „efekt harcerski” istnieje, to najprawdopodobniej nie dotyczy każdego, kto kiedykolwiek był zapisany do drużyny, ale raczej tych, dla których harcerstwo stało się ważną częścią dojrzewania, szkołą charakteru i środowiskiem życiowych wyborów.
Długoletni instruktor nie tylko zna piosenki i potrafi rozstawić namiot, ale przez lata ćwiczy się w odpowiedzialności, pracy z grupą, rozwiązywaniu konfliktów, służbie, przyjmowaniu zobowiązań i działaniu mimo zmęczenia.
Wielodzietność nie jest bowiem tylko kwestią deklaracji światopoglądowej. Jest także codzienną praktyką organizowania życia, radzenia sobie z chaosem, zmęczeniem, brakiem czasu i koniecznością rezygnacji z części własnej wygody.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Świat wartości
Najważniejszym czynnikiem pozostaje jednak świat wartości. W wielu środowiskach harcerskich, szczególnie tych mocniej zakorzenionych w tradycji religijnej, rodzina, małżeństwo, służba i otwartość na życie są przedstawiane jako wartości pozytywne.
Dziecko nie jest tam traktowane przede wszystkim jako koszt, przeszkoda w samorealizacji albo ograniczenie wolności, lecz jako dobro. Nie oznacza to romantyzowania trudów rodzicielstwa, raczej chodzi o to, że ów trud nie przekreśla sensu.
W takim świecie wyobrażeń duża rodzina może być postrzegana nie jako życiowa porażka organizacyjna, ale jako świadomie wybrana droga.
To bardzo ważne, bo współczesna wielodzietność coraz rzadziej jest czymś, co po prostu „się wydarza”. Dziś liczna rodzina jest częściej wyborem. Można mówić o zjawisku „nowej wielodzietności”; rodziny z większą liczbą dzieci nie są wyłącznie efektem przypadku, lecz często owocem świadomej decyzji, podjętej wbrew dominującym trendom kulturowym.
Wymaga ona nie tylko stabilności materialnej, ale także silnej motywacji aksjologicznej. Harcerstwo, jeśli wzmacnia przekonanie, że życie jest służbą, że warto brać odpowiedzialność za innych i że rodzina jest jedną z podstawowych przestrzeni realizacji powołania, może tworzyć grunt pod takie wybory.

Prawdziwych małżonków poznaje się na obozie
Drugim ważnym elementem jest praktyczna szkoła radzenia sobie z trudnościami. Wielodzietność wymaga umiejętności funkcjonowania w sytuacji, w której rzadko wszystko idzie zgodnie z planem. Harcerstwo uczy właśnie takiego działania.
Na obozie pada deszcz, ktoś zapomina sprzętu, ktoś się skaleczy, młodsi się kłócą, jedzenie trzeba przygotować mimo zmęczenia, a plan dnia trzeba zmienić, bo warunki są inne, niż zakładano. Instruktor wie, że nie każda trudność jest katastrofą; uczy się improwizacji, współpracy, odpowiedzialności i spokoju pod presją.
Decyzja o trzecim, czwartym czy piątym dziecku nie jest wyłącznie decyzją emocjonalną. Wiąże się także bowiem z pytaniem: czy damy radę? Czy poradzimy sobie z logistyką, zmęczeniem, finansami, mieszkaniem, edukacją, chorobami, codziennym napięciem?
Osoba, która przez lata doświadczała, że trudności można rozwiązywać, a nie tylko ich unikać, może mieć większą gotowość do podejmowania ambitnych projektów życiowych.
Kolejnym czynnikiem jest sposób poznawania przyszłego małżonka. W harcerstwie relacje często rodzą się nie tylko przy okazji spotkań towarzyskich, ale w pracy, służbie, zmęczeniu, odpowiedzialności i wspólnym działaniu.
Młodzi ludzie widzą siebie nawzajem w sytuacjach, które ujawniają charakter, widzą, jak ktoś reaguje na stres, czy potrafi dotrzymać słowa, jak traktuje słabszych, jak odnosi się do dzieci, jak radzi sobie z konfliktem, czy umie przeprosić, czy nie ucieka od obowiązków.
W wielu współczesnych kontekstach relacje zaczynają się od atrakcyjności, rozmowy, wspólnych zainteresowań albo emocjonalnego zauroczenia. W środowisku harcerskim dochodzi do tego jeszcze widzenie drugiego człowieka w działaniu.
Przyszły mąż albo przyszła żona nie jest tylko osobą, z którą dobrze się rozmawia. Jest kimś, kogo widziało się przy pracy, w trudnych warunkach, w odpowiedzialności za innych.
Można powiedzieć, że część prób, przez które wiele małżeństw przechodzi dopiero po ślubie, w środowiskach harcerskich pojawia się wcześniej w czasie obozów, wyjazdów, służby, prowadzenia drużyny czy wspólnych przedsięwzięć.
Z badań demograficznych wiemy, że im wcześniej zawierany jest stabilny związek małżeński, tym większe jest prawdopodobieństwo urodzenia większej liczby dzieci. To dłuższy horyzont wspólnego życia, wcześniejsze uporządkowanie planów rodzinnych i szybsze przejście od przedłużonej młodości do dorosłości.
Środowiska harcerskie mogą temu sprzyjać, ponieważ tworzą przestrzeń trwałych relacji już w młodym wieku. Jeśli dodatkowo otoczenie pozytywnie wartościuje małżeństwo, to decyzja o wcześniejszym ślubie nie musi być odbierana jako dziwactwo albo rezygnacja z życia, lecz jako naturalny etap dojrzewania.

