W ostatnich dniach Nawrocki w rozmowie w Kanale Zero stwierdził, że proces podejmowania decyzji ws. aneksu jest na ukończeniu. Dokument wyszedł już z Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) i trafił do analizy prawnej w Kancelarii Prezydenta. Jego słowa: „Jak nie będzie przeciwwskazań prawnych (odnoszących się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego), to go oczywiście upublicznię”. Podkreślił też, że decyzja będzie „odważna”.
Aneks to ściśle tajny załącznik do raportu komisji weryfikacyjnej z 2007 r. opublikowanego za czasów prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zawiera on najczulsze informacje o powiązaniach oficerów WSI z biznesem, polityką i służbami innych państw po 1989 r. Poprzedni prezydenci (Bronisław Komorowski i Andrzej Duda) nie zdecydowali się na jego ujawnienie, mimo apeli prawicy. Szef BBN Sławomir Cenckiewicz potwierdzał wielokrotnie, że trwają prace nad zanonimizowaną wersją (zgodnie z wyrokiem TK z 2008 r.), a prezydent jest tym „bardzo zainteresowany”. Wcześniejsze zapowiedzi mówiły o możliwości publikacji w ciągu kilku miesięcy od marca 2026.
Na razie nie ma jeszcze oficjalnej publikacji – decyzja zależy od ostatecznej analizy prawnej (głównie kwestii ochrony danych osobowych i tajemnicy państwowej). Ale deklaracja prezydenta jest jednoznaczna: jeśli prawnicy nie zablokują, aneks wyjdzie na światło dzienne.
Aneks do raportu o WSI (oficjalnie: „Uzupełnienie do Raportu o działaniach żołnierzy i pracowników WSI…”) to ściśle tajny, około 886-stronicowy dokument przygotowany w 2007 r. przez komisję weryfikacyjną pod kierownictwem Antoniego Macierewicza.
Ponieważ dokument jest wciąż tajny, nie znamy jego pełnej, zweryfikowanej treści. Wiadomo o nim głównie z wypowiedzi Macierewicza, członków komisji, nieoficjalnych doniesień medialnych (m.in. „Wprost”, „Rzeczpospolita”) oraz opisów samego raportu głównego. Najczęściej wymieniane elementy to powiązania biznesowo-gospodarcze WSI — Szczegółowy opis, jak oficerowie i współpracownicy WSI wpływali na kształtowanie polskiej gospodarki po 1989 r. (prywatyzacje, handel bronią, sektor paliwowo-energetyczny, Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – FOZZ jako „matka afer”). Mowa o powiązaniach z biznesmenami takimi jak Jan Kulczyk czy Ryszard Krauze, ochronie interesów rosyjskiej branży zbrojeniowej i mechanizmach tworzenia „nowej elity” z ludzi związanych z dawnym aparatem bezpieczeństwa.
Geneza polskiej mafii i przestępczości zorganizowanej — Nieznane wcześniej fakty o roli żołnierzy i tajnych współpracowników WSI (oraz służb PRL) w powstawaniu grup przestępczych, mafii paliwowej, handlu bronią m.in. broń do krajów objętych embargiem ONZ – Chorwacja, Somalia, Sudan – oraz do rosyjskiej mafii.
Opisy inwigilacji polityków, Kościoła (np. wątek operacji „Anioł” wobec abp. Juliusza Paetza), mediów i tworzenia wpływów w przestrzeni publicznej. W głównym raporcie był już aneks nr 16 z listą osób współpracujących niejawnie z WSI w działaniach „wykraczających poza sprawy obronności państwa” (m.in. dziennikarze, biznesmeni, prawnicy). Aneks miał to znacznie rozszerzać – mowa o kilku tysiącach nazwisk w całym materiale.
