Toronto nie jest tylko nasze, dzielimy je z dzikimi lokatorami: skrzydlatymi, kudłatymi i czworonożnymi współmieszkańcami, gdyż wielkie miasto wcale nie wyparło natury. Wczesna jesień to znakomita pora do miejskich obserwacji ornitologicznych, czyli obserwacji ptaków migrujących i tych, które pozostają tutaj na zimę- gdyż “ Wśród ptaków wielkie poruszenie- ci odlatują, ci zostają..”. W prowincji Ontario są dwa niezwykłe miejsca, gdzie szczególnie koncentruje się przelot ptaków drapieżnych: jastrzębi, myszołowów, sokołów, rybołowów, sępów i orłów, o skali tego zjawiska niech świadczy fakt zarejestrowanie ponad stu tysięcy przelotów w ciągu jednego dnia! Są to położone nad jeziorem Erie Hawk Tower ( Jastrzębia Wieża ) koło Amherstburga i Hawk Cliff ( Jastrzębie Urwisko ) koło Port Stanley. Są to jednak dość dalekie wycieczki, nawet do 400 km w jedną stronę, zależnie od miejsca wyjazdu. Na szczęście nie trzeba jechać aż nad jezioro Erie, bo i w Toronto są bardzo dobre miejsca obserwacyjne, z najlepszym w High Parku- działa tu Hawk Hill ( Jastrzębie Wzgórze ), codziennie od 1 września do 30 listopada. Najliczniejsze przeloty występują przy wiatrach z północy i północnego zachodu, a największy ruch bywa pomiędzy godziną 11 i 14. Ptaki lecące na południe z północnej i północno- zachodniej Kanady napotykają jezioro Ontario i skręcają na zachód, lecąc wzdłuż jego brzegu; szeroka tafla wody stanowi bowiem problem dla ptaków szybujących, gdyż jest nad nią znacznie mniej korzystnych prądów wznoszących. Tak więc Toronto jest tylko przypadkowym“ punktem przesiadkowym “ wielkiej ptasiej wędrówki.
Nie wszystkie ptaki drapieżne widziane nad Toronto są przelotne. Niektóre, np. jastrząb rdzawosterny ( Red- tailed Hawk ) i krogulec ( Cooper’s Hawk ) mają tu stałe populacje lęgowe, zakładając gniazda w samym sercu wielkiego miasta, w okolicach Parlamentu/ Queens Park i kampusu uniwersyteckiego.
Z kolei gęsi kanadyjskie to znakomity bohater “ dzikiego Toronto “, bo nauczyły się one żyć z ludźmi wręcz bezczelnie dobrze. Część z nich to populacje osiadłe, które nie podejmują już pełnej migracji. Łagodne zimy, trawniki, parki i dostęp do wody pozwalają im pozostawać w mieście przez cały rok. Tak więc Toronto ma swoich mieszkańców, którzy płacą podatki i takich, którzy pozostawiają po sobie ślady na trawnikach. Gęś kanadyjska należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii..
Uzbrojeni w teoretyczną wiedzę, zaopatrzeni w lornetki , aparaty fotograficzne i przewodnik do identyfikacji ptaków, z inicjatywy Pana Męża wyruszyliśmy z wnuczkami licealistkami w pierwszy weekend października do High Parku. High Park to dzika wyspa- fragment dawnego krajobrazu południowego Ontario w środku wielkiej metropolii. Jest to nie tylko park miejski, ale ważny teren przyrodniczy, w którym około ⅔ powierzchni pozostaje w stanie naturalnym. Ten “ park na wysokości “, założony w 1873 roku z prywatnej darowizny terenu, ma obecnie około 160 hektarów i mieści wiele atrakcji n.p. najstarsze w Kanadzie, 130 letnie zoo czy też 2000 słynnych, kwitnących wiosną japońskich wiśni sakura. Na Jastrzębim Wzgórzu zastaliśmy dużą grupę członków klubu ornitologicznego od których dowiedzieliśmy się, że w High Parku nie liczy się przelatujących ptaków za pomocą radaru czy automatycznej kamery. Liczą je wyszkoleni obserwatorzy na Hawk Hill według ustalonego protokołu. Od 1993 roku jest tu regularny, codzienny monitoring migracji ptaków drapieżnych-jeden obserwator, pełniący funkcję oficjalną, przez wiele godzin nieustannie skanuje niebo lornetką, a często również gołym okiem. Dołączają do niego wolontariusze pełniący funkcję liczników- określają oni gatunek i zapisują w odpowiednim przedziale czasowym, potrafiąc jednocześnie śledzić kilka ptaków lub całe grupy szybujące w kominie termicznym. A jak rozpoznać z dużej odległości co to za ptak? Otóż obserwatorzy rozpoznają gatunki po kształcie skrzydeł, sposobie machania skrzydłami oraz sylwetce ogonów, można więc podejść do obserwatora i powiedzieć, że chce się rozpoznać drapieżnika. Publiczność jest mile widziana a doświadczeni monitorzy chętnie pomagają początkującym.
Nam, w ciągu pół godzinnego przyglądania się niebiosom w kierunku jeziora ( z pozycji leżącej na wznak na nagrzanej słońcem trawie ) udało się wypatrzeć dwa jastrzębie i sześć sępów indyczych ( turkey vulture ) uformowanych w charakterystyczny wirujący kocioł. Całkiem dobry wynik przy niesprzyjającym wietrze ze wschodu.
***
W dzikiej, czworonożnej faunie miejskiej obok szopów, lisów, kojotów i oposów, skunksy pręgowane są całkiem zadomowionymi mieszkańcami. Skunks spacerujący wieczorem po ogródku jest czymś zupełnie zwyczajnym- ale może on opryskać z odległości około 3 metrów i robi to bardzo precyzyjnie; szczególnie narażone są psy które czeka później przykra kąpiel.. Popularny, domowy sposób mycia takiego delikwenta w soku pomidorowym nie neutralizuje skutecznie zapachu skunksa a raczej go krótkotrwale maskuje. Najskuteczniejszy domowy preparat to 3% woda utleniona z sodą oczyszczoną i odrobiną płynu do mycia naczyń.
Szop pracz ( racoon ) to najbardziej znany nocny obywatel Toronto, które uznawane jest za światową stolicę tych sympatycznych zwierząt, gdyż ich populacja obliczana jest tu na 60- 100 tysięcy. Mają tu mnóstwo zadrzewionych terenów, stawów, strumieni i oczywiście jezioro Ontario oraz łatwy dostęp do resztek pokarmowych w śmieciach, a i dokarmiających je ludzi. Stąd miejskie szopy mogą sprawiać wrażenie bardzo oswojonych, ale daleko im do genetycznego udomowienia.
W mieście spotyka się także coraz więcej kojotów, które rozprzestrzeniły się z prerii północnoamerykańskich. Żyją one dosłownie obok milionów ludzi- w wąwozach, parkach, na terenach kolejowych. Często pozostają niewidoczne, gdyż są aktywne głównie o świcie, zmierzchu i nocą, jednak przypadkowe z nimi spotkanie wzbudza niepokój , zwłaszcza posiadaczy małych piesków..kojot może wyglądać jak średniej wielkości pies, ale ma zwykle smuklejszą sylwetkę, duże uszy i puszysty ogon opuszczony w dół.
***
Toronto lubi uważać się za wielką metropolię. Ma wieżowce, korki, metro, tramwaje, Parlament, giełdę i tłumy ludzi spieszących się dokądś z kubkiem kawy i nieodłącznym smartfonem w ręce. Ale wystarczy spojrzeć trochę wyżej- albo trochę niżej. Nad głową może właśnie przelatywać jastrząb, na trawniku stoi dostojna gęś kanadyjska, w nocy przez park przemyka kojot, a szop pracz sprawdza zawartość miejskiego kosza. W jarach bóbr prowadzi własną gospodarkę wodną, a na jednym z wieżowców sokół urządził sobie odpowiednik górskiego urwiska. Toronto okazuje się więc miastem zamieszkałym przez znaczną liczbę gatunków: my mamy adresy i skrzynki pocztowe a one mają swoje drzewa, stawy, wąwozy i trawniki.
Tunia Rybczyńska




































































