W Polsce aż do końca zeszłego wieku nie obchodzono święta zakochanych. Może to wynikało z ogólnie siermiężnej, często tragicznej historii, która przecież przenosiła się na zachowania bez radości? Radości zakochania nie pokazywało się otwarcie. Pamiętacie książkę Jerzego Andrzejewskiego, i na jej podstawie zrobiony przez Andrzeja Wajdę film ze Zbyszkiem Cybulskim ‘Popiół i diament’? Jest tam taka scena, kiedy Krystyna (Ewa Krzyżewska) tłumaczy Maćkowi Chmielnickiemu (Zbyszek Cybulski), że bez uczuć łatwiej żyć. Może i łatwiej, tylko te uczucia dalej są – nawet jeśli utajone. A prawda? Mówią, że i tak wychodzi na wierzch. Chcecie to wierzcie.
Były małżonek Gosi, przez 20 lat ich małżeństwa, nie uznawał Walentynek – to takie dziecinne – mówił. Ona próbowała. A to kolacja przy świecach, a to specjalnie wybrany podarunek. Podarunki zwykle zmieniał na takie, jakie mu jego buddy podpowiedział – niby lepsze. To znaczy, że wszystko co ona wybierała było gorsze? No i w końcu się rozsypało, bo Gosia (zdaniem jej męża oczywiście) zrobiła się nudna, nieatrakcyjna, podstarzała. W żaden sposób nie odpowiadała temu wspaniałemu mężowi, który nic, a nic się nie strzał. Błyszczał w każdym towarzystwie. Jednym słowem wspaniały gość. Gosia odpłakała swoje, no bo żeby tak zostać bez niczego po 20 latach? W końcu zwyciężyła rozpacz, zakasała rękawy i stanęła na nogi. A o kochasiu słyszeć nie chciała. Zerwała wszelkie kontakty z nim, z jego rodziną i znajomymi, bo po co mieli ją prowokować złymi wspomnieniami o tym jak pozwoliła im źle siebie traktować. Długo, przez 20 lat.
Niedawno dostała list. Kto dzisiaj listy pisze? Pismo na kopercie było jakby znajome. Ponieważ nie było nadawcy, już miała go wyrzucić do kosza, gdy ciekawość wzięła górę. To był on. Ten wspaniały niby-lew, który zostawił ją z niczym na schodach, bo jego zdaniem zrobiła się nudna i nieatrakcyjna. Niepotrzebnie otwierała tę kopertę, bo demony wspomnień złych lat znów ją zalały.
Kochaś zapraszał ją na walentynkową kawę. Tak pogadać, zobaczyć co słychać? Nie wierzyła, że po tylu latach nagle go to obchodziło, co u niej słychać? Ale poszła. Ubrała się szykownie, poszła do fryzjera, zrobiła dyskretny rozjaśniający makijaż. Jakież było jej zdumienie gdy w kącie kawiarni zobaczyła podstarzałego i szarego człowieka. Tak jakby nie on – cień tego, kogo oczekiwała. Uniósł się na jej widok, zobaczyła błysk oka – czy tylko jej się zdawało? Zachowywał tak jakby była jego najlepszą przyjaciółką. Ale… Znała tego przebiegłego lisa i przygotowała się. Przede wszystkim nie dać się sprowokować do grania jego gry kłamstw. Siedziała i słuchała, o sobie opowiadała mało. Nie odbiła piłeczki i próby wciągnięcia jej w opowieści o jego rodzinie i starych znajomych. Tyle lat ich nie obchodziła. To nie byli życzliwi jej ludzie. A teraz już byli dla niej zupełnie obcymi ludźmi. Uśmiechnęła się do prawionych komplementów – przez 20 lat małżeństwa nie usłyszała ani jednego. Skończyła espresso, wstała, nałożyła elegancki płaszcz, podziękowała za zaproszenie. Położyła pieniądze za kawę na stoliku. Już wychodziła, ale się zawahała. Zawróciła po różę. Pierwszą walentynkową od męża. Uśmiechnęła się – do siebie. Nie słuchała jego propozycji o ponowne spotkanie. Wyszła. Zostawiła byłego w rozkroku przy stoliku, tak jak on ją lata temu zostawił na schodach. Za rogiem różę wrzuciła z impetem do kosza na śmieci. Po drodze do parkingu, wyprostowana i lekka, weszła do kwiaciarni. Kupiła tuzin czerwonych róż. Dla siebie.
Michalinka, Toronto, 31 stycznia, 2026





















































.gif)