Jak nauczyć się relacyjności?
Ważna jest także sama przynależność do organizacji w okresie młodości. W moich badaniach nad bezdzietnością prowadzonych w Instytucie Pokolenia widoczny był pozytywny związek między członkostwem w organizacjach w wieku nastoletnim i wczesnej dorosłości a późniejszą liczbą posiadanych dzieci.
Organizacje młodzieżowe uczą relacyjności, wyjścia poza siebie, działania w grupie, podejmowania zobowiązań i budowania więzi. To istotne, ponieważ bezdzietność i niska dzietność nie są tylko skutkiem ekonomii, lecz także stylu życia, modelu relacji, poziomu zaufania społecznego i wyobrażenia o dorosłości.
Osoba wychowana w silnym środowisku wspólnotowym może łatwiej traktować rodzinę nie jako zagrożenie dla indywidualnej wolności, ale jako naturalne przedłużenie życia z innymi i dla innych.
Jeśli ktoś żyje w środowisku, w którym większość znajomych ma jedno dziecko albo nie ma dzieci, to rodzina z czwórką dzieci wydaje się czymś egzotycznym, ryzykownym, może nawet nierozsądnym.
Jednak życie w „bańce wielodzietności” gdy wokół siebie mamy wiele rodzin z trójką, czwórką czy piątką dzieci sprawia, że traktujemy to jako nic nadzwyczajnego. Nie znaczy, że wielodzietność staje się łatwa, ale przynajmniej – wyobrażalna. Przykład innych rodzin działa mocniej niż najpiękniejszy wykład o wartości życia rodzinnego.
Kluczowa dla wielodzietności jest też trwałość małżeństwa. Nie mamy co prawda badań, które pozwalałyby stwierdzić, że pary harcerskie rozwodzą się rzadziej niż ogół populacji.
Można jednak postawić ostrożną hipotezę, opartą na obserwacji wielu środowisk instruktorskich, że w części z nich małżeństwo jest traktowane jako zobowiązanie szczególnie trwałe.
Wpływają na to religijność, presja pozytywnych wzorców, wspólnota, przekonanie o wartości rodziny, a także wcześniejsze doświadczenie odpowiedzialności, a do tego aby urodziło się więcej dzieci potrzebny jest czas. Tymczasem w Polsce najwięcej rozwodów obserwujemy pomiędzy 5 a 9 rokiem małżeństwa.

Inny styl życia
Istotnym elementem harcerskiej formacji może być także wychowanie do „antykonsumpcjonizmu”.
Harcerstwo, przynajmniej w swoim klasycznym rozumieniu, uczy prostoty, zaradności i dystansu wobec przekonania, że dobre życie polega przede wszystkim na posiadaniu, wygodzie i stałym podnoszeniu poziomu konsumpcji.
Obóz pod namiotem, samodzielnie przygotowany posiłek, naprawianie rzeczy zamiast ich natychmiastowej wymiany, wspólne przeżycie są ważniejsze niż standard usług. Wszystko to kształtuje wyobrażenie, że szczęście nie musi być związane z nieustannym kupowaniem i podążaniem za modą.
Taki styl życia może później sprzyjać decyzjom rodzinnym, duża rodzina wymaga bowiem przesunięcia części czasu, pieniędzy i energii z własnych przyjemności na potrzeby dzieci. Jeśli ktoś wcześniej nauczył się, że rezygnacja z części komfortu nie oznacza straty sensu życia, łatwiej może przyjąć rodzicielstwo jako drogę wymagającą, ale wartościową.
Warto też zapytać, czy zjawisko to dotyczy wszystkich organizacji harcerskich w takim samym stopniu. Prawdopodobnie nie, gdyż polski ruch harcerski nie jest jednorodny. Różnice dotyczą nie tylko struktur organizacyjnych, ale także języka wartości, miejsca religii, modelu wychowania, stylu wspólnoty i rozumienia służby.
Tam, gdzie harcerstwo jest silniej formacyjne, gdzie akcentuje religię, rodzinę, odpowiedzialność i trwałość zobowiązań, tam jego wpływ na decyzje rodzinne może być wyraźniejszy.
Nie oznacza to, że w innych organizacjach takie postawy nie występują. Oznacza jedynie, że mechanizmy sprzyjające wielodzietności mogą być mocniej obecne w jednych nurtach niż w innych.

***

Harcerstwo nie jest magiczną receptą na kryzys demograficzny. Nie każdy harcerz zostanie rodzicem wielodzietnym. Nie każda para instruktorska stworzy stabilne małżeństwo. Nie każde środowisko harcerskie dobrze formuje. Są też środowiska zamknięte, przeciążone, elitarystyczne albo zbyt silnie oparte na nieformalnej presji.
Socjologicznie ciekawe jest jednak to, że tam, gdzie harcerstwo działa dobrze, może tworzyć warunki rzadkie we współczesnym społeczeństwie – silne więzi, pozytywne wzorce rodzinne, wzajemne sieci wsparcia, znacznie mniejszą wymuszoną mobilność terytorialną, praktyczną szkołę odpowiedzialności i przekonanie, że warto podejmować zobowiązania większe niż własny komfort.
Jeśli więc w części środowisk harcerskich rzeczywiście rodzi się więcej dzieci, to nie dlatego, że harcerstwo automatycznie „produkuje” wielodzietność. Raczej dlatego, że skupia ono wiele cech, które w dzisiejszej kulturze sprzyjają decyzji o większej rodzinie.
W tym sensie harcerstwo może być nie tyle przyczyną wielodzietności, ile przestrzenią, w której wielodzietność staje się możliwa, zrozumiała i społecznie wspierana. A to we współczesnej Polsce jest zjawiskiem coraz rzadszym.

Karol Leszczyński
za Klub Jagielloński