Pan Bartek, doktor dietetyk, ten z Youtube, to mój najlepszy kolega.

W swoim artykule wyraźnie podkreśla, że nawet dwa kieliszki wina dziennie, szczególnie czerwonego, są dobroczynne dla układu sercowo-naczyniowego. Ono bowiem charakteryzuje się najwyższym stężeniem związków bioaktywnych (polifenoli), którym przypisuje się działanie prozdrowotne. Wynika to z faktu, że w trakcie produkcja wina czerwonego poddaje się fermentacji owoce razem ze skórkami, które są właśnie źródłem cennych polifenoli. Nie zniechęca mnie fakt, że zawartość resweratrolu w większości win jest na poziomie 1-2 mg, czyli około sto razy mniej niż w jednej kapsułce z np. Healthy Planet.
Okazuje się, że Pinot Noir, Malbec czy Merlot są winogronami dającymi wina o najwyższej zawartości resweratrolu, bo nawet do 14 mg/l.

Nie należy mylić zawartości polifenoli z zawartością tanin. Takie na przykład wspaniałe Château Margaux, słynne z „garbnikowości”, nie będzie najbogatszym źródłem resweratrolu.
Literatura podaje, że resweratrol jest związkiem „obronnym”, który winorośl produkuje w odpowiedzi na stres, szczególnie na infekcje grzybowe (pleśń). Najwięcej resweratrolu mają wina pochodzące z klimatów umiarkowanych jak np. Pinot Noir z Burgundii.
https://www.wygranaonline.com/czy-wino-jest-zdrowe/.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

***

Dr. Magdalena Ziętek-Wielomska u Jana Pospieszalskiego.
https://www.youtube.com/watch?v=30j4K5L5dVo
Przerażające. Niemcy na czele Unii to powtórka z rozrywki z czasów pruskich.  Tak zwane zjednoczenie Niemiec pod wodzą Prus w dziewiętnastym wieku jest w pełni analogiczne do utworzenia Unii Europejskiej.
Teraz jest kolej na utworzenie Europejskiej Armii i tak np. posłanie polskich starych czołgów na front ukraiński stworzyło lukę techniczną i technologiczną do wypełnienia niemieckim sprzętem z dodatkami z państw ościennych jak Polska.
Jako przykład, Grupa Rheinmetall i polska Grupa Zbrojeniowe mają pracować nad nowymi wozami bojowymi czy pociskami. I tak się dziwnie składa, że intensyfikacja tego typu projektów zbiega się z pożyczką SAFE. Czyli nasze pieniądze pójdą głównie na rozbudowę niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.

Innym przykładem (mój dodatek) takich koincydencji było zatrzymanie polskiego projektu CPK. Kilka miesięcy później okazało się, że Niemcy zdołali przegrupować finanse, aby wesprzeć rozbudowę lotnisk w Berlinie i Frankfurcie mającą na celu utrzymanie czołowej roli w tej części Europy.

Niemcy mają szczególną odpowiedzialność za bezpieczeństwo Europy i Polski.
To Niemcy stoją za rozszerzeniem NATO i Unii na wschód (Amerykanie wcale tego nie chcieli). To Niemcy wprowadzili Polskę do Unii. Myśleliśmy, i spora część narodu pewno tak dalej myśli, że to był taki przyjacielski gest, tymczasem był to ruch strategiczny przytulenia nas tak blisko, abyśmy się nie mogli z tego przyjacielskiego uścisku wyswobodzić. Wkrótce zacznie nam brakować tchu.

Odsunięcie Orbana od władzy, zlikwidowało jeden z ostatnich ośrodków blokujących poczynania Unii na sterowaniu niemieckim. Pozwoli to Niemcom przyspieszyć dalszą „integrację” tym bardziej, że Trump, który mógł być jednym z niewielu skutecznych „hamulcowych” IV Rzeszy, zaplątał się w Iranie i w zasadzie może nawet znaleźć się w sytuacji, gdzie sojusznicza pomoc będzie bezcenna, a Niemcy takie okazje potrafią stuprocentowo wykorzystać.
Ogólnie, każde osłabienie pozycji USA jest sygnałem do wzmożenia wysiłków niemieckich. Było to bardzo widoczne podczas rządów Bidena, który szybko dał Niemcom wolną rękę w Europie.
Warto posłuchać tamtej rozmowy.

***

My w Hiszpanii i z nadzieją na trochę słońca i ciepła, ale w takich w Jakuszycach jest jeszcze pełno śniegu i kilka tysięcy narciarzy biegowych szykuje się na swoiste święto tej dyscypliny sportu. W połowie lutego, w tamtejszej stacji sportowej pojawia się międzynarodowy tłum, w tym roku pięćdziesiąty już raz. W ciągu kilku dni odbywa się szereg biegów; na 50, 30 i 25 kilometrów oraz kilka dyscyplin rodzinnych.
Interesuję się tą imprezą, gdyż uczestniczy w niej Pan Wojtek.
Poznaliśmy się końcu lat siedemdziesiątych. Przez kilka lat pracowaliśmy w tym samym miejscu i wspólnie uprawialiśmy biegi przełajowe.
Pan Wojtek, rocznik 1940, jest obecnie najstarszym zawodnikiem Biegu Piastów, a uczestniczył w nim już dwadzieścia razy. Biega na dystansie 25 km.
Z pogodą jest raz lepiej, raz gorzej. W tym roku, w dzień jego konkurencji lało jak z cebra. Widać to na zdjęciach, gdzie Pan Wojtek nosi pelerynę.
Razem z nim biegło ponad 1700 osób.

***

Pani Basia słucha ciurkiem youtubowych filmów śp. ks. Pawlukiewicza. Z naszego punktu widzenia odszedł on do Pana za wcześnie. Kaznodzieja nieprzeciętny i praktyczny, sypiący przykładami z życia, używający pięknego języka. Doktor teologii pastoralnej z KUL-u.
Przez lata głosił cieszące się popularnością kazania w warszawskim akademickim kościele św. Anny. Piastował też szereg ważnych funkcji w kościele. Autor licznych publikacji.
Dlaczego Pani Basia słucha ks. Pawlukiewicza? Sprawia to chyba mieszanina ciepłego głosu, elementów humoru nawet gdy tematy są poważne oraz pokłady optymizmu, tej przysłowiowej chrześcijańskiej nadziei promieniującej od bardzo chorego już człowieka.
Zmarł 21 marca 2020 roku, w środku pandemii. Na pogrzebie było kilkanaście osób. Pochowany na Starych Powązkach.
W tym samym roku Prezydent RP Andrzej Duda nadał mu pośmiertnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne osiągnięcia w pracy duszpasterskiej i działalności społecznej.

***

Pianistę Vikingura Olafssona usłyszałem pierwszy raz w covidovej przerwie w życiu. Odpowiedzią na lockdowny był „Tiny Desk (Home) Concert”. Koncepcja zapoczątkowana przez NPR Music już w 2008 roku, koncertami bez widowni, ale pasującą jak ulał do covidowej sytuacji.
Grał wtedy swą własną adaptację Andante z Sonaty organowej Nr. 2 JSB.
https://www.youtube.com/watch?v=HdKkRs6H8jE 
Muzyka w jego wykonaniu emanowała absolutnym spokojem, tak potrzebnym wtedy, a będącym chyba jedną z wewnętrznych cech artysty. Ten spokój to może efekt miejsca narodzin – Islandii. Jak zaznacza Vikingur, nie ma tam drzew, więc nie ma z czego zrobić tam instrumentu takiego jak fortepian. Nie ma też uczelni muzycznej. Co czyni jego studia u Juilliarda, a teraz obecność na najwyższych piedestałach muzycznych jeszcze bardziej interesującą.
Uznawany za jednego z najlepszych interpretatorów utworów Bacha na keyboard. Niektórzy wręcz nazywają go islandzkim Glenem Gouldem. Coś w tym jest, bo w 2023 pojechał na tourne z jednym tylko utworem. Słynnymi Goldberg Variations. Zagrał je 88 razy. Deutsche Grammophone wydało je na płycie w tym samym roku. Potem Ólafsson zdobył swoją pierwszą nagrodę Grammy w kategorii „Best Classical Instrumental Solo” właśnie za te Goldberg Variations.
Również w covidzie usłyszałem Adagio z Koncertu D – dur, BWV 974 sygnowane jako Bacha przeróbka utworu Marcello. I ponownie ten spokój, ale równocześnie dynamika dźwięku i perfekcja na klawiaturze.
Adagio, w swym podstawowym zarysie, nie jest na szczęście bardzo trudne więc próbuję się go nauczyć.

***

Coś niejasnego dzieje się z polską fabryką broni „Łucznik”.
Związkowcy alarmują o możliwości zwolnień, choć dyrekcja zapewnia o stabilnej pozycji fabryki, jedynej takiej w Polsce. Za Łucznikiem przemawia tradycja, przeciw, bardzo mocna konkurencja sąsiadów ze wszystkich stron. „Łucznik” wydaje się polegać jedynie na polskich zamówieniach, choć nawet w kraju nie ma monopolu.
Sprzedaż na świecie, choć możliwa, nie wydaje się mieć oparcia w mocnym marketingu. Więcej na stronie Militaria:
https://tech.wp.pl/zamieszanie-wokol-fabryki-broni-lucznik-pokazuje-kulisy-wiekszego-problemu,7277220751792480a
Mnie jednak martwi wyzierająca z różnych stron prawdziwa albo i nie, bezradność kierownictwa, czy minimalne zainteresowanie rządu tym krytycznym profilem strategicznym. Nie wierzę, aby w Polsce nie znalazło się kilka osób, które potrafiłyby poprowadzić takiego samograja do biznesowo – finansowego sukcesu!

***

Lata całe temu, tak jakoś w 2012-tym, pojechaliśmy na południe Francji. Przespaliśmy noc w Canet-en-Roussillon i potem przejechaliśmy granicę Hiszpanii. Zatrzymaliśmy się na dzień w przyjemnej Gironie i w czasie wieczornego spaceru zajrzeliśmy do optyka. Tu trzeba dodać, że Pani Basia, z racji noszenia okularów, bardzo chętnie odwiedza sklepy z okularami i przymierza oprawki. Mało tego, swą troskę o dobry wygląd przelewa na mnie, używającego okularów do czytania. Wtedy było podobnie. Tym razem uwagę jej przykuły oprawki z magnesikami z przodu umożliwiającymi rozdzielenie oprawek i z pałąkiem z tyłu pozwalającym na zawieszenie ich na szyi. Potem poznaliśmy potoczną nazwę „klik-klaki”. Musiałem słabo protestować, bo przy okazji zakupiono jedne dla mnie. Traktuję je jako okulary rezerwowe, bo nie pasuje mi ciągłe noszenie ich szyi, ale to pewno kwestia gustu, bo zakupiono potem parę dla naszej znajomej ze Scarborough i ona używa ich bardzo chętnie.
Jakoś nie mogła dotrzeć do źródła zaopatrzenia w nowe okulary, wobec czego Pani Basia dostała zamówienie na jedną parę jadąc do Europy. No i w Salou jest sklep, który takowe sprzedaje. Ma nawet całą galerię „klik-klaków”, więc wybieramy. Pani Basi podobają się jedne, a naszej znajomej inne. W końcu umawiamy się na telefon ze sklepu. Pani Basi przymierza okulary a koleżanka, pięć tysięcy kilometrów dalej wybiera.

***

A my, póki co przeflancowujemy się z powrotem do Francji. To już ostatni etap naszej półrocznej volty turystycznej. Lot z Barcelony do Paryża na szczęście nie jest długi, niecałe dwie godziny. Potem Boltem z lotniska do hotelu. Pojawiamy się już w piątek. Wieczorem zakupy w Auchanie. Najważniejsze jednak są nasze walizki, które spędziły ponad trzy miesiące w piwnicy u znajomych.
Pojutrze, w niedzielę spora uroczystość. Chrzciny ich córki. Wszystko odbędzie w katedrze św. Ludwika w Wersalu. To tuż obok pałacu. Wyciągamy z walizek ubrania. Moja marynarka wymaga potraktowania parą z żelazka, aby zlikwidować trzymiesięczne fałdy.
Cała impreza będzie w niedzielę. Mamy sobotę dla siebie.
Okazuje się, że akurat w tym tygodniu odbywa się kolejne spotkanie grupy filozoficznej. Jedziemy do Paryża RER C, potem metro 8. Wspinamy się na piąte piętro w kamienicy na Rue Feydeau odchodzącej od Rue Montmartre i zapadamy na kilka godzin w przyjazne fotele u Pani Maszki.
Tematem są podróże misyjne św. Pawła. Potem się żegnamy; nie wiemy, kiedy będziemy tutaj ponownie.

Leszek Dacko