Dziesiątki izraelskich samolotów bojowych przeprowadziły w poniedziałek nocą (z 19 na 20 października) rozległą operację lotniczą, lecąc przez przestrzeń powietrzną Syrii i Iraku aż w bezpośrednie sąsiedztwo granicy Iranu, po czym zawróciły i wróciły do baz w Izraelu. Według izraelskich i amerykańskich źródeł, z którymi rozmawiał Axios, formacja składała się z myśliwców oraz samolotów tankujących i pokonała trasę zgodną ze ścieżką potencjalnego uderzenia na cele irańskie – ponad 1300 kilometrów od Izraela.

Izrael poinformował wcześniej administrację USA o planowanym locie, określając go jako ćwiczenie mające na celu „projekcję siły” i odstraszenie Teheranu przed ewentualnym atakiem przed zbliżającymi się wyborami w Izraelu (27 października). Część amerykańskich urzędników odniosła jednak wrażenie, że za formalnym uzasadnieniem kryła się nadzieja na reakcję irańską – ostrzał izraelskich maszyn przez systemy obrony powietrznej lub lotnictwo Iranu. Taki incydent dałby Jerozolimie natychmiastowy pretekst do wznowienia uderzeń na irańskie terytorium.

Operacja zbiegła się z niezapowiedzianą wizytą amerykańskiego sekretarza obrony Pete’a Hegsetha w Izraelu. Hegseth spotkał się z premierem Benjaminem Netanjahu i ministrem obrony Israelem Katzem na bazie lotniczej Uvda na południu kraju. Źródła podkreślają, że lot nie był powiązany z tą wizytą. Oficjalnie zarówno strona izraelska, jak i część amerykańskich rozmówców określała manewr jako rutynową aktywność odstraszającą, choć eksperci zwracają uwagę na ryzyko błędnej kalkulacji: irańska odpowiedź mogła doprowadzić do eskalacji i wznowienia konfliktu.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Kontekst jest szerszy. Wcześniej w październiku Netanjahu rozmawiał z prezydentem Donaldem Trumpem o możliwości przeprowadzenia nowej operacji przeciwko Iranowi przed wyborami w obu krajach. Izraelski premier wyrażał zaniepokojenie sygnałami, że Teheran podejmuje kroki w kierunku odbudowy programu nuklearnego. Szef sztabu IDF generał Ejal Zamir ostrzegał jednak, że ponowne otwarcie wojny mogłoby doprowadzić do odłożenia wyborów. Trump początkowo wydawał się skłonny do wznowienia działań, ostatecznie jednak odrzucił propozycję.

W środę, dzień po ujawnieniu informacji o locie, Netanjahu podczas ceremonii promocji oficerskiej oświadczył, że nowy przywódca Iranu – Mojtaba Chamenei – „postanowił iść w ślady ojca” i pozwolił irańskim naukowcom na dalsze prace nad bronią jądrową. „Zdjął bezpiecznik, a Iran znów próbuje rozwijać swoje bomby śmierci. Jedynym sposobem na ostateczne wyeliminowanie tego zagrożenia jest obalenie reżimu w Iranie” – powiedział premier, dodając, że takie polecenie wydał IDF, Mossadowi i służbom bezpieczeństwa.

Na razie nie ma doniesień o irańskiej reakcji zbrojnej. Sytuacja pozostaje jednak napięta: z jednej strony Izrael demonstruje zdolność do projekcji siły daleko od swoich granic, z drugiej – amerykańskie źródła wskazują na ryzyko, że ćwiczenie mogło być kalkulowaną próbą stworzenia pretekstu do kolejnej rundy uderzeń.