Tezy o tym, jak WSI były infiltrowane przez służby rosyjskie, tolerowały szpiegostwo i kontynuowały wpływy z czasów PRL. Materiały dotyczące konkretnych polityków — W wyciekłych fragmentach (np. z 2007/2014) pojawiały się negatywne opisy dotyczące m.in. Bronisława Komorowskiego (poszukiwanie „haków”, kontakty). Były też wzmianki o innych figurach z różnych stron sceny politycznej. Lech Kaczyński miał zastrzeżenia, że w aneksie „zbyt wiele jest fragmentów, w których fakty zastąpiono interpretacjami”.
Trybunał Konstytucyjny (wyrok z 2008 r.) uznał, że publikacja głównego raportu była legalna, ale zablokował publikację aneksu w formie zawierającej nazwiska tajnych współpracowników bez odpowiedniej procedury (ochrona danych osobowych, tajemnicy itp.). Dlatego obecne prace za prezydenta Nawrockiego i szefa BBN Sławomira Cenckiewicza dotyczą zanonimizowanej wersji. Wiele osób wymienionych w raporcie głównym wygrało procesy o zniesławienie – sądy zasądziły odszkodowania i przeprosiny. Aneks mógł zawierać jeszcze ostrzejsze tezy. Krytycy, w tym byli oficerowie WSI, twierdzą, że dokument miesza fakty z insynuacjami i nie zawsze był rzetelny.
Zdaniem eksportów wpływ publikacji aneksu na polską scenę polityczną będzie ograniczony. Media podzielą się dokładnie tak, jak przy raporcie Macierewicza w 2007 r.: jedna strona będzie krzyczeć „wreszcie prawda o układzie III RP!”, druga – „polityczna zemsta, insynuacje i nagonka”. Efekt? Jeszcze większy podział społeczeństwa, ale raczej nie nowy. Polacy są już przyzwyczajeni do tego typu „odkryć” i wiele osób po prostu zmęczy się tematem po 2–3 tygodniach. To będzie spełnienie jednej z kluczowych obietnic „rozliczeniowych”. Prezydent i jego otoczenie zyskają wizerunek „tych, którzy wreszcie odważyli się”, co może przełożyć się na mobilizację elektoratu w najbliższych wyborach parlamentarnych lub prezydenckich. Dla opozycji (zwłaszcza tej postkomunistycznej lub centrowej) będzie to trudny moment – nawet jeśli nazwiska zostaną zanonimizowane, zawsze ktoś „wycieknie” lub rozpozna kontekst.
Jeśli w aneksie pojawią się (nawet pośrednio) wątki dotykające obecnych prominentnych figur z różnych stron sceny (a historycznie tak było), to mogą ruszyć procesy sądowe, przeprosiny i odszkodowania – tak jak przy raporcie głównym.
Dla części społeczeństwa – szczególnie starszego elektoratu prawicy – to będzie „kropka nad i” w rozliczeniu z III RP. Może wzmocnić narrację, że transformacja ustrojowa była wielkim układem interesów. To mogłoby wpłynąć na debaty o lustracji, reformie służb i własnościowej reprywatyzacji – ale raczej marginalnie, bo większość kluczowych decyzji gospodarczych i tak już zapadła 20–30 lat temu.
Polska polityka od 2005 r. kręci się wokół podziału „PiS vs reszta” i to się raczej nie zmieni. Aneks nie obali rządu, nie zmieni konstytucji ani nie spowoduje masowych dymisji. Gospodarka i codzienne problemy (inflacja, emerytury, bezpieczeństwo) i tak będą ważniejsze dla wyborców. Po tylu latach od 2007 wiele osób traktuje te sprawy jak stare, zużyte taśmy. Jeśli aneks okaże się „tylko” potwierdzeniem tego, co już wiemy z przecieków i książek, to efekt będzie mniejszy niż się wydaje. Z drugiej strony – jeśli będzie tam coś naprawdę nowego i szokującego to może na chwilę ożywić debatę o „głębokim państwie”.

































































