To była sama przyjemność tenisowa w ubiegły weekend.

Rozegrano kolejny turniej z cyklu „1000”, w którym wzięły udział trzy tenistki z Polski i jedna z Kanady – z polskimi korzeniami.
W turnieju indywidualnym zaczęło się od polsko-polskiego pojedynku Magdy Fręch z Igą Świątek. Fręch jest zdecydowanie niżej sklasyfikowana, niż Światek, więc nikt jej nie dawał szansy na zwycięstwo. Ta jednak szybko się nie poddała i pierwszy set był wyrównany. Treba jednak tu dodać, że Iga specjalnie regularniścią nie grzeszyła. Wzięła się natomiast w garść w drugim secie i po 30 minutach było „po ptokach”.

W półfinale spotkały się kolażanki już od dzieciństwa: Iga Świątek i Maja Chwalińska. Uczciwie trzeba przyznać, że Iga połapała kontuzję nogi już w meczu z Francją, ale walczyła dalej. W spotkaniu z Mają  już prowadziła 5:3 w pierwszym secie, kiedy … przestała grać. Kontuzja i tylko siłą woli dotrwała do końca meczu.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Normalnie uważam, że powinna skreczować, ale nie chciała koleżance zepsuć dnia. Nie wynik jednak poszedł w świat jako najważniejsze wydarzenie tego spotkania, a zachowanie się zawodniczek zaraz po piłce meczowej. Wiemy, jak to panie ogólnie nie ciepią się w tenisowym światku. Iga i Maja – to zupełnie co innego. Znają się od dziecka, w końcu już w wieku 14 lat zostały mistrzyniami Europy w grze podwójnej.

Teraz objęły się serdecznie, porozmawiały, uśmiechały się do siebie tak, jak to w twoim poważnym sporcie powinno być. Zdjęcia tego fragmentu pomeczowego osiągnęły niewiarygodną oglądalność w internecie. Tak więc niespodziewanie Maja Chwalińska znalazła się w finale, gdzie spotkała się z kolejną niespodziewaną finalistką – uczestniczką turnieju, Angielką Sonay Kartal.

Sonay Kartal zrobiła w niedzielę coś, co powinno zaniepokoić każdego, kto kibicuje Mai Chwalińskiej. Przez cały set pokazywała reszcie turnieju, jak rozbroić tenis Polki i robiła to tak skutecznie, że 2:6 nikogo nie dziwiło. Rywalki na pewno to zapamiętały. Tyle że Chwalińska w tym samym meczu pokazała im też, dlaczego ten sposób to na nią ciągle za mało.

Na początku sprawy nie wyglądały dobrze. W połowie drugiego seta kamery pokazały zafrasowaną minę Jaroslava Machovskiego. Chwalińska też kilka razy spuściła głowę i wiele wskazywało na to, że tytuł pojedzie do Wielkiej Brytanii. Pół godziny później to Kartal nie rozumiała, co się dzieje, a Maja pokazała, dlaczego aż tak trudno jest z nią rywalizować. Jej różnorodność i nieprzewidywalność w grze, podobne zresztą do gry Agi Radwańskiej, będą psuły krew rywalek, aż do momentu, kiedy naprawdę zrozumieją, jak z nią grać.

Maja Chwalińska spełniła jedno ze swoich marzeń, a po wygranej z Sonay Kartal wzięła flamaster i napisała na kamerze jedno słowo. “Whaat?!”. Przez to dała do zrozumienia, że nie wierzy w to, że udało jej się odwrócić losy meczu i wygrać to spotkanie.

W Wuhan także inna Polka reprezentująca Kanadę pokazała się z jak najlepszych stron. Gabriela Dąbrowski wraz z Brazylijką Luisą Stefani wygrała finał gry podwójnej. Jest to już szósty tytuł Gabrieli w tym sezonie Para Dąbrowski-Stefani znajduje się na drugim miejscu w klasyfikacji WTA i ustępuje tylko wybornej dwójce Siniakova-Townsend. Sezon zbliża się do końca i pozostało jeszcze kilka turniejów. Ten japoński w Ningbo w nadchodzącym tygodniu jest najważniejszy.

www.bogdanpoprawski.com

Bogdan