Cóż za zbieg okoliczności, cóż za przypadek! Ale z przypadkami trzeba uważać, bo poeta daje wyraz wątpliwości, czy w ogóle są przypadki, a śp. ksiądz Bronisław Bozowski z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, to już żadnych wątpliwości nie miał i twierdził, że nie ma przypadków, są tylko znaki. W takiej sytuacji nie ma rady – również my musimy sobie ten fenomen rozebrać z uwagą, co może on oznaczać, jako znak. Chodzi mi oczywiście o datę manifestacji, jaką na 17 października wyznaczył na Alei Szucha w Warszawie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński obrońcom Trybunału Konstytucyjnego, który zarówno obywatel Tusk Donald, jak i jego minister, obywatel Żurek Waldemar, pod pretekstem walki o praworządność, chcą osadzić osobami, na których mogliby polegać, a następnie, za ich pośrednictwem i pomocnictwem, przeprowadzić nie tylko „adwokacki” zamach stanu przeciwko panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, by zastąpić go obywatelem Czarzastym Włodzimierzem, jako marszałkiem Sejmu. Coś  musi być na rzeczy, bo i pan prezydent widocznie coś przeczuwa, skoro odwołał zaplanowaną wcześniej zagraniczną wizytę, by trzymać rękę na pulsie.
Wcześniej, jak wiadomo, pilnująca porządku ojczysta policja wtryniła do budynku Trybunału Konstytucyjnego pana Macieja Berka, który myśli, że jest sędzią TK, bo złożył śluby panieńskie wobec pana marszałka Czarzastego udając, że złożył je wobec prezydenta.
Pojawiły się tedy wzruszające wątpliwości, czy osoba, która doznaje takich objawów, że nie odróżnia marszałka Sejmu od pana prezydenta, nie powinna być najpierw przebadana przez weterynarzy, podobnie jak trójka innych ambicjonerów, którym też pan marszałek Czarzasty pomylił się z panem prezydentem. Konstytucjonalista, pan prof. Piotrowski twierdzi przytomnie, że ani pan Berek, ani pozostała trójka, nie są żadnymi „sędziami”. Pewne jest  tedy tylko to, że mają obawy – ale Kukuniek, u którego prokurator zdiagnozował niedawno wtórny analfabetyzm, utrzymuje, że jest inaczej, a za Kukuńkiem, jak za panią matką powtarza to unisono stado autorytetów moralnych. Rząd oczywiście murem stoi za osobami mającymi objawy, bo ma w tym swoje widoki, no a policja – jak to policja – słucha tego, kto jej płaci, chociaż tak naprawdę, to płacą jej podatnicy, bo rząd występuje tu tylko w charakterze postillon d`amour – ale obawiam się, że takie subtelności mogą już się w pale nie mieścić i wskutek tego osoby z objawami mogły wtargnąć do budynku TK, gdzie – ano właśnie; nie wiadomo, co było dalej, bo pan Berek twierdzi, że pan prezes Święczkowski naruszył mu cielesną nietykalność – fałszywe pogłoski utrzymują, że w tak zwanym „czułym miejscu” – ale z kolei pan prezes Święczkowski powiada, że mogło być odwrotnie.   Teraz rozwikłaniem tej zagadki będzie zajmowała się niezależna prokuratura i niezawisłe sądy – ale czy to wpłynie hamująco na rządowe plany wysadzenia w powietrze pana prezydenta Nawrockiego pod pretekstem zastosowania art. 131 konstytucji, czy też na Alei Szucha w Warszawie zapanuje anarchia, a sędziowie TK będą musieli odbywać walki wręcz z osobami cierpiącymi na wspomniane objawy, a na zewnątrz demonstranci będą przepychali się z ojczystymi policjantami, którzy służą temu, kto im… – i tak dalej?
