I co teraz będzie? Iran zrobił dokładnie to, co obiecywał – zablokował cieśninę Ormuz dla wrażych jednostek. Wojny nie wygrywa się na polach bitew – wojny wygrywa się w fabrykach i na ulicach miast wroga. Nie trzeba być mega-strategiem, żeby wiedzieć, że zwiększenie cen ropy i rozbicie sojuszu krajów regionu Zatoki z USA, to cios w amerykański splot słoneczny, a także drastyczne osłabienie petrodolara.
Trump się miota, i przykro na to patrzeć. W porównaniu do całkiem rozsądnych wypowiedzi irańskich notabli wygląda, jak histeryk. Kraje NATO mimo pohukiwań amerykańskiego prezydenta nie spieszą się do bliskowschodniego wojowania, a do odblokowania cieśniny trzebaby odepchnąć Irańczyków daleko od morza, do czego nie wystarczy 5 tys. marines, jakich ściągnięto do regionu.
Czy przyjdą im w sukurs ukraińscy weterani zwolnieni z frontu w następstwie szybko osiągniętego rozejmu? Zamrożenia konfliktu na linii walk, w zamian za pełne odblokowanie rosyjskiej ropy i zniesienie sankcji?
Nie jest to posunięcie nierealne. Kijów uzyskałby wstrzymanie walk, amerykańskie albo natowsko europejskie gwarancje bezpieczeństwa, a w zamian dał żołnierza na irański front. Oczywiście nie za darmo. Nowy reżim w Teheranie spłaciłby Ukraińców ropą. Dochodzą przecież wieści o rozmowach między przedstawicielami Kijowa, a Pahlawim i Żydami z Izraela. Iran to bogaty kraj, więc może dużo położyć na stole. Wejście Ukraińców do walki mogłoby się odbywać bez rozgłosu niekoniecznie pod niebiesko-żółtą flagą.
Na razie Irańczycy zdecydowanie ogrywają przeciwnika; widać że mieli to przećwiczone na niejednej symulacji. Po amerykańskiej stronie wyziera fuszerka planowania strategicznego i bezwariantowe postawienie wszystkiego na jeden scenariusz. Zdaje się, że towarzysze amerykańscy za bardzo uwierzyli we własną propagandę i nie mają przepracowanych obecnych szczebli eskalacji.
Andrzej Kumor
.jpg)


































































