Skończyłem udawać, że ta rozmowa jest czymś, czym nie jest.
Jestem białym mężczyzną, chrześcijańskim konserwatystą mieszkającym w Albercie i nie przepraszam za to.
Jestem również zdecydowanie za separacją Alberty, ponieważ to, co dzieje się z tym krajem, dzieje się bez mojej zgody.
Zacznijmy od faktu, którego ludzie nienawidzą przyznawać: biali ludzie są globalną mniejszością. Około 15% światowej populacji jest pochodzenia europejskiego. To wszystko. Pozostałe 85% świata nie jest. Tak więc niekończące się gadanie o „globalnej dominacji białych” jest nieuczciwe na pierwszy rzut oka.
I zanim ktoś to przekręci: nie wierzę w rasę jako biologiczną hierarchię. Rasa jest konstruktem społecznym. Zawsze była.
Wierzę w kulturę. A kultura to nie tylko jedzenie, muzyka czy święta.
Kultura to: • Rodzaj rządu, jaki buduje społeczeństwo • Prawa, które egzekwuje • Infrastruktura, którą projektuje i utrzymuje • Normy społeczne, które tworzą zaufanie i porządek • Wynalazki, instytucje i idee, które kształtują codzienne życie
Zgodnie z tą definicją Kanada, Stany Zjednoczone i Europa nie powstały przez przypadek. Nowoczesna cywilizacja zachodnia, rząd konstytucyjny, prawa jednostki, wolność słowa, równość wobec prawa, zaawansowana infrastruktura, postęp naukowy i społeczeństwo o wysokim zaufaniu zostały stworzone przez małą globalną mniejszość. Nie ze względu na kolor skóry, ale ze względu na wartości, instytucje i fundamenty kulturowe zakorzenione w tradycjach zachodnich i chrześcijańskich. To ma znaczenie. Sama imigracja nie jest problemem.
Problemem jest masowa imigracja bez ograniczeń, bez integracji i bez zgody opinii publicznej.
To, co dzieje się teraz, nie jest normalną imigracją. To transformacja demograficzna napędzana polityką federalną, narzucana odgórnie i uzasadniana szantażem moralnym.
Ludzie, którzy ją forsują, nigdy nie poniosą konsekwencji. Alberta poniesie.
A Alberta o to nie prosiła.
Alberta nie głosowała za tym kierunkiem.
Alberta nie zgodziła się na to, by stać się laboratorium eksperymentów ideologicznych projektowanych w Ottawie, Toronto czy globalnych instytucjach, które nie podzielają naszych wartości ani priorytetów.
Naród czy prowincja to nie tylko gospodarka. To nie tylko PKB. To wspólna umowa społeczna. Kiedy wciąga się dużą liczbę ludzi z kultur o fundamentalnie odmiennych poglądach na prawo, religię, mowę, autorytet i prawa jednostki, a integracja jest traktowana jako opcjonalna, istniejąca kultura ulegnie zmianie. Za każdym razem. Historia jasno o tym mówi. Wskazywanie tego nie jest nienawiścią. To rzeczywistość.
Pozwólcie, że wyrażę się jasno: • Nie wzywam do przemocy • Nie wzywam do złego traktowania • Nie mówię, że ktokolwiek jest gorszy.
To, co mówię, brzmi: Nie zgadzam się na to, aby moja kultura, moja wiara, moja prowincja lub cywilizacja, którą moi przodkowie pomogli zbudować, zostały zdemontowane, podczas gdy nakazuje mi się siedzieć cicho lub się wstydzić.
Jeśli przyjeżdżasz do Alberty lub Kanady, aby żyć w pokoju, ciężko pracować, szanować nasze prawa i zaakceptować społeczeństwo, do którego wkraczasz, witaj.
Ale jeśli przyjeżdżasz oczekując: • od Kanadyjczyków, że będą cenzurować się za twoje przekonania • odstąpią od naszych tradycji, które zostaną wymazane, ponieważ są „obraźliwe” • zrezygnują z naszej historii, która będzie traktowana jako coś haniebnego • z naszych instytucji, które zostaną nagięte, podczas gdy twoje pozostaną nietknięte To nie, nie popieram tego. I nie będę udawał, że tak jest.
Każdy inny niż biały kraj na świecie otwarcie chroni swoją kulturę, tożsamość i ciągłość.
Robi to Japonia. Robią to Indie. Robią to narody afrykańskie. Robią to narody Bliskiego Wschodu. To się nazywa suwerenność.
Kiedy mieszkańcy Alberty czy Kanadyjczycy mówią to samo, mówi się nam, że jesteśmy niemoralni. Ten podwójny standard jest nieuczciwy.
Dlatego separacja Alberty nie jest już dla mnie marginalną ideą. Chodzi o samostanowienie.
Chodzi o kontrolowanie naszych granic, naszej polityki imigracyjnej, naszych instytucji i naszej przyszłości.
Chodzi o zachowanie społeczeństwa, które wciąż wierzy w odpowiedzialność, wolność, wiarę i zdrowy rozsądek.
Jeśli Kanada upiera się przy podążaniu w kierunku , który podważa te fundamenty, Alberta ma pełne prawo wybrać inną drogę.
Pragnienie granic nie jest nienawiścią.
Pragnienie integracji nie jest rasizmem.
Pragnienie ciągłości nie jest ekstremizmem.
Pragnienie samorządności nie jest radykalne.
Niebezpieczne jest mówienie ludziom, że nie mają prawa sprzeciwiać się, podczas gdy ich dom jest fundamentalnie przekształcany bez ich zgody.
Kanada nie należy do biurokratów. Nie należy do korporacji. A Alberta nie należy do Ottawy. Należy do ludzi, którzy ją zbudowali, w niej żyją i nadal w nią wierzą. Jestem jednym z nich. I nie ustąpię.
MD Lewis



































