Nasza niezwyciężona armia oczywiście stoi z bronią u nogi, bo ostatni raz dała się wciągnąć w takie przepychanki 13 grudnia 1981 roku i najwyraźniej odczuwa niechęć do zajmowania się polityką. Ja naszą niezwyciężoną armię doskonale rozumiem, bo wiadomo, że najważniejsze jest, by wypić i zakąsić, a ten błogosławiony stan osiąga się na emeryturze, do której trzeba dotrwać za wszelką cenę, bo prawdziwe życie rozpoczyna się dopiero wtedy. Dlatego  obywatele uważają, że muszą brać sprawy w swoje ręce – ale co oni tam mogą wskórać w konfrontacji z ojczystymi policjantami, którzy służą każdemu, kto im… i  tak dalej?
Tymczasem tego samego dnia, kiedy obywatele posłuszni apelom Naczelnika Państwa, próbowali ująć sprawy naszego bantustanu na odcinku praworządności w swoje ręce, przypadły 80 urodziny pana red. Adama Michnika, który od 1989 roku nieprzerwanie przewodniczy Judenratowi.
Judenrat jest jednym z ważnych, jeśli nie najważniejszym, pozakonstytucyjnych ośrodków władzy, toteż nic dziwnego, że od samego rana do pana red. Adama Michnika ze wszystkich stron naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, spływają gratulacje i rozmaite lizusowskie deklaracje, w których oczywiście przodują celebryci. Kto jak kto – ale oni doskonale wiedzą, że bez wsparcia Judenratu, czy ewentualnego dopompowania z tamtej strony, wielka sława mogłaby się w jednej chwili obrócić w jakiś okrutny żart – o czym słyszymy w arii z „Barona cygańskiego”: „Wielka sława, to żart, książę błazna jest wart, złoto toczy się  w krąg, z rąk do rąk, z rąk do rąk”. A przecież od tego, z czyich rąk do czyich potoczy się złoto, tyle zależy, więc skoro Judenrat, wprawdzie złota może nie rozdaje, ale za to rozdaje certyfikaty, to do pana redaktora Michnika wprost nie można się docisnąć – taki tłok czyni wokół niego stado autorytetów moralnych i osobistości drobniejszego płazu.
Można powiedzieć, że powtarzają się sceny z czasów Edwarda Gierka, kiedy to do Pierwszego Sekretarza tłoczyli się i partyjni i bezpartyjni i wierzący i niewierzący i żywi i uma… – no mniejsza z tym. A przecież dzisiaj mamy do czynienia z fenomenem ważniejszym, bo  o ile Pierwszy Sekretarz musiał być zatwierdzony przez Biuro Polityczne Komitetu Centralnego KPZR w Moskwie, to przewodniczący Judenratu Moskwie przecież nie podlega, tylko komuś całkiem innemu.
Wprawdzie pan red. Michnik w swoim czasie gościł w Klubie Wałdajskim, gdzie zimny ruski czekista karmił go i poił, ale – jak mawiali źli naziści – czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty, więc żadne miazmaty się go nie czepiają. Przeciwnie – spływają zeń, niczym woda po gęsi. Głupie goje, to co innego. Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie – mówi przysłowie i dlatego właśnie, gdy pan red. Michnik bywa w Klubie Wałdajskim to dziury w Niebie nie ma, podczas gdy do takich grządek pnie się ktoś niepowołany, to co się dzieje? Wtedy „cała Polska brunatnieje”.
Tak oto 80 urodziny pana red. Adama Michnika mimowolnie odsłoniły przed nami prawdziwą hierarchię naszego bantustanu – a najlepszą tego ilustracją były życzenia, jakie Jubilatowi złożył obywatel Tusk Donald, zwracając uwagę, że o ile pan red. Michnik ma z przodu ósemkę, to on, obywatel Tusk Donald – zaledwie siódemkę. Od razu widać, kto tu ważniejszy, a kto mniej ważny, bo szefem vaginetu dzisiaj może być nawet obywatel Tusk Donald, a jutro – ktokolwiek inny, to znaczy – jakiś inny absolwent Szkoły Liderów przy Departamencie Stanu,  podczas gdy przewodniczącego Judenratu mamy tylko jednego i jeśli w ogóle są jacyś ludzie niezastąpieni, to właśnie oni – bez konieczności kończenia jakichś „szkół liderów”, bo – jak powiadają Francuzi – kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat.
         Stanisław Michalkiewicz     
PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